Poprzednie częściWspomnienia nieuczesane cz. 1

Wspomnienia nieuczesane cz. 41

Publikuję, więc jestem.

 

Zaraz po lekturze biografii Sławomira Mrożka autorstwa Anny Nasiłowskiej z ogromną przyjemnością obejrzałem „Dowód na istnienie drugiego” Macieja Wojtyszki poświęcony starciu – na gruncie neutralnym - dwóch polskich geniuszy literatury: Witolda Gombrowicza i Sławomira Mrożka. Pierwszy wciąż rozgadany, prowokujący. Drugi: wciąż milczący, prowokujący. I pijący, i to dużo.

PS. Nawiasem mówiąc niegdyś również byłem strasznym milczkiem – dla wrodzonego deficytu znajdowałem miliony uzasadnień. Podpierałem się nawet Proustem, w którego „siedmioksięgu” znalazłem spostrzeżenie, iż podczas rozmowy nigdy nie wynaleziono niczego istotnego i po prostu jest to niemożliwe. Wszelka konwersacja jest jałowa. Może dlatego Mrożek z Beckettem, gdy spotkali się w 1977 roku, milczeli. Podobno milczało im się bardzo dobrze.

Dla zainteresowanych: https://vod.tvp.pl/teatr-telewizji,202/dowod-na-istnienie-drugiego,1576782

Oraz Mrożek z Beckettem: https://www.rp.pl/literatura/art12214641-mrozek-w-odslonach-w-ksiegarniach

 

Często myślę sobie, że potrzebujemy cudu. Ja i wszyscy. Próbuję nawet modlić się o taki cud. O prawdziwy boski cud albo po prostu o jakiś niewiarygodny zbieg korzystnych okoliczności dziejowych. I tak sobie myślę, że skoro był rok 1989, to wszystko jest możliwe. I kropka.

 

Witold Gombrowicz trochę mętnie tłumaczył się później, że sierpniowe wypłynięcie z Polski w 1939 r. wcale nie było ucieczką przed wojną. Trochę się temu dziwię, bo przecież kto jak kto, ale on, Gombrowicz, który niejedno napisał w kontekście ojczyzny i patriotyzmu, mógł przecież ująć temat jako pozostawienie zaszczytu uczestnictwa w zbiorowym szaleństwie innym, bardziej do tego predestynowanym. Przy tym przecież sam Jezus uczył, by nie odpowiadać złem na zło. Jak prowokować to prowokować, najlepszą obroną jest atak, czyż nie?

 

Jak najlepiej nazwać parę bohaterów skrzywdzonych przez los? Billy i Lana?

 

Z silną obstawą można się czuć dużo bezpieczniej. Może właśnie dlatego namiętnie czytam biografie wybitnych pisarzy? (A może to tylko snobizm?! ; )

 

Przyznam, że słowo „snobizm” średnio mi się podoba, bo czai się w nim dołowanie wysokich aspiracji. Jakby było mało małości i małostkowości („myriad small creatures trying to tie us to the ground, to a life consumed by slow decay”). Pewna moja kuzynka tak by to ujęła: „śmierdzi malizną”.

 

Środek stycznia, wiatr nieco zelżał (tylko 3m/s) i Warszawa tonie w smogu (w okolicach 100 µg/m³ PM10 i PM2.5). Niemal cały wschód Polski tonie w smogu. Trzeba przyznać, że zima 2026 r. jest, jak na ostatnie lata, wyjątkowo długa i mroźna. A wiadomo, że od smrodu nie umiera się od razu, a od zimna – bardzo szybko.

 

Zachwycił mnie „Ambasador” Mrożka - swoją ascetycznością i mocą przekazu. Niesamowitym kontekstem społeczno-politycznym (warszawska premiera w październiku 1981 r.) Tak mnie zachwycił, że aż przerabiam „Anioła Stróża” na dramat (mam już pierwszy akt). Zainspirowany „Tytusem, Romkiem i A'Tomkiem” (teraz już nikt mi nie zarzuci snobizmu : D ) zmieniam tytuł na „Anioł Stróż, czyli strzały znikąd”.

Dla zainteresowanych: https://vod.tvp.pl/teatr-telewizji,202/ambasador,309413

 

Z „Testamentu” Witolda Gombrowicza możemy się dowiedzieć, iż pisarz nie zamierzał odgrywać roli „postępowego intelektualisty 'zaangażowanego' i pouczającego ludzkość, jaka ma być jej droga”. To jasne, Gombrowicz chciał tworzyć dobrą literaturę i walczyć o siebie. Ach, gdyby tylko dało się połączyć jedno z drugim i trzecim...

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania