Wspomnienia nieuczesane cz. 43
Po raz kolejny trafiłem na śmieciarkę zaparkowaną równo z pasami i tym razem nie wytrzymałem. Błagalnym głosem (przez moje tradycyjne poranne osłabienie) zwróciłem uwagę: „Nie parkujcie równo z przejściem, to niebezpieczne...”. W tym momencie usłyszałem „tak najłatwiej” i zanim pracownik wsiadł do pojazdu i zamknął drzwi zdążyłem tylko dodać uwagę o tym, iż ktoś może zginąć. No ale tak najłatwiej.
W wolnych chwilach rozwijam oprogramowanie, które chciałem nazwać John Galt. Zresztą przez pewien czas ten program tak się nazywał, jednak pobieżna analiza stanu prawnego, włącznie z konsultacją z AI, doprowadziła mnie do konkluzji, że do mniej więcej do roku 2050 lepiej tego nie robić, tym bardziej, że odradził mi to również Ayn Rand Institute. Mało tego, odmówił mi również kontaktu ze spadkobiercami praw autorki. I co poradzisz, człowiecze, na taki świat?
Obecnie każda skrajna stacja warszawskiego metra ma „swój” las: Las Kabacki, Las Młociński, Las Bródnowski oraz Las Bemowski. Ach, gdyby tak jeszcze powstała stacja Metro Kampinos...
Wracam ze spaceru z głową pełną pomysłów, siadam, próbuję spisywać, robota pali mi się w rękach i myślę sobie „no bez jaj, tyle pomysłów na raz”. Ale tak sobie myślę, że jeśli te pomysły pochodzą od Boga – a przecież to całkiem możliwe – to przecież nie wypada mówić „bez jaj”...
Dziś znowu to samo – wracam ze spaceru z głową wypchaną pomysłami - ale dziś już wiem, że lepiej się powstrzymać od „bez jaj”. Myślę więc sobie: „Panie Boże, to chyba znowu Twoja sprawka...” Ale w końcu zreflektowałem się: „sprawka?! Zdrobniale o Panu Bogu?!”
Od jakiegoś czasu chodziła za mną wątpliwość odnośnie przedimka nieokreślonego w tytule „A Love Supreme”. „Jakaś” miłość najwyższa?! Dlaczego nie „the”?! Zapytana o to AI odparła, że jest to „językowo akceptowalne, szczególnie w kontekście poezji, sztuki i języka duchowego, wzniosłego”. Że nie chodzi o miłość zdefiniowaną wcześniej, że chodzi o coś absolutnie wyjątkowego, nowego, doświadczanego tu i teraz. I naprawdę poczułem to, gdy sobie pomyślałem: „Brave New Love Supreme”.
Czasami dobre, wartościowe rzeczy idą w parze z pragmatyzmem, ale niestety nie zawsze. Gdy odchodzimy od pragmatyzmu, zwykle poświęcamy go dla jakichś wyższych wartości. Możliwych wartości jest wiele - wśród nich jest także prawda naukowa czy piękno twórczości artystycznej. Nie chcę stawiać sprawy na głowie, ale czy np. można powiedzieć o Jezusie, że Jego zachowanie było niepragmatyczne?
Ciekawe, że faszystów zgubiła komercja. W latach dwudziestych Enigma – a właściwie jej stara i uboga krewna - znalazła się w ofercie biznesowej i nie brakowało na nią chętnych – oczywiście polski wywiad również się nią zainteresował.
Kiedyś w środku dnia jechałem rowerem przez Tarchomin (kierując się nad Zalew Zegrzyński), gdy przy dość ruchliwym skrzyżowaniu ze światłami (z Myśliborską), na mojej „jedenastej” nad 30-centymetrowym krzaczkiem pochylił się ktoś w potrzebie. Wkurzył mnie podwójnie, bo od kilku lat cierpię na wielomocz i też bym tak sobie chętnie zrobił, ale jednak tego nie robię (niedaleko przy Modlińskiej są prawdziwe krzaczory). Inna sprawa, że – jak tak dobrze sobie pomyślę – to te moje wspomnienia nieuczesane, to jednak trochę ekshibicjonizm...
PS. Dla jasności: nadmierna wstydliwość też jest niedobra, bo grozi ni mniej, ni więcej, a... śmiercią (pęcherz nie jest z gumy). Ponadto łażenie pod gęstwą z gałęzi grozi złapaniem kleszcza i również nieprzyjemnymi powikłaniami...
Mocno zdziwiłem się, gdy dowiedziałem się, że mistrz słowa polskiego Bruno Schulz, podobnie jak Franz Kafka, używał w domu języka niemieckiego. Do tego niemieckie nazwisko i bezwyznaniowość (od 1934 r.) w paszporcie i - kto wie - być może tylko dzięki temu udało mu się spokojnie odbyć podróż do Paryża i z powrotem przez Niemcy w 1938 roku.
Iteracyjność procesu twórczego, zwykle niewidoczną dla ostatecznego odbiorcy, ładnie ilustruje utwór „Scenic World” zespołu Beirut. Na ich debiutanckiej płycie („Gulag Orchestrar”) ma on jeszcze przewagę prostego brzmienia elektronicznego. Poprawka znalazła się dopiero na „Lon Gisland” (EP) – tu już robi się romantycznie - mamy pełny indie folk. Mówiąc krótko: do {} while (not ready : )
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania