Sklep rzeczy utraconych - rozdział 15a/c
Eveline szła powoli wzdłuż korytarza. Nigdy wcześniej nie była w zamku. Mijała ciężkie drzwi okute ciemnym metalem, stare chorągwie i portrety władców.
W sklepie trafiały do niej rzeczy z podobnego świata — srebrne tace, kielichy, rodowe pierścienie. Tutaj po raz pierwszy widziała je na swoim miejscu.
Przy kolejnym oknie zwolniła. Z pierwszego piętra widziała niemal cały wewnętrzny dziedziniec zamku.
Służba ustawiła ławy pod ścianami, rycerze czekali przy bramie, a nad głównym wejściem wisiały dwie ciemnozielone chorągwie Vermaaru. Na schodach dwóch służących poprawiało dywan, którego dolna krawędź unosiła się przy silniejszych podmuchach wiatru.
Za plecami Eveline rozległy się kroki.
— Światło było — powiedział męski głos.
Obejrzała się. Dwóch nieznajomych szło w stronę schodów.
— Było — odpowiedział drugi. — To jeszcze nie znaczy, że powinniśmy odrzucać Vermaar.
— Ona najwyraźniej uważa inaczej.
Ich głosy ucichły za zakrętem. Eveline wróciła wzrokiem do dziedzińca.
— Wieść szybko się rozchodzi — powiedziała.
Grijs stał kilka kroków dalej, oparty plecami o kamienną ścianę.
— W zamku wszystko rozchodzi się szybko.
— Rada jej nie popiera?
— Rada rzadko mówi jednym głosem.
Eveline znów wychyliła się przez okno. Od strony miasta odezwał się róg. Na dziedzińcu rozmowy ucichły, rycerze wyprostowali się, a służący zajęli miejsca przy schodach. Oficer przy bramie uniósł rękę.
— To oni? — zapytała.
— Tak — odpowiedział Grijs, podchodząc do drugiego okna.
Przez chwilę Eveline widziała tylko wierzchołki proporców przesuwające się ponad murem. Potem na dziedziniec wjechało sześciu jeźdźców, a za nimi kolejni, w ciemnozielonych płaszczach ze srebrnymi klamrami. Orszak powoli wypełniał przestrzeń między murami.
— Który to książę?
Grijs wskazał ruchem głowy.
— Na siwym.
Eveline znalazła go po chwili. Był młodszy, niż się spodziewała. Jechał pośrodku orszaku, bez hełmu, w ciemnym stroju z niewielką srebrną klamrą przy szyi.
— Myślałam, że będzie starszy.
Jej wzrok przesunął się dalej i zatrzymał na postaci jadącej kilka koni za księciem. Mężczyzna miał na sobie czarną zbroję, gładką i niemal pozbawioną zdobień. Płyty zachodziły ciasno jedna na drugą, a wysoki kołnierz osłaniał szyję. Całą twarz zakrywała ciemna maska z wąskimi otworami na oczy.
— A ten?
— Pierwszy strateg Vermaaru — odpowiedział Grijs.
— Dlaczego nosi maskę?
— Podobno został ciężko ranny w bitwie wiele lat temu — odpowiedział Grijs, wzruszając ramionami.
Strateg siedział nieruchomo w siodle. Nie odpowiadał na ukłony ani na spojrzenia ludzi zgromadzonych na dziedzińcu.
Na moment uniósł głowę.
Eveline nie była pewna, czy spojrzał właśnie na jej okno, czy tylko w stronę zamku. Cofnęła się o krok. Kiedy ponownie zerknęła na dziedziniec, patrzył już w inną stronę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania