Pobóg Welebor 26

Tyle pytań, na które odpowiedzi nie miał, kłębiło się w głowie i sercu Weleborowym jak ławica śledzi; Brama patrzyła na niego, gdy tak miny różne robił i mamrotał do siebie... Nagle zamiauczała przeciągle kotka, śpiewnie i jękliwie; Pobóg zaraz sprawdził, czy karmę miała w miseczce, ale miała. "Cóż ty chcesz?" – spytał kota, i zamarł; zaśpiew koci zdawał mu się coś przypominać, coś jakby we śnie dawnym słyszanego... Przypomniał sobie: podobnie śpiewało jego przeznaczenie, mowa bogów, gdy słowo "ja" wypowiadał dzieckiem będąc, który to śpiew jego najtajniejszym imieniem, jak pamiętał z widzenia na "piorunowym krześle", było; skąd Brama wiedziała, znała to Imię, nie zastanowiło go w tej chwili, bo jął sobie ten swój okres niemowlęcy przypominać, i pojął, że przez śpiew bogów przeznaczeniem zwany zaczarowany jest. Imię jego w tej bogów mowie tworzyło jego ciało, odpowiadało mu dokładnie jakimś sposobem, ale to nie było tak zupełnie rzeczywiste, naprawdę był czymś innym; mowę szepcy wspomniał, gdy ten o bogach mówił, że zapominają kim są pijąc sok kwiatowy – zatem przeznaczenie w Mowie Bogów wyśpiewane byłoby tym sokiem, do ula zanoszonym – i żeby oderwał się... Czy to znaczy, że ma przeznaczenie swoje odrzucić? Nie wiedział, jak to zrobić, zresztą było mu ono bliskie jak jego ciało – i nagle olśnienia doznał, że to pamięć jego, z mowy bogów, z przeznaczenia powstała, jest niczym miód, który do ula pszczoły zanoszą; ul to zaświaty najwidoczniej, lecz nie kraina zmarłych, a miejsce, gdzie nowe dusze się rodzą. Królowa z przepowiedni szepcy musi być dusz rodzicielką! Na nią nastaje ten "szerszeń" – Kościej? Welebor przypuszczał, że to "miód", jego wspomnienia całego życia, są boskim pokarmem nieśmiertelności, "szkwiałem", którym ma królową uraczyć; czy to znaczy, że ma umrzeć? Tego jeszcze nie wiedział...

Powszechnie w Ludii wierzono, że dusze po prostu z powietrza powstają, albo są zmarłymi wcielonymi na powrót; były też inne zapatrywania, ale zgody żadnej nie było: nauka bogami zajmowała się, nie ludźmi, wielu też sądziło, że dusza po śmierci rozpływa się po prostu w powietrzu...

Najgłębsze dzieła prawdosłębów, to jest miłośników mądrości, mówiły o pra-ciszy i pra-ciemności jako dusz wiecznych tworzywie; zatem Nija byłaby tą "matrzycą", jak nazywano tworzywo świata, dla dusz; ale żeby Pobóg miał ratować samą niewypowiedzianą Niję, żonę, a zarazem cień Jama? To niepodobieństwem się zdawało...

Tymczasem wrócił chłopiec, Szczerbca uczeń, i oznajmił, że nikt w mieszkaniu Welebora nie mieszka; jednak ten nie myślał już tam iść – do książnicy mu trzeba! Przebranie zaczął obmyśliwać; za swoje złoto, z którym wkrótce wrócił czarodziej jego dobry, mógł mieć wszystko, zatem zakonnika postanowił udawać, taka postać nie wzbudzi w królewskim księgozbiorze podejrzeń: zakapturzony, siwobrody...

Różne zakony były, rozmaitym bóstwom służące, ale wspólnym było dążenie do uzyskania mocy przez wyrzeczenia; śluby czystości nie były wieczyste, do zakonu wstępowano by później wystąpić, kaptury noszone były dla skupienia i nie rozglądania za światowymi uciechami – takie przebranie zamierzył Welebor, u złodziei nowy papier osobisty, na zmyślone imię, zamówiwszy.

Przygotowania cały dzień zajęły, wieczorem rozegrzmiało się, jakby wieże jakieś się waliły, i błyskało, ulewa jednak nie spadła.

Nazajutrz myślał iść półbóg w przebraniu na zamek; czy czarnoksiężnik ten zły, Kościej, odnajdzie różdżkę cudowną? Czy uda się go ubiec? Nad tym nocą rozmyślał syn Gorma...

Rano wszystko gotowe było: szata szara, włosienna z głębokim kapturem, bicz do samookaleczania się przy powróśle pas stanowiącym, kostur, miska żebracza; tak ubierali się Bracia Boleśni, rozmyślający nad złem i bólem, złą sławą otoczeni, bowiem ludzie im samym zło przypisywali, jako tak zajmującym się bogami Zełem, stwórcą bólu, Dławgiem, panem głodu i żądzy, Pragą, boginią pragnienia, i innymi... Dławg przerażenie szczególne budził przez to, że pożarł był sam siebie początek tak zwanym Czarnym Dziurom dając, jakie gwiaździarze odkryli na nocnym niebie potwierdzając stare podania. Bracia Boleśni także cierpienia samym sobie zadawali wierząc, że tym sposobem zmniejszają ból u innych, bowiem ilość bólu we wszechświecie była według nich stała; tak i Welebor miał biczyk kolczasty u boku, gdy jechał ludowozem pod wzgórze zamkowe.

Na dziedzińcu dąb stary rósł, drzewo rodu Błyszczów, czerstwy był i okazały; pień gruby zdawał się z wielu mniejszych składać, całość jakiegoś olbrzyma nad głową głaz zielony trzymającego przywodziła na myśl, który lada chwila rzuci ciężar na wrogów królestwa... Półbóg minął go pokłoniwszy się, i do książnicy skierował kroki; tam nierozpoznany opłatę wzniósłszy czytanie rozpoczął.

 

Poznać chciał Welebor tajemnicę pochodzenia żołędzia, z którego Drzewo Rodu Błyszczów wyrosło; nie mógł sięgnąć do pamiętnika Błyszczyśmiała, jako że ten w Wieży Kościeja był wciąż, jednak wydano to dzieło w uszczupleniu, być może rozkazem Kościeja, bo świętego dębu co żołędź ten wydał nie nazwano tam. Wszystkich świętych dąbrów i drzew było co niemiara, o które chodzić mogło? Błyszczyśmiał, przyszły król Błystek z zachodu przyjechał, by odbić stolicę, zatem na zachodzie szukał półbóg odpowiedzi; setne już święte drzewo poznając, doprowadzony prawie do rozpaczy, bo wiele z nich mogło być tym prawdziwym, natrafił na Dąb Bartek, który to dąb nazwę swoją wziął od barci w nim znajdującej się. Dreszcz przeszedł przez Welebora: królowa pszczół, którą ma ratować! Nie wiedział, czy się nie myli, ale barć w świętym drzewie była czymś wyjątkowym, i pszczoły tam żyjące również czyniła świętymi... Zapisał sobie miejscowość, gdzie dąb ów rosnął, nie było to daleko, jeden dzień jazdy konnej, bo w takich jednostkach, między innymi, liczono długości podróżne; jednak Kościej z pewnością również tam się wybiera lub wybrał – oczywiście, jeśli nasz badacz miał słuszność, że to jest owo drzewo cudowne...

Jak z noża, czy raczej rączki, stało się na powrót drzewem, tego półbóg nie wiedział, ale miał przeczucie, to mu wystarczało; pospiesznie czarcim pociągiem wrócił, by do wyprawy się szykować... W tym samym czasie czarny śmigłowiec z czarnoksiężnikiem na pokładzie już w tamto miejsce, miasteczko Kościele, zmierzał...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (17)

  • rozwiazanie miesiąc temu
    Pomimo tylu pytań, które zadaje sobie Welebor, ma on silne przekonanie o roli Bogów w swoim przeznaczeniu, które popycha go do słusznej walki z groźnym przeciwnikiem.5. Pozdrawiam 🙂
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Ładnie powiedziane. Dzięki,
    Pozdrawiam również 🙂
  • piliery miesiąc temu
    Pięknym językiem tę część spisałeś Weloborze (wcześniejszych nie czytałem - bo na co dzień, przez Cię, stosowana maniera, która tu stylem się stała, nieco mię odpychała). /Uwagi na marginesie: bogowie pijali raczej ambrozję niż sok kwiatowy. Słabo to brzmi też ( zbyt współcześnie) "zapisał to sobie" . Półbogi pamięć mają okrutną więc notatek im nie trza a i rylcem pewnie notatek by nie sporządzali./
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dziękuję. U mnie piją bliżej nieokreślony "szkwiał", a współczesności jest w innych częściach sporo, są np. samochody. Notatkę sporządził na papierze wykonanym, jak sama nazwa wskazuje, z paproci (drzewiastej), i był to gest symboliczny raczej.
    Pozdrawiam 🙂
  • Marek Żak miesiąc temu
    Pra cisza i dużo smaczków tu znalazłem. Zobaczymy, co dalej. M
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Jutro najwcześniej będzie. Dzięki.
    Pozdrawiam 🙂
  • Grain miesiąc temu
    U Wilebora, można się zastanawiać: co było pierwej żołądź czy Borówczanka /wg mojej dziesięcioletniej córci/ żona Mieszka I. Chociaż ta Borówczanka miała właściwy podział ciała pod giezłem.
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Ostatnio dowiedziałem się od kolegi co było pierwsze, jajko czy kura. Otóż kura była w jajku w kurze w jajku w kurze itd. Czyli odpowiedzieć się da mając czas nieskończony 😃
  • Grain miesiąc temu
    Pobóg Welebor a tak naprawdę, to kura miała teściową
  • rozwiazanie miesiąc temu
    Grain...niezawodnie miała:))
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    P.W↔Przeczytałem i czytać dalsze będę. Ma w sobie–to coś–ta opowieść.
    Nie zaniżasz. Raczej zawyżasz↔Pozdrawiam😃:)
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Bardzo miło mi. Dzięki 🙂
    Pozdrawiam również !!
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Piękny odcinek, magiczny i ludzki jednocześnie. Ciekawe, czy rzeczywiście ilość bólu we wszechświecie jest stała, i czy ubywa go z każdym cierpieniem. Mnie się wydaje - że przybywa.
    Czytając o dębach przypomniałam sobie wiersz Leśmiana, "Dąb". Warto go poznać. Może go znasz, może nie:

    DĄB (Bolesław Leśmian)

    Zaszumiało, zawrzało, a to właśnie z dąbrowy
    Wbiegł na chóry kościelne krzepki upiór dębowy
    I poburzył organy rąk swych zmorą nie zmorą,
    Jakby naraz go było wespół z gędźbą kilkoro.
    Rozwiewała się, trzeszcząc, gałęzista czupryna,
    I szerzyła się w oczach niewiadoma kraina,
    A on piersi wszem dudom nastawił po rycersku,
    A w organy od ściany uderzał po siekiersku!

     Graj-że, graju, graj,
     Dopomóż ci Maj,
     Dopomóż ci miech, duda
     I wszelaka ułuda!

    Bił prawicą na lewo, a lewicą na prawo,
    Pokrzyżował ryk z jękiem, a lamenty ze wrzawą,
    Aż z tej dudy — marudy dobył dłonią sękatą
    Pieśń od wnętrza zieloną, a po brzegach kwiaciatą.
    Wyszli święci z obrazów, bo już mają we zwyku,
    Że się garną śmierciami do śpiewnego okrzyku.
    I Bóg przybył skądinąd, niebywały w tej porze,
    Niebywały, lecz cały zasłuchany! O, Boże!

     Graj-że, graju, graj,
     Dopomóż ci Maj,

     Dopomóż ci miech, duda
     I wszelaka ułuda!

    Grał ci drzewne obłędy, sen umarłej zieleni,
    Rozpacz liści, porwanych wirem zimnych strumieni,
    I grał marsze żałobne muchomorów, co kroczą
    Jedną nogą donikąd, kiedy zgon swój zaoczą.
    I grał o tem, jak mszary jeno milczą a milczą,
    Jak śmierć leśna śpi nawznak pod jagodą pod wilczą,
    I jak rosa bez oczu swemi łzami się nęka,
    I jak drzewo pod ziemią w nagły żal się rozklęka!

     Graj-że, graju, graj,
     Dopomóż ci Maj,
     Dopomóż miech, duda
     I wszelaka ułuda!

    A gdy śpiew mu uderzył durem leśnym do głowy,
    Grał wszystkiemi jarami wszystkie naraz parowy!
    Aż ten ołtarz zlękniony, gdzie wyzłota się święci,
    Chciał już runąć na ziemię, lecz potłumił swe chęci.
    A on wpodłuż organów, stare miażdżąc im koście,
    Porozpędzał swe dłonie, jak te nogi po moście,
    I, rozwiawszy tłum dźwięków po pieśniowym rozłogu,
    Wygrzmiał z miechów to wszystko, co las myśli o Bogu!

     Graj-że, graju, graj,
     Dopomóż ci Maj,
     Dopomóż ci miech, duda
     I wszelaka ułuda!

    Między Bogiem a grajem znikła inszość i przedział,
    Skoro Bóg się o sobie snów dębowych dowiedział.
    — „Odkąd żyję na świecie, a wszak jestem wieczysty,
    „Nigdym dotąd nie słyszał takiego organisty!”
    Grajek znawstwu bożemu na pamiątkę i chwałę
    Porozbujał pieśń górą w dwa ruczaje niestałe,
    Rozmurawił ją dołem, aż się kościół zielenił,
    A cienistym przyśpiewem twarz słuchacza ocienił!

     Graj-że, graju, graj,
     Dopomóż ci Maj,
     Dopomóż ci miech, duda
     I wszelaka ułuda!

    I Bóg słuchał wzruszony, słuchał duszą bezkreśną,
    A w tej duszy mu było i ruczajno i leśno,
    I coś jeszcze miarkował i coś dumał na stronie
    I biegł żywcem do grajka i wyciągał swe dłonie!
    Święci, wiedząc, co czynią, w nagłej cudom podzięce
    Poklękali radośnie, wziąwszy siebie za ręce,
    Bo, odkiedy świat światem, a śmierć jego obrębem,
    Po raz pierwszy Bóg, płacząc, obejmował się z dębem!

     Graj-że, graju, graj,
     Dopomóż ci Maj,
     Dopomóż ci miech, duda
     I wszelaka ułuda!
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Znałem, ale dzięki za przypomnienie 🙂
    Co do ilości bólu, to oni nie biorą pod uwagę przybywania dusz, tylko że ilość istnień też mniej więcej jest stała. O pochodzeniu bólu jeszcze nie było, ale ból wziął się ze słów klątwy i nienawiści Zeła. I to słowo bólu jest przekazywane, znajduje się też w narzędziach do zadawania cierpienia.
    Pozdrawiam 🙂
  • Poncki miesiąc temu
    Przyszło mi do głowy, że Welebor będzie kogoś prał tym biczem w myśl zasady jeżeli pojawia się pistolet to będzie użyty ale widzę, żem się przeliczył :P
    Ciekawy odcinek. Sięganie do ksiąg przynosi nową wiedzę a jakże 😁
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Może jeszcze będzie, też na to liczę 😃
    Przepraszam za opóźnienie, muszę przemyśleć parę rzeczy fundamentalnych, a okoliczności mi przeszkadzają. Pozdrawiam 🙂
  • Poncki miesiąc temu
    Pobóg Welebor
    No problemo, wiem coś o okolicznościach przeszkadzających 😋

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania