Pobóg Welebor 24

Rybowle, jak nazywały się takie skrzynie szklane z wodą i rybami, rozprysnęły się pod gradem pocisków; woda uwolniona na podłogę upadła ciężarem swoim i poniosła Welebora, hucząc jak wodospad, gdy ten próbował za podporą się schować. Popłynął kilka kroków razem z nieszczęsnymi rybami, dużymi i małymi, zębatymi i nie, o barwach kwiatów zamorskich; błyskomyślał, że choć uczył się czarów we śnie, to tutaj nic mu nie pomogą, za mało umie... Na początku myślał, że czarowanie polega na widzeniu świata jak bogowie, ale Szczerbiec wyprowadził go z tego przekonania mówiąc, że widzenie nie ma tu wiele do rzeczy; no to Welebor, że "odbieranie rzeczywistości" żeby być ścisłym, ale też nie – rzeczy to byty nazwane, a czarownik poza nazwania wykracza. Musi pojąć, że czary to nie "oczy" ani "rzeczy", lecz po prostu "istość". I tak, gdy rękę uwolnił z kajdan, Słowo wypowiedział mocy, choć nie pamiętał tego; to Słowo przyszło od samej Pra-Mocy, było wymyślone i nie-wymyślone, nikt też tych Słów nie naucza – gdy je sobie uświadomi, będzie mógł samym tym słowem uwalniać się z więzów... Ten wyraz jest wyrazem mocy; znaczy on, że niewola to sprawa woli, ponieważ tylko wola cudza może kogokolwiek zniewolić. Zatem, Słowo to jest wielkie, potężne... Niestety, nawet gdyby półbóg przypomniał sobie to, co wtedy wypowiedział, i tak mu to nie pomoże w walce ze stworem... Stwór nie widząc przeciwnika między podstawy rybowli wbiega, spustoszenie czyniąc – Welebor wśród ryb trzepoczących, z mieczem, nad sobą widzi słoje rozmaite potworków różnych pełne i rzeczy, o których woli nie wiedzieć, czym są – na czworakach kryje się między drewnianymi słojów owych zabudowaniami – rybę chwycić próbuje, lecz ta śliska jest, pcha więc rybę – tu kobierca nie ma – dalej od dźwigu, stwór widząc ruch strzela – kamienna podłoga całymi kawałami w powietrze leci – Welebor błyskomyśli – ręce na podłodze wodą wylanej kładzie i ładunek prądu puszcza, ile go stać – stwór rażony strzela w strop, który cały, ze sklejki, na niego spada, lecz stoi on – półbóg z mieczem podbiegłszy – nie poślizgnął się – skacze, miecz ląduje na głowie poczwary, tryska płyn jakiś... Z mieczem w czaszce olbrzym pada do tyłu, lecz strzela nadal, kryje się jego zabójca za słupem... Gdy brzęk tłuczonego szkła i śpiew kul ustaje, wychodzi – myśli o dziejopiśmie najstarszym, czy ocalał... Ocalał!

Skarb musi teraz odnaleźć! We śnie widział popłód swój pilnowany przez smoka, który to ślady pazurów swoich nieraz na plecach jego wyrył; popatrzył Welebor dokoła – i dostrzegł – obraz na ścianie, a na nim – smok; podbiegł, obraz był na murze część piętra oddzielającym, zdjął – skrzynia żelazna z pokrętłem, tajnicą zwana; liczby otwierającej nie znał... Błyskomysł włączył, i pojął: to łożysko jego i pępowina to on sam w niewoli, a uwalniać się umiał przecież. Tajnica nie czym innym jest, jak okowem dla niego – Słowo musi sobie przypomnieć! "Grom!" – do ojca swojego wykrzyknął, i wtedy Słowo przypomniał sobie, które uwalniając się wypowiedział był!

Wyszeptał to Słowo i na chybił-trafił jął pokrętłem kręcić – sił wroga lada chwila się spodziewając, jednak nic takiego nie nastąpiło, widać zakaz mieli tu wstępu, albo nic na dole nie słyszeli, lub na czterdzieste jeszcze nie dotarli – i Moc poczuwszy skrzynię otworzył! W środku było czarne, pomarszczone i suche łożysko, pępowina splątana i sucha, a także jego strzelba i nóż od króla. Zabierając jakąś narzutę tobołek zrobił, i z dobrą już myślą nad wydostaniem się stąd przemyśliwać jął, gdy coś go tknęło, i odwrócił się ku schodom: postać chuda w czarnej szacie i kapturze tam stała – Kościej! Ale teraz już nie bał się Welebor, ryknął i na wroga ruszył z gołymi pięściami, a ten – samopał mając w ręku wymierzył w półboga, który zatrzymać się musiał...

Czy pojmany znów będzie, czy zabity? Woli śmierć niż pojmanie, więc ruszył na niego z "Grom!" okrzykiem, a ten w nogi mu strzelił, jednak półboga nie powalił, spudłować musiał w cel ruchomy, wprawnym w tej broni nie będąc; odrzut nawet ręką mu targnął – Welebor już był na nim, już broń wytrącał, już kaptur mu ściągał... Nie Kościej to był, lecz ktoś podobny postawą tylko...

Nóż ten niby-czarnoksiężnik wydobyć usiłował, lecz po chwili, schwytany za rękę, sam od niego zginął...

Teraz wydostać się! Czy Kościej został powiadomiony, czy nie? Jak daleko się znajduje? Szatę lekarską miał już podartą syn Gorma; tobołek podjął i używając tkaniny po sznurze, tak jak przybył, spuścił się. Do dźwigu unieruchomionego wszedł górą, drzwi na trzydziestym piętrze siłą rozsunięte ustąpiły... Nikogo nie było, pusty korytarz, więc czym prędzej ku schodom – zszedł nie niepokojony, ale wyżej głosy słyszał – omijając poziom wyjścia głównego do podziemi, by znanym sobie wyjściem tajnym wydostać się. Zasuwa bez kłódy była, odsunął, i obie części bramy na oścież otworzywszy wyjść chciał, jednak światło było potrzebne; zaklął Welebor, do samochodów się cofnął, i wybiwszy strzelbą okno jednego z nich piorunka znalazł. Nie wierząc prawie w tak łatwy odwrót, przyświecając sobie, do jaskini się skierował, wiedząc, że jeszcze wolnym nie jest, szczególnie, że drogi powrotnej nie pamiętajac, kotki swojej wypatrywał jak zbawienia. Jednak nigdzie jej nie było... Do podziemia wieży wrócił spocony, do samochodu wsiadł, uruchomił mocą swoją nad prądem panowania, choć nie prowadził wcześniej nigdy, i ruszył – wiedział mniej więcej co do czego było – i wężykiem jadąc na górę po ślimaku, który to podjazd stanowił, czuł już prawie świeżego powietrza dech w płucach... Na górze ochrona kręciła się przy wyjeździe, pewnie nie zawahają się strzelać, więc wstrzymał oddech i ognia dał do silnika, rozpędzając się; szybko jechać było łatwiejszym, krzyczeli coś ochroniarze gdy mijał ich, lecz bezpiecznie rozbiwszy zaporę wyjechał na słońce! Wyjazd był na ulicę, gdzie zderzył się z innym jadącym pojazdem, ale niegroźnie; jednak wysiąść trzeba było – pognał jak najdalej od wieży przeklętej, dopiero gdy nie było jej widać poczuł ulgę, i wciągnął w płuca powietrze gęste i duszne, wciąż odnowy przez burzę znaleźć nie mogące, jednak dla Welebora to był szkwiał nieśmiertelnych niemal...

Następne częściPobóg Welebor 25 Pobóg Welebor 26

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (25)

  • Grain miesiąc temu
    To było w San Francisco, na Lombard Street?

    https://www.bing.com/images/search?q=Lombard+Street&form=HLTIMA&id=447AA6D409B5ED1AC6E86AA351F0FF454DAF75B2&first=1&tsc=ImageHoverTitle
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Piękne, bajeczne! Dzięki 🙂
  • Narrator miesiąc temu
    „Do podziemia wieży wrócił spocony, do samochodu wsiadł, uruchomił mocą swoją nad prądem panowania, choć prawa jazdy nie zrobił nigdy…”

    Prawo jazdy jest tak bardzo potrzebne do prowadzenia samochodu, co świadectwo ślubu do robienia dzieci.

    Chyba miałeś na myśli:
    „Do podziemia wieży wrócił spocony, do samochodu wsiadł, uruchomił mocą swoją nad prądem panowania, choć nigdy przedtem nie prowadził…”

    Taka mi się refleksja nasunęła po przeczytaniu tej części, w której jest więcej rozmyślań niż akcji, ale wciąga mnie gładkością opisu oraz oryginalnością pomysłów. 👍💜
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Masz rację, że to chciałem napisać najpierw. Zaraz zmienię. Dziękuję 😊
  • Poncki miesiąc temu
    Jakieś pół roku temu czytałem artykuł o Brytyjczyku, zatrzymanym przez policję przypadkiem.
    Starszy człowiek, prawie 85 lat nigdy nie miał prawa jazdy i nigdy nie miał ubezpieczenia a jeździł od dwunastego roku życia.
  • Grain miesiąc temu
    Poncki, ale to nie jest to tak jak z ruchaniem bez ślubu; od inicjacji do 86 roku życia.
  • Poncki miesiąc temu
    Grain,
    Tego nie wiem, jeszcze mnie tam nie ma.
    Ale jak się głębiej zastanowić to za pewne masz rację, w końcu do ruchania nie potrzeba mieć prawa jazdy 😉
  • Grain miesiąc temu
    Poncki. z naciskiem na prawo moralne, jego niemanie albo /najczęściej/ mniemanie.
  • Poncki miesiąc temu
    Grain
    A zastanawiałeś się kiedyś nad tym, czemu mężczyzna w tej sytuacji będzie wśród mężczyzn budził poważanie a kobiet pożądanie. A kobieta wśród kobiet nienawiść i zazdrość a mężczyzn pogardę i pożądanie?
    Jesteśmy społeczeństwem mizoginów.
  • Grain miesiąc temu
    Poncki, zgoda
  • Poncki miesiąc temu
    Grain a zgodzisz się też, że to nie do końca dobrze?
  • Marek Żak miesiąc temu
    Czytałem, jest ok. Nie ma żadnego doświadczenia w fantasy i to, szczerze, jest moja pierwsza:). Wojen Gwiezdnych nie liczę, bo to film. Pozdrawiam
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dzięki Marku. Jedyne fantasy jakie mógłbym polecić to Conan Roberta Howarda, i to w jednym tylko przekładzie wydawnictwa Alfa...
    Pozdrawiam 🙂
  • rozwiazanie miesiąc temu
    Wartko się czyta i aż szkoda, że odcinek szybko się kończy, ale czekam na następne.5. Pozdrawiam 🙂
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dziękuję, cieszę się bardzo 😊
    Pozdrawiam również 🙂
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    P.W↔No faktycznie, wartko się czyta i tak "naocznie dzieje się" Opisy też żwawe i plastyczne. Jest co czytać... ↔Pozdrawiam😊:)
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dzięki,
    Pozdrawiam również 🙂
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Wciąż fajna lektura... 🙂

    Mała propozycja poprawkowa:

    "Rybowle, jak nazywały się takie skrzynie szklane z wodą i rybami, rozprysnęły się..."

    - może wywal piąte słowo z tego zdania - "takie".
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dzięki.
    To zdanie nawiązuje do poprzedniego odcinka, gdzie na końcu jest już mowa o tych aqwariach... Stąd "takie"
    Pozdrawiam 🙂
  • Poncki miesiąc temu
    Cóż za wspaniałe efekty specjalne:
    Posadzka rozpryskująca się od gradu pocisków.
    Rozbijane samochody.
    😀

    Szkoda, że magiczne słowo zapisane traci moc.
    Z drugiej strony może to i lepiej. Magia jest domeną rozumu i jeżeli wystarczyło by ją jedynie wyczytać by używać mogła by wpaść w "głupie" ręce i służyć nieprzemyślanie.
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    O, już wszystko przeczytałeś, super. Potem poodpowiadam, a te słowa magiczne sam nie wiem jeszcze, czy nie da się ich przekazywać, bo muszą każdemu objawić się indywidualnie, wtedy zapisanie nic by nie dało, czy po prostu jest zakaz surowy nauczania i zapisywania, i wymyślono, że wtedy słowo moc traci... Ale jeśli ktoś słyszy to słowo, to przecież może je powtórzyć; wtedy dwie możliwości, albo słowo mocy nie traci, ale nie da się go wypowiedzieć ani zapisać, albo traci, a wtedy usłyszane przez kogoś lub przeczytane traci moc dla wszystkich znających je, i trzeba szukać nowego...
  • Poncki miesiąc temu
    Pobóg Welebor
    Lub też można by myśleć, że moc trafi, ale ono po prostu dla każdego jest indywidualne.
  • Poncki miesiąc temu
    *traci
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Poncki chyba masz rację, to ma sens, bo jeśli tych Słów się nie przekazuje, to nie ma sposobu stwierdzić, czy jest to samo czy inne...
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dla wszystkich

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania