Sklep rzeczy utraconych - rozdział 17c/c
Pazury bestii przesunęły się po kamieniu z ostrym zgrzytem, wyrywając Eveline z myśli. Odwróciła głowę i zobaczyła gwałtowny ruch ciemnego łba. Odruchowo uniosła ręce, osłaniając twarz. Vaelen ruszył w jej stronę, ale zanim zdążył do niej dotrzeć, gdzieś poza salą rozległ się przeciągły dźwięk rogu.
Bestia zatrzymała się. Drugi sygnał odpowiedział z oddali. Stworzenie uniosło łeb i przez krótką chwilę nasłuchiwało. Potem odwróciło się od Eveline, pognało w stronę wyrwy w podłodze i skoczyło w ciemność.
Eveline została na miejscu, wciąż z uniesionymi rękoma. Przez kilka oddechów nie potrafiła ich opuścić. Kiedy wreszcie to zrobiła, poruszała się wolno, jakby ciało nie do końca należało do niej.
Rozejrzała się po sali. Grijs nadal trzymał uniesiony miecz, a Vaelen zatrzymał się kilka kroków od niej, patrząc w stronę wyrwy. Hessel leżał pod ścianą, tam, gdzie upadł. Starała się nie patrzeć w stronę stołu, ale wzrok i tak tam wrócił.
— Jak to coś dostało się pod zamek? — zapytała cicho.
— Lepsze pytanie brzmi: dlaczego odeszło — odparł Vaelen.
Eveline spojrzała na niego.
— Róg?
— Na to wygląda.
Patrzyła na czarną wyrwę w posadzce i przypomniała sobie bestię spod Veld. Ciemne łuski zachodzące na siebie z nienaturalną regularnością. Zbyt długie kończyny. Zęby, które wyglądały, jakby nie należały do jednego zwierzęcia.
— Zareagowało od razu — powiedziała. — Jakby czekało na ten sygnał.
Doorn odwrócił się od drzwi.
— Gdzie jest Strateg?
Nikt nie odpowiedział. Z korytarza dobiegł krzyk. Potem szczęk metalu i tupot biegnących ludzi. Do sali wpadł gwardzista Kadenu i zatrzymał się przy drzwiach, ciężko łapiąc oddech.
— Wasza Wysokość… — zaczął. — Vermaar jest w zamku.
Księżniczka znieruchomiała.
— Przełamali zachodnie wejście. Walka trwa już na dolnych korytarzach.
— Ilu? — zapytała.
— Nie wiemy. Wchodzą kolejne oddziały.
Doorn zrobił krok w stronę gwardzisty.
— Ludzie, którzy przybyli z księciem?
— Pojmani. Rozbrojeni i pod strażą.
— Zachodnia brama?
— Straciliśmy ją.
Doorn zaklął pod nosem. Księżniczka odwróciła się do niego.
— Wyślij ludzi do ojca. Podwójna straż przy jego komnatach. Nikt obcy nie ma się do niego zbliżyć.
— Tak jest.
Doorn wskazał Hessela.
— Jego też zabierzcie. Do medyków.
Potem spojrzał na pustą część sali, w której jeszcze przed chwilą stał Strateg.
— I znaleźć Stratega. Jeśli nadal jest w zamku, ma zostać zatrzymany.
Księżniczka ruszyła w stronę drzwi.
— Idziemy do króla.
***
Doorn zrównał się z księżniczką przy wyjściu, a dwóch gwardzistów zajęło miejsce po obu jej stronach. Grijs szedł tuż za nimi z mieczem w dłoni, nie spuszczając wzroku z bocznych przejść.
— Trzymamy się razem — powiedział.
Korytarz pachniał inaczej niż godzinę wcześniej. Dym z przewróconych lamp, rozgrzany metal i pod tym wszystkim coś ciepłego i słodkawego, co Eveline rozpoznała dopiero po chwili i wolałaby nie rozpoznać wcale.
Księżniczka szła szybko.
— Zachodnie wejście nie mogło paść tak szybko — powiedziała.
Vaelen spojrzał na nią.
— Brama to jedno. Armia nie pojawiła się pod nią w ciągu kilku godzin.
Księżniczka zwolniła na moment.
— Czyli byli gotowi wcześniej.
— Na to wygląda.
Przez kilka kroków słychać było tylko ich buty uderzające o kamień.
— Książę przyjechał tu jako mój narzeczony — powiedziała w końcu księżniczka. — A ja zerwałam zaręczyny. Gdybym tego nie zrobiła…
— Byliby tutaj tak czy inaczej — odpowiedział Vaelen. — Tylko zaprosiłaby ich pani sama.
Księżniczka zacisnęła usta.
— A potem książę ginie.
Eveline szła pół kroku za nimi. Na te słowa mocniej zacisnęła palce na nożu.
— I Vermaar dostaje dokładnie taki powód do wojny, jakiego potrzebuje.
Księżniczka spojrzała na Vaelena.
— Myśli pan, że jego śmierć też zaplanowali?
— Nóż panny Vale zniknął podczas uczty. Zanim ktokolwiek wiedział, że będzie potrzebny.
Księżniczka nie odpowiedziała od razu. Doorn obejrzał się przez ramię.
— Jeśli byli przygotowani na odmowę, ktoś mógł im pomóc od środka.
Księżniczka spojrzała na niego.
— Zamknąć wewnętrzne przejścia. I sprawdzić straże przy bramach.
— Tak jest.
Przyspieszyli, gdy za kolejnym zakrętem dobiegł szczęk stali. Chwilę później na korytarz wypadł człowiek Vermaaru, cofając się przed gwardzistą Kadenu.
Kadeńczyk nie dawał mu chwili wytchnienia. Ostrze napastnika uderzyło w złocisty pancerz i ześlizgnęło się po nim z ostrym zgrzytem. Gwardzista nawet nie drgnął. Przyjął następny cios na przedramię, skrócił dystans i wbił bark w pierś przeciwnika. Vermaarczyk poleciał do tyłu i runął na kolano. Za nim pojawili się następni.
— Cofnąć księżniczkę! — krzyknął Doorn.
W kamiennym korytarzu każde uderzenie metalu o metal wbijało się Eveline w uszy. Przycisnęła się plecami do ściany, zimnej nawet przez suknię. Dwóch Kadeńczyków wysunęło się naprzód. Jeden z ludzi Vermaaru spróbował zastąpić im drogę, ale jego miecz odskoczył od napierśnika pierwszego z nich. Odpowiedź przyszła natychmiast. Krótkie cięcie, krok do przodu i napastnik osunął się pod ścianą.
Eveline obserwowała ich przez moment. Teraz rozumiała, dlaczego Kaden tak ufał swoim gwardzistom. W bezpośrednim starciu byli lepsi. A mimo to napór Vermaaru spychał ich coraz dalej.
Księżniczka spojrzała na Doorna.
— Utrzymają przejście. Nikt nigdy nie przełamał naszych pancerzy.
Mówiąc to, uniosła dłoń do szyi. Palce odnalazły medalion pod materiałem i zacisnęły się na srebrze niemal bezwiednie. Po chwili puściła go.
Grijs wszedł między kolejnych dwóch przeciwników. Pierwsze ostrze sparował, przed drugim uchylił się niemal bez ruchu, po czym wbił rękojeść miecza w twarz jednego z nich.
Drugi człowiek Vermaaru przemknął przy ścianie i pobiegł prosto na Eveline.
Vaelen sięgnął pod płaszcz i wyciągnął niewielki, ciemny przedmiot. Eveline rozpoznała go od razu — widziała go już wcześniej w porcie w Doren. Chwilę później rozległ się suchy trzask, który poczuła aż w zębach. Napastnik zatrzymał się w pół kroku, zachwiał się i runął na kamienną podłogę. Eveline spojrzała na przedmiot w dłoni Vaelena. Wzdłuż jednej z jego krawędzi przez moment jarzyła się cienka linia światła.
— Co to jest?
— Później.
Nikt się nie odwrócił. Wszyscy patrzyli w drugą stronę. Wszyscy za wyjątkiem Grijsa.
— Ruszać! — krzyknął Doorn.
Dwóch gwardzistów osłoniło księżniczkę z boków i ruszyło z nią w stronę schodów prowadzących do królewskiego skrzydła. Grijs cofnął się do Eveline.
— Z nami.
Ruszyli za pozostałymi, ale z bocznego przejścia wypadła kolejna grupa ludzi Vermaaru. Korytarz w jednej chwili wypełnił się krzykami i szczękiem stali.
— Zabierz ją stąd! — rzucił Grijs do Vaelena.
Vaelen chwycił Eveline za ramię i pociągnął ją w stronę węższego przejścia.
— Tędy.
Eveline pobiegła za nim. Za plecami słyszała Grijsa, Doorna i uderzenia metalu o metal.
Zdążyli minąć pierwszy zakręt, gdy gdzieś nad nimi rozległo się głuche uderzenie. Po chwili rozległo się drugie, równie ciężkie. Vaelen zatrzymał się i spojrzał w górę.
— Cofnij się!
Nie zdążyła. Kamienie posypały się ze sklepienia. Eveline odskoczyła, zasłaniając twarz, gdy fragment stropu runął między nimi.
— Vaelen!
Korytarz wypełnił się pyłem. Wciągnęła go z pierwszym oddechem i zgięła się wpół, kaszląc tak, że przez chwilę nie mogła nabrać powietrza. Pył osiadał jej na wargach, zgrzytał między zębami, piekł pod powiekami. Przez kilkanaście sekund nie widziała nic.
— Eveline!
Jego głos dochodził zza zwału kamieni.
— Nic panu nie jest? — zapytała, wciąż kaszląc.
— Nie.
Podeszła bliżej. Przez chwilę próbowała znaleźć między kamieniami choćby szczelinę, przez którą mogłaby go zobaczyć, ale widziała tylko pył i ciemność. Oparła dłoń o jeden z większych odłamków i cofnęła ją niemal od razu. Był ciepły. Na jego krawędzi ciągnęła się ciemna smuga, jakby powierzchnię przypalono. W powietrzu, pod zapachem pyłu, wyczuła coś ostrego i metalicznego.
— Da się przejść?
Po drugiej stronie przez moment panowała cisza.
— Nie. Za dużo tego.
Gdzieś wysoko ponad nimi rozległo się kolejne uderzenie. Potem następne, coraz dalsze.
Nie przypominało huku walki. Eveline obejrzała się. Z głębi korytarza dobiegł tupot kroków. Kilku ludzi. Coraz bliżej. Na ścianie za zakrętem poruszyły się cienie. Zacisnęła dłoń na nożu. Odwróciła się od zwału kamieni i pobiegła w głąb korytarza, w przeciwną stronę do nadchodzących kroków.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania