Poprzednie częściPobóg Welebor 1

Pobóg Welebor 2

Przejechał tak kilka stanic, dzielących go od miejsca zamieszkania, drzemiąc na wpół, a na wpół zasłuchany w bogate odgłosy i zgiełk czarciego pociągu, który nabierając prędkości zawodził niby duchy zmarłych podziemne to królestwo, jak wierzono, zamieszkujących; i tak zdawało mu się, że coraz to wyższa i głośniejsza nuta zawiera w sobie gniew cieni ludzkich zesłanych tu po śmierci na wieczny pół-byt, bez radości i uciech życia, i strach poczuł na myśl o wtargnięciu tych duchów do wnętrza członu w którym siedząc jechał. Uspokajał się jednak wiedząc, że światło właśnie temu pali się we wnętrzu pojazdu, aby przesądny lud uspokoić, jako że duchy jasności unikały ciemność mając za jedyne ciała pozory; wciąż wierzono, że duchy zmarłych pochodzących z ludu po śmierci porywane były do tej podziemnej Czarta dziedziny, a Welebor głęboko wierzył w bogów i starożytną mądrość, co już takie częste nie było nawet wśród ludu, bo czym życie stawało się łatwiejsze dzięki nowym darom bogów, ludzie mniej w tych bogów wierzyli, pozostając jednak przesądnymi. Na przykład, darem bogini mądrości Knigi ludzie rozwinęli przemysł mysłotkania, który polegał na gęstym splataniu cienkich niby nić pajęcza tak zwanych myślinek, które różne zadania umysłowe wykonywały, zastępując pamięć, licząc lepiej niż najlepszy rachmistrz, ucząc się również; takie myślinki stanowiły duszę tej skrzyneczki małej, o światowida nazwie, którą także Welebor miał w kieszeni uśpioną. Lecz już ocknął się na swojej stanicy i wysiadł pospiesznie.

Wszedłszy do swojego mieszkania na poddaszu z zamiarem położenia się i odpoczynku, jego wzrok padł na zapieczętowane pismo na stole, którego nie było, gdy wychodził, a które jak odgadł przynieść musiała właścicielka, pokój bowiem wynajmował. Istotnie była to poczta. Zamknąwszy drzwi przełamał pieczęć i rozwinąwszy odczytał pięknie napisane runy, głoszące jakoby on, Welebor, przekazał był potężny datek na świątynię Gorma, jak mianowano uroczyście i po dawnemu boga burz Groma, jednego z ważniejszych w Zgromadzeniu Bogów. Nie pojmując nic z tego, bowiem żadnego datku nie przekazywał, szczególnie takiego, który mógłby zasługiwać na podobne pismo, już zamierzał uznać to za pomyłkę, gdy rozległo się natarczywe pukanie, a właściwie walenie do drzwi.

Zdziwiony lekko, nie wiedząc czego się spodziewać, ale i nie podejrzewając nic złego drzwi otworzył. Do wnętrza natychmiast wkroczył wielki drab odsuwając zdumionego, a za nim jeszcze dwóch.

"Cóż to znaczy?" – spytał Welebor.

"Gdzie złoto czcigodnego kupca Liczykrupa?" – naparł na niego pierwszy drab, wymachując jakimś pismem.

"Co?" – wymamrotał spytany, odczytując podstawione pod nos pismo, z którego wynikało, jakoby on, Welebor, przed miesiącem pożyczył od niejakiego Liczykrupa pewną poważną ilość złota; bez wątpienia jego to podpis widniał wyraźny i zamaszysty.

"Cóż to znaczy?" – zaczął wymawiać, lecz cios pięści w nos przeszkodził mu w dokończeniu pytania. Nie przewrócił się, potężnie był zbudowany, ale krew popłynęła obficie; "do licha" – zdumiony jeszcze bardziej niż przed chwilą zaklął. Goście poczęli przetrząsać mieszkanie szukając widocznie jakichkolwiek kosztowności, które mogłyby pokryć dług, którego Welebor, tego był pewny, nie zaciągał u nikogo. Zajęty swoim nosem krwawiącym pozwalał im na to, nie słysząc dobrze nawet, co ów pierwszy drab krzyczy do niego. W jego życiu nie było dotąd wstrząsów podobnych: odkąd wykupił się z domu dziecka, ponieważ koszt utrzymania aż do czternastego roku życia, kiedy rozpoczął zarobkowanie, trzeba było spłacić, co zajęło mu kolejne czternaście lat, jego życie to była praca, książki i bawidło. Właśnie bawidło zwróciło uwagę gości; bawidłem nazywano urządzenie "móżdżcem" również zwane, podobne do światowida jeno większe, tak samo kłębki nici myślących, myślinek, zawierające. Używano go do "igrania", udawania kogoś kim się nie jest, przed bawidłem, które to opowiadało igrającemu jego przygody w wymyślonych światach i pokazywało obrazy tychże. Różne były światy igrania. Móżdzec Welebora był stary i dlatego doświadczony, jego wartość była znaczna, jednak tylko część niewielką dłużności mogła pokryć. Miał też spory zbiór płyt bawiących, dużych, czarnych krążków, którymi "namawiało" się bawidło do igrania, czyli kręciło te płyty na tak zwanym płytokręcie zaopatrzonym w igłę, która po rowkach płyty bawiącej wędrując, odczytywała polecenia płynące później przewodami do móżdżca. Otóż te płyty także zostały zabrane przez drabów.

Gdy nareszcie wyszli pogroziwszy mu pięściami i podsunąwszy je oraz pały okute do powąchania i obiecując wrócić, Welebor usiadł na podłodze i ukrył twarz w dłoniach, nie pojmując, za co bogowie tak go karzą; prawo bowiem było bezwzględne dla dłużników – groziło sprzedaniem w niewolę lub przymusem spłacenia długu w narządach wewnętrznych, co równało się często, choć nie zawsze, śmierci. Nieszczęsny dłużnik już widział siebie w kamieniołomach uwięzionego na długie lata, lub pozbawionego jednego z podwójnych narządów, albo i obu. Pieniędzy nie miał prawie żadnych, wypłatę odbierał zresztą "w duchu", czyli do skarbca osobistego we wszechsieci bytującego, z którego odciągano mu należność za każdym razem gdy używał "opłatka", przedmiotu zastępujacego złoto, które to złoto już z użycia prawie całkiem wyszło. Położenie jego było na pozór beznadziejne.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • rozwiazanie ponad tydzień temu
    Stracił bawiło ale jeszcze światowida uśpiona w kieszeni została. Smutne jest, że został ordynarnie potraktowany w swoim pokoju na poddaszu, w którym powinien czuć się bezpiecznie. Tak jak autor pisze „Położenie jego było na pozór beznadziejne.”, a więc niebawem dla Welebora zaświeci przysłowiowe słońce. Fajnie się czyta. Pozdrawiam 🙂
  • Pobóg Welebor ponad tydzień temu
    To bardzo się cieszę 😊
    Pozdrawiam również 🙂
  • Marek Żak ponad tydzień temu
    Świetnie się rozwija, i te cudne uwagi, jak: bo czym życie stawało się łatwiejsze dzięki nowym darom bogów, ludzie mniej w tych bogów wierzyli, pozostając jednak przesądnymi.

    Pozdrawiam
  • Pobóg Welebor ponad tydzień temu
    Super, dzięki 🙂
    Pozdrawiam również!
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Pobóg Welebor↔Nie złośliwie, lecz powtórzę. Gdyby tekst był podzielony na krótsze kawałki,
    to owe bogactwo słów, co niewątpliwie występuje, zyskałoby jeszcze bardziej.
    Gdyż w takim ściśnieniu, trochę się wszystko zlewa. Nie wiem, czy cudzysłów potrzebny.
    Jeżeli tak, to by można zamienić owe kwestie, na kursywę np.
    No ale. To jeno moje zdanie, gdyż mam odchyłkę z kawałkowaniem tekstu.
    Innym może w ogóle nie przeszkadzać↔Ogólnie na Tak!!
    Pozdrawiam:))🙂
  • Pobóg Welebor ponad tydzień temu
    Dzięki, jutro będę miał konsultacje z pewną Panią na temat textu, zobaczymy, czy Ona powie podobnie.
    Dziękuję 🙂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania