Wspomnienia nieuczesane cz. 39
Nauczyciel literatury Witolda Gombrowicza, Czesław Ciepliński, publikował wiersze, a Gombrowicz z kolegami naśmiewali się z nich zliczając nieskończone wystąpienia słów „złoty” i „srebrny”. I to Gombrowicz zyskał nieśmiertelność swą twórczością, mimo że do szlachetnych kruszców wcale nie lgnął. Najwyraźniej od złota i srebra dużo ważniejsza gęba i pupa.
PS. Drobna próbka: https://onebid.pl/pl/ksiazki-i-starodruki-cieplinski-czeslaw-swieta-wiosny-i-zycia-warszawa-1916r-nakladem-autora/1986921#img-2
Kto nigdy nie umarł w Wenecji, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Dwie najpopularniejsze gry logiczne na świecie: Master-mind oraz Never-mind.
Nie będziesz mieszkał w historii - zapewnimy ci odpowiednio dobraną szufladę.
PS: Dla zainteresowanych: Zbigniew Herbert, Gra Pana Cogito https://wiersze.annet.pl/w,,13203
Wiadomość z ostatniej chwili: Matka Natura zamknięta w szpitalu psychiatrycznym
PS: https://www.wprost.pl/warszawa/11029246/pogoda-zwariowala-w-nowy-rok-wystapila-ogromna-anomalia.html
PS2: Tego pięknego dnia (1 stycznia 2023 r.) zrobiłem sobie noworoczną wycieczkę rowerową do Kampinosu. Niestety przygotowałem się tylko na wstępnie prognozowane 17'C (a było 19'C) i popełniłem błąd polegający na tym, że nie wziąłem koszulki na zmianę. W rezultacie już w Truskawiu w pobliżu Morza Kampinoskiego, tzn. chciałem powiedzieć w pobliżu nomen omen Mokrych Łąk, chcąc nie chcąc musiałem zawrócić.
Moim zdaniem przekleństwem demokracji jest fakt, iż nigdy nie ma wystarczających bodźców do podjęcia istotniejszych reform (jeśli na bieżąco, w krótkim terminie ktoś będzie wyraźniej pokrzywdzony - lub świadomy zagrożeń, a zarazem aktywny - będzie to zawsze mniejszość bez większej siły przebicia). Nie mamy dostatecznych bodźców do istotnych reform ustroju „najlepszego z możliwych”, ergo jedyną możliwością jest katastrofa lub wielki kryzys. Co (jakie idee) lub kto przeważy, gdy już ta katastrofa stanie się oczywista? Stawiam na „Edka”, który już dziś mocno pręży muskuły (czyli podwójna katastrofa, a może nawet do kwadratu), choć bardzo chciałbym się mylić.
A tak bardziej konstruktywnie? Należy formalnie i jak najszybciej powołać do życia ciało złożone z najwybitniejszych intelektualistów i naukowców, którzy opracowaliby plan reform. Którzy wskazaliby drogę, w jaki sposób, nie łamiąc istoty zasad demokratycznych, wdrożyć w życie najbardziej palące usprawnienia, które znacząco zwiększyłyby szansę uniknięcia katastrofy. Oczywiście inną rzeczą jest samo wdrożenie elementów tego planu - najprawdopodobniej nie obeszłoby się bez akceptacji w referendum (takie przysłowiowe "3 razy TAK"). Mało tego, takie ciało powinno być wielowarstwowe i wielopoziomowe: musi istnieć także, a może przede wszystkim, na szczeblu światowym.
Jak daleko powinniśmy się posunąć w prawach mniejszości seksualnych? Absolutnie nie można pójść na pełne ustępstwa. Dzięki temu (plus aborcja) możemy wygodnie rozsiąść się przed telewizorami i mamy zapewniony dobry temat do sycącej debaty politycznej na najbliższe 50 lat.
W reakcji na jedno z wcześniejszych Wspomnień nieuczesanych usłyszałem, że jest złym pomysłem oddawanie 50% głosów w ręce niedemokratycznie wybranego ciała (rady naukowców głosującej w imieniu życia nienarodzonego, tj. przyszłych pokoleń żywotnie zainteresowanych tym, byśmy zostawili im planetę w stanie nadającym się do użytku). Oto fragment mojej odpowiedzi: „Będę bronił stanowczo swojego pomysłu: czy ktoś mówił o niedemokratycznie wybranym ciele? Sposobów jest wiele, demokracja pośrednia (podobnie jak Trybunał Konstytucyjny, prezes NBP czy NIK), albo nawet w wyborach bezpośrednich (wcześniejszych) - z listy wyłonionej demokratycznie przez naukowców. Argument za właśnie takim rozwiązaniem [50% głosów dla reprezentantów przyszłych pokoleń] jest ważki (...) : przyznanie w pokorze, że zniszczyliśmy planetę i że przy obecnej organizacji rządzenia niewielkie są szanse na realną poprawę stanu rzeczy. Przyznanie w pokorze, że jesteśmy tymczasowymi gośćmi na tej planecie, którą powinniśmy zostawić w możliwie nienaruszonym stanie i przekazać przyszłym pokoleniom - oraz florze i faunie.”
Wszystkim, którzy zarzucać mi będą skłonni, iż w obliczu sytuacji na Wschodzie, każda, nawet najbardziej konstruktywna krytyka jest wodą na młyn tegoż Wschodu, odpowiem tak: najprawdopodobniej wiele najbardziej dziś oczywistych społecznych reform na Zachodzie nie dokonałoby się, gdyby nie obawa przed radzieckim komunizmem. Przykładowo: czy na początku XX wieku ktoś słyszał o czymś takim jak płaca minimalna?
„Myśli nieuczesane” Stanisława Jerzego Leca mają tę ciekawą właściwość, że są w założeniu bezkontekstowe - można je układać w dowolnej kolejności, wydawca mógł nimi „żonglować” w dowolny sposób. Wszystkim, którzy chcieliby mi zarzucić, iż moje „Wspomnienia nieuczesane” pozbawione są tej pięknej właściwości odpowiem: tak, macie rację.
PS. Lidia Kośka, autorka „Autobiografii słowa”, pół żartem pół serio postawiła nawet hipotezę, że dzięki ułożeniu „Myśli nieuczesanych” w odpowiedniej kolejności nabiorą one nowych znaczeń, być może nawet ujawni się nam sens życia...
Komentarze (1)
Trochę chaotyczne - choć prawdopodobnie tak miało być.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania