Poprzednie częściSklep rzeczy utraconych

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 17b/c

Drżenie wróciło, tym razem silniejsze. Towarzyszył mu niski, głuchy dźwięk dochodzący spod posadzki. Nikt się nie odezwał. Przez chwilę Eveline pomyślała, że to tylko kamień pracuje pod ciężarem zamku. Potem coś uderzyło od dołu. Stół podskoczył. Jedna ze świec przewróciła się na bok, a nóż Eveline zsunął się i zadźwięczał o kamienną podłogę.

Doorn dobył miecza.

— Wasza Wysokość, proszę odejść od stołu.

Drugie uderzenie przyszło niemal natychmiast. Podłoga pękła z głuchym trzaskiem. Szczelina rozeszła się po kamieniu, a chwilę później spomiędzy odłamków wysunęło się coś ciemnego. Eveline nie zdążyła zrozumieć, na co patrzy, gdy fragment kamiennej podłogi zapadł się do środka. Hessel zaklął i cofnął się, zasłaniając twarz przed pyłem. Nie zdążył uskoczyć. Odłamek kamienia uderzył go w bok i cisnął nim o ścianę. Osunął się po niej i już nie wstał. Bestia wdarła się do sali na czterech długich łapach. Była zbyt szybka, żeby Eveline mogła objąć wzrokiem całą jej sylwetkę. Widziała tylko ciemną, wilgotną skórę, nienaturalnie długie łapy i łeb poruszający się gwałtownie z boku na bok.

Doorn natychmiast stanął przed księżniczką.

— Do drzwi.

Tym razem w jego głosie nie było prośby. Księżniczka podniosła się z miejsca, podczas gdy dowódca Vermaaru sięgnął po broń.

— Z drogi! — warknął.

— Nie — rzucił Doorn. — Osłaniać wyjście.

Mężczyzna nawet na niego nie spojrzał i ruszył na bestię. Pierwsze cięcie minęło jej bok o włos. Stworzenie uskoczyło, pazurami szorując po kamieniu.

— Wracaj! — krzyknął Doorn.

Dowódca zaatakował ponownie i tym razem trafił. Ostrze przecięło skórę przy przedniej kończynie. Bestia szarpnęła się gwałtownie i wydała z siebie niski, chrapliwy dźwięk. Mężczyzna uśmiechnął się krótko, ale nie zdążył zrobić nic więcej. Bestia odwróciła się błyskawicznie i uderzyła go z taką siłą, że poleciał na krawędź stołu. Drewno zatrzeszczało pod ciężarem jego ciała. Przez moment jeszcze próbował utrzymać się na nogach. Spojrzał w dół. Długi, ciemny pazur przebił mu klatkę piersiową. Bestia szarpnęła łapą, a dowódca osunął się bezwładnie na posadzkę, zanim ktokolwiek zdążył do niego podejść.

— Teraz! — ryknął Doorn. — Wyprowadzić księżniczkę!

Dwóch ludzi Kadenu ruszyło w jej stronę. Grijs chwycił tymczasem Eveline za ramię.

— Do drzwi — powiedział krótko.

— A pan?

— Idź.

Ton jego głosu wystarczył, żeby ruszyła. Po dwóch krokach usłyszała jednak za sobą szuranie pazurów i odwróciła głowę. Bestia przestała interesować się ciałem dowódcy. Znieruchomiała, a jej łeb powoli obrócił się w stronę Eveline. Grijs zauważył to w tej samej chwili i bez słowa wszedł między nią a stworzenie.

— Za mną.

Zaczął cofać się w stronę drzwi, nie spuszczając bestii z oczu. Eveline ruszyła za nim. Stworzenie podążyło za nimi. Jeden krok, potem drugi. Nie rzucało się do ataku. Po prostu szło. Vaelen, który do tej pory stał przy stole, wyprostował się. Jego spojrzenie przesuwało się po stworzeniu uważnie, jakby próbował w nim coś rozpoznać.

— Grijs, nie prowokuj jej.

Grijs zerknął na niego przez ramię.

— Ona idzie prosto na nas.

— Wiem. Ale jeszcze nie atakuje.

Bestia zatrzymała się kilka kroków przed nimi. W sali słychać było tylko jej ciężki oddech i cichy jęk Hessela gdzieś przy ścianie. Eveline poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Stworzenie uniosło łeb. Nie patrzyło na Grijsa, tylko ponad jego ramieniem. Patrzyło prosto na nią.

— Grijs — wyszeptała. — Nie ruszaj się.

Doorn próbował tymczasem odciągnąć księżniczkę w stronę drzwi, ale ta zatrzymała się na moment.

— Dlaczego ona stoi? — zapytała.

Nikt nie odpowiedział. Bestia drgnęła, a Grijs odruchowo uniósł miecz.

— Nie! — rzucił Vaelen.

Za późno. Stworzenie rzuciło się naprzód. Grijs odepchnął Eveline w bok i przyjął uderzenie na ostrze. Huk metalu odbił się od kamiennych ścian. Siła ciosu odrzuciła go o kilka kroków, ale utrzymał miecz w dłoni.

Eveline upadła na kolano, a jej dłoń trafiła na coś zimnego. Nóż leżał tam, gdzie wcześniej zsunął się ze stołu. Zacisnęła na nim palce i podniosła głowę. Dopiero wtedy spojrzała w stronę okna. Stratega nie było. Jeszcze przed chwilą stał tam nieruchomo, a teraz poruszała się już tylko zasłona.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania