Pokaż listęUkryj listę

Z rozmaitości Czarownika Farloka: Jak zostać Aerostarcem (2z2)

Mocny rzut łbem pełnoletniej wiedźmy od noclegowni znajdowała się wspomniana przez Migrenę polana. Plac pożółkłej trawy, otoczony od lewa i prawa ścianami z drzew, na drugim końcu krótszego boku miał zbite z dech trybuny, wysokie na siedem kondygnacji. Powozy ze starcami czekały cierpliwie na uboczu. Materiał rzutowy delikatnie manifestował swe niezadowolenie, choć według niewiasty, z jaką mag wparował na ów wydarzenie, był to element większego widowiska dla gawiedzi obserwującej. Podobnie jak, o czym zapewniała, smród uryny w otoczeniu powozów.

Migrena z nagła odeszła od Farloka, dołączając do zgrai tutejszego motłochu, która zebrała się bliżej głównego wejścia. Teoretyk pozostał sam, choć żywił nadzieję, iż wszelkie niedogodności w naturze zostaną mu odpłacone.

Mimo wszystko i tak podjął ostry dialog z pewnym nierosłym mieszczuchem, odzianym w jakieś dziwaczne szaty na rusztowaniu, w które zapewne wchodził od dołu.

– No i czego jeszcze czekasz, pierdoło? – ruszaj do zapisu.

– Zagalopowałeś się mikrusie – odparł mag. – Niemniej jednak daruję ci tę obelgę. Zmykaj prędko, nim zaklęciem wspomożony, sam z widoku swego twe kościste siedzisko usunę.

Tamten wyglądał, jakby przyjął ów zapewnienie z dozą żartu. Nawet lekko się uśmiechnął. Odszedł tylko na moment. A kiedy wrócił, Farlok zlustrować zdołał jedynie, co w łapie trzyma. Potem poczuł charakterystyczną woń, aż czasy szkolnictwa magicznego, przyobleczone w znajome traumy i blizny, na gwałt wróciły przed magowe oblicze.

Kurdupel sypnął trzymanym proszkiem w stronę teoretyka wiedzy magicznej. Efekty były widoczne od razu. Farlok skostniał zupełnie, od stóp do głów. Jedynie aparat mowy zachował swą względną giętkość i możliwość wydobywania zeń słów. Co zresztą mag wykorzystał z należytym namaszczeniem.

– Ty suchym badylem moczonym w odchodach robiony pokurczu! Jak śmiesz?! – zaintonował na cały możliwy głos.

– Paszczą możesz piłować dowoli. Pozawalamy na to obiektom rzutowym.

Mag nie do końca zrozumiał swoje położenie. Wiedział jedynie, iż został sparaliżowany proszkiem z kości bazyliszka. Popularne cholerstwo, o którym teoretyk słyszał na wielu z w połowie przespanych wykładów magicznych.

Czterech pomagierów zabrało Farloka bliżej reszty starców, których właśnie traktowano podobnym specyfikiem.

Migrena pojawiła się obok po chwili. Spoglądała na maga już nie jak na towarzysza, ale dobrze wykonaną robotę.

– Cóż to ma znaczyć, niewiasto?

– Wy magowie jesteście tacy łatwi i naiwni.

– A więc zdrada! – zawołał ze złością teoretyk wiedzy magicznej.

– Słyszałam o tobie, ale miałam obawy – stwierdziła potrząsając atrybutem piersiowym, jednym i drugim. – Mówiono, że gustujesz w okazalszych balonach. Niemniej postanowiłam spróbować.

– Wyrok na siebie podpisałaś, lubieżna dziewojko. Jeszcze zatęsknisz za swą urodą, albowiem nie zamierzam ci tego darować!

Migrena uśmiechnęła się szeroko, co mag zarejestrował wyjątkowo boleśnie, czując, jak ból głowy wędruje niczym na wolnym wybiegu po skroniach i potylicy.

– Nie zdołasz, bo nie dożyjesz końca dnia. Jak każdy obiekt rzutowy, małostkowy magu.

– Czemu to robisz, wstecznico gnuśna?

– Dla swojego ukochanego oczywiście! – zaintonowała w krzykliwym wezwaniu.

Na jej słowa, ów wybranek zjawił się, jakby znikąd, ale jednak. Był barczystym osiłkiem, z mętnym wzrokiem typowego goryla, łapą słusznej postury i dobrze wyrzeźbionym pośladem, jednym i drugim.

– Nie mówi zbyt dużo, ale i tak go miłuje. Dlatego rzuci tobą, magu i wygra coroczny turniej. A ty zdechniesz niechybnie, jak ci jest przeznaczone.

Migrena chciała jeszcze dodać kilka formułek do swej przemowy, jednak sprzeciwił się temu konus spisujący obiekty rzutowe w specjalnym rejestrze.

– Już czas, zakaz rozmówek z obiektami rzutowymi. Zawodnicy mają stawić się w strefie.

– Pamiętaj, jaka czeka się nagorda, mikrusie, jeśli przydzielisz tego maga mojemu lubemu – powiedziała na odchodne, ponownie uruchamiając atrybut piersiowy.

***

– Co za sprzedajna nierządnica! – zawołał Farlok.

Od kwadransu prowadził rozmowę z pewnym starcem, obaj sparaliżowani w pozycji kołek do rzutu, oparci z lekkim nachyleniem w tył o drewniany płot.

– Tutejsze kobiety to chodząca zaraza, magu – stwierdził starzec. – Żyję już wiele dekad, widziałem niejeden turniej, a na myśl nigdy nie przyszło mi, iż sam skończę w tym miejscu.

– To oczywiste, ale zauważ, starcze, że ja jestem magiem, czarownikiem, powiernikiem mocy. Ty zaś jesteś zwykłym trędowatym konusem, na kresie swych dni zresztą. Więc nie jesteśmy tacy sami.

– Owszem, mam też więcej miłosierdzia dla mi podobnych. Wy, magowie, jesteście małostkowi i myślicie tylko o wzbogaceniu się. Ale powiem ci coś, jeden taki pyskaty czarownik, zupełnie jak ty, był tu przed laty.

– I dał się usidlić?

Starzec przytaknął.

– Jak najbardziej. Dwie urocze i dobrze przyodziane w atrybuty kobiecości dziewojki uwiodły go. Skończył marnie, bo nie zdechł od razu po wylądowaniu. Dobijali go kilka razy, a szczwany drań nie chciał ducha oddać.

Farlok z lekkim przelęknieniem słuchał owej historii. Nie dawał po sobie poznać strachu, który muskał go pod togą.

– Mi się uda.

– I jeszcze ta niespożyta wiara we własne możliwości. To też wasza cecha, magu. My, prości, zwykli, wiemy, co jest pięć. Żyjemy tym, co daje ziemia i umieramy tam, gdzie zastanie nas śmierć.

Teoretyk wiedzy magicznej prychnął z pogardą. Chciał wyrazić oburzenie jeszcze w słowie, ale wtedy staruch został zabrany do rzutu, bowiem nadchodziła jego kolej.

Wylosował go potężny woj, noszący liczne blizny po walkach i bójkach w karczmie. Przybrał on postawę gotowości, a potem chwycił starca oburącz, jedną dłonią chwytając szyję, drugą okolicę żeber, w zasadzie wżynając pod nie palce. Starzec jęknął z bólu. Sędzia dał znak gotowości, a potem klasnął w dłonie. Wojak zamachnął się, dał ze cztery kroki i celnie rzucił obiektem na dobrą odległość. Starzec leciał, leciał, a potem spadł. Na jego szczęście los mu sprzyjał. Kark od razu odmówił posłuszeństwa, a rdzeń kręgowy postanowił do niego dołączyć. Tłuszcza na trybunach oddała honory rzucającemu, a martwego starucha zabrano i rzucno jego ciało na stos innych, leżących już tam obiektów rzutowym.

– Twoja kolej, magu – powiedział mikrus.

– Liczysz na to samo, na co ja liczyłem – rzekł Farlok. – Ale powiadam ci, nie dotkniesz jej choćby ukradkiem. Wysiuda cię jak mnie.

Konus zaśmiał się chytrze.

– Ja nie jestem obiektem rzutowym. Myślę, że ciebie wysiudała bardziej, magu – rzekł i nakazał zabrać Farloka do rzucającego.

Wprowadzili teoretyka na plac. Luby Migreny czekał już rozgrzany, tępy i gotowy do rzutu. Farlok czuł potrzebę ucieczki, która wzrastała z każdym kolejnym krokiem prowadzących go. Kiedy w końcu wręczyli maga osiłkowi, tłuszcza ponownie wydała okrzyk. Gdzieś wśród nich była zapewne ta, która zdradziła Farloka.

– Nie bójta żaby, magu. Jak wami pierdyknę, to wam łepetyna sama odleci i po krzyku będzie – powiedział osiłek.

Wystawił łapy, aby chwycić maga odpowiednio. To dogodna okazja i jedyna, pomyślał Farlok. A że aparat mowy działał doskonale, postanowił spróbować.

– W brudnej szklance ciepły rum, tępy wojak robi BUM!

Zaklęcie podziałało, co w oczywisty sposób pogłębiło wiarę we własne możliwości maga. Osiłek widowiskowo pękł jak balon. Ostały się jedynie kończyny i głowa, które wylądowały w brejowatej masie juchy. Reszta tej brei usmarowała Farloka szczelnie, na szczęście proszek przestawał działać, więc teoretyk wiedzy magicznej mógł w znaczny sposób oddalić się od miejsca zdarzenia. Zrobił to w standardowym stylu, biegnąc szybko i na oślep, byle dalej. Minął trybuny, na których ujrzał Migrenę. Nie była zła ani zrozpaczona. Raczej wyglądała na lekko zdziwioną.

W leśnej gęstwinie biegł coraz wolniej, gdyż forma dawała o swoich brakach znać. W końcu musiał się zatrzymać, aby złapać tchu. Był już daleko od placu. Nie słyszał wrzasków tłumu. Postanowił wędrować dalej między drzewami, gdyż jako obiekt ścigany i tak pozostawał na świeczniku straży. Jeszcze się zemszczę, niewiasto, pomyślał.

Nocą postanowił przespać się pod chmurką. Ułożył się w gęstym listowiu wygodnie, okrył suchym chrustem i zapadł w sen głęboki. Śniła mu się Migrena, rzecz jasna roznegliżowana.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • zsrrknight 8 miesięcy temu
    "na ów wydarzenie" - owe
    " Pozawalamy na to obiektom rzutowym." - Pozwalamy
    "Nie mówi zbyt dużo, ale i tak go miłuje." - miłuję
    "Pamiętaj, jaka czeka się nagorda" - nagroda
    "zabrano i rzucno jego ciało na stos innych" - rzucono

    tym razem się udało, ale Farlok raczej nie jest z tych, co uczą się na błędach, więc... A w ogóle sam pomysł na rzucanie starcami równie uroczy, co makabryczny - za to duży plus.
  • Aleks99 8 miesięcy temu
    Urocza makabra to kwintesencja farlokowego świata, dzięki za lekturę
  • Bettina 8 miesięcy temu
    Aleks99
    My siẹ znamy?
  • Bettina 8 miesięcy temu
    Migrena nie jest formą a formalnością.
  • droga_we_mgle 4 miesiące temu
    Tak oto ponownie Farlok wyślizgnął się z sytuacji pozornie beznadziejnej.

    Złego diabli nie biorą.

    Wiem, że trochę zabijam konwencję, ale zastanawiam się nad fizyką tego proszku - skoro paraliżuje ciało, to jakim cudem omija choćby mięśnie żuchwy...

    Dobra, idę tworzyć LBnP😅
    Pomysł już jest, ale jak zwykle prokrastynuję napisanie go tak długo, że boje się nie zdążyć😬
  • Aleks99 4 miesiące temu
    Masz rację, mogłem faktycznie dokładniej opisać zasadę działania tego zaklęcia. Nauka na przyszłość, dzięki:))
  • Aleks99 4 miesiące temu
    LBnP ma dobrą frekwencję. Opowi trochę odżyło, trzymam kciuki, że zdążysz
  • droga_we_mgle 4 miesiące temu
    Zdążyłam :))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania