Pobóg Welebor 23

Kościej przyszedł do więźnia swojego razem z jednym morcem, co przyświecał; w ręku miał czarownik czarę z napojem jakimś, krwawym winem, jak się okazało – "oto szkwiał, który z twojej krwi zrobiłem" (szkwiałem napój bogów nieśmiertelny zwano) – rzekł, kilka kropel roniąc na półboga oczy; "wino i krew jedno jest" – dalej mówił – "w Wieku Snu" (czyli Złotym Wieku) "nie tylko długość, grubość, szerokość była, ale jeszcze czwarty taki wymiar, niebem zwany, które dlatego, jak się mówi, ono na Ziemi wtedy przebywało. Czas zamknięty był, niczym to wino krwawe w tej czarze" – ciągnął – "aż nie..." Tutaj uronił trochę więcej na twarz półboga płynu... "Widzisz? Rozpad, starość i śmierć" – oczy czarownika pod kapturem, blisko osadzone, gorące były – "ale co ty możesz z tego pojąć?"

"Drzewo Wszechświata to drzwi moje do tego nieba bogów, które nadal tu jest, tylko ukryte, niewidzialne, zwinięte" – mówił Kościej dalej – "pierścień spełniający życzenia z sęku tego Drzewa był, takoż korona z liści, różdżka z gałęzi, którego władca jest sam Nieba podporą; jak to Drzewo w środku wszystkiego stoi, jak piasta w kole, co wokół niego się obraca."

Dalej mówił, że wyrusza na poszukiwania Drzewa, a z krwią boga w swoich żyłach nie tylko otworzyć, ale i wkroczyć do Nieba zdoła; wrócić tak szybko jak możliwe obiecał, już jako wszechmocny. Nie wiedział Welebor, czy śniło mu się to, czy naprawdę to było, mieszało mu się; ileż to razy wyjście znajdował we śnie z wieży, żeby słońce wschodnie ujrzeć i obudzić się w ciemnicy!

Przestano mu pijawki przystawiać, odgadł, że wyjazd czarnoksiężnika to oznacza; i wtedy po prostu wysunął rękę jedną z obręczy, jakby trzymać go zaniechała...

Zanim odzyskał pełnię władzy nad tą ręką ścierpłą minęło parę pacierzy, wreszcie odpiął pozostałe członki, bo choć mocne niesłychanie, to jednak prostymi były zamknięcia, i stanął na nogi, kroplówki odłączywszy; ciemność zupełna panowała, drzwi jednak odszukał, wyszedł na korytarz, światło dalekie już widział...

Gdy Wieżę we śnie przemierzał – czytelnik może spyta – czy nie mógł natknąć się na Kościeja? Otóż Welebor tak naprawdę nigdzie się nie ruszał, wszystko w swojej duszy śpiącej widział; stąd też prawdziwa Wieża różniła się trochę od śnionej... To, że w zwierciadle duszy wszystko oglądał, nie oznacza, że to niebezpiecznym nie było: nieraz na plecach pręgi po pazurach potworów napotkanych we śnie do jawy przynosił, lecz nikt na szczęście niczego nie spostrzegł; ostrożnym musiał być, i ostrożnosci się uczył.

Podczas tych wycieczek swoich poznał, że na dnie wieży przebywa – piętro ujemne dziesiąte, ze znanym mu wejściem; jednak czy uciekać miał, czy odzyskać swoje, jak by nie było, części: łożysko wysuszone i pępowinę? We śnie łatwo je znajdował, niestety na szczycie były, na piętrze czterdziestym; niebosiągiem mógł dojechać, ale nie wiedział, jak liczną jest załoga zamku Kościeja... We śnie nie dało się tego stwierdzić, jednak, jeśli czarnoksiężnika istotnie nie było, to nie bał się zwykłych ludzi, czy morców, nawet uzbrojonych. Wycieńczony był, więc odszukał przewody prądowe, i przyssał się do nich ustami; jakby wodę życia pił, albo mleko matczyne – moc w niego wstąpiła! Morcy byli u niego niedawno, by kroplówki wymienić, więc nie spodziewał się nikogo napotkać, i rzeczywiście, niebosiąg odnalazł, w oświetlonej przestrzeni z kilkoma pojazdami, tak zwyczajnie, jak w każdym innym wieżowcu; a po drodze szatę lekarską, którą znalazł, wdział.

"Trzeba zmykać z tej lecznicy" powiedział głośno, i zaśmiał się sam do siebie, do swojego w zwierciadle odbicia wychudłego, gdy dźwigiem w górę jechał...

Na piętrze trzydziestym niebosiąg zatrzymał się jednak, widać wyżej tylko wybrani jeździć mogli; moc półboga na nic była wobec układów scalonych, które przejścia wyżej broniły. Nie przejął się tym Welebor, bo może nikogo na górze nie napotka, gdy drogą podąży dalej już bez pomocy dźwigu; takoż klapę w stropie niebosiągu otworzywszy, drapać się począł na górę, po sznurze z żelaza grubym. Dziesięć pięter to było, ale dla tego półboga to jak wchodzić po schodach; pułapki się jednak obawiając, prąd w tej dźwigu przepaści wyłączył, i ciemność się stała. Na górze drzwi siłą porozpychał na boki, światłem przez szparę sączącym się kierowany, i komnaty Kościejowe ujrzał; za oknami dzień był, słońce świeciło: serce Welebora zabiło szybciej – tak blisko wolności, po latach jakby mąk straszliwych, tak mu się zdawało... Nie wiedział on wtedy, że czas inaczej w wieżowcu biegnie, bowiem naprawdę był on zaczarowany: dwie noce tylko na świecie minęły!

Wszedł ostrożnie, przewodów szukał, by prąd na wszelki wypadek wyłączyć; i wtedy ziewnięcie jakieś posłyszał i trzaski... Nie może być, że to czarownik, więc kto tu śpi? Prąd już wyłączył, ale jasno było: okna światło wpuszczały; rozejrzał się, i różne dziwne rzeczy widząc, lecz nieruchome, ruch jakiś pochwycił; zza podpory stwór wielki wyszedł, zgarbiony, a i tak wyższy od półboga o głowę, o łapach długich, człekopodobny, i twarz miał jakby ludzką również, tylko jedno oko szklane było, z głowy przewody jakieś sterczały splątane... Twarz, bez zaskoczenia już, Welebor rozpoznał jako własną, tylko zniekształconą... Jedną rękę to to miało długopalczastą, wielką, z pazurami długimi, drugiej nie miało właściwie, tylko żelazne jakieś ustrojstwo mnogich zastosowań chyba... Warczeć ten stwór zaczął, jak pies, bo i pewnie psem do pilnowania był, włączony, gdy półbóg ruszył pułapkę jakąś; wystarczyło mu spięcie w przewodach zrobić pewnie, by go powalić, nie takie Welebor w snach widział koszmary, w świetle dnia nic takie straszne nie jest... Jednak szybki był stwór, uniósł żelazną tę łapę swoją, na co półbóg krok zrobił w bok, by słup między nich przemieszczeniem tym swoim wprowadzić. Błysnęło straszliwie; gdyby patrzył Welebor, pewnie by oślepł... Błyskomysł włączył; potwór zza drugiej podpory wyszedł, więc blisko miał do półboga ukrytego za pierwszą, jakieś piętnaście – dwadzieścia kroków; niebosiąg, z którego był wyszedł Welebor, pośrodku się znajdował pomieszczenia całego; słońce przez okno, gdy twarzą skierowany do dźwigu, miał po prawej; za plecami słup i potwora za nim. W dalszej części pomieszczenia, którą widział, księgozbiór był – tam uciekać nie myślał, by księgom krzywda się nie stała; na podporze po prawej, między nim a oknem, miecze jakieś były skrzyżowane i tarcza. Nie chcąc w jednym miejscu przebywać ni mgnienia zbyt długo, pobiegł tam, i w samą porę, bo stwór już dobiegł kilkoma susami i wbił jakieś ostrze wysunięte ze stalowej łapy w podporę: przeszło przez zbrojenia i kamień wylewany, z jakiego najczęściej budowano, ze zgrzytem straszliwym... Pobóg już tarczę i miecz trzymając, wciąż w tę koszulę zapinaną lekarską odziany, patrzył, jak potwór o jego twarzy wyszarpuje ostrze wielgachne spośród prętów zbrojenia. Gdyby go od tyłu mógł zajść, i za te przewody na głowie chwycić! Teraz, twarzą do stwora obok podpory stojąc, za plecami okna słoneczne mając, zerknął szybko w lewo wciąż błyskomyśląc, a tam stolik z grą królewską już mu znany, następny słup i stojak z księgą... Nie chcąc znowu, by książki ucierpiały, skoczył Welebor do natarcia, gdy stwór jeszcze ostrze to wysuwane wyszarpywał; gdy wyszarpał ów, półbóg widząc lufę działka zmienił zamiar, i przebiegając obok słupa pomiędzy nim a potworem stojącym, dał susa między szklane zbiorniki na wodę i różne za szkłem okazy, co tam zgromadzone były na jego drodze. Stwór bojowy ognia dał za nim, najpierw za plecami Welebora otwór dźwigu pustosząc, później nad głową półboga, który słysząc za plecami łoskot roztrzaskiwanego kamienia ku podłożu się zwrócił, i wtoczywszy się między te szła kruche na drewnianych skrzyniach, tarczę gubiąc, szukał schronienia przed szybkostrzelnością potężnego działka. W proch poszła cała wystawa, woda z rybami dziwnymi, krabami wielkimi, z których jeden na półboga spadł, ale martwy, pociskiem rozerwany...

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • Grain miesiąc temu
    Daj posłać łóżko, ubrać się, wysłuchać jobów najukochańszej osoby. Wstałem ledwie godzinę temu, a ty znowu półbożysz.
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Ha ha, wybacz 😉
  • Grain miesiąc temu
    ,,Wino i krew jedno jest' i jeszcze kompot od jakiejś panny przemieniony w prytę zza pazuchy
    szła kruhe - nie szkła

    Powiem Tobie, że to jest jedyna niewierszowana lektura jaką czytam ostatnio, bo te szybkie paski w telewizorze to lipa.
    Pozdrawiam ogarnięty przez barszcz ukraiński pod nosem.
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    To bardzo mi miło 😊
    Miałem taki dwuletni blisko czas czytania wyłącznie wierszy na portalach... Sam prawie nic nie czytam teraz, słucham płyt, zaległości rosną, ale Trylogię MUSZĘ przeczytać teraz.
  • Marek Żak miesiąc temu
    Ten Kościej go całkiem dobrze potraktował, kroplówki itp a Welebor znowu za nim. Nie wiem, czy się nie pogubiłem, czy on lak w realu, czy w jakimś równoległej rzeczywistości i. Pozdrawiam
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Bądź spokojny, zaznaczam, co gdzie się dzieje. Welebor tylko stwora pokona i zmywa się już.
    Pozdrawiam również 🙂
  • rozwiazanie miesiąc temu
    Świetnie, sensacyjnie piszesz.5. Pozdrawiam 🙂
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Tak jakoś wyszło, mam nadzieję, że jest różnorodnie. Dzięki.
    Pozdrawiam również 🙂
  • Narrator miesiąc temu
    Pisz dla nas powoli, bo my czytamy powoli. 🙏

    Urwał mi się film o przygodach Welebora na skutek ominięcia kilku odcinków, ale i tak przyjemnie się czyta ten mocno baśniowy tekst. 👍

    Pozdrawiam. 💜
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dziękuję 😊
    Mógłbym wrzucać jeden odcinek zamiast dwóch, może to dobry pomysł.
    Pozdrawiam również 🙂
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    P.W↔ Odpowiednio opisałeś, całe zajście. I relacja z kościejem, też coraz ciekawsza jakby. No i owe "podróże" we śnie. Też pomysł ciekawy.
    Zapewne czytać dalej będę↔Pozdrawiam🙂:)
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Dzięki, cieszy mnie to 🙂
    Pozdrawiam również!
  • Poncki miesiąc temu
    Bitwa z cyber-klonem 😁
    Grubo. Widzę, oczami wyobraźni, że jest to działko w stylu Kartaczownicy Gatlinga, ale nowoczesny taki, który jak strzela to robi Rrrrrrrrrr.
  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Wiesz, kaliber strzelby Welebora jest podobny jak działka m230... Słuchałem go, ale z tłumikiem to tylko pykanie takie... Welebor myślę dorobi się specjalnej amunicji. Pozdrawiam 🙂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania