Pobóg Welebor 25

Bez pieniędzy i ubrania, schronił się w jakimś zaułku Welebor, by odpocząć, między blaszanymi pojemnikami śmieci pełnymi usiadł. Słabo mu się nagle zrobiło, pociemniało w oczach... Czy to ten bies Kościej go odnalazł? Zerwał się, by upaść między leżącymi odpadkami, świadomość stracił...

 

Obudził się na podłodze w pokoju jakimś, kotka Brama siedziała mu na piersi, a nad nim stali Mistrz Szczerbiec i Mszczuj, uczeń jego młody; uśmiechnął się półbóg, lecz wnet spostrzegł, że czuje się źle bardzo, ledwo ruszać mogąc. "Klątwa zamku Kościejowego" – tonem znawcy powiedział Szczerbiec – "ciebie dotknęła, ale twoje boskie przeciwciała powinny ją przemóc".

Rozejrzał się leżący – okna wybite, wieczór za nimi, podłoga pozostałościami po biesiadach usłana, na ścianach napisy; opuszczony graniec jakiś musiał to być.

"Świetnie poradziłeś sobie" – Szczerbiec pochwalił Poboga; ten zaś ręką machnął, "e tam, schudłem i uwolniłem rękę, a przy tajnicy miałem po prostu szczęście, bogowie mi pomagali", po tych słowach Welebor znów zasnął; klątwę zarazy, jak się okazało, zgodnie z przewidywaniem czarodzieja pokonał, lecz osiwiał zupełnie przez noc, w czasie której wspomnienia najgorszych chwil w Wieży go nawiedzały...

 

Przebudzony, znalazł się samym, ale jedzenie i picie było, na które się rzucił; posiliwszy się, jął rozmyślać: gdzie pojechał Kościej?

Różdżki Władzy, jak mówił, idzie szukać, która z Drzewa Wszechświata była gałązką; o tym gdzie spodziewa się ją znaleźć, mówiła chyba książka, którą czytał: o królu Błyszczyśmiale i Drzewie Rodu, które zasadził był ten na dziedzińcu zamkowym... Ale to zbyt proste, żeby to właśnie tamto drzewo było Drzewem Wszechświata, to był dąb po prostu pięćsetletni, wróżono z jego szumu, siedzibą był przodków królewskich, ale żeby środkiem świata był? Szkoda, że książki nie zabrał ze sobą... może coś innego ważnego tam było...

 

Postanowił z czarodziejem Szczerbcem rozmówić się, gdy ten wróci, a na razie siedzibę swoją oglądał: całe to mieszkanie pełne było śmiecia i rozbitych sprzętów, wszystko cenniejsze wyniesiono, nawet stolec do potrzeb załatwiania; wiadro było w zamian. Drugie wiadro wodę czystą zawierało, umył się w niej Welebor, i przez okno wyjrzał: Wieża stała, o kilka budynków odległa, słońce przesłaniając... Gdzie był Kościej? Czuł półbóg, że działać musi, ubiec zamiary czarnoksiężnika, ale gdzie i czego szukać?

 

Czarodziej z uczniem wrócili niebawem, razem z zaczarowanym kotem, zastając półboga w rozmyślaniach. Co wiedział Welebor? Pierwszym właścicielem cudownego, spełniającego przedmiotu był Pirst, pierwszy władca, którego imię tłumaczy się jako "stojący na przedzie"; a jego ród wywodził się od królika, stąd później królami władców nazywano – stolica wtedy Królikowem się zwała. Pierścień, na palec ozdoba, właśnie nazwę swoją od Pirsta wziął, a korona, pierścień i berło znakami władzy królewskiej były w czasach, w których żył półbóg; pierścień Pirsta uczeni za bajkę uważali, i wyjaśnienie posłuchu jaki miał u ludzi – Welebor jednak wierzył w prawdziwość przekazu, bowiem jak bez czarów i wojska władzę jego miłujący wolność ludzie by uznali? Ze snu go wyniósł na palcu podobno, a na koniec Pierścień do morza rzucił wedle przekazów, i w pustelni żywota dokonał...

Następnie mowa była, jak czytał, o Koronie (która królom dawny wieniec, z kory wyrabiana, zastąpiła) Władzy, potem o Różdżce z Drzewa Wszechświata; drzewo to, na początku czasów po prostu Drzewo, potem w rodzajów wiele się odmieniło... Ile prawdy w bajach o powszechnej szczęśliwości, jaką Różdżki posiadacz obdarzył świat, półbóg nie wiedział, szczególnie, że przeznaczenia chyba nie mógł odmienić... Na koniec nożem z rączką z drewna dziwo się objawiło, i słuch o nim zaginął, a działo się to kiedy? Więcej pytań niż odpowiedzi...

 

Chodząc po pokoju, siwowłosy i siwobrody już, broda mu bowiem w niewoli urosła, czekał półbóg na czarodzieja Szczerbca; gdy cała trójka, z Mszczujem i Bramą przybyła, rozpoczęła się narada. Najpierw chciał wiedzieć Welebor, czy można cokolwiek ze snu wynieść: "Świat cały ze snu pochodzi" – rzekł czarodziej, a była to prawda, bowiem Wiek Snu wedle wierzeń poprzedzał Wiek Czasu w którym żyjemy... "A co z Drzewem Rodu Błyszczów?" – dopytywał pierwszy – "przecież zasadzony był z żołędzia tylko dębowego, nawet gdyby pochodził z Drzewa Wszechświata, nie jest nim" – "Masz słuszność, ale jego korzenie to przodkowie królewscy, między nimi bóg Słoniec, ten żołędź mógł być z nieba" – głośno myślał Szczerbiec. "Trzeba na zamek iść, z królem pomówić, tylko czy nie każe mnie pojmać?" – zastanawiał się Welebor; "Ludosław ponoć wyjechał" – wtrącił Mszczuj – "w skrzyniobraźni mówili".

Zasępili się; co mieli teraz robić? Król samolotem innego króla poleciał odwiedzić, czy mają w ślad za nim się udać? Czarnoksiężnik, jako gwiaździarz królewski pewnie był na zamku, jak zawsze w takich wypadkach... A może już zdobył Różdżkę? Welebor zerknął na niebo i Wieżę, jakby smoki ogniste spodziewał się już zobaczyć... Ale słońce zza siedziby Kościeja wyszedłszy, zalewało pokój ich narady blaskiem; kotka domagała się uwagi, jakby nic się nie działo... Jedynym tropem była przestroga szalonego szepcy: "Ucz się u pszczoły mądrości, która zawsze powraca do ula"... Chodziło o dom Welebora? Ale dom dziecka, czy ulicę (ulica bowiem to żeńska postać słowa ul), gdzie mieszkał? Kim była królowa, która "panuje nad panami"? Tak mało rozumiał, lecz pójść do swego mieszkania postanowił syn Gorma, nadzieję mając, że jakąś królową tam zastanie; bo dlaczego nie? Siwy i z brodą może nie zostanie rozpoznany, lecz przebranie lepsze być musiało; sztabkę złota przeznaczoną dla króla, którą ukrył, odszukał, i poprosił Szczerbca o rozmianę – czarodziej miał odpowiednie znajomości – choć łatwe z taką złota ilością to nie było. Tymczasem Mszczuj pobiegł sprawdzić, czy mieszka tam ktoś na poddaszu, a pozostali rozważali dalej: ulica Groma, bo to była nazwa ulicy, przy której mieszkał Welebor dawniej, mogła oznaczać również dom Groma, świątynię, przy tej samej ulicy mieszczącą się; jaką królową tam można było zastać? Żoną Groma była bogini deszczu Słota, kłóciła się zresztą z mężem zawzięcie, co widać na przykładzie ognia i wody... Kłótnie między małżonkami burzą objawiały się, zwykle Słota Gora po prostu gasiła; zgodę między nimi znaczył rzadki piorun kulisty, który z kropli wody powstaje... Czarodziej wkrótce wyszedł ze złotem, aby je wymienić na pieniądz drobniejszy, a Welebor tylko z kotką został, na chłopca czekając, Mszczuja.

Następne częściPobóg Welebor 26

Średnia ocena: 3.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

  • Poncki miesiąc temu
    Dalej dumam, ale nie umiem dostrzec analogii do pszczół. Coś mi umyka, a jestem przekonany, że pszczoły znam dość dobrze.
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Cała mowa szepcy była taka:
    "Jest tyle światów, ilu ludzi! Światów? Co ja mówię, szkwiatów! By z jednego na drugi świat przeskoczyć, trzeba się oderwać, oderwać od soku, którym bogów każdy kwiat poi, aż zapominają, kim są! Oderwij się, poleć! Cała łąka twoja, pył świata jednak zawsze ze sobą poniesiesz, a to co znaczy? Droga będzie ta sama! U pszczoły ucz się mądrości, ona zawsze powróci do ula, gdzie królowa panuje nad panami. Dla niej zachowaj łyk świeżego szkwiału! Śpiesz się, bo szerszeń zbiera zastępy, aby nastać!
    Ratuj królową! Ratuj królową!"
    Więc świat to kwiat, który poi boga, aż zapomina, kim jest, ale może do ula powrócić, gdzie królowa w potrzebie. Sama "pszczelość" myślę że nie ma tu większego znaczenia. Tak naprawdę, Welebor mógłby to zrozumieć tak, że jest bogiem jak każdy człowiek, ale że zapomniał. Może się oderwać i powrócić do domu, który jest poza światem. Ale przesądy panujące w jego czasach nie pozwalają uznawać ludzi za bogów. To, że jest synem boga niewiele tu zmienia właściwie, a nawet przeszkadza. On nie rozumie tego zupełnie, nie wiadomo nawet, czy pamięta dokładnie.
    Pozdrawiam 🙂
  • Poncki miesiąc temu
    Pobóg Welebor
    czyli, jeżeli każdy człowiek porzuciłby ziemskie wygody mógłby odkryć s sobie boskość?
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Poncki, z pewnością, chociaż nie dokładnie o tym myślałem. Myślę, że się wyjaśni.
    Pozdrawiam 🙂
  • Marek Żak miesiąc temu
    Akcja się posuwa a problemy nie znikają, Bardzo mi się podoba pochodzenie słów króla i ulicy. Pozdrawiam
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Ulica naprawdę pochodzi od ula, które to słowo dziurę znaczyło (noga ulów pełna = wrzodów), tyle, że ulica to zdrobnienie.
    Pozdrawiam również 🙂
  • rozwiazanie miesiąc temu
    „Świat cały ze snu pochodzi” ...czarodziejska opowieść w swoim przekazie.5. Pozdrawiam i śledzę wydarzenia toczące się wokół Welebora 🙂
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dzięki, cieszę się 😊
    Pozdrawiam 🙂
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    P.W↔Zaiste, czytać dalej będę🙂↔Takiej opowieści jeszcze na Opowi. chyba nie było. W ten sposób napisanej. Przynajmniej z tego, co czytałem u innych. I widać, że wszystko wynika ze wszystkiego i ma swoje uzasadnienie. Tak bym jakoś rzekł.
    No i lepiej mnie się czytało, w sensie formy:)↔Pozdrawiam🙂:}
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dzięki, jestem wniebowzięty 😊
    Pozdrawiam również 🙂
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    P.W↔Może użycie kursywy, by się czasem przydało, w pewnych kwestiach?
    To jeno sugestia:))
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dekaos Dondi tak, ale nie umiem...
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    P.W↔Spróbuj tak wrzucić na stronę:
    [i]tekst[/i]→kursywa
    [b]tekst[/b]→pogrubiony
    [i][b]tekst[/i][/b]→pogrubiona kursywa.
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dekaos Dondi dzięki
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Pierwszy akapit krótki, ale malowniczy, od razu wywołuje współczucie dla bohatera. Jakiś zaułek, pojemniki pełne śmieci, i on, tam, ze swoim bagażem ostatnich doświadczeń, podobnym tym kontenerom, bezsilny, przestraszony.
    Dobrze, że nie tkwił tam zbyt długo, że znaleźli go przyjaciele.
    Czyta się z przyjemnością, a miejscami nawet z zachwytem dla tych ciekawostek opisanych Twoim oryginalnym językiem, i dla samego języka. Komentarze pod tekstem też ciekawe.
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dzięki, postaram się pisać dalej, aczkolwiek pewne okoliczności mi chwilowo przeszkadzają...
    Fajnie Cię widzieć po textem.
    Pozdrawiam 🙂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania