Pobóg Welebor 18

W zaciszu opuszczonego grańca jakiegoś, w cieniu wieży stojącego, gdzie prądu nie było, więc i oczysk wszystkowidzących nie musząc się obawiać, Strzelbę – jasno jeszcze na zewnątrz – obejrzał; był to półhak z zamkiem skałkowym, cały ze stali, bardzo ciężki dla zwykłego człowieka, nie obdarzonego nadludzką siłą. Napis był na nim, a runy mówiły: "GORM SYN NIEBA UCZYNIŁ". Tutaj wypada powiedzieć o poglądach Ludian na pochodzenie Groma: jedni uważali go za boga najwyższego, ziemi i nieba pana, mówiąc, że niebo się chmurzy gromonośnymi chmurami gniew boga nieba oznaczając; inni wskazywali, że Nebes jeszcze był, bóg nieba niebieskiego, i to on, Nebes, ojcem był Gromowym; na to pierwsi powiadali, że Niebo to wyraz wszystkich bogów niebiańskich oznaczający, a Nebes tylko tytułem jest króla bogów, czyli obecnie Gorma. Napis na strzelbie tego nie rozstrzygał... A i tak bogini Noc mocniejsza była od Nieba, ale o tym zdawano się zapominać. Welebor broni oględzin dokonywał: ładowana od przodu była, dawnym sposobem, prochu trzeba było również nasypać, jednak syn Groma mniemał, że sam może zapłon mocą swoją wywołać.

Kotka jego z torby wyszedłszy ostrzegawczo miauknęła, półbóg odwrócił się: na schodach, bo tam oględzin dokonywał, poniżej, stał szepca już mu znany i przyglądał się; z siwą brodą, o twarzy kościstej, słowa jakieś memłał. Welebor proroctwo jego dawne przypomniawszy sobie teraz, że królową chronić mu stary nakazał, nie sądząc, aby o żonę królewską chodziło, bowiem ta potomstwo męskie już wydała, pomówić z nim poszedł. Tamten mętne oczy w niego wlepił na pytanie kim jest królowa, i odrzekł: "sam to odgadnąć musisz". Wtedy puścił go boski mąż, bo i cuchnął szepca okropnie. Natchniony szaleniec odszedł.

 

Z kolei Wieży opisem zajął się Welebor, a ta wzniesiona nie później niż dwa tysiące lat temu z wiedzy jeszcze przedpotopowej powstała, wtedy jeszcze poza miastem, i wkrótce siedzibą Kościeja została, liczyłby sobie nie mniej niż dwa tysiące lat zatem... O porwaniu przez niego księżniczki o imieniu już zapomnianym dalej czytał, oblężeniu trwającym lata całe, bo wieża murem litym otoczona, którego już nie było teraz, broniła się długo; obrońców nawet, sług Kościejowych, nie było wielu, ale moc czarnoksiężnika zarazy, obłęd i potworne jakieś przemiany wywoływała u oblegających. Król nawet ówczesny władzę stracił, gdy bogów prosząc o pomoc nic nie wskórał; o księżniczce wtedy zapomniano, wymazując zewsząd jej imię i udając, że nigdy nie istniała... Nie wiadomo, czym żywili się obrońcy zamku Kościeja w czasie oblężenia, przebieg jego dokładny także nie jest znany; zbudowano w końcu nasypy ziemne poza mur wysoki prowadzące, ale nikt już walczyć z czarownikiem nie chciał, tylko zrozpaczony książę narzeczony księżniczce więzionej konno z kilkunastoma towarzyszami pojechał... Nie wrócił żaden, mimo, że obrońców niemal wszystkich udało się ubić do tego czasu, ale co w samej wieży się czaiło? Chciano ziemią przeklętą uczynić okolicę całą, gdy czarodzieje niektórzy potężniejsi zjednoczyli przeciw Kościejowi siły; był między nimi i Morzysił, czarodziej–biedak. Mówiono, że tajemnice Kościejowe chcieli oni przejąć. Tak czy inaczej, trzęsienie ziemi wywołali, ale wieża ustała, mur tylko popękał... Weszli zatem, i bitwa na czary rozgorzała, ale nikt ze zwykłych ludzi jej nie widział, nie patrzono nawet w tamtą stronę, a dziewięć dni to trwało, po czym burze nad okolicą i przedziwne wiry chmur czarnych i światła z okien wieży ustały... Jeszcze kilka niedziel minęło, zanim wysłano paru skazańców na miejsce, bo żaden z czarodziejów nie wrócił; umarli zresztą ci skazańcy w męczarniach krótko potem. Wieża i okolica przeklętym uroczyskiem się stała na kilka stuleci, aż pola i wsie pomalutku znowu wieżę otoczyły. W końcu weszli do niej śmiałkowie jacyś: w środku pusta była, sam kościec jej został, ściany zewnętrzne tylko, okna puste... Zabroniono komukolwiek w niej zamieszkiwać, zresztą nikt nie śmiał; i tak stała, aż w nowych niedowiarstwa czasach obecnemu Kościejowi ją oddano. Welebor pamiętając przekazy bajeczne wiedział, że czarownik nawet starszym być musi, niż lat dwa tysiące, bowiem bajki o igle w jajku w kaczce w zającu w skrzyni na wyspie zakopanej, którą złamać trzeba, by zgładzić złego, starsze przecież były.

Zatem czarnoksiężnik po swojemu wieżę zagospodarował, cóż tam było, nie wiedział nikt... I teraz on, Welebor, miał w starą strzelbę uzbrojony porywać się na tak starożytne czary? Spytał Bramy, co robić, prawie spodziewając się, że ta ludzkim głosem zaraz przemówi... Zamiast tego kotka ruszyła do piwnic, półbóg za nią; przypomniał sobie wtedy o ginących bez śladu ludziach w Wieży okolicach... Przejście jakieś tajne do środka być musiało, może wiele takich przejść, a wiedział, że miasto przez wieki dorobiło się podziemi rozległych, tak, że niczym ser pod ziemią wyglądało... Zrozumiawszy kota przesłanie zawrócił jednak w kule do strzelby pragnąc się zaopatrzyć. Pochodnię miał na piorunki, zresztą chyba ich nawet nie potrzebował, ale nie wiedział, czy jego moc jest niewyczerpana – chyba nie była; kilka rzeczy jeszcze kupić potrzebując udał się w nocy do miasta, mając nadzieję nie zostać rozpoznanym. Brodę musiał będzie na powrót zapuścić i włosy, aby wygląd zmienić; znaków szczególnych nie miał, oprócz wzrostu, który jednak nie był aż tak ogromny, bo tylko o głowę od przeciętnego wyższy. Strzelbę owinął w jakiś papier i do torby schował.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • rozwiazanie 2 miesiące temu
    Nie chcę przesądzać, ale Kościej wydaje mi się być rodzajem żeńskim, może jest nawet niewygodną kochanką króla. Pozdrawiam 🙂
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Fakt, brakuje jakiejkolwiek postaci kobiecej. Pomyślę o tym. Dzięki,
    Pozdrawiam 🙂
  • Marek Żak 2 miesiące temu
    Przygotowania do ostatecznej rozprawy trwają. Taki smaczek, że o królowa już się nie troszczyć trzeba, bo męskie potomstwo już wydała.. czekamy:)
    P.S. Czy tam ma to być?,: zrozpaczony książę narzeczony księżniczce więzionej konno z kilkunastoma towarzyszami pojechał. To chyba stara forma, - narzeczony komuś, ale pewności nie mam.
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Ja też nie mam pewności, ale "narzec" to może być "nazwać", "przyrzec", i jeszcze inne. Ale wydało mi się sensowne, fajne i zrozumiałe. Wiedziałem, że dostrzeżesz ten szowinistyczny żart o królowej 😉
    Pozdrawiam 🙂
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    P.W↔Przeczytawszy. Nadal barwnie językowo i ciekawie, choć dialogów mi brakowszy, marudzę trochę↔Pozdrawiam🙂:)
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Spoko, fajnie, że czytawszy 😉
    Pozdrawiam również 🙂
  • Poncki 2 miesiące temu
    Czyżby Brama do Szczerbca prowadziła?
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Na to wygląda, jak później się okaże, super ta Twoja wnikliwość, aż się boję, że jakąś sprzeczność u mnie znajdziesz, ale to dobrze.
    Pozdrawiam 🙂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania