Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Drogi Triath część 1

Sztorm trwał już trzeci dzień, pogoda dawała się wszystkim w kości na powietrznyn niszczycielu Tartarus. Młoda Pani kapitan obserwowała przyrządu, które były zakłócane przez burzę i pole magnetyczna. Od dziesięciu minut w pokład okrętu uderzył piorun błysk oślepił każdego na mostku, efekt pioruna był od razu widoczny pożar, płoną pokład przy drugim żaglu, słup ognia sięgał kilka metrów w górę, w całym nieszczęściu szczęście było takie, że lało i ogień nie mógł się szybko rozprzestrzenić.

-Wysłać załogę gaśniczą na pokład niech ugaszą ten cholerny pożar, zanim ogień dosięgnie zbiornik z azotem. Pani kapitan wydała głośno nie ma krzycząc.

-Tak jest. <Szybko odpowiedział pierwszy oficer na mostku a z inter komu było słychać Załoga gaśnicza na pokład.

-Wznieść pułap. Kapitan wydała stanowczy rozkaz

-Ale Pani kapitan mogą nas wykryć i dopaść. Odpowiedział pierwszy oficer, o ptasim nosie

-Wiem, ale bez magnetycznych osłon nie wiele zdziałamy w tej burzy. Podeszła do mapy, która leżała na stoliku i zaczęła bębnić palcami, zawsze uderzała palcami o blat kiedy nad czymś intensywnie myślała lub analizowała sytuację.

-Wykonać rozkaz zwiększyć pułap o 2000 metrów i go utrzymać. Oficerowie podeszli do do stolika i przyglądali się mapie

-Jesteśmy tu. Pokazała palcem punkt na mapie. Miejsce które było wskazane palcem był orientacyjnym położenie okrętu. Każdy przy mapie wiedział w jakim stanie był okręt powietrzny, złamane część żagli magnetycznych, dziura w prawej burcie uszkodzony ster, a do tego sztorm , który już trwa trzeci dzień.- Zmienimy kurs polecimy do Adorii by tam dokonać napraw.

-Adoria mimo że to neutralne terytorium, nie jest to najlepszy pomysł. Nie jesteśmy tam lubiani.

-Adorianie to piraci a my staniemy się łatwym kąskiem. Słowa te wypowiedział drugi oficer. Młody miał około piętnastu lat. Dopiero co na jego twarzy wykwitł pierwszy zarost. Sam chłopak, był dość niski dorównywał wzrostem tylko kapitan, rude kręcone włosy dodawały mu uroku. Cudowne dziecko floty imperialnej, tak go wszyscy nazywali. W wieku dziesięciu lat wstąpił do Akademii Imperialnej. Pięć lat później skończył ją z najwyższym wynikiem w historii Akademii. Pani Kapitan ze skupioną miną słuchała swych podwładnych, mimo że nie musiała słuchać zawsze to robiła, w ten dość nie typowy sposób budowała ducha drużyny na okręcie. Był zwyczaj w Imperialnej powietrznej marynarce, że z Kapitanem się nie dyskutuje co on powie to należy traktować, jak rozkaz. Kapitan Tartarusa podchodziła do tego nie co inaczej wolała zawsze wysłuchać gdy ktoś ma coś do powiedzenia, a oficerowie korzystali z tej możliwości.

-Decyzje już podjęłam Adoria Tam dokonamy niezbędnych napraw,a potem skierujemy się do Imperium. Muśmy brać pod uwagę, że ściga nas królestwo Tariant. Każdy przemilczał wypowiedź o pościgu, ale każdy wiedział, że jest to bardzo prawdopodobne. Chociaż każdy miał cichą nadzieją, że ucieczka w burzę jakoś zgubi pościg

-Powinniśmy na szpice wysłać dwa Skoczki. Słowa te wypowiedziała, Szefowa pilotów. Kobieta duch opanowała chyba jakąś tajną sztukę skradania się. Kobieta była może kiedyś urodziwa, ale nie teraz. Poparzona, lewa część twarzy, bruzdy tak się zrosły na twarzy kobiety, że już nie było widać jej oka. Prawa ręka była mechaniczna. Gdy się odezwała niemal każdy się poruszył.

-Sternik 20 stopni na północny-zachód. Wrzasnął pierwszy oficer, który był najstarszy na tym mostku. Mężczyzna, który, na pewno miał już dobrze po sześćdziesiątce, dobrze przystrzyżona broda biała jak u Mikołaja Świętego, zawsze schludny mundur. Był to mężczyzna postawny i wysoki, z lekkim już brzuszkiem. O ostrych rysach twarzy. Sternik od razu wykonał rozkaz. Powietrznym niszczycielem lekko szarpało, gdy wykonywała skręt. Kapitan przygryzła wargę, uświadomiła sobie, że stery też są do naprawy.

-Pani Major jak zwykle cicho się do nas podkrada. Lekki uśmiech zagościł na twarzy.- Jaki mamy stan Skoczków.

-Piętnaście sprawnych w pełni, a cztery uszkodzone. Major lekko ziewnęła czując ciężar na oczach. Od trzech dniach była ciągle w Skoczku na misjach patrolowych.- I naszą przesyłkę chyba nie jest uszkodzona. Dodała po chwili ziewnęła szeroko. Przesyłka co za eufemizm kradzieży wrogiej jednostki.

-Iść spać To nie jest sugestia Majorze a rozkaz. Pani Kapitan wydała rozkaz Pani Major, która była nie zadowolona z tego jak Kapitan ją potraktowała, ale dowódca statku, jest starszy stopniem. Major zasalutował wszystkim i ruszyła się w kierunek drzwi. Otwarły się szeroko drzwi na mostek wpadł jak po ogień szeregowiec.

-Pani Kapitan, ten z wywiadu przesłuchuje jeńca. Zrobił krótką przerwę, bo nie wiedział jak to powiedzieć i Chyba ją torturuje

-Kurwa zapierdole go Pierwszy zemną Drugi mostek jest twój. Pani kapitana ruszyła szybkim krokiem. Ledwo usłyszała Tak jest, wściekłość miał wymalowaną na twarzy.

 

** **

Olan II król Tariant, kiedyś Oliana, w czasie Rytuału odrodzenia wybrał płeć mężczyzn, był urodziwy, nie można było powiedzieć, że nie rysy młodego chłopca chociaż wiek młodzieńcy już miał poza sobą. Długie czarne włosy miał zaplecione w długą kitkę. Z szedł z trapu swego, królewskiego okrętu. To co zobaczył aż go zemdliło. Baza lotnicza koło miasta Minthy zostało znienacka zaatakowane przez powietrzne siły imperium. Mimo że atak był dwa dni temu nadal ekipy ratownicze dogaszały ogień. To co rzuciło się w oczy to stary hangar, który znajdował się na uboczy, w nim, i koło niego, leżały białe płachty,a pod nim znajdowały się ciała poległych wiedźm.

-Wasza wysokość. Do trapu podeszła kobieta w zniszczonym mundurze, po insygniach można było stwierdzić, że to porucznik. Kobieta ta była młoda, o nie wysoka o jej ruda czupryna włosów była roztrzepana, nie miała czasu doprowadzić się do porządku, co ją wyróżniało to niebieskie oczy które miały kolor bezchmurnego nieba.

-Pani Porucznik co tu się stało. Król miał miękki głos, w którym było słychać ból. Pani porucznik odetchnęła głęboko widać było po niej, że jest zmęczona, wyczerpana i zdruzgotana całą sytuacją.

-Wasza Wysokość atak nastąpił dwa dni temu z samego rana. Poranek był mglisty. Mgła tak gęsta, że można było ją nożem kroić. Tuż przed porannym posiłkiem, usłyszeliśmy najpierw jeden wybuch, a potem seria wybuchów. Mówiła jednym tchem a jej głos był wyprany z emocji. Pocisk padły w kierunku budynku mieszkalnego i hangarów. Te które miały szczęście starały się dostać do Twaleyów, ale to było nie możliwe. Wrogie jednostki pikowały w dół i strzelały w kierunku nas. Żar rozegnał mgłę zobaczyłam trzy okręty powietrzne imperium i mnóstwo ich maszyn.

-A nasz powietrzne statki. ? Król spojrzał na ziemie i podniósł z ziemi fragment czegoś co kiedyś był Medale za odwagę

-Tristan i Granis zostały zniszczone jedną salwą zdążyły wypuścić kilka Twaleyów, ale to było za mało przeciwko wrogowi i ich powietrzne maszyny. Następnie zostały zestrzelone Minthia, Seren.

-I to wszystko zrobiły trzy wrogie statki powietrze, Olan spojrzał na wraki tych wspaniałych niegdyś okrętów, Dwa z nich spadły prosto na bazę powiększając w ludziach Dwa następnie rozbił się o pobliskie wzgórza. Kapitanowie tamtych statków powietrznych ratowały się rozbiciem o pod nurze wzgórza.

-Tak warknęła Pani Porucznik. Gdy wrogie jednostki zaczęły wycofywać się jeden z nich eksplodował w powietrzu. Drugi nasze Twaleye dopadły i strącił go. Trzeci wleciał między Mesiasha i Carthine i ostrzelał je burtowo uszkadzając je. Sam też został uszkodzony, ale uciekł Dwa dywiziony z Mesiasha ruszyły w pościg.

-Dopadły Go. Olan słowo Go wypowiedział z nie ukrywaną nie nienawiścią w głosie

-Nie Panie Dziś w czesnym rankiem wróciły do bazy grupa pościgowa. Uciekł skrywając się w burzy magnetycznej. Doszli do skoczka który stał z otwartym włazem do kokpitu, Olan uważnie go oglądał, zdziwił się, że pojazd nie ma ani jednego draśnięcia.

-A to władca pokazał na pojazd.

-To wrogi pojazd trzy takie wylądowały, a ich załogi przejęły Tweley.

-Skąd wiecie, że próbowali przejąc nasze pojazdy. W głosie władcy można było wyczuć zaniepokojenie

-Jedna z załogantkę został pchnięta nożem a potem wyrzucona z pojazdu a jej partnerka porwana. Z tego co powiedziała za nim straciła przytomność Powiedziała również że napastniczki wiedziały jak uruchomić nasz pojazd. Władca spojrzał na rozmówczynie swoją

-Jak odzyska przytomność chcę z nią porozmawiać. Jak Pani Porucznik ma na imię

-Porucznik Henrietha z domu Yoloth

-Kapitan Henrietha poprawił Władca ciepłym głosem odetchnął głęboko. Chcę aby Pani zorganizowała ocalałe dywizje. Jutro przybędzie Flagowy Okręt Olan I. Musimy dopaść tamten statek i zniszczyć to co nam zabrali. Kapitan oddała honory władcy. Nie cieszyło ją to, że została właśnie mianowana na kapitan, jej partnerka zginęła w ataku, a ona nie miała czasu jeszcze opłakać. Wiedziała, że ten atak był zaplanowany. Pytanie co chciał wróg osiągnąć. Królestwo Tariant było najwyżej rozwinięte technologicznie, wiedziało to nawet imperium. Spojrzała w niebo zapowiadał się słoneczny dzień, a ona musiał pochować dziś swoje towarzyszki.

 

** **

-Mów jak to działa, albo będę mniej miły dla ciebie. Nastąpiło głuche uderzenie o coś miękkiego. Jedno drugie i potem trzecie.- Widzę że oporna jesteś, ale potrafię zmusić do mówienia. Głos był chropowaty można powiedzieć, że ciężki w słuchaniu. Ton głosu nie znosił sprzeciwu. Chwilę później było słychać wrzask kobiecego głosu. Do pomieszczenia wparowała Kapitan, mężczyzna właśnie przypal dziewczynę papierosem

-Co tu się kurwa dziej. Kapitan się wydarła, za kapitan weszli pierwszy oficer i major

-Przesłuchujemy więźnia. Pani kapitan. Mężczyzna odpowiedział swym chropowatym głosem. Wysoki, mierzący sobie około metra dziewięćdziesięciu łysy facet. Twarz jego była prze orana bruzdami. Lewa dłoń była pozbawiona dwóch palców. Czarny mundur jaki nosił był dobrze skrojony jak na niego. Jego spojrzenie było ostre i nie przeniknione

-Raczej tortury wysyczała Pan Sophia kapitan statku powietrznego. Twarz mężczyzny z obojętnej , zmieniła się na z irytowaną.

-Pani Kapitan Vesph, proszę zająć się swoimi sprawami. Taki jak dowodzenie okrętu, bo chyba nie idzie to Pani za dobrze. Ma Pani dostarczyć Mnie, zdobycz w jednym kawałku. Uśmiechnął się nie przyjemni. Był starszy stopniem i był z wywiadu imperialnego. Więc de facto mu podlegała

-Panie Pułkowniku Kharth. Zwróciła się oficjalnym tonem do niego. Z nam rozkazy i to bardzo dobrze, nie musi mi Pan ich przypominać. Podeszła do niego bliżej tak że dzieliło ich mniej niż metr- Jest Pan moim gościem na okręcie i niech Pan pamięta na statkach często zdarzają się wypadki. Na twarzy Sophi wykwitły bardzo złośliwy uśmiech

-Grozi mi Pani. Twarz mężczyzny spoważniała

-Nie ostrzegam.

-Zamelduje o tych groźbach Najwyższe Dowództwo. Wycedził prze zęby

-Niech Pan Pułkownik nie zapomni zameldować, że prawie nie zakatował więźnia na śmierć za nim Pan Pułkownik uzyskał Jakiekolwiek informacje. Zmierzyli się spojrzeniami, widać było gołym okiem, że ta dwójka się serdecznie nie lubi.

-Nie chciał bym się wtrącać. Słowa niespodziewanie wypowiedział pierwszy oficer, który to postanowił załagodzić i tak napiętą sytuacje.- Ale wszyscy jesteśmy zmęczeni, trzy dni bez snu każdego potrafi zmęczyć. Pan Pułkownik ma racje należy zdobyć informacje zanim nie daj Bogowie nas zniszczą. Ale i Pani Kapitan ma racje, torturami ich nie zdobędziemy. Dłonią wskazał na omdlałą i pobitą dziewczynę.

-Głos rozsądku, Słowa pułkownika Khartha brzmiały ironicznie. Zawiesił swój głos zastanawiając się co powiedzieć. - Teraz i tak już nic się nie dowiem. Ale bądź Pewna, że jeszcze z nią będę chciał pomówić

-Proszę bardzo, ale tylko w mojej obecności. Mężczyzna spojrzała na Kapitan ze wściekłością w oczach

-Proszę bardzo wysyczał przez zęby i powolnym krokiem wyszedł magazynu drugiego gdzie trzymali więźnia.

-Nie powinnaś tak mówić Odezwał się po wkrótce Thomas, pierwszy oficer, a major głową tylko przytaknęła. To potężny i wpływowy człowiek który dużo może. Też zniszczyć twoją karierę. Thoma mówił niebywale spokojnie. Odkąd go znała zawsze tak mówił. Człowiek spokojny i opanowany. Chodząc rozsądek

-Nie boje się go Podeszła do dziewczyny by zobaczyć czy ona jeszcze żyje. Lekko uniosła jej twarz.

-Powinnaś na niego uważać. Pierwszy podszedł nie musiał pytać, bo wiedział co Kapitan chciała zrobić. Chciała lekko naciąć skórę opuchlizny pod oczami, by spuścić zebraną krew.

-Uważam, ale chętnie bym go martwego widziała. Powiedziała bez ogródek odbierając sztylet z rąk Thomasa. Major napełniła naczynie wodą i zamoczyła w nim szmatkę, którą znalazła na jednej z półek. Sophia przetarła o rękaw ostrze sztyletu o zbliżyła ostrze do napuchniętego oka dziewczyny. Gdy ostrze miało już rozciąć skórę.

-Nie nie zabijaj mnie. Głos należał do dziewczyny był miękki, ale było w nim słychać strach. Zaczęła gwałtownie głową kręcić w jedną i drugą stroną wyrywając się. Gdyby nie koncentracja Pani kapitan dziewczyna nie miała by już oka.

-Spokojnie nic ci nie zrobię. Głos miał zabrzmieć uspokajająco, ale zabrzmiało jak by się irytowała.

-Nie zabijaj mnie. Dziewczyna popadała w coraz większą histerię.

-Kathie chwyć jej głowę i przytrzymaj. Thomas unieruchom jej nogi. Chwilę później oboje obezwładnili dziewczynę. Sophie zbliżyła ostrze sztyletu do opuchniętego oka i wykonała rozcięcie od podstawy nosa aż do końca oczodołu. Krew od razu trysła spod rany. Kapitan chwyciła szmatę mokrą i podała dziewczynie.

-Przyłóż do rany. Cała trójka wyszła z magazyny. Było słychać jak się tylko zatrzaskują.

 

** **

Selene siedziała w kącie w tym cholernym magazynie zastanawiając się jak do tego wszystkiego doszło. Nie wiedziała ile dni była w nie woli. Tak szczerze nie wiele pamiętała z tego dnia. Jak rano się obudziła tego dnia, mgła była gęsta. Widoczność ograniczała się do dziesięciu może piętnastu metrów. Właśnie ze drugim pilotem wybierała się na stołówkę. Gdy usłyszała pierwszy wybuch. Nikt nie przypuszczał, że to atak. Pierwsza myśl jaka jej przeszła przez myśl to, że pewnie wybuchł jakiś kanister z oliwą. Gdy wybiegły obie na zewnątrz, szalało już piekło. Wszystko eksplodowało, raz po raz. Słychać było pikujące maszyny które otwierały ogień do wszystkiego co było na ziemi. Biegły zygzakiem do swego Tweyela. Nie daleko ich wybuchł kołująca jednostka. Wskoczyły do kokpitu składając pocałunek na ustach swej partnerki, a potem na Unarazie. W ten ktoś wskoczył na skrzydło ich pojazdów. Otrzymała cios w twarz aż ją zamroczyło. Potem działo się już bardzo szybko. Widziała i usłyszała jak kobieta z bliznami na twarzy i opaską na oku wbija nóż w brzuch jej partnerki i wyrzuca ją poza kokpit. Druga kobieta powiedziała do niej gasimy światło po czym otrzymała silny cios w twarz, przytomność utraciła bardzo szybko. Odpłynęła nie wiedząc na jak długo. Z bólem twarzy obudziła się na podłodze jakiegoś pomieszczenia. Pachniało w nim suszonym mięsem i rybami. Próbowała się wydostać, ale drzwi były pancerne i zamykane od zewnątrz. Co jakiś czas , ktoś wchodził przeważnie dwie osoby. Jedna celowała bronią a druga, kładła tace z posiłkiem na ziemi. Nie wiedziała ile taki stan rzeczy trwał. Gdy dziś przyszedł ten łysy drań. Usadził ją na krześle i zaczął zadawać pytania. Jego głos był bardzo chropowaty i nie przyjemny. Gdy nie odpowiadała na pytania. Uśmiechnął się do nie i uderzył prosto w twarz, krew z nosa buhła jak z fontanny, potem kolejne ciosy, nawet nie zadawał pytań. Rzucił coś że tak zmiękcza się opornych. Zadawał kolejne pytania gdy nie usłyszał odpowiedzi uderzała,a cios miał silny. Każdy cios zamraczał i bolał. Ten łysy sadysta widząc, że to nic nie daje. Odpalił zapalniczkę i płomień zapalniczki, przyłożył do dłoni. Gdy krzyczała z bólu, widziała satysfakcje na jego mordzie. Chyba musiał przesadzić z tym ogniem, bo poczuła jak odpływa w ciemność nawet nie wiedziała kiedy straciła przytomność. Gdy otworzyła oczy zobaczyła jak ta która ją uderzyła tego dnia w kopicie przykłada jej ostrze do oka. Potem usłyszał imię Kathie i zobaczyła twarz drugiej kobiety, aż się przeraziła, zlała się. Bo Kathie to była ta która zabiła jej partnerkę, nigdy nie zapomni jej twarzy. Poczuła jak ostrze przecina jej skórę, ale cięcie nie było głębokie. Głos tej kobiety, która mówiła był łagodny i nawet miły. Ale to im nie pomoże obie zabije i tego łysego sadystę też zatłucze. Uśmiechnęła się do siebie, ale ból i zmęczenie dało znać o sobie poczuła jak sen zwycięża a oczy same się jej zamykają.

 

** **

Imperator leżał obok swej małżonki i uśmiechał się, dość że przed chwilą zaspokoił swe żądze z najpiękniejszą kobietą w imperium. To jeszcze otrzymał meldunek, że Plan się powiódł, a nawet lepiej. Dość, że przejęto jeden pojazd królestwa, to zniszczono dwie wrogie jednostki i kolejne dwie uszkodzono. To jeszcze pochwycono żywego wrogiego pilota. Imperator w myślach stwierdził, że dwa stracone statki powietrzne to nie wielka cena, za powodzenie misji. Oczywiście rodziny poległych załóg będą musiały zostać wynagrodzone jakąś zapomogą. Przeklną w duchu swoją matkę że takie prawo ustaliła kiedy jeszcze rządziła. Prawo mówiące, że rodzinie każdego żołnierza który polegnie w walce należy się renta i nie ważne jakiego był stanu. Nie mógł anulować tego prawa bo to mogło spowodować bunt wśród żołnierzy a tego wolał uniknąć. Jego matka wiedziała co robi pomysł z rentą ukrócił podboje imperium. Sprytna kobieta uśmiechnął się do siebie. Potrząsnął głową kiedy usłyszał głos swej konkubiny

-Widzę, że jesteś zadowolony. Głos imperatorowej a raczej konkubiny imperatora był melodyjny i słodki.

-Tak kochanie bo wszystko idzie zgodnie z Planem.

 

** **

Ceremonia pogrzebowa, jak można było to tak nazwać była niebywale przygnębiająca. Nie było czasu wykopania ponad dwóch tysięcy grobów, więc wszystkie ciała złożono w jednym grobie. Mieszkańcy Minith, przychodzili powoli na uroczystość każdy ubrany, w karmazynowe szaty, tuniki. Każdy mieszkaniec miał w dłoni świecę bordową, które płonęły purpurowym plaskiem. Purpurowy ogień w królestwie oznaczał drogę do śmierci. Ogień tego koloru według wierzeń w Wielką Boginię miał prowadzić dusze do Sanithrial, miejsca odrodzenia duszy. Pięknie to wyglądało, ludzie szli w pochodzie w milczeniu, Henrietha stała z boku, oczy miały już suche od łez. Nie miała już łez w sobie by płakać. Nani, partnerka uprowadzonej Seleny, wyryła się w jej pamięci. Gdy rozmawiała z władcą, jej głos był słaby gdy opowiadała. Jak jedna kobieta, która może była nie co starsza od króla uderzyła Selene w twarz i usiadła za sterem pojazdu i ta druga. Kobieta z czarną przepaską na oku i poparzoną pół twarzy, która ją pchnęła sztychem ostrza i wyrzuciła ją z kokpitu. Lekarze powiedzieli że Nani miała wiele szczęścia, centymetr w lewo albo w prawo,a Nani już by nie żyła. Była przy tej rozmowie i widziała twarz władcy, pełną bólu i cierpienia. Przygryzła wargę na samo wspomnienie. Z zamyślenia wyrwały, ją słowa. Króla, który wyczytywał imiona poległych. Po każdym imieniu padała formułka Niech Matka Odnowicielka odrodzi twą duszę. Każdy zebranych na ceremonii powtarzał te słowa, po władcy, a młode dziewczynki po każdym wypowiedzianym imieniu wrzucały garść ziemi. Pod porucznik Enthiela z domu Krin. Gdy usłyszała imię swej partnerki, która nie miała tyle szczęścia co ona. Poczuła lodowate ukucie w sercu, a łzy same do oczu napłynęły znów. Wspomnienia, tego dnia wróciły. Ta przeklęta mgła, która umożliwiła schowanie się wrogich statków powietrznych. Pierwsze eksplozje, które je zbudziły, a były po nocnych lotach, spały, ledwo dwie godziny. Ale pierwsze eksplozje i zbudziły je. A one jak przystało na gwardie królewską słysząc alarm bojowy, biegły do swej maszyny. Mijały ranne koleżanki, lub martwe ciała koleżanek. Potężna eksplozja Tristana ogłuszyła co nie których biegnących. Gdy wskoczyły do swej maszyny. Miały już startować do walki, od północy zapikował jedna z wrogich jednostek, otwierając ogień. Pociski przecięły przód kokpitu jak gorący nóż masło Enthi, jak ją nazywała zmarła natychmiast. Pocieszała się tym, że ona nic nie poczuła. Otarła łzy z oczu i ruszyła w kierunku małego zagajnika. By pobyć sama, miała już dość tej ceremonii chciała walczyć. Zagajnik był mały kilkanaście sosen. Henrietha usiadła pod jedną z nich i spojrzała w niebo, jak by chciała dojrzeć spojrzeniem wrogi okręt.

-Dopadniemy Ich Pani kapitan. Głos należał do młodej kadetki gwardii. Dziewczyna miała blond włosy, które kręciły się w loki sama dziewczyna była nie pozorna, mikra budowa ciała, może miała dwanaście lat, a może mniej a może więcej. Tak Kadetki miały szczęście, tego dnia z samego rana udały się do świątyni na Rytuał wyboru partnerek. Sama świątynia mieściła się w centrum miasta. To uratowało wiele kadetek.

-Tak dopadniemy ten okręt. Powiedziała to bez przekonania w głosie, nie wierzyła w to. Może nie była generałem, ale wiedziała, że wroga jednostka ma aż dwa dni przewagi nad nimi. Jutro będzie trzeci dzień przewagi. A to mogło spowodować że wroga jednostka dotrze do granic imperium zanim. Królewska flota go dopadnie. Jedna nadzieja w tym, że burza magnetyczna w której ukrył się wrogi statek powietrzny, spowolni go. Z tego co pamiętała z astronawigacji, lecąc w burzy magnetycznej nie ma co liczyć na przyrządy statku. Sama widziała jak ten okręt wleciała między dwa nasze i oberwał. A to może go na pewno spowolni. To wlało otuchę w jej serce.-Na pewno dopadniemy go i zniszczymy

-Szkoda, ze Kadetki nie mogą brać udział w walce. Młoda kadetka rzuciła tak od niechcenia. Kapitan rozumiała jej słowa bardzo dobrze, młoda chciała zemsty, na tym okręcie.

-Walka nie jest dla kadetów. Powinniście się jeszcze dużo uczyć. Nie chciała powiedzieć wojna, bo sama bała się tego słowa. A wojna wisiała w powietrzu. Bała się reakcji ludu, to był atak z zaskoczenia, zginęła tyle istnień. Młodych istnień, dziewczyny które znała osobiście lub tylko z widzenia, miały plany i marzenia.-Spij słowa zwróciła w kierunku, kadetki. A ta chyba to potraktowała jako rozkaz i w tuliła się w ramię Pani Kapitan. Nawet nie wiedziała kiedy sen ją zmorzył. Musiała bardzo go potrzebować. Pierwsze promienie światła obudziły ją z mocnego snu. W głębi duchu musiała przyznać wiosenne noce, nie są dobre. Spojrzała na wzgórza i zobaczyła jak na niebie płynął Olan I, okręt flagowy Królestwa. Najszybsza jednostka w państwie z siedmioma dywizjami. Wstawaj młoda i patrz wskazała na statek powietrzny który sunął leniwie w kierunku przystani.

-Chodź wrzasnęła do kadetki i zaczęła biec w kierunku przystani. Wiedziała, że dziś ruszają na łowy

 

** **

Patrzy- głowę podniosła zakapturzona postać a jej głos był miękki- Królewski okręt -Te słowa wypowiedziała z pogardą – Nasz królestwo zostało zaatakowane a nasz władca nawet nie ogłosił wojny po tych słowach osoba splunęła na ziemię

-Co planujesz odpowiedział jej mężczyzna o białych włosach

-Agenci Najwyższego Kręgu są wszędzie – postać w kapturze odpowiedziała po czym dodała

Czas działać bracie, udaj się do Adorii. skontaktuj się z agentami. Ta pilot pochodzi w pierwszej linii od najwyższych kapłanów i tylko ona może przebudzić naszego Pana Twoje Imperium za wcześnie wykonało ruch

Być może ale na to nie mamy wpływu< mężczyzna spojrzał na zakapturzoną postać> Dobrze A ty?

Ja mam naradę na Olanie I <z pod kaptura było widać tylko białe zęby co miało świadczyć o uśmiechu> Z najwyższe Kręgu <uderzyła się w pierś>

-Za Najwyższe Krąg wturował jej mężczyzna Po czym ta dwójka oddaliła się w swoją stronę

 

** **

Lewy hangar Tartarusa nie był duży ale nie był mały, w nim właśnie znajdowała się pojmana jednostka raczej co z niej zostało, była rozebrana na części można powiedzieć pierwsze. Oczywiście był to rozkaz pułkownika Kharth, temu rozkazowi sprzeciwiała się kapitan, ale pułkownik się uparł i zagroził że jak nie rozbiorą tego myśliwca jeszcze w czasie loty każdy kto się przeciw stawi skończy w więzieniu wywiadu. A teraz pułkownik kapitan i główny mechanik stali przed rozebranym statkiem

-Jak to Pani nie wie jak go złożyć, <pułkownik podniósł swój chropowaty głosy co mu się rzadko zdarzało

-Słonko normalnie Nie wiem <odpowiedziała mu pierwsza mechanik na Tartarusie kobieta przy kości i bardzo postawna miała zwyczaj mówienia do każdego Słonko i nie ważnie jaki stopień ta osoba miała czy w jakiej formacji służyła. Wzięła głęboki oddech> Źle się wyraziłam wiem jak go złożyć ale gdy składamy ten pojazd jakby części nie pasowały< Pułkownik gdyby miał włosy pewnie by się zjeżył słysząc jak kobieta do niego powiedziała Słonko, zacisnął pięść i zrobił głęboko oddech > Może Pani jaśniej jak to części nie Pasują< Całej rozmowie przysłuchiwała się Sophia z miną wielkiego myśliciela i gdy Starsza Mechanik miała coś powiedzieć odezwała się Kapitan

-Może do tego jest potrzebna magia <oboje spojrzeli na nią jak na wariata, pułkownik już miał coś powiedzieć, ale Sophia kontynuowała> Nasza technologia opiera się na mechanice hmmm każdy element skoczka pasuje do siebie Prawda<Mechanik kiwnęła głową że się zgadza z tak uproszczonym stwierdzenie odnośnie budowy Skoczków> A jeżeli w królestwie do budowy używają jakiś magicznych sztuczek. Spójrzcie na to tylko kobiety mogą to pilotować i aby uruchomić ich pojazdy muszę pocałować, Muszę mieć jakąś wieź ze sobą czy jakoś tak<Kapitan miała głos jak by sama nie wierzyła w to co mówi i sama starała się przekonać do swoich słów . Starsza Mechanik > Nie znamy ich technologii i produkcji <Mechanik stwierdziła oczywistość> Wie Pani Kapitan jak to brzmi<głos należał do pułkownika> To mam w raporcie napisać że rozebraliśmy statek wroga ale nie możemy go złożyć, ponieważ nie ma w nas Magii

Ma Pan lepsze wytłumaczenie <odcięła mu się Kapitan> To niech nam Pan je zdradzi

i Nas oświeci< Pułkownik spojrzał na nią z nie ukrywaną wrogości> Tak że na tym statku są nie udolni ludzi

-Ty...<nastąpiła eksplozja ale nie był to wybuch spowodowany atakiem wrogiej jednostki czy nawet pioruna ale eksplozja była wewnętrzna i na tyle silna że aż hangar się zatrząsł

 

** **

Każdy myślał że Selene jest nie przytomna ale ona sama wcześnie odzyskała przytomności, i nie po kojona przez nikogo siedziała ze skrzyżowanymi rękami nucąc coś w nie zrozumianym język, jak mantrę, długo to trwało kiedy na jej dłoniach pokazały się niebieska aura, sama dziewczyna ciężko oddychała, rzadko praktykowała technikę skupienia Abhadar, która dawał użytkownikowi większą siłę refleks szybkość. Technika sam nie była skomplikowana po przez wyciszenie, skupiano swoją energię życiową w danym punkcie ciała , efektem wizualnym, że energia działa było to, że wokół pojawiała się niebieska aura. Mówiono, że mistrzowie tej techniki potrafią naraz całe swoje ciało owlec niebieska aurą i być nie do pokonania. Selena wiedziała, że nie ma za dużo czas, była osłabiona a sama technika wymagała dużej wytrzymałości fizycznej. Dziewczyna podeszła do metalowi drzwi i z całych sił uderzyła w nie, gdy dłoń zetknęła się z drzwiami nastąpiła eksplozja a drzwi wraz z framugą wyleciały na zewnątrz. Selelna wybiegła ze swej celi rozejrzała się w prawo a potem w lewo, podjęła decyzję że pobiegnie w lewo. Miała cel chciała się wydostać z tego statku. Sama eksplozja uruchomiły alarm który wył nie miłosiernie. Ruszyła biegiem przed siebie długo nie musiała czekać aż się na kogoś natknie. Dwaj członkowie załogi na nią wybieli

-Stój krzyknął jeden, ale po chwili dostał cios w brzuch i poleciał do tyłu z jakieś 5 metrów uderzając plecami prost w ścianę było tylko słychać trzask kości. Drugi nie czekał nie atakował ruszył w kierunku interkomu. I zdążył powiedzieć więzień się wydostał, po czym jego czaszka pękła od uderzenia dziewczyny.

 

** **

Co jest warknęła Vesp słysząc eksplozję a miała właśnie zrugać pułkownika kiedy usłyszała, prze interkom, że więzień uciekł

-Ale jak uciekł warknął Kharth, mówiąc to spojrzał na kapitan, ale jej mina mówiła a skąd mam wiedzieć jak ona to zrobiła i ruszyła biegiem w kierunku sekcji magazynowej gdzie była trzymana podejrzana. Znała swój okręt jak własną kieszeń a to się równało, że znała najkrótszą drogę do magazynów za nią pobiegł pułkownik. Mijała jedną sekcję za drugą sekcja skręciła w lewo a potem w prawo A gdy miała wbiec w kolejny zakręt o ścianę trzasnął kolejny załogant. Podnosił się właśnie, kiedy z całym impetem uderzyła w niego dziewczyna która jeszcze kilka minut temu była więźniem. Niebieska aura oplatała jej dłonie. Tego tylko brakowało, powiedziała w myślach. Kapitan zagryzała tylko wargi znała tą aurę i wiedziała, że nie wróży ona nic dobrego. Powinna przewidzieć to a jej mentorka całe jej doczesne życie wpajała jej Ci z królestwa znają magię i mistyczne techniki. Dziewczyna się obróciła w kierunku Kapitan i Pułkownika jej spojrzenie było puste a oczy płonęły niebieską furią. Selene wykonała jedne szybki sus, mineła Vesp, nie kapitan była celem ale pułkownik. Sama kapitan nie zdążyła zareagować kiedy dziewczyna ją minęła, obróciła głowę i zobaczyła jak cios wymierzony pułkownika mija go o milimetr, musiał przyznać że ten wąż ma refleks. Dłoń Selen uderzyła w zbrojone drzwi, za plecami. Dziewczyna wyjęła dłoń z drzwi, których została tylko dziura, obróciła się Selena i ponowiła atak, ale tym razem, atak dziewczyny dosięgnął pułkownika ten jak gromem rażony poleciał do tyłu z dużym impetem uderzając plecami o kapitan, dzięki temu jeszcze żył, Vesp z amortyzowała jego uderzenie, ale oboje leżeli na ziemi. Kapitan szybciej się pozbierała. Gdy dziewczyny miała zadać kolejny cios jej pięść spotkała pięść kapitan, wokół której też była niebieska aura Było słychać skwierczenie i niebieskie małe błyski gdy pięści dwóch oponentek się spotkały..

-Nie tylko ty znasz tą technikę wyszczerzyła się kapitan w paskudnym uśmiechu, po czym drugą dłonią zadała precyzyjny cios w w splot słoneczny, Selen ledwo złapała oddech i się osunęła na ziemię.

 

** **

Sala narad na Olan I była duża i teraz w niej było sporo osób, cały sztab Olan, król Kapitan Henritha . Kapitan Aleonora po raz kolejny na sferze oglądała sam atak, jej wzrok analizował wszystko bardzo powoli, co jakiś czas zatrzymywała obraz i obracała go jak by czegoś szukała. W samej sali panowała ożywiona dyskusja i co jakiś czas padały przekleństw wobec imperium. Sama kapitan nie zwracała uwagi na to była czymś bardzo pochłonięta. Jej spojrzenie zatrzymało się na twarzy, którą zobaczyła w sferze jednej z dwóch napastniczek. Nie może być że to Ona powiedziała sama do siebie

-Słucham głos należał do oficera ogniowego. Kapitan aż obróciła głowę w kierunku źródła dźwięku

-Nic głośno myślę rzuciła od niechcenia. Oficer ogniowy przyglądała się twarzy na sferze przez chwilę kapitan chyba to zauważyła i dalej puściła nagranie. Gdy nagranie się skończyło

Kapitanie co Pani myśli głos należał do Króla który chyba nie chciała aby Aleonora po raz kolejny oglądała ten sam film.

Hmmmm Kapitan głośno chrząknęła dając tym znak że chce coś powiedzieć, poczekała aż głosy zebranych umilknął - Atak był na pewno zaplanowany wcześniej i był przemyślany. Ten kto dowodził tym atakiem nie jest głupi. Zabrał ze sobą tylko trzy okręty zakładał że większa grupa by wzbudziła podejrzenia szpiegów, czy życzliwych ludzi. A każdy wie że Imperium lata na patrole anty-pirackie zazwyczaj w grupach po trzy statki. Logicznie rozumując taka grupa statków nikogo nie zdziwiła. <Kapitan zrobiła przerwę by pozbierać myśli>Pewnie czekali na dogodną sytuację, a mgła była dla nich prezentem. Podejrzewam że we mgle lecieli na samych żaglach by nikt nie usłyszał jak się zbliżają A to świadczy, że to musieli być dobrze wyszkolone załogi. Ten który dowodził, albo dowodziła wiedziała że nie ma dużo czasu, więc musieli maksymalnie wykorzystać moment zaskoczenie I co im się udało, ale chyba nie przewidzieli, że w tej bazie będzie aż tyle naszych, jednostek, dlatego stracili dwie jednostki. Ale ten co dowodził tą jednostką która uciekła nie stracił zimnej krwi, wleciał między nasze statki i zadał nam jeszcze straty. Z tego co czytałam z raportu grupy pościgowej uciekł w burzę magnetyczna co świadczy, że to doświadczony kapitan, wykonać taki manewr z uszkodzonymi żaglami, to trzeba znać swoje możliwości

-Widzę że Pani podziwia mordercę słowa powiedziała kobieta która miała już swój wiek, ale jej spojrzenia było bardzo bystre a zarazem chłodne.

-Podziwiam? <spojrzenie obu kobiet się spotkały i było czuć napięcie między nimi> Nie ale szanuje czyjeś umiejętności i dzięki temu co zobaczyłam, wiem że tym statkiem<Na sferze pojawił się obraz Niszczyciele>Nie dowodzi dyletant, czy tchórz. Ale dowodzi tam drapieżnik, który wie jak walczyć. A jak dobrze Pani wiem Kapłanko najbardziej niebezpieczne są te drapieżniki które są ranne, a ten statek jest ranny>

-Jak śmiesz<Kapłanka podniosła głos>

-Spokój moje Panie nie walczmy ze sobą<głos należał do króla który jak do tej pory się nie odzywał> Co zrobi kapitan tego statku<władca wskazał na obraz> Aleonora wzruszyła ramionami Nie wiem, ale ma nie wiele opcji Burza się skończy i z uszkodzonymi żaglami stanie się łupem dla piratów. Więc na miejscu szukałam bym miejsca do naprawy. <kapitan dotknęła sfery i ukazała się mapa znanego świata> Nie ma w pobliżu baz imperialnych. Może polecieć do Haraun lub Adoria

-Pewnie poleci do Haraun to sojusznik imperium rzucił nawigator który, chciał wziąć udział w dyskusji, widać to było po nim bo przez cały monolog kapitan wiercił się na krześle. Był nowym członkiem załogi, ale było w nim widać chęć czynu, może nie służył długo pod Aleonorą, ale wiedział, że kapitan zawsze wysłucha każdego zdania na dany temat.

-Nie sądzę <zgasiła nawigatora kapitan> Poleci do Adorii

-Dlaczego? <ktoś jęknął mówiąc te pytanie>

-Bo ja bym tak zrobiła, gdybym była na miejscu tego dowódcy. Uciekam z miejsca gdzie przeprowadziłam zuchwały atak i mam dwa miejsca gdzie się mogę schronić sojusznicze marionetkowe państewko. Lub miasto piratów korsarzy i wszelakiej maści odszczepieńców wybrała bym te drugi. Po pierwsze tam się nikt mnie nie spodziewa, po drugie tam można dostać wszystko, aby naprawić statek i po trzecie jest bliżej do imperium niż Harum, więc można spotkać inne statki z imperium...Do Harum jest dalej i musiała by lecieć by ominąc Diabelną cieśninę, Musi ją minąć bo ma uszkodzony statek. Okrężna droga spowodowała by , że nadłożyła by kilka dni. A podejrzewam, że nie ma tyle zapasów. Harum to bezpieczne miejsce dla Imperialnego okrętu, ale to dalsza droga.

...-Kapłanko<do leciwej kobiety podszedł oficer ogniowy chłopak miał androgeniczny wygląd, gdyby nie to, że miał męskie organy rodne, można było go wziąć za bardzo urodziwą dziewczynę. Szczupła budowa ciała smukła szyja i nogi do samej ziemi, jego skóra była jak aksamit w dotyku, piękne pewne oczy, aksamitny głos . Kobieta skinęła głową aby reszta się oddaliła >

-Tak Lukiuszu?<spojrzała na chłopaka>Mów czego się dowiedziałeś wiesz ile przysług mnie kosztowało abyś znalazł się na tym statku

-Kapitan chyba wszystkiego nam nie powiedziała w czasie narady<Kobieta spojrzała na niego bardzo badawczo dała znak ręką aby kontynuował> Zauważyłem że przyglądała się dłuższą chwilę jednej z napastniczek>

-I co z tego<w głosie kapłanki było słychać zniecierpliwienie>

-Powiedziała że to nie może być ONA<chłopak spojrzał na kapłankę i lekko się uśmiechną widząc, jak kobieta jest zaskoczona jego słowami>

-ONA<kapłanka powtórzyła słowa chłopaka jej spojrzenie powędrowało na kapitan okrętu, która właśnie rozmawiała z królem> Mój chłopcze dobrze się spisałeś jeżeli ta ONA jest tym kim myślę dobrze się przysłużyłeś Kręgowi>

-Nie rozumiem<chłopak był zdziwiony słowami kobiet>

-Zrozumiesz w swoim czasie<Kapłanka uśmiechnęła się kładąc swoją dłoń na pliczku chłopaka>

-Pani jak mam dalej wykonywać moje działania chciałbym wiedzieć coś więcej<chłopak położył dłoń swoją na dłoni która była na pliczku>

-Dobrze, to są tylko plotki które krąż na salonach pałacowych, ale nasz król miał wiele nie ślubnych dzieci, jedno z tych dzieci było ze związku Króla i naszej Kapitan Aleonor. Plotka mówi, że król kazał porwać swoje dzieci i sprzedać je na targu niewolników. Dalszą część rozmowy za kończymy u mnie w konacie<kapłanka pocałowała w usta chłopaka>

 

** **

Kapitan stała z boku, narada się zakończyła już jakieś czas temu.<Nie możliwe że to ona , przecież zginęła w zamachu dwanaście lat. To był jeden z najgłośniejszych zamachów w królestwie Tariant, równoczesny atak na świątynie, koszary wojskowe i inne ważne miejsca w państwie. Aleonor przypomniała sobie ten dzień gdzie część dowódców floty zbuntowało się i wyznając ideologię Kręgu podniosło bunt. Rewoltę udało się stłumić, ale straty były duże. Część buntowników uciekało w kierunku imperium, w pościg za nim się rzucili nie które okręty w tym korweta powietrzna Ashina, wleciała prost na dwie jednostki imperium, nad obszarem niczyim. Kobiecie, aż się oczy za szkliły na samo wspomnienie Ashiny, tam służył, jej mąż, zginął w walce. Był dobrym człowiekiem, doskonałym kapitanem, ale mimo to zdradzał ją ze swoją pierwszą, młodą i bardzo ambitną dziewczyną, która umiała swoją urodę wykorzystać do swoich celów. Ale mimo to kochała swojego męża, może dlatego, nic z tym nie robiła i bała się stracić takiego męża, wolała udawać że nie widzi,a on starał się naprawdę się starał swój romans ukrywać jak mógł za to była mu wdzięczna,ale ona sama nie dotrzymała dotrzymywała mu wierności.

-Aleonor <głos należała do władcy który podszedł do kapitan>

-Panie?<kobieta na niego spojrzała>

-Jak oschle powiedziała król, kiedyś mówiłaś do mnie inaczej

-To były inne czasy<odpowiedziała najbardziej neutralnym tonem>

-Kiedy wyruszasz i coś ciebie martwi znam ciebie zawsze jak o czymś myślisz palce twojej ręki ruszają się jak by w coś uderzały<Kapitan sklęła się w duchu, że nie Panowała na tym tikiem>-Ruszamy z godzinę a co do drugiego pytania Jedna z tych napastniczek ta bez oka i z po parzeniami na twarzy to zastępca z korwety Ashina<wyraz twarzy króla był nie dowierzający >-Jesteś tego pewna?

-Raczej pamiętam kochankę mojego męża<w odpowiedzi kapitan było słychać gorycz i smutek. To tak kobieta pchnęła ją w objęcia króla i u niego szukała pocieszenia. Król milczał przez chwilę, zrobił głęboki oddech>-Powodzenia w łowach<po tych słowach odszedł. Pałac i tak huczał i romansach króla w tym i z kapitan więc oni oboje podjęli kiedyś decyzje że się rozstaną a jak będą rozmawiać ze sobą to oficjalnie>

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Elorence rok temu
    Hmm... cały zapis jest nieczytelny.
    Po "-' musi być spacja. Brakuje interpunkcji i enterów.
    Na ten moment nie przeczytam, bo nie mam jak.
    Zalecam gruntowne poprawki :)
    Pozdrawiam.
  • Zaciekawiony rok temu
    "obserwowała przyrządu" - przyrządy

    "pole magnetyczna." - magnetyczne

    "Od dziesięciu minut w pokład okrętu uderzył piorun" - uderzanie pioruna trwało dziesięć minut?

    "w pokład okrętu uderzył piorun[,] błysk oślepił każdego na mostku, efekt [ ] był od razu widoczny[:] pożar. Płoną[ł] pokład przy drugim żaglu, słup ognia sięgał [na] kilka metrów w górę"

    "- Wysłać załogę gaśniczą na pokład[,] niech ugaszą ten cholerny pożar, zanim ogień dosięgnie zbiornik[a] z azotem. [-] Pani kapitan wydała głośno [rozkaz] niema[l] krzycząc."

    "-Tak jest. [-] szybko odpowiedział pierwszy oficer na mostku[,] a z interkomu było słychać: - Załoga gaśnicza na pokład. "

    "-Wznieść [się na wyższy] pułap. [-] Kapitan wydała stanowczy rozkaz" - nie można wznieść pułapu, bo pułap to wysokość. Statek powietrzny może się wnieść na pułap wyższy z aktualnego.

    Opowiadanie nie jest całkiem złe, pomysł początkowy wydaje się ciekawy. Ale zapis dialogów, przecinki i zgubione końcówki wyrazów są tak liczne, że odechciewa się czytać. Przepuść to przez jakiś edytor tekstu z opcją podkreślania błędów, albo znajdź jakąś betę, może wtedy będzie to dobre opowiadanie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania