Poprzednie częściSklep rzeczy utraconych

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 17

Mała sala rady wydawała się tej nocy ciaśniejsza niż zwykle. Wokół długiego stołu zostało kilka pustych krzeseł, ale nikt nie chciał usiąść. Po tym, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej, wszyscy woleli stać — zbyt spięci, by pozwolić sobie na choćby pozór swobody.Tylko księżniczka siedziała. Przed nią, na złożonym kawałku płótna, leżał nóż Eveline. Jej wzrok omijał go za każdym razem, gdy przesuwał się po stole. Po stronie Vermaaru stało dwóch ludzi. Strateg trzymał się przy oknie, nieruchomy, z twarzą ukrytą za ciemną maską. Światło dwóch świec ledwie sięgało jego sylwetki. Bliżej stołu stał dowódca książęcej gwardii — szeroki w ramionach, z rozpiętym pod szyją kaftanem, jakby przyszedł tu prosto z miejsca zbrodni. Wskazał nóż, po czym rzucił gniewne spojrzenie w stronę Eveline.

— To jej? — warknął.

— Tak — odpowiedział Doorn.

Dowódca nawet na niego nie spojrzał. Eveline poczuła na sobie spojrzenia wszystkich zgromadzonych.

— Tak — powiedziała. — Mój.

Mężczyzna przyjrzał jej się przez chwilę, po czym znów spojrzał na ostrze.

— Znaleziono go przy księciu. W zamku Kadenu. Kilka godzin po tym, jak Wasza Wysokość odrzuciła go przed całą salą.

Doorn wyprostował się.

— Proszę uważać.

Dowódca odwrócił ku niemu głowę.

— Na co?

— Na to, co pan sugeruje.

— Nie muszę niczego sugerować. Widziałem, jak odchodził z tej sali.

Uderzył dłonią w stół na tyle mocno, że nóż drgnął na płótnie. Po chwili dodał:

— A teraz nie żyje.

Księżniczka nawet się nie poruszyła.

— Nikt nie chciał jego śmierci.

— To nie ma znaczenia — odparł dowódca bez wahania i wskazał na ostrze. — To ma.

Potem przesunął palec na Eveline.

— I ona.

Eveline zacisnęła dłonie na materiale sukni, ale nie odwróciła wzroku. Następnie wskazał na Grijsa.

— I on.

Grijs stał pod ścianą, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała. Nie zmienił wyrazu twarzy, nawet kiedy dowódca podszedł bliżej.

— To pan miał klucz?

— Tak.

— To pan zamknął ją w komnacie?

— Tak.

— I twierdzi pan, że nie wychodziła?

— Tak.

Każda odpowiedź Grijsa padała w tym samym spokojnym tonie, nawet gdy dowódca zatrzymał się tuż przed nim.

— Skąd mamy wiedzieć, że pan jej nie wypuścił?

— Bo tego nie zrobiłem.

— To nie jest odpowiedź.

— Jest.

Przez chwilę patrzyli na siebie bez słowa. Grijs wytrzymał jego spojrzenie, aż dowódca w końcu cofnął się o krok.

— Panna Vale twierdzi, że nóż zaginął wcześniej.

— Zgłosiła zaginięcie torebki — odpowiedział Grijs.

— Panu.

— Tak.

— I co pan zrobił?

— Wysłałem Brama na wartownię.

Na moment zapadła cisza. Dowódca pokiwał głową, jakby usłyszał właśnie to, czego się spodziewał.

— Którego nikt nie może znaleźć.

Grijs nie odpowiedział.

— Ile jeszcze rzeczy w tym zamku wydarzyło się przypadkiem tej nocy? — tym razem dowódca zwrócił się do wszystkich zgromadzonych w sali.

Hessel poderwał się na nogi tak gwałtownie, że krzesło zaszurało o kamienną posadzkę.

— Wystarczy!

Dowódca zwrócił się ku niemu.

— Wreszcie — rzucił.

— Nie powiedziałem, że się z panem zgadzam.

— Ale pan rozumie.

Hessel zacisnął palce na oparciu krzesła. Przez chwilę milczał, po czym spojrzał na księżniczkę.

— Wasza Wysokość, Grijs powinien zostać odsunięty od służby.

Doorn odwrócił się gwałtownie.

— Nie.

Księżniczka przesunęła wzrok z niego na Hessela.

— Doornie… — zaczęła.

— Nie.

Hessel puścił oparcie i podszedł do stołu.

— Książę Vermaaru zostaje zabity po publicznym odrzuceniu małżeństwa. Przy ciele znajduje się nóż kobiety, która pojawia się w zamku tego samego dnia. Jej jedyne alibi daje człowiek księżniczki, a strażnik, którego wysłał z meldunkiem, znika.

Z każdym zdaniem mówił ciszej. Ostatnie skierował już bezpośrednio do księżniczki.

— Jak Wasza Wysokość sądzi, jak ta historia zostanie jutro przedstawiona w Vermaarze?

— To nie znaczy, że mamy skazywać własnych ludzi — przerwał mu Doorn.

— Nie mówię o skazywaniu — odparł Hessel.

— Mówi pan o poświęceniu Grijsa.

Twarz Hessela pobladła. Otworzył usta, jakby chciał zaprzeczyć, ale odpowiedział dopiero po chwili:

— Mówię o uniknięciu wojny.

Dowódca książęcej gwardii położył obie dłonie na stole i pochylił się lekko do przodu.

— Chcę tę kobietę pod strażą — powiedział twardo, obniżając głos.

— Już jest — odpowiedziała księżniczka.

Dowódca pokręcił głową.

— Nie pańską.

— Gdzie go uderzono? — zapytała Eveline, zanim zdążyła się powstrzymać.

Rozmowy urwały się natychmiast. Dopiero wtedy dotarło do niej, że powiedziała to na głos. Poczuła, jak robi jej się gorąco pod spojrzeniami zgromadzonych, ale było już za późno, żeby się wycofać.

Dowódca powoli odwrócił ku niej głowę.

— Co powiedziałaś?

Eveline przełknęła ślinę.

— Gdzie go uderzono? — powtórzyła spokojniej.

Przyglądał jej się chwilę, tym razem z wyraźniejszą uwagą.

— Pod żebro. Z lewej. Raz.

— Głęboko?

— Na całą długość ostrza.

Eveline spojrzała na nóż i zmarszczyła brwi. Ostrze miało zaledwie trzy palce długości. Wystarczająco, żeby wejść między żebra, ale na całą długość?

— To ostrze ma trzy palce — powiedziała.

Dowódca spojrzał na nią, nie rozumiejąc.

— Ono jest we krwi.

— Wiem.

Patrzył na nią tak, jakby właśnie powiedziała coś niedorzecznego. Dopiero wtedy odezwał się Vaelen. Stał nieco z boku, oparty biodrem o krawędź stołu, jakby cała awantura dotyczyła kogoś zupełnie innego.

— To nie znaczy, że nim zabito.

Hessel spojrzał na niego.

— Czyli co? Ktoś je tam położył?

— Być może.

Dowódca zwrócił się do Vaelena.

— Chce mi pan powiedzieć, że ktoś zanurzył nóż we krwi mojego księcia i zostawił go przy ciele?

Vaelen zerknął na ostrze.

— Chcę powiedzieć, że komuś bardzo zależało, żeby właśnie ten nóż został znaleziony.

— To bez znaczenia — odezwał się Strateg spokojnym głosem.

Sala ucichła. Księżniczka uniosła głowę, a on nadal stał przy oknie, nieruchomy.

— Poseł nie będzie mierzył ostrza.

I na tym skończył.

Eveline spojrzała najpierw na Stratega, potem na nóż. Dowódca poruszył szczęką, jakby chciał zaprotestować, ale tym razem się powstrzymał. Dopiero teraz zrozumiała. Nie chodziło o to, czym zabito księcia. Chodziło o nóż, który znaleziono przy jego ciele. Kiedy wieść dotrze do Vermaaru, nikt nie będzie pytał o długość ostrza.

Po chwili dowódca ponownie zwrócił się do księżniczki.

— Chcę ją pod strażą. Grijsa również.

— Nie — odpowiedziała księżniczka.

— Wasza Wysokość...

— Powiedziałam: nie.

Dowódca zacisnął szczękę.

— W takim razie chroni ich pani.

Przez twarz księżniczki przemknęło coś, czego Eveline nie potrafiła nazwać. Złość albo zwykłe zmęczenie.

Hessel zamknął oczy. Doorn zrobił krok naprzód, lecz księżniczka zatrzymała go ruchem dłoni.

— Nikt z Vermaaru nie przejmuje mojej straży.

Dowódca nabrał powietrza, gotów odpowiedzieć, lecz Strateg uciszył go uniesieniem dłoni. Przez moment patrzył na księżniczkę.

— Grijs pozostaje na służbie?

— Tak.

Strateg tylko skinął głową.

— Rozumiem.

Vaelen obserwował go jeszcze przez moment, po czym przeniósł wzrok na Grijsa.

— Nie trzeba udowadniać, że panna Vale zabiła księcia.

Hessel zmarszczył brwi, a Vaelen odsunął się od stołu i przeszedł kilka kroków wzdłuż sali.

— Jeśli Grijs kłamie, człowiek księżniczki pomagał mordercy. Jeśli mówi prawdę, ktoś chodził tej nocy po zamku, otwierał zamknięte komnaty i usunął człowieka niosącego meldunek.

Spojrzał na księżniczkę.

— Jeśli będzie pani bronić Grijsa, Vermaar powie, że chroni pani własnego człowieka. Jeśli go pani odsunie, sama pani przyzna, że jego słowo nic nie znaczy.

Księżniczka oparła się głębiej w krześle. Po raz pierwszy od początku rozmowy wyglądała na zmęczoną. Hessel pobladł jeszcze bardziej, lecz Strateg nie zareagował. Nadal stał przy oknie, obserwując pozostałych w milczeniu. Wtedy pod ich stopami zadrżał kamień. Ledwie wyczuwalnie, jakby gdzieś głęboko pod zamkiem przesunięto ogromny ciężar. Płomień jednej ze świec zachwiał się, a nóż przesunął się lekko po płótnie. Drżenie wróciło, tym razem silniejsze. Towarzyszył mu niski, głuchy dźwięk dochodzący spod posadzki.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania