Poprzednie częściSklep rzeczy utraconych

Sklep rzeczu utraconych - rozdział 16

Grijs wyprowadził ich z sali bez słowa. Gwar uczty został za nimi już po pierwszym zakręcie korytarza. Dalej było niemal pusto; tylko co kilka kroków paliła się lampa. Vaelen szedł obok Eveline.

— Czy zawsze tak kończą się pańskie przyjęcia? — zapytała cicho.

— Nie wszystkie. Na niektórych dzieją się znacznie gorsze rzeczy.

Spojrzała na niego.

— To miało mnie uspokoić?

— Nie.

Grijs nie obejrzał się ani razu. Wrócili do skrzydła, w którym wcześniej przygotowano dla nich komnaty. Dwóch strażników stojących przy schodach wyprostowało się na jego widok, ale Grijs tylko skinął im głową.

— Od tej chwili nikt tędy nie przechodzi bez mojego pozwolenia.

— Tak jest!

Grijs zatrzymał się przed drzwiami komnaty Eveline.

— Do rana pozostanie pani tutaj.

Eveline spojrzała na drzwi, potem na niego.

— A lord Vaelen?

Grijs wskazał następne, oddalone o kilka kroków.

— Tam.

— Czyli rzeczywiście jesteśmy więźniami.

— Księżniczka powiedziała, że macie pozostać w komnatach.

— To brzmi jak uprzejmie opisane więzienie.

Grijs nie odpowiedział. Vaelen położył dłoń na klamce swoich drzwi.

— Proszę nie próbować się z nią spierać. Ćwiczy od lat.

Grijs spojrzał na niego.

— Pan też zostaje w środku.

Vaelen otworzył drzwi.

— Oczywiście.

Zatrzymał się jeszcze w progu i spojrzał na Eveline.

— Dobrej nocy, panno Vale.

— Dobrej nocy.

Eveline weszła do swojej komnaty i zamknęła drzwi. Chwilę później usłyszała metaliczny szczęk, a potem obrót klucza w zamku. A więc jednak więzienie. Suknia zaczęła ciążyć jej na ramionach niemal natychmiast. Podeszła do lustra i zaczęła wyciągać spinki z włosów. Jedną po drugiej odkładała je na blat, aż kasztanowe pasma opadły jej na ramiona. Sięgnęła po rzeczy pozostawione przed ucztą. Na krześle leżały jej codzienne ubrania. Nie było jednak skórzanej torebki.

Zmarszczyła brwi. Sprawdziła pod krzesłem, zajrzała obok kufra i pod stolik, ale niczego nie znalazła. Była pewna, że zostawiła ją tutaj przed przyjściem służącej. Podeszła do drzwi i zastukała.

— Grijs?

— Tak?

Jego głos dobiegł z drugiej strony.

— Brakuje jednej z moich rzeczy.

— Jakiej?

— Skórzanej torebki. Zostawiłam ją tutaj przed ucztą.

Przez chwilę Grijs się nie odzywał.

— Co było w środku?

— Kilka monet, krzesiwo, nóż. Nic szczególnie cennego.

— Jest pani pewna, że została tutaj?

— Tak.

Znów zapadła krótka cisza. Potem usłyszała jego głos, tym razem skierowany gdzieś dalej w korytarz.

— Bram.

Rozległy się kroki.

— Z komnaty panny Vale zginęła skórzana torebka. Przekaż to na wartownię.

— Teraz?

— Teraz.

Kroki oddaliły się w stronę schodów.

— Ktoś będzie jej szukał? — zapytała Eveline.

— Wartownia sprawdzi, kto miał dostęp do tego skrzydła podczas uczty.

— Kiedy?

— Kiedy dostaną wiadomość.

Eveline oparła dłoń o drzwi. Odpowiedź jej się nie podobała, ale przynajmniej Grijs potraktował zaginięcie poważnie.

— Dobrze.

Odeszła od drzwi. Z rozsznurowaniem sukni poradziła sobie dopiero po kilku próbach. W końcu przewiesiła ją przez oparcie krzesła, przebrała się w koszulę i położyła.

Długo nie mogła zasnąć. Dobiegały ją głosy z dziedzińca, a później stukot kopyt zza okna. Najbliżej były jednak kroki Grijsa — kilka w jedną stronę korytarza, kilka w drugą, równe i spokojne, jakby odmierzał nimi czas.

Leżała z otwartymi oczami i patrzyła w ciemność. Lucien, Strateg, Archen, Ader. Wszystko mieszało się jej w głowie. Do tego zaginiona torebka. W końcu przekręciła się na bok i naciągnęła kołdrę wyżej.

Kiedy ponownie otworzyła oczy, za oknem wisiał wąski sierp księżyca. Coś się zmieniło i przez chwilę nie wiedziała co. Dopiero po kilku sekundach zrozumiała, że Grijs przestał chodzić. Uniosła się na łokciu i nasłuchiwała.

Przez chwilę nie słyszała niczego, po czym tuż za drzwiami rozległo się ciche otarcie metalu o kamień. Grijs nadal tam był. Najwyraźniej tylko oparł się o ścianę. Gdzieś niżej, może piętro pod nimi, trzasnęły drzwi. Potem znów zapadła cisza, tak długa, że zaczęła się zastanawiać, czy tamten odgłos jej się nie przyśnił.

Po pewnym czasie kroki Grijsa wróciły, równie spokojne jak wcześniej. Eveline opadła na poduszkę. Nie wiedziała, ile czasu minęło, zanim ponownie zasnęła.

Obudził ją szybki stukot butów na korytarzu. Ktoś przebiegł obok jej komnaty, a chwilę później dobiegły ją przytłumione głosy. Odrzuciła kołdrę, podeszła cicho do drzwi i przyłożyła do nich ucho.

Zza drzwi dobiegł głos Grijsa.

— Co się stało?

Odpowiedź była zbyt cicha, żeby rozróżnić słowa.

— Powtórz.

— Znaleziono księcia.

Eveline wstrzymała oddech. Przez krótką chwilę po drugiej stronie panowała cisza.

— Gdzie? — zapytał Grijs.

— W jego komnacie.

— Żyje?

Znów nie usłyszała odpowiedzi. Poczuła, jak coś zaciska jej się w żołądku. Jeszcze kilka godzin wcześniej widziała księcia przy głównym stole. Stał przed księżniczką, wyprostowany i spokojny, choć właśnie odrzucono go przed całą salą.

— Idź — powiedział Grijs.

Kroki strażnika szybko oddaliły się korytarzem. Eveline nadal stała przy drzwiach. Po drugiej stronie znów zapadła cisza, ale tym razem trwała krótko. Po chwili usłyszała kolejne kroki. Cięższe, szybkie. Potem głos, który rozpoznała od razu — Doorn.

— Byli tutaj całą noc?

— Tak — odpowiedział Grijs.

— Oboje?

— Oboje.

— Ani razu nie wychodzili?

— Nie.

— Ty również?

— Nie odchodziłem stąd.

Doorn przez chwilę milczał. Eveline przycisnęła ucho mocniej do drzwi.

— Kiedy to się stało? — zapytał Grijs.

— Nie wiemy.

— Kto go znalazł?

— Jeden z ludzi Vermaaru.

Znów zapadła cisza.

— Nikt nie wchodzi ani nie wychodzi z tego skrzydła — powiedział Doorn. — Rozkaz księżniczki.

— Rozumiem.

— Dotyczy wszystkich.

Po chwili dobiegły Eveline kolejne kroki, tym razem od strony schodów.

— Kapitanie.

Nie rozpoznała głosu. Doorn odpowiedział coś zbyt cicho, żeby mogła usłyszeć. Przez kilka sekund dochodził do niej jedynie niewyraźny pomruk rozmowy. W końcu usłyszała Doorna wyraźniej.

— Gdzie to znaleziono?

Eveline zmarszczyła brwi. Odpowiedź znów była przytłumiona, a potem na moment zapadła cisza.

— Tak — powiedział cicho Grijs. — Znam ten nóż.

Chwilę później rozległy się kroki tuż przed jej drzwiami. Klucz wszedł do zamka. Eveline odsunęła się o krok. Zamek szczęknął i drzwi otworzyły się.

W progu stał Grijs, za nim Doorn i dwóch strażników. Jeden z nich trzymał w dłoniach kawałek ciemnego materiału.

— Proszę zostać w środku — powiedział Grijs.

Eveline nawet nie próbowała przekraczać progu. Doorn spojrzał na nią.

— Panno Vale, muszę pani coś pokazać.

Skinął strażnikowi. Ten rozchylił materiał.

Na jego środku leżał niewielki nóż. Eveline od razu rozpoznała jasną, rogową rękojeść, wytartą od częstego używania oraz niewielkie wyszczerbienie na jej końcu. To był ten sam nóż, którym dwa dni wcześniej odłamała fragment czarnej łuski z martwej bestii. Ostrze było ciemne od zaschniętej krwi.

Przez moment nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Grijs nie patrzył na nóż. Patrzył na nią. Nie musiała pytać, czy go rozpoznał.

— Czy należy do pani? — zapytał Doorn.

— Tak.

Słowo wyszło ciszej, niż zamierzała. Eveline zacisnęła palce na krawędzi drzwi i dopiero wtedy podniosła wzrok.

— Skąd go macie?

Doorn milczał przez moment.

— Znaleziono go przy księciu.

Nagle wszystko inne przestało mieć znaczenie. Kolana lekko się pod nią ugięły. Spróbowała nabrać powietrza, ale oddech zatrzymał się wysoko w piersi.

— Zgłosiłam, że zniknął — powiedziała. — Kilka godzin temu. Grijs posłał strażnika na wartownię.

Doorn spojrzał na Grijsa, a potem znów na nią.

— Na wartowni nie ma żadnego zgłoszenia o zaginięciu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • akira_artly godzinę temu

    I've really been enjoying your story your characters and storytelling are fantastic. Honestly, I think it would work incredibly well as a manga or webtoon and could help you reach an even bigger audience.

    I'm a commission-based manga/webtoon artist, and I'd love to help bring your story to life if you're ever interested. Feel free to reach out at gm@il: akiracomicart2@
    inst@ akiraa_artly

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania