Z rozmaitości Czarownika Farloka: Koszmar Meliorantów (1z3)
Rok 348 P.C.F *
Dolina zwała się Dolina i tamtego lata, jak każdego zresztą innego nawiedziła ją gruntowna powódź. Woda dokładnie wdzierała się do chałup, plądrowała izby i stajnie, porywała z zagród inwentarz mięsny, żłobiła w gościńcach koryta, uzyskując nań kompletną nieprzejezdność i utrudnioną przechodność.
Kiedy powodzie ustępowały, robotnicy najemni naprawiali w miarę możności trakty, odbudowywali za opłatą w nierządzie lub denarze chałupy kmiece, a potem szli spić się doszczętnie w przynależnych wsiom karczmach zapyziałych i jeszcze gorszych.
Jednak nastał w końcu rok, a z nim lato, kiedy w jednej z wiosek, nieopodal miasta, w dolinie zwanej Doliną, pojawił się myśliciel z gatunku przezornego. Przebywał ów człek na stancji karczmarza, gdzie za opłatą jadł, pił, spał i, co wyczytał w pradawnych księgach historii Doliny, odbył przynajmniej jeden stosunek z okoliczną kurtyzaną, jako wyraz wdzięczności dla okolicznego motłochu.
Posiadł on jednak także pewną wiedzę, jaką nabył w formie przebłysku myślowego, wracając właśnie z ów aktu nierządu, jaki to miał miejsce w zacofanej technologicznie chacie na uboczu wiochy.
Bowiem to było świeżo po powodzi i korytami żłobionymi w trakcie woda nadal płynęła nurtem zdradliwym, prężnym.
– A niech mnie! Melioracyje należy czynić, by żywioł swobodnie drogami bezpiecznymi prowadzić. Rowy trzeba kopać, a do tych zadań młodzież nie uczoną z przybytków beznadziejnych należy ściągać.
Tak oto powstał zamysł, narodzony z potrzeby i lat wielu utonięć niesłychanych.
Imię uczonego było Przepusteriusz.
Rok 314 P.C.F*
Przepusteriusz od roku na chorobowym będąc, w końcu poczuł, iż kres żywota dobiega. Miał prawo do zadowolenia częściowego, bowiem wdrożono z inicjatywy górnej plan melioracji, kopania rowów, trzorzenia w miejscach nieopłacalnych na wnoszenie mostu kamiennego, płytkich przepraw pod gościńcami, na cześć myśliciela zwanych przepustami. Mimo że tempo prac nie zadowalało umierającego, odchodził spełniony, w spokoju. Nikt z otaczających go dobrym słowem i rozmową kompanów nie zdecydował się ujawnić nowin, jakie zaczęły nachodzić ze stron dalekich, gdzie pierwsze przepusty i melioracje, lata temu stworzono. Depesza słana ptactwem pierwszej kategorii, lotnym i szybkim, dotarła o czasie i zawierała notkę nabazgraną krwią zapewne wróżki. Niestety spisano ją językiem lokalnym, tak więc żaden obecny kompan nie potrafił jej odczytać. Jedynie myśliciel znał biegle ów język, skoro jednak miał skonać w spokoju, tak mu dano i zdechł.
CZASY OBECNE
Teoretyk wiedzy magicznej, niestrudzony piechur, ostentacyjny tchórz, niekiedy wzmożony odwagą, czarownik Farlok, zgodnie z wolą swoją umknął przed niechybną zgubą ze strony brata swego. Wędrował na północ, w kierunku dużej mieściny, o brukowanych traktach, kamiennych chodnikach i dobrze skonstruowanej sieci melioracyjnej.
Dzień był wietrzny. Drzewa po bokach zaniedbanego gościńca tańczyły frywolnie, rozginały konary, co niechybnie uda pewnej nierządnicy przywiodło na myśl teoretyka wiedzy magicznej. Kiedy jednak kraina dobiegła końca, oto druga zaraz się pojawiła. A była znana jako Dolina. Z miejsca gościniec w tejże zaczął prezentować styl nienaganny, nawierzchnię brukowaną, wydzielony pas piechurów i odpływy wodne z przepustami na czele. Sączyły się nimi nitki wody lekko zamulonej, gdzie okoliczne ptactwo zażywa pojenia, a zwierzyna mięsna w ptactwie gustuje.
Do miasta było jeszcze chodu spokojnego najmniej kwadrans. Po prawej stronie wyrósł z nagła, pomiędzy zadrzewieniem leśnym punkt obsługi podróżnych, względnie sracz kamienny z najnowocześniejszym zastosowanym na ówczesne czasy spłukaniem wodny za pomocą kubła. Farlok zdumiał się nad wynalazkiem nie w kij dmuchał, bowiem do tej pory pośladki wystawiał blade nad listowiem i tam co miał załatwić robił.
Zboczył więc z gościńca i zaszedł pod wrota kibla nowej ery. Akurat jakiś przychlast okoliczny bombardował spust dawką fekaliów, wyjąc niemiłosiernie.
– Czego artykułujesz ów jękliwości, pospolita gadzino? – zapytał Farlok.
– Panie, problemy mam natury sam wiesz jakiej, ale nie bój żaby. Zaraz kończę.
I faktycznie. Zawziął na koniec kubła z wodą. Spłukał zawartość komory fekalnej, a potem napełnił na nowo wiadro.
Czarownik odstąpił, by kmiotek zapyziały oddalił się prężnie. A kiedy to uczynił, mag wpełzł do kibla i począł testować. Na koniec ocenę wystawił, a była wysoką.
Ów prosty kmiotek był klasycznym przykładem z mrowia biednego mieszczaństwa, stacjonującego na dorobkach u bogoli wszelakich. Imię jego nie jest potrzebne, gdyż ten oto ledwie uszedł tyle, aby pozostać sam na gościńcu i już go jak co nie chwyci w łapska, jak nie wytarmosi a z dobrodziejstwem inwentarza po obu jądrach dokopie. To nawet wrzeszczeć nie zdołał, bo w niedoczasie był i padł martwy, zaraz obok słusznej melioracji. Łapska trochę ludzkie, chude i długie, zawlokły trupa w odmęty bagienne, tam kości łamano i ucztę w towarzystwie pewnym wyprawiono.
Czarownik dotarł o czasie planowym na przedmieścia. Zdobiły je pierwsze latarnie na siłę życiową wróżek, znaki informacyjne dla konnicy, przewoźników transportu zbiorowego i bryczkarzy prywatnych. Był tam też skwer zaniedbany, usłany minami fekalnymi natury ludzkiej, które teoretyk sprawnie ominął i dotarł pod sam pomnik stojący na środku kwartału. Była tam również tablica z informacją. Farlok odczytał zawartą w niej wiedzę.
Oto pomnik stawiamy, na cześć i błagalną prośbę, by koszmar Meliorantów nie powrócił, a głowy dziatek naszych na swych kręgosłupach do śmierci starczej pozostały.
Teoretyk poczuł ukłucie ciekawości. Była to miła odmiana po serii ucieczek przed wymiarem karalności. W ów mieście zapewne odpowiednie komórki straży wiedziały, kogo mają poszukiwać, jednak mrowie ludzi pomagało czarownikowi. Zamierzał obejść miasto uliczkami zewnętrznych jego rubieży, a i do karczmy czuł pociąg, na zimny browar, ciepłe jadło i coś jędrnego na pięterku.
Stał tam pod pomnikiem, nie zdając sobie sprawy, iż ślepia w liczbie czterech, gorączkowo zawieszały uwagę na nim, lukając z krzaczorów zielonych, wonnych.
*P.C.F - Przed Czarownikiem Farlokiem
Komentarze (8)
https://youtu.be/uekZpkYf7-E?si=CdU7uep_pjKybt4v
Ja genau. Einfach genially.
"wracając właśnie z ów aktu nierządu" - owego?
"trzorzenia" - dość zabawne przejęzyczenie :)
To już któreś tutaj wspomnienie o wróżkach (a raczej o tym jak mają w tym świecie przerąbane...) - zobaczymy je kiedyś we własnej osobie? 🥺
Część udana, ciekawość wzbudzona
A co do wróżek, no coś pomyślimy żeby je przedstawić, może jakaś mała rebelia, kto wie ;)
Opowi.pl
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania