Pokaż listęUkryj listę

Kaleka księżniczka z końca świata: Złamanie protokołu.

Czwartek, 22 października 2026, 21:10, pokój Lilki.

 

Mejl od Jacka wisi od osiemnastej. Pewnie bym go nawet nie zauważyła gdybym nie przeglądała swojej głównej skrzynki i przypadkiem nie weszła na tą Hani. Wchodzę w wiadomość jeszcze później, dopiero po kolacji. Nigdzie mi się nie spieszy.

 

Prawie pięć dni. Tyle mu zajęło sklecenie odpowiedzi na proste pytanie. Pewnie przerosło go to intelektualnie. Nie zdziwiła bym się gdyby to co, mi wysłał, wypluł czat GPT.

 

„Oczywiście, że tak! Niezależnie od tego, czy masz piętnaście lat, trzydzieści, czy więcej. Jeśli to test, to chyba go zdałem!”

 

Właśnie takiej odpowiedzi się spodziewałam: Miły, wyważony ton. Wszystko tak jak trzeba. Tylko, że to typowy dupochron. Nie ma w tym niczego co by mówiło cokolwiek o tym jak funkcjonuje jego zgniły mózg. Szkoda.

 

Reszta mejla to typowy wywiad środowiskowy: jak mi minął tydzień, czy skończyłam „Dziewczynę z sierocińca” (skończyłam), czy piszę moją powieść (piszę). Wciągam się w to na tyle, że prawie zapominam, po co tu jestem.

 

I wtedy się zaczyna.

 

Na początek rzuca,niby lekko że mam niesamowity styl.

Przecież wiem. Czytam książki, piszę powieści,RP na character.ai. Oczywiście że tak częsty kontakt ze słowem pisanym przekłada się bezpośrednio na moje zdolności.

 

Druga runda: Podobno mam poczucie humoru, którego zazdrościliby mi ludzie po trzydziestce. Nie ma nawet potrzeby odpowiadać na taki banał.

Według Jacka rzadki ze mnie przypadek mnie. Jestem podobno bardzo dojrzała jak na mój wiek (Jezu,jaka sztampa...)

 

Potem na dobre się rozkręcił ze słodzeniem mi. Od opisanego przeze mnie wyglądu Hani, poprzez podejście do życia, kończąc tą ciężkostrawną laurkę na moim guście muzycznym. Brakowało tylko żeby zaczął rozpływać się nad tym jak pięknie oddycham.

 

Odpisuję, moje ręce poruszają się po klawiaturze szybciej niż zazwyczaj. No bo w końcu ile można?

„Ciągle się mną zachwycasz, to doprawdy irytujące.”

 

Wysyłam. Odpowiedź przychodzi niemalże natychmiast:

 

„Teraz to Ty przesadziłaś. Nie zachwycam, tylko piszę to, co widzę. Chyba za bardzo sobie schlebiasz.”

 

Oczywiście, teraz to ja jestem czarnym charakterem.

Nagle jego cudowna Hania magicznie przemieniła się w zadufaną w sobie panienkę.

To też typowe. Takie typki jeśli nie są w stanie uwieść swojej ofiary, to ją skopią. Ale ja się nie dam skopać.

 

Piszę: „Ale o dziwo te obserwacje to same superlatywy albo przynajmniej wyławianie samych pozytywnych aspektów, fuj.”

 

Wysyłam.

Po dziesięciu minutach - nic. Po kolejnych piętnastu nadal bez zmian.

 

Wiem, co oznacza ta cisza. Zachowałam się niezgodnie z protokołem.

Teraz nastąpi albo karanie ciszą albo totalne porzucenie projektu „Hania” przez Jacka.

 

Czekam z napięciem, którego sama do końca nie rozumiem. O północy skrzynka dalej świeci pustkami. W piątek również. Sobota nadal nie przynosi zmian.

 

Nie wiem dokładnie kiedy to się zaczęło, ale sprawdzam skrzynkę co godzinę. W sobotę o dwudziestej drugiej łapię się na tym, że zaglądam już nawet do spamu. Nie dlatego, że czekam na Jacka. W sumie to już nawet nie wiem na co czekam.

 

Wchodzę na czaterię jako Hania. Może znajdę jakiegoś drugiego Jacka. Jednak życie szybko weryfikuje moje plany. Są tylko napaleńcy, desperaci oraz analfabeci wtórni. Żaden to materiał do analizy.

Wylogowuję się prawie bez żalu.

 

Nie żałuję, że Jacek zniknął. Żałuję, że Hania nie ma już gdzie istnieć.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania