Poprzednie częściUkojenie – Prolog

Ukojenie cz. 24

– Usmażę jajka, może być? – zapytała Emma, włączając ekspres.

– Pewnie, w twoim wykonaniu wszystko może być. – Zaśmiał się Trevor. – Pojedziesz ze mną do Mike'a? – Wtulił twarz w jej szyję.

– Nie wiem, nie znam go.

– Znasz, przecież już byłaś. Nie zabawimy długo, wypijemy po piwku i wrócimy –

– upraszał, ściskał blondynkę coraz mocniej.

– Trevor, udusisz mnie. Muszę zrobić śniadanie. – Dziewczyna delikatnie się odsunęła.

Chłopak jednak nie odpuszczał i ponownie objął ukochaną pod tyłu, krępując jej ręce.

– Nie zrobisz śniadania, dopóki nie odpowiesz na moje pytanie.

– Dobrze, pojadę, a teraz mnie puść.

– Nie. Uciekłaś z łóżka, musisz mi to wynagrodzić – zażądał wesoło.

– Trevor, przestań już. Dochodzi jedenasta, trzeba coś zjeść. Kawa się zaparzyła. – Blondynka się nadąsała.

To tylko rozochociło szatyna, który jeszcze mocniej opatulił ją w uścisku.

– Jak zaproponujesz mi jakąś przyzwoitą rekompensatę za poranną samotność, to cię puszczę – nabijał się.

– Bo nie pojadę!

– Ooo, to teraz tylko pogorszyłaś swoją sytuację – stwierdził zadowolony, ucałowawszy dziewczynę w szyję.

Za moment odwrócił sympatię i przykleił się do jej ust. Pocałunek nie trwał długo, chłopak zaraz ją uwolnił.

– Dobra, już nie będę, ale wieczorem się rozliczymy. Proponuję masaż. Jak nie wynagrodzisz mi dzisiejszej ucieczki, nie dam ci spać – ciągnął rozbawiony.

– Dobrze, pozwolę ci zrobić mi masaż, skoro tak bardzo nalegasz – odparowała Emma.

– Podskakujesz, widzę? Ok, zobaczymy, jaka będziesz mądra wieczorem – rzekł Trevor, puścił dziewczynę i poszedł do okna na papierosa.

Emma w końcu wrzuciła bekon na patelnię. Tommy wtargnął do kuchni.

– Dopiero smażysz bekon? Co tu robiliście tyle czasu? – Zaśmiał się, i nalewając kawę.

– Za młody jesteś na takie szczegóły – odparł Trevor.

Po chwili jajka już stały na stole. Chłopak zjadł bardzo szybko i znowu sięgnął po Marlboro. Emma spojrzała na niego, jakby chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się rozmyśliła. Chłopak zauważył jednak jej minę.

– Wiem, znowu za dużo kopcę, ale nie umiem inaczej.

– Przecież nic nie mówię.

– Ale myślisz. – Uśmiechnął się.

 

– Jedziemy? Koleś nie ma za dużo czasu.

– Tak.

– Podrzucisz mnie do pracy Jessicy? – zapytał Tommy.

– Jasne.

Kwadrans później szatyn wysadził przyjaciela pod pubem.

– Za góra dwie godziny będziemy wracać. Zajechać po ciebie? – spytał.

– Nie, może gdzieś poleziemy.

Emma od razu zrobiła dziwną minę.

– No co? Przestań już myśleć nie wiadomo, co. Chyba nie pójdę się z nią naćpać. – – warknął wkurzony Tommy i wysiadł z auta.

– Kotku, daj spokój. On już tego nie weźmie, jestem przekonany – uspokajał dziewczynę Trevor, ruszając.

Kupił po drodze kilka piw i niedługo potem wciągał Emmę do domu Mike’a. Gospodarz zostawił na stole trzy trunki, resztę zaniósł do lodówki i usiadł w fotelu, naprzeciw pary.

– Chcesz szklankę do piwa? – zapytał dziewczynę.

– Nie, dzięki, nie lubię piwa – odparła miło.

– A co lubisz?

– Martini! – ucieszył się Trevor.

– Niestety, nie mam takich wynalazków. Ale mam wódkę i sok grapefruitowy, mogę zrobić ci drinka.

– Dobrze, ale nie lej dużo alkoholu. – Emma chętnie przystanęła na propozycję.

– Jeszcze nikt nie narzekał – odparł z uśmiechem Mike i poszedł do kuchni.

Trevor w tym czasie zrobił dwa skręty i zwrócił się do swojej kobiety:

– Nie masz nic przeciwko, żebym z nim zapalił?

– Nie.

Ucałował ją i za chwilę brunet wrócił ze szklanką, która wylądowała w dłoni blondynki.

– Proszę. Nie robiłem mocnego i dałem sporo lodu. Najwyżej wypijesz osiem takich, bo jeden raczej nie ma sensu. – Zaśmiał się chłopak.

– Dziękuję.

Trevor z przyjacielem po chwili otoczeni już byli kłębami dymu. Podał skręta dziewczynie.

– Nie chcę.

– Zapal, będzie weselej – poprosił Mike.

– Nie przepadam za trawką.

Szatyn wybuchnął śmiechem.

– Nie przepadam za trawką, a niedawno chciała palić całego, jak ją poczęstowałem. Do tego się oburzyła, jak jej nie dałem. – Rechotał, przytulając najdroższą.

Emma znowu się naburmuszyła.

– Zapal – namawiał Mike.

Wzięła w końcu peta w dłoń, pociągnęła cztery razy i oddała ukochanemu.

– Co tak skromnie? – zapytał gospodarz.

– Dla niej wystarczy, nie ma głowy do używek – wyjaśnił Trevor. – Prawda, kotku? – Zaczepnie spojrzał na dziewczynę.

– Nieprawda. Gdyby to było w czasach szkoły, przegrałbyś z kretesem – odparła Emma.

– Na pewno. Nawet nie śmiałbym stanąć w szranki. – Zachichotał chłopak.

– Powiedziałam, że jarałam dwa razy, ale nie wspominałam, w jakich ilościach – walczyła dziewczyna, a lekki narkotyczny uśmiech już zagościł na jej twarzy.

Trevor kochał ten spowodowany jego złośliwością sarkazm.

– Pewnie, nie dawaj się. Przylezie taki oto dupek i się wymądrza. – Zaśmiał się Mike.

– On lubi, jak się złoszczę. Ale ja się rzadko wkurzam, a jak już, to zawsze obrywa – – pochwaliła się Emma, śmiejąc się coraz mocniej.

– Wiem, że obrywa. To mięczak – przytaknął brunet, po czym spojrzał na puste butelki. – Idę po piwo. Dokończ drinka, zrobię ci drugiego – rzekł do dziewczyny.

Emma dopiła i oddała mu szklankę. Mike przyniósł wszystkim ich trunki i ponownie zwrócił się do dziewczyny:

– Jak tam tatuaż? Mogę zobaczyć? Nie widziałem jeszcze tego odcieniu na skórze.

Emma uniosła lekko bluzkę i pokazała mu wzorek.

– Fakt. Ten kolor jest o wiele przyjemniejszy, niż poprzedni. Dobra robota. Widać, że moja szkoła – rozradował się, patrząc spod byka na Trevora.

– I teraz uczeń przegoniłby mistrza – odparował szatyn.

– Być może, mistrz nie zajmuje się rysunkiem.

– To nie ma znaczenia w kwestii robienia tatuażu – przechwalał się Trevor.

– Jak to nie ma? Rysując wyrabiasz sobie dłoń, więc i z maszynką radzisz sobie lepiej. – A jak z kłuciem? Zrobiłabyś to jeszcze raz? – zapytał dziewczynę.

– Trochę boli, ale na pewno bym to powtórzyła. Dobrze, że nie muszę. – Emma się uśmiechnęła.

– Twarda z niej sztuka. Zdziwiłem się, bo informowano mnie, że będzie płakać –

– ironizował Trevor.

– Patrz, jaki mocny? A sam łzawił, jak go kłułem – odparował Mike.

– A ty jakiś masz? – zapytała Emma, zupełnie już rozluźniona

– No przecież…

Mike zdjął koszulkę i dziewczynie ukazała się czarno-szaro-biała kobra, która zaczynała się przy szyi i przechodząc przez prawe ramię, oplatała rękę do samego łokcia.

– Robił go cztery dni – powiedział Trevor.

– Ładny – pochwaliła blondynka.

– Tu mam drugi. – Brunet pokazał jej pionowy chiński napis, wytatuowany na karku. – I jeszcze jeden – Mike przekręcił lewą rękę – po jej wewnętrznej stronie, od nadgarstka do łokcia ciągnął się napis: „Be Yourself”.

– Czwartego ci nie pokażę, jest tylko dla wybranek. No... może kiedyś. – Mike soczyście wygiął usta.

– Koleś, uważaj – syknął Trevor. Towarzystwo uderzyło śmiechem.

Gadali tak zawzięcie, że dwie godziny zleciały w trybie natychmiastowym. Emma w rezultacie wypiła siedem drinków i była już nieźle wstawiona. Trevor czekał na odpowiedni moment, w końcu wstał.

– Chodź do kuchni, mam do ciebie słowo – rzucił do przyjaciela. – Zaraz wracam. – Ucałował Emmę i zniknął w kuchni.

– Trzymaj. – Mike podał Trevorowi niewielką buteleczkę, którą ten schował w boczną kieszeń i zakrył koszulką. Zapłacił, ile przyjaciel zażądał i zapytał:

– Pamiętasz, jak wspominałem ci o małolacie w szpitalu?

– Jasne.

– On sporo popala, pomyślałem, że mógłby kupować od ciebie.

– A co, ma problem z dojściem? – Mike był nieufny.

– Nie, ale nie wiem, od kogo bierze. Nie chcę, żeby plątał się w podejrzanych miejscach. Obawiam się, że w takim towarzystwie znów może wpaść w jakieś bagno. I chyba nie myślisz, że w razie przypału by cię sprzedał? Zresztą mi też kiedyś musiałeś zaufać pierwszy raz, prawda.

– Ok, ale nie zaufam jemu, tylko tobie. Podaj mu mój numer, tylko niech dzwoni od dziesiątej do osiemnastej, w innych godzinach mu nie sprzedam. I niech powie, kto go przysłał.

– Nie ma problemu. Dzięki.

Młodszy chłopak spojrzał na zegarek – dochodziła czternasta.

– Pójdziemy już, i tak się zasiedzieliśmy – oświadczył brunetowi.

– Mam jeszcze czas.

– Nie, spadamy. Chcę skoczyć jeszcze po zakupy.

– Ok, jak chcesz. A co do niej… fajna dziewczyna. Jak przyjeżdżałem pod twoją szkołę myślałem, że to jakaś tępa rura. Jednak człowiek może się bardzo pomylić. – Roześmiał się Mike.

Trevor się uśmiechnął.

 

– Kotku, pójdziemy już – zwrócił się do Emmy

Dziewczyna wstała. Gdy byli już pod drzwiami, chłopak mocno uściskał Mike'a.

– Dzięki za wszystko. Trzymaj się.

– Cześć. Dzięki za gościnę – dodała blondynka.

– Nie ma za co. Na razie – odparł brunet, nieco osłupiały zachowaniem kumpla.

Ukochana także spojrzała dziwnie na to wszystko. Trevor chwycił ją za rękę i poszli do auta.

– Pojedziemy do mnie? Wykąpałbym się. Wracając kupimy coś do jedzenia – poprosił.

– Dobrze.

Gdy byli w połowie drogi, Trevor zauważył, że dziewczyna zasnęła, zapewne po używkach. Dojechał do zakrętu, w który wszedł bardzo łagodnie, raz po raz spoglądając raz po raz na młodą kobietę. Zatrzymał się, bezszelestnie wysiadł i poszedł otworzyć drzwi. Schował zakup do szuflady, wrócił i stanął nad dziewczyną, przypatrując się jej bacznie. Rozbawił go fakt, że usnęła tak mocno i nie załapała nawet, że są na miejscu. Wisiał chwilę nad jej głową, gdyż miała bardzo przyjemną minę, ale zaraz wziął ukochaną na ręce.

– Nie dźwigaj mnie, sama dojdę – mruknęła, gdy ją uniósł,

– A co tu dźwigać? – Roześmiał się.

Wtuliła się w niego. Chłopak zaraz ułożył ją na łóżku i przykrył kocem. Już chciał się oddalić.

– Gdzie idziesz? – bąknęła, otwierając oczy.

– Pod prysznic, zaraz wracam. Śpij – odparł chłopak, pocałował ją w czoło i zniknął w łazience.

Wlazł pod natrysk, oparł się o ścianę i uderzył w płacz. Stał tak dość długo czas i gdy w końcu wyrzucił z siebie cały żal, wziął za kąpiel. Szybko się uwinął, i wrócił do Emmy. Spała jak zabita. Od razu spostrzegł, że zrobiło się ciemniej, nadchodziła burza. Chłopak uśmiechnął się pod nosem, uwielbiał taką pogodę. Poszedł do kuchni odpalił papierosa i wlepił wzrok w okno. Nagle huknęło tak potężnie, że Trevor aż podskoczył. Znów rozpogodziła mu się twarz. Było już widać rozbłyski, które z każdą chwilą pojawiały się coraz częściej. Wstał, otworzył drzwi i stanął w progu. Był mniej więcej w połowie używki, kiedy usłyszał:

– Trevor!

Spojrzał na ukochaną – miała specyficzną minę. Zamknął drzwi i podszedł do sympatii.

– Chodź tu. – Pociągnęła go za rękę.

Położył się obok i Emma od razu się do niego przysunęła. Chłopak się rozweselił.

– Boisz się burzy? Nie żartuj. Przecież ta pogoda jest genialna, poza tym powietrze będzie lżejsze – rzucił luźno.

– Nie boję się, ale nie lubię – wybełkotała dziewczyna.

– Nie boisz się? To chodź na werandę. – Trevor uniósł się na łokciu i pociągnął ją lekko za dłoń.

– Nie.

– No chodź, chociaż do okna. Przecież to tylko wyładowania, nic ci nie zrobią. – Śmiał się chłopak, delikatnie ciągnąc ukochaną.

– Trevor, nie!

Odpuścił i legł obok. Trzymał najdroższą za rękę, wpatrując się w jej twarz. Z każdym grzmotem Emma mrugała powiekami, co jeszcze bardziej odzwierciedlało jej strach. Szatyn znów miał radochę z jej zatrwożonej miny. Przycisnął blondynkę do siebie.

– Nie bój się, przecież jesteś w domu. – Pogłaskał ją po włosach.

Dziewczyna milczała. Chłopak także trwał w ciszy, nie miał ochoty gadać. Poza tym miał ślicznotkę blisko siebie i to mu wystarczało.

Na zewnątrz zrobiło się już całkiem ciemno. Nagle znowu ryknął potężny grom i oboje drgnęli, zaskoczeni; dźwięk był bardzo głośny. Spojrzeli po sobie i jak jeden mąż uderzyli śmiechem.

– Sam się boisz, a strugasz bohatera – wyjechała blondynka.

– Nie boję się. Walnęło znienacka, dlatego się wystraszyłem – tłumaczył się chłopak.

– Dobra, dobra... Już ja znam takich chojraków, co to tylko z kobiet się śmieją, a sami trzęsą portkami.

– Tak? Widzę, że bardzo chcesz się przekonać, które z nas jest odważniejsze – rzekł Trevor i wstał z łóżka. – Idziemy – Wziął dziewczynę na ręce i ruszył w stronę drzwi.

– Trevor, przestań, puść mnie! – Wyrywała się, machając zabawnie nogami.

– Nie szarp się, bo wyjdę na zewnątrz – zagroził, ale skręcił do kuchni i zatrzymał się przy oknie.

Dziewczyna oplotła się na jego szyi niczym bluszcz. Nie patrzyła na podwórze.

– Zobacz, te pioruny są świetne – powiedział Trevor.

Niebo było czarne, więc wyładowania były bardzo dobrze widoczne i zdawały się sięgać samej ziemi.

– Nie chcę, odejdź od okna. – Panikowała blondynka.

– Kotku, wyluzuj, przecież nie ci nie grozi. – Zaśmiał się chłopak.

Za chwilę znów zagrzmiało i Emma jeszcze mocniej przylgnęła do ukochanego. Trevor zauważył, że dziewczyna naprawdę się boi, wrócił więc do salonu i ułożył ją na kanapie. Zaraz zajął miejsce obok. Wcisnęła głowę pod jego brodę.

– Goliłeś się? Ładnie pachniesz – mruknęła. Uśmiechnął się.

Zapadła cisza. Pogoda i mrok na zewnątrz sprawiły, że oboje po kilku minutach przysnęli.

 

Zadzwonił telefon. Młody mężczyzna oprzytomniał, ale komórka leżała na stole, a on nie miał ochoty odsuwać się od ślicznotki. Melodia grała chwilę i umilkła. Dochodziła osiemnasta trzydzieści – spali ponad trzy godziny. Burza minęła, ale deszcz lał nadal, waląc po szybach, co trochę drażniło chłopaka. Komórka odezwała się znowu.

– Odbierz, bo natręt nie da nam żyć – wycedziła zaspana blondynka.

Ruszył się i chwycił urządzenie.

– Słucham – mruknął.

– Żyjecie? Gdzie jesteście? – zapytał Tommy.

– U mnie. Co, już się stęskniłeś?

– Jasne… Wracacie dziś?

Trevor spojrzał na sympatię.

– Młody pyta, czy wracamy. Może zostaniemy? Zobacz, jak leje.

– Jak chcesz – odparła dziewczyna i schowała głowę w poduszkę.

– Przyjedziemy jutro rano. Jesteś sam? – zapytał starszy chłopak.

– Nie, z Jess. To dobrze, na to liczyłem –Zaśmiał się młodzik. – Na razie.

Trevor odłożył komórkę, położył się na łokciu i rzekł:

– Dochodzi siódma. Trzeba zamówić coś do żarcia, albo pojadę sam.

– Nie, nie jedź, nie zostanę tu.

– Dlaczego?

– Tu jest trochę strasznie.

Chłopak walnął w śmiech.

– Mieszkam tu od siedmiu lat i na razie żadne straszydła mnie nie zjadły – dowcipkował.

– Pewnie, śmiej się. Ten dom jest trochę ponury. – Obruszyła się dziewczyna.

– Wkoło rośnie las, dlatego sprawia takie wrażenie. Ale przynajmniej jest cisza i spokój. Co chcesz zjeść? Obstawiam pepperoni z podwójnym serem, chyba, że chcesz inny smak lub jakieś danie.

– Może być pizza.

Trevor sięgnął po telefon i nie wstając, zamówił posiłek.

– Zrobić ci herbaty, czy chcesz napoju? – zapytał.

– Zrób, tylko dużo, pić mi się chce. Nie tknę więcej drinków twojego kumpla, bo chyba mam kaca.

– To nie kac, po prostu trochę suszy. On nie robi laskom mocnych trunków. Wstawię wodę – zakomunikował chłopak i poszedł do kuchni.

Za chwilę przyniósł Emmie jakieś ciuchy.

– W tej koszulce już chodziłaś, a spodenki są na mnie za małe i leżą od kilku lat w szafie, więc powinny być dobre. Jak chcesz, idź pod prysznic. Bieliznę wrzuć do pralki, zaraz ją włączę i rano będziesz miała czystą – powiedział, ucałował ją w policzek i wrócił do kuchni.

Od razu skręcił małego blanta, którego natychmiast odpalił. Zasypał dwie herbaty, przysiadł na stołku, wykończył narkotyk i poszedł do łazienki. Za szybą prysznicową ujrzał Emmę w pełnej krasie, ale nie przyglądał się jej, tylko włączył pranie i wyszedł. Za chwilę herbata stała już zaparzona. Spojrzał na zegarek, zniecierpliwiony, gdyż był głodny. Odpalił papierosa i wyjrzał na zewnątrz. Było chłodno i surowo. Deszcz zmalał, ale nadal stukał o dom. Gdy skończył papierosa, przyniósł z sypialni czystą pościel i porządnie zasłał łóżko. Emma wyłoniła się z łazienki i od razu zerknęła na kanapę.

– Nie musiałeś – Uśmiechnęła się.

– Na pewno więcej tego nie zrobię, nie zamierzam się tak przemęczać. Poza tym to nie dla ciebie, masaż musi być robiony na miękkiej pościeli, nie na szorstkim obiciu. Choć jak masażysta dobrze wykona swoją robotę, brak pościeli to najmniejszy problem – ironizował chłopak.

– Zapomnij… – Emma się nadąsała.

– Śmiesznie wyglądasz w moich portkach. – Trevor zmienił temat. – Nie spadają? Nie byłem do końca pewien, czy będą pasować.

– Jest ok.

Przytulił dziewczynę.

– Nie zimno ci? To drewniany dom, a na zewnątrz jest chłodno. Dać ci jakąś bluzę?

– Nie, jest ciepło. Zrobiłeś tę herbatę?

Poszli do kuchni i blondynka natychmiast przywarła ustami do szklanki. Trevor znów zerknął na zegarek.

– Kurwa, minęło już pół godziny, frajer idzie piechotą? – syknął wkurzony.

– Uspokój się, przecież leje. Pewnie jedzie wolniej – odparła Emma, patrząc na niego złowrogo.

– Wolniej? Rowerem szybciej bym dojechał – burczał chłopak.

Był coraz bardziej głodny, nie wiedząc więc, czym się zając do przyjazdu dostawcy, znów poszedł zapalić.

– Jak skończę fajkę, a on się nie zjawi, nie zapłacę. I jeszcze mu powiem – warknął do Emmy, stojąc w drzwiach.

Dziewczyna szybko wypiła herbatę, mimo iż była gorąca. Chłopak wrócił i spojrzał na szklankę.

– Zrobię w dzbanku.

Rozległo się pukanie do drzwi.

– Trevor... – rzuciła ostrzegawczo blondynka. – Grzecznie.

Chłopak poszedł, zapłacił bez słowa i rzucił delikatnie pudełko na stół w salonie. Przyniósł herbatę i od razu napełnił szklankę ukochanej.

– Wcinaj. Od śniadania nic nie jadłaś. – Otworzył opakowanie z pizzą.

Chwycił pilot i włączył telewizor. Emma wzięła kawałek placka, ale jadła go jakby na siłę. W końcu wcisnęła cały do ust i złapała za szklankę. Trevor zjadł już trzy, nie czekając na zaproszenie. Spojrzał na ukochaną, gdyż nie brała drugiego.

– To już? – zapytał.

– Tak. Niedobrze mi, nie mam ochoty.

– Niedobrze ci, bo mało dziś zjadłaś. Nie rób jaj i wsuwaj. Chociaż jeszcze jeden. Też nieraz zmuszałaś mnie do jedzenia, więc nie podskakuj – rzucił chłodno.

Emma zjadła kolejny kawałek i poinformowała:

– Już nie dam rady.

Za chwilę skończyła drugą już szklankę napoju i Trevor ponownie ją napełnił. Roześmiał się.

– Naprawdę ruszyło cię po tych drinkach, a niby były nieduże.

– Wiesz, jaką mam głowę do alkoholu.

– Wyniosę to pudełko. Jak zgłodniejesz, powiedz, podgrzeję ci.

– Dobrze.

Wyniósł karton do kuchni i polazł do biurka. Kilka chwil przewalał szufladę, w końcu wrócił i usiadł koło dziewczyny. Wziął w rękę jej otwartą dłoń i położył na niej cienki złoty łańcuszek z medalikiem w kształcie serca, na którym widniało: ”Forever”.

– Dostałem go od babci rok przed jej śmiercią. Nie nosiłem, bo bałem się, że zgubię. Znasz mój styl bycia. Poza tym to raczej kobiecy wzór. Chcę, żebyś go wzięła – rzekł, wpatrując się narkotycznie w ukochaną.

Tę zamurowało.

– Nie mogę, to twoja pamiątka – wydusiła po chwili.

– Możesz. Ona byłaby zadowolona, że to ty go dostałaś. Będzie ładnie na tobie wyglądał.

– Trevor, nie mogę. – Dziewczyna oddała mu błyskotkę.

– Kotku, proszę cię. Leży od siedmiu lat, a ty nie masz nic ode mnie – nalegał chłopak, ponownie wciskając biżuterię w jej dłoń.

– Mam Trevorka i rysunek. – Emma się zaśmiała, ale szatyn był śmiertelnie poważny i wnikliwie patrzył jej w oczy.

– Emma, przecież to tylko łańcuszek. Nie daj się błagać. – Ponowił próbę.

– Jesteś pewny? – zapytała dziewczyna, nie wiedząc już, jak zareagować.

– Bardziej niż pewny – Chłopak się uśmiechnął, zaciskając palce jej dłoni.

Objęła go za szyję, przytulając się mocno.

– Założymy go jutro, chyba, że chcesz w nim spać – oznajmił szatyn.

– Nie, może się porwać.

Położył biżuterię na stole i poszedł do kuchni. Wrócił z niepełną butelką Pepsi.

– Chcesz gazowanego? – Spojrzał na najdroższą.

– Nie, twoja herbata mi smakuje i lepiej się po niej czuję. Która godzina?

– Parę minut po ósmej.

Emma poszła do łazienki i po powrocie legła na łóżku, od strony telewizora.

– Ej, nie za dużo sobie pozwalasz? To moja strona. – Zarechotał Trevor.

– Ty nie masz tu nic do gadania – odparła dziewczyna, zabierając mu pilot.

– Ok, dziś ci ustąpię, bo jesteś moim gościem i mam dobre serce, ale żeby mi to było ostatni raz. Pójdę zapalić...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (30)

  • Grafomanka 3 miesiące temu
    Dobrze, że chociaż tutaj można oderwać się od idiotyzmów na portalu.
    Zanim zniknę muszę Ci coś napisać.

    Piszesz bardzo obrazowo, nie każdy to potrafi, to już trzeba mieć talent. Nie czytałam wcześniej Twoich publikacji, dopiero od niedawna i raczej z ciekawości... no i wciągnęło mnie. Powinnaś wydać to drukiem, tak samo jak wcześniejszą powieść.
    Szkoda zmarnować tylko na portale coś tak dobrego.

    Powodzenia!
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    A właśnie lepsi mówią, że za dużo tych szczegółów. Pewnie mają rację, ale ja inaczej nie umiem. Ale widzisz, niektórym takie właśnie pisanie pasuje, a ja lubię mieć jasność na "papierze". motywujące słowa, dziękuję. a z panami nie dyskutuj, bo oni nie odpuszczą. :) I tak się będziecie ganiać bez celu, bez sensu. Po prostu zignoruj, nie dokarmisz, to się im znudzi. *** I teraz czekam na atak na mnie, zaraz tu ŁuKiszka przylezie. :D
  • Grafomanka 3 miesiące temu
    No i jeszcze, co najważniejsze w tej powieści, to rys psychologiczny. Pokazałaś na początku bezlitosne zwierzę, które czerpało radość z zabijania, które z cierpienia ofiar nabierało siły.
    To w zestawieniu z późniejszą charakterystyką, tworzy ciekawy obraz. Biedny chłopak, dręczony przez ojca sadystę, staje się kimś złym, ale miłość daje mu szansę na inne życie. Tylko gdzieś tam w tle te ofiary domagają się sprawiedliwości... jak więc rozliczyć ofiarę ojcowskiej katowni, w jakim stopniu może być to środkiem łagodzącym popełnione zbrodnie?
    A jego talent?

    To wszystko stawia tę powieść wysoko na półce... nie zmarnuj szansy!
  • jarrosław 3 miesiące temu
    Gdzie to wyczytałaś... w czasopismach dla gospodyń domowych?
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Oj, chyba przesadzasz, aczkolwiek wielkie dzięki. Już mi mówiono o wysłaniu, ale jednak uważam, że za małą jestem na ruszenie z tym. Czytałam niejednego hobbystę i jak dojdę do ich poziomu, może to przemyślę. I fajnie, że wyszło, jak chciałam, Emma miała go trochę ogarnąć z tego amoku. Choć jak się coś długo dusi w sonie, to potem wybucha z potrójną siłą. :D
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Sobie*
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    Bardzo, bardzo, bardzo na tak...
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Co na tak?
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi No tekst a co?
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Łukaszenkow Aha (cytując Mar). Dziękuję.
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi Ciekawi mnie intencja twojego pytania
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Łukaszenkow ?
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi Jakbyś podświadomie oczekiwała czegoś negatywnego z mojej strony?
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi ?
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Łukaszenkow Dziwnie interpretujesz.
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi Nie mogę w tobie tej ziołowej kompatybilności znaleźć
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Łukaszenkow Bo nie aplikuję. :D
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi Pozeryzm znaczy się, też tak można
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Łukaszenkow Teraz nie aplikuję... bo mi się wyczerpało. :)
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi A to bardzo mi przykro, skąd jesteś, jak niedaleko to pomogę
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Łukaszenkow Podlaskie. O której będziesz? I weź pryzmat, bo nie mam. xd
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi Ja z Pomorza to dość daleko
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Łukaszenkow O, mamo. To chuj, zajarali... :( Hehe.
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi Jakieś ulubione odmiany?
  • Łukaszenkow 3 miesiące temu
    ZielonoMi Wiem co znaczy być w potrzebie, miałem 5dni przerwy
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Łukaszenkow Już to pytałeś. Nie.patrze na odmiany, palę, co dostaję.
  • Joan Tiger 3 miesiące temu
    Trevor zmienia kierunek jak flaga na wietrze: pal-nie pal; pij-nie pij. Nadal uważam, że Emma jest fochata:)). Usypiacz już załatwiony i coraz bliżej końca.
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    😘😘😘
  • Margerita 2 miesiące temu
    Jak zawsze dobrze się czyta
  • ZielonoMi 2 miesiące temu
    Dzięki, Mar.😘

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania