Pobóg Welebor 20

Siedział tak w ciemnościach Welebor, pod bramą do Wieży Kościeja prowadzącą, z bronią w gotowości, czyhał. Myślał o zaginionych ludziach, kobietach a nawet dzieciach, z którymi jakie czary czarnoksiężnik wyczyniał? Czy wodę żywą ich życia pozbawiając wytwarzał? Koszmary na jawie spodziewał się ujrzeć półbóg, bo w to, że wkroczy do środka, nie wątpił, choćby przyszło mu czekać w tych ciemnościach dni, czy też noce, bo tu czasu nie było, więc tylko serca bicie czas mierzyło, więc...

Szczęk posłyszał w zamku, co rozmyślania przerwało; powoli uniósł się, schwytać jakiegoś raba Kościejowego gotowy i wypytać go. Lecz nic się nie stało, drzwi nie uchyliły się, Welebor rękę na nich trzymał, więc wiedział. Stał tak, pomieszany, długo; cały zamiar jego teraz runął, następnie potem zimnym się oblał, bo pojął: z myśliwego zwierzyną się stał, która na dodatek sama w sidła lezie, bowiem wejść musiał, cofnąć się było niemożliwym dla niego; nie po to żył, by uciekać, nawet jeśli samobójstwo teraz właściwie popełniał, wejście zamierzając. Takoż i drzwi pociągnął, jasno tam było, odźwierny już odszedł był, a może to sam Kościej drzwi mu otworzył? "Grom" – wyszeptał zabobonnie, i próg przekroczył. Oczom jego jakby wnętrze wieżowca zwykłe poniżej ziemi poziomu, gdzie pojazdy przechowywano, ukazało się, a naprzeciwko wejście do dźwigu osobowego, niebosiągiem zwanego, którą to nazwę kiedyś później czytelnikowi wyjaśnimy; dwuskrzydłowe, z żelaziwa błyszczącego, gładkie, a obok przycisk. Podszedł broń sciskając śmiałek, a myślał tylko o tym, by czarnoksiężnika do krainy umarłych razem z sobą wyprawić. Przycisku użył, drzwi rozsunęły się; wnętrze oświetlone stropu płaskiego świeciwem, nawet zwieciadło na całą ścianę, jak w większości współczesnych niebosiągów, posiadało. Zapraszał go ten bies! Przecież ładunek wybuchowy, albo wyziew trujący mógł Welebora uśmiercić... Lecz cofnąć się ten nie umiał... "Grom!" wymówił głośniej i do dźwigu wszedł; pięćdziesiąt przycisków naliczył, on był na ujemnym dziesiątym, zatem czterdzieste piętro palcem wcisnął. Drzwi się zamknęły, ruszył. Postać swoją w zwierciadle oglądał: czy to ostatni raz na siebie patrzy? Koszula przepocona, obrzyn w ręku, torba przy biodrze, twarz już trochę zarośnięta, oczy dzikie... W kieszeni przepustka do księgozbioru królewskiego, którego pewnie nigdy już nie ujrzy... Ale chwila ta prawdziwe życie w sobie zawierała, równy był czarnoksiężnikowi starożytnemu, pojął to i uśmiechnął się do siebie...

Piętra na wyświetlaczu zmieniały się szybko; serce biło półboskie, jeszcze pobojczykiem, co do strzelby przymocowany był, ładunek poprawił. Mierząc w wyjście czekał, ale nagle zamiar zmienił i broń do pochwy na plecach, którą wziął z rusznikarni, schował. Jest przecież gościem, to raz, a dwa, że Kościej nie da się tak po prostu zastrzelić, nie po to go wpuścił.

Niebosiąg stanął z lekkim wstrząsem, drzwi rozsunęły się; Welebor czarnoksiężnika spodziewał się ujrzeć za nimi, lecz nie stało się tak: wielki pokój za to się ukazał, świecami płonącymi oświetlony. Okna podłużne i obłe dookoła noc ukazywały, i Pobóg pomyślał, że zawsze zdąży przez któreś z nich wyskoczyć, by pojmanym nie zostać. Kobierzec na podłodze miękki był, gdy gość czarownika z dźwigu wyszedł, i oznajmił swoje przybycie: "Nie chowaj się Kościeju, Pobóg Welebor syn Gorma cię odwiedził, pomówmy!"

Mówiąc to rozglądał się, ale widział tylko najbliższe otoczenie, światło tak mdłym było; czarnoksiężnik równie dobrze mógł gdzieś tu być. Podszedł Welebor do stolika, tron miękki przy nim, na stoliku świeca i pole do Królewskiej Gry, jak nazywano tę starożytną wojnę bezkrwawą na drewnie w pola podzielonym, na którym wojska przesuwano według praw ścisłych; znał je półbóg, choć biegłym w grze nie był. Królowa zagrożona biciem zwróciła jego uwagę, i przypomniał sobie słowa szalonego szepcy: "chroń królową!"

Nieco dalej, przy oknie, stojak do czytania, a na nim księga, a właściwie jedna jej strona w szkło oprawna – "ze snu pierścień wyniósł Pirst ranion przez potwory śmiertelnie, lecz spełniającym życzenia pierścień był, zatem nie umarł, lecz żył" – pisało. Obok dwa pozostałe dzieła z książnicy królewskiej: oba były zakładkami zaznaczone. Otworzył Welebor "Wszelkich tajemnic krynicę" – tam ustęp o jakiejś Koronie Władzy, czyli wieńcu dębowym, na kształt korony drzewa głowę wybrańca wieńczącą... Trzecia książka, mniejsza, rękopis niedbale napisany, "Rzecz o wojnie morskiej", zaznaczony miała o Drzewie Rodu, które Błyszczyśmiał zasadził był, wyjątek...

Szmer jakiś broń natychmiast dobył odruchem mimowolnym półboga – oto i on, Kościej, czarnoksiężnik nieśmiertelny, w czarnych szatach i kapturze, wysoki, chudy, stał w oddali pewnej, światłem świec widoczny... "Co z matką moją zrobiłeś!?" – Welebor krzyknął; – "Z suką tą rozpłodową? Twoje łożysko i pępowinę, które miała, zabrałem, a ją dałem do zabawy niewolnikom moim" – wyrzekł Kościej głosem szyderczym, wysokim, owadzim. Na to nie mógł inaczej postąpić syn Gorma jak tylko "Zgiń, przepadnij!" wykrzyczeć, i ognia dać do postaci w kapturze, spod którego długa siwa broda wystawała; takoż uczynił, huk rozległ się potworny i dymu chmura zasnuła wszystko – tego nie przewidział Welebor, ale głowy nie stracił i skoczył w dym, by dopaść czarnoksiężnika, który żywy był? martwy?

Nikogo jednak nie było, zniknął tamten...

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (13)

  • rozwiazanie 2 miesiące temu
    Zajmująca lektura ”chwila ta prawdziwe życie w sobie zawierała” i ciekawa charakterystyka ”wyrzekł Kościej głosem szyderczym, wysokim, owadzim” .5. Pozdrawiam 🙂
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Dziękuję 😊
    Pozdrawiam również 🙂
  • Poncki 2 miesiące temu
    Szerszeń...
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Poncki rzeczywiście, nawet nie myślałem pisząc o tym nawiązaniu, fajnie, żeś wychwycił...
    Pozdrawiam 🙂
  • Grain 2 miesiące temu
    Podziwiam pracę, talent to za mało. I to, co z tego już wynika dla wszystkich. Ostrzegam, jakby doszło do pojedynku, niech nie przypomina tego stoczonego przez Geralta z Vilgehortzem. Nie dam się nabrać na iluzję.
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Dzięki, ja (na szczęście) zapominam fabuły, więc nie pamiętam tego pojedynku. Zresztą nie będzie żadnego, zaspoileruję 😉
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Ach, już pamiętam ten pojedynek
  • Marek Żak 2 miesiące temu
    Przypomina mi w klimacie pojedynek z "Gwiezdnych wojen". Tak na razie, ale czekamy, co dalej:). M
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Będzie myślę niepodzianka za dwie godziny 😃
    Pozdrawiam 🙂
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    P.W↔ten najbardziej, z tych co teraz czytam. Akcja zdaje się zazębiać. Odpowiednio opisane, samą kwestię wejścia i tego co wokół się działo.
    No i zakończenie!↔Pozdrawiam🙂:)
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Fajnie, że się podoba 😊
    Pozdrawiam również 🙂
  • Poncki 2 miesiące temu
    Przez chwilę się zastanawiałem, czy czasem w szachy nie zaczną grać ale po odpowiedzi Kościeja można wnioskować, że nie wyjdzie z tego cało... 😋
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Od czterech chyba lat rozmyślam nad mitologią, i motyw gry bogów bardzo mnie fascynuje... Pewnie jeszcze będzie o tym, jak nie tu to w późniejszych przygodach...
    Pozdrawiam 🙂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania