Sklep rzeczy utraconych - rozdział 15a/c
Eveline szła powoli wzdłuż korytarza, co chwilę zatrzymując wzrok na czymś nowym. Nigdy wcześniej nie była w zamku. Mijała ciężkie drzwi okute ciemnym metalem, stare chorągwie, portrety władców i wysokie świeczniki stojące w kamiennych niszach. Przy jednym z okien stała skrzynia z okutymi narożnikami, dalej niewielki stół z ciemnego, szlachetnego drewna.
W sklepie trafiały do niej rzeczy należące kiedyś do podobnego świata — srebrne tace, kielichy, szkatuły, rodowe pierścienie. Sprzedawane po śmierci właściciela, oddawane przez podupadłe rody albo przechodzące z rąk do rąk przez wiele lat. Tutaj po raz pierwszy widziała je na swoim miejscu.
Przy kolejnym oknie zwolniła. Z pierwszego piętra widziała niemal cały wewnętrzny dziedziniec zamku.
Służba ustawiła ławy pod ścianami, rycerze czekali już przy bramie, a nad głównym wejściem wisiały dwie ciemnozielone chorągwie Vermaar. Na schodach dwóch służących poprawiało dywan, którego dolna krawędź unosiła się przy każdym silniejszym podmuchu wiatru.
Eveline podeszła bliżej, gdy nagle za jej plecami ktoś szybko przeszedł korytarzem.
— Światło było — powiedział męski głos.
Eveline odruchowo spojrzała przez ramię. Dwóch mężczyzn szło w stronę schodów. Nie znała żadnego z nich.
— Było — odpowiedział drugi. — To jeszcze nie znaczy, że powinniśmy odrzucać Vermaar.
— Ona najwyraźniej uważa inaczej.
Ich głosy ucichły za zakrętem. Eveline przez chwilę patrzyła w stronę schodów. Po chwili z przeciwnej strony nadeszło dwóch kolejnych. Jeden miał pod pachą zwinięte dokumenty, drugi ciemny surdut z niewielkim srebrnym znakiem przy kołnierzu. Rozmawiali cicho, ale w pustym korytarzu słowa niosły się daleko.
— ...lekkomyślność. Jeden znak i nagle wszystko, co ustalano przez ostatni rok, przestaje mieć znaczenie?
Drugi odpowiedział coś, czego Eveline nie dosłyszała. Mężczyźni minęli ją, skłonili krótko głowy i zniknęli na schodach.
Eveline wróciła wzrokiem do dziedzińca.
— Wieść szybko się rozchodzi — powiedziała.
Grijs stał kilka kroków dalej, oparty plecami o kamienną ścianę.
— W zamku wszystko rozchodzi się szybko.
Spojrzała na niego.
— Rada jej nie popiera?
Grijs przez chwilę milczał.
— Rada rzadko mówi jednym głosem.
Eveline uśmiechnęła się gorzko i znów wychyliła się przez okno. Od strony miasta odezwał się róg. Na dziedzińcu rozmowy ucichły. Rycerze wyprostowali się niemal jednocześnie. Służący zajęli miejsca przy schodach. Oficer stojący przy bramie uniósł rękę.
— To oni? — zapytała.
Grijs podszedł do drugiego okna.
— Tak.
Przez chwilę Eveline widziała tylko wierzchołki proporców przesuwające się ponad murem. Potem na dziedziniec wjechali pierwsi jeźdźcy. Było ich sześciu. Za nimi pojawili się kolejni — ciemnozielone płaszcze, srebrne klamry, długie proporce Vermaar. Konie szły jeden za drugim, a orszak powoli wypełniał przestrzeń między murami.
— Który to książę?
Grijs wskazał ruchem głowy.
— Na siwym.
Eveline znalazła go po chwili. Był młodszy, niż się spodziewała. Jechał mniej więcej pośrodku orszaku, bez hełmu, w ciemnym stroju z niewielką srebrną klamrą przy szyi.
— To on?
— Tak.
— Myślałam, że będzie starszy.
Jej wzrok przesunął się dalej i zatrzymał się na postaci jadącej kilka koni za księciem. Miała na sobie czarną zbroję, gładką i niemal pozbawioną zdobień. Płyty zachodziły ciasno jedna na drugą, a wysoki kołnierz osłaniał szyję. Jednak nie to było najdziwniejsze. Całą twarz zakrywała maska. Ciemna, z wąskimi otworami na oczy.
— A ten?
Grijs spojrzał w jego stronę.
— Pierwszy strateg Vermaaru.
Eveline przyjrzała mu się uważniej.
— Dlaczego nosi maskę?
Grijs wzruszył lekko ramieniem.
— Podobno został ciężko ranny w bitwie wiele lat temu.
— Podobno?
— Tak mówią.
Pierwszy strateg siedział nieruchomo w siodle. Nie odpowiadał na ukłony ani na spojrzenia ludzi zgromadzonych na dziedzińcu. Na moment uniósł głowę. Eveline nie była pewna, czy spojrzał właśnie na jej okno, czy tylko w stronę zamku. Mimo to odruchowo cofnęła się o krok. Kiedy ponownie zerknęła na dziedziniec, patrzył już w inną stronę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania