Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Drogi Triath część 9

** **

<Statek to nie stolica więc wieść szybko się roznoszą, i teraz głównym tematem

na Olan I była kłótnia, między Kapłanka kościoła i a Kapitan okrętu. A dyskusje dotyczyły głównie tego, która by której by nakopała, oczywiście, jak to bywa, w takich sytuacjach, załoga się podzieliła się na dwa obozy. Pierwszy obóz uważał, że kapłanka by zmiotła by kapitan w walce na technikę na abhatar, a druga grupa uważał na od wrót, ale obie grupy chciały by ten pojedynek zobaczyć na żywo, a nie którzy żałowali, że nie byli wtedy na mostku, bo mogli by zobaczyć, jak kapitan prawie zabija kapłankę ciosem w krtań. Od tego czasu, kapitan i kapłanka unikały się jak ognia. Nie robiły tego tylko dlatego, że się nie chciały widzieć, ale to był też rozkaz samego króla, ale były sytuacje gdzie ta dwójka musiała się spotykać, takimi miejscami była sale narad i teraz kapitan siedziała na swoim miejscu, w sali narad i masowała swoją skroń. Co jakiś czas zerkając na kapłankę która szeptała coś do tego swojego przydupasa.

- Lukiusz nie teraz. <kapłanka szeptała do ucha swojego człowieka>

- A kiedy? <widać że chłopak od czasu, kiedy kapitan podniosła rękę na kapłankę chłopak chodził pod minowany, ale nic nie mógł zrobić póki nie dostał rozkazu.>

-Przyjdzie na nią czas, ale kapitan to osobiście zabiję. <kapłanka powiedziała to z takim chłodem w głosie, jak by chciała zmrozić powietrze>

-Pani ona nie jest godna abyś ją zabijała, <Lukiusz spojrzał na kapitan która właśnie masowała swoje skronie>

-Może, ale tej przyjemności sobie nie odmówię, już dwa razy mnie upokorzyła. <Ton kapłanki złagodniał nie co.>

-Kapłanko jak morale załogi? <Z rozmowy wyrwała kapłankę głos Olana II który właśnie skierowała pytanie do kapłanki. Kobieta przybrała łagodny wyraz twarzy i się uśmiechnęła się do zebranych, po czym wstała niczym gazela. Kapitan przestała masować swoje skronie i spojrzała bacznie na kapłankę

-Wasza wysokość i zabrani oficerowie. Morale na statku jest dobre, ale widać, że część załogantów jeszcze się nie otrzęśnięta po ataku. Nie dziwię się dla nas wszystkich było to duży cios, wiele załogantek w ataku straciło swoich towarzyszy, lub koleżanki z akademii. <Każdy słuchał Elai, z mniejszą lub większą uwagą.> - Oczywiście my kapłani staramy się dodać każdemu otuchę w tej trudnej sytuacji,ale każdy przezywa takie tragedie na swój sposób. Muszę też powiedzieć, że załoga zaczyna odczuwać trudy rejsu, ale tu nie jestem kompetentna, o tym więcej powie pokładowy medyk<Kapłanka miała już usiąść, ale znów się wyprostowała, co wprawiło część osób konsternacje, każdy się zastanawiał co jeszcze kapłanka chciała powiedzieć. Spojrzała prosto na kapitan. Aleonorze aż się zimno zrobiło od spojrzenia kapłanki.>

- Korzystając z okazji, chciała przeprosić, Kapitan za moje zachowanie na mostku. Wiem również, że ta sytuacja na mostku to główny temat na okręcie, oraz, <tu zrobiła przerwę aby dodać swojej wypowiedzi więcej dramatyzmy. > potencjalny pojedynek między mną a Panią Kapitan, jak to powiedziała jeden załogantek pytając drugą i przepraszam za język którym się teraz powiem, ale to cytat. Jak myślisz która by której najebała? <Po czym kapłanka serdecznie się roześmiała, cisza jaka zapadła w sali była dość męcząca. Król przygryzł wargę, aż do krwi, nie raz słyszał u załogi ten temat rozmów, nie zabronił tematu nie kazał też jakoś go ukrócić lepiej aby rozmawiali o tym, niż o starciu które wcześniej czy później nastąpi odetchnął głęboko.>

- Kapłanko przepraszam że wejdę pani w słowo, ale podejrzewam, że gdyby Panie starł się ze sobą w walce okręt by tego nie przetrwał.<Po słowach króla wśród oficerów wybuchła salwa śmiechu, jedynie kapitan przyglądała się z pokerową miną , w stała ze swojego siedzenia.

-Przeprosiny przyjęte. <Wypowiedziała zdanie to najbardziej łagodnym głosem jakim mogła powiedzieć, sama się w środku cała gotowała. Musiała przyznać że nie doceniła kapłanki, nie sądziła, że ta ją przeprosi i to przed całą kadrą oficerską. Mistrzowskie zagranie, nie dała kapitan innego wyjścia jak tylko przyjąć przeprosi. Gdyby tego nie zrobiła ona Aleonora wyszła by na małostkową i zawistną osobę. Poza tym Elaia pokazała, że jest ponadto, że nie chowa urazy. Sprytne zagranie musiała przyznać, tak czy owak kapitan już miała przekonanie, że musi bardzo uważać na kapłankę, jest sprytna i swoją porażkę na mostku przekuła w zwycięstwo. Bo tak była to porażka kapłanki z próbą przejęcia okrętu, bo jak by nie patrzeć Olan stanął po stronie jej a nie duchownej co pewnie zrobił sobie w niej wroga. Kapitan spojrzała jeszcze na swoją przeciwniczkę, czy tylko ona zauważyła, że w czasie całego wystąpienia kapłanki ona dwa razy syknęła, może to nic wielkiego, może się przesłyszała bo mało prawdopodobne jest to, że Elaia jest jaszczuroczłowiekiem. Kapitan skarciła się w myślach, że myśli teraz o takich rzeczach, ale nie tylko kapłanka jest dobra w takie klocki. Aleonora podeszła do duchownej stanęła od niej jakiś metr i podała jej dłoń w ramach przyjęcia przeprosin. Każdy kto był teraz w sali narad obserwował obie panie, każdy ruch, każdy drobny gest mimikę twarzy a należało przyznać, że obie Panie miały kamienny wyraz twarzy nie zdradzając zupełnie niczego, oczywiście mierzyły się wzrokiem, ale każdy wiedział, że do walki nie dojdzie, bo przecież po co miała by przepraszać Kapłanka, a Kapitan przyjąć przeprosin i jeszcze podać rękę. Kapłanka spojrzała na kapitan, która wyciągnęła do niej rękę, sama też wyprostowała swoją dłoń i chwyciła dłoń oponentki i mocno ścisnęła, ale kapitan nie była dłużna wzmocniła swój uścisk. Tak trzymały się chwilę>

- Pani Kapitan jeszcze raz Panią Przepraszam za moje zachowanie wynika to z tego, jak Pani dobrze zauważyła nie mam doświadczenie w życiu na okręcie.

-Ja Panią Przepraszam Kapłanko, że podniosła na Panią rękę, nie powinnam tego robić powinnam lepiej panować na sobą. <Król widział, że ta sytuacja jest co najmniej nie zręczna i żadna nie chce puścić dłoni tej drugiej.>

-Drogie Panie jak już siebie przeprosiłyście resztę możecie wyjaśnić sobie później może teraz wrócimy do narady. <Głos króla nie był stanowczy, ale postanowił przerwać tą patową sytuację która miała miejsce pierwsza dłoń puściła Kapitan>

-Jak już stoję. < Głos Aleonory był miękki> - Za około trzech dni nasz okręt wleci w przestrzeń powietrzną wolnego miasta Adorii, od tego momentu będziemy na terytorium wroga. Nie ma się co oszukiwać nad tą przestrzenią panują powietrzni piraci. Oczywiście nie przypuszczam , że pojedynczy okręt piracki chętnie się rzuci na nasz okręt, ale nie mogę wykluczyć takiej możliwości....

-A co jeśli grupa okrętów nas zaatakuje? <Pytanie padło z ust których raczej nikt nie spodziewał się usłyszeć tego pytania, czyli od kapłanki która właśnie usiadła na swoje miejsce>

-Będziemy się bronić, poprzez ucieczkę.

-Ucieczkę? <Ostanie słowo powtórzyła kapłanka>

-Ta wasza ekscelencjo <Słychać było w głosie kapitan lekką irytację na dopytywanie się kapłanki> - Nie muszę przypominać że naszym zadaniem jest przechwycenie jednostki Imperium, a nie walka z piratami inaczej mówiąc nie jest to rajd antypieracki. <Zrobiła przerwę aby wziąć oddech.> - Nie wiem czy Lekki krążownik Yestell dołączy do nas, otrzymałam informację przez sferę , że jak tylko otrzymał rozkazy wyruszył w kierunku Adorii. Ale na trafił na sztorm nad Morzem Zielonym więc musiał cumować przy jednej z wysp.

-Czyli możemy liczyć na drugi okręt.<Tym razem głos zabrał król to było rzeczowe pytanie.>

-Liczę na to/ < Z intercomu było słychać przygotować się do awaryjnego lądowania. Aleonora pierwsze co pomyślała to że będzie musiała poważnie pogadać z szefem pilotów i tych awaryjnych lądowaniach.> - Będąc w sile dwóch okrętów nasza sytuacja strategiczna bardzo się zmieni, będzie dwa okręty przeciwko dwóm, należy pamiętać że jeden z nich, jest uszkodzony, i tu wrócę do wcześniejszego Pytania Kapłanki w razie gdybyśmy spotkali większą grupę okrętów uciekamy, bo chcę mieć sprawny w 100% procentach okręt. <Kapłanka tylko pokiwała głową. Tss otworzyły drzwi i do pomieszczenia wbiegł oficer wachtowy, spojrzał na wszystkich nawet nie salutował zapomniał był zdyszany i stał tak chwilę nie wiedząc do kogo ma się zwrócić

-Tak?<Kapitan spytała, później go opieprzy za wtargnięcie na naradę i parę innych rzeczy.>

-Yestell zniszczony. <Kapitan kiwała głową jak by nie wierzyła w to co słyszy spojrzała po zebranych nawet kapłanka miała minę jak by jej ktoś w żołądek przywali młotem kowalskim.>

-Proszę powtórzyć. <Aleonora odzyskała swój głos>

-Lekki Krążownik Yastell trzy dni temu został zniszczony. <Wachtowy prawie literował jak by mówił do dziecka.>

-Jak kto? <Ktoś wystękał pytanie>

-Od początku pod oficerze. <Głos należał do króla który przygryzał lekko wargę, Wachtowy naprawdę nabrał tyle powietrza jak by chciał wyrecytować wszystko na jednym wydechu.>

- Kilka minut temu przyjeliśmy uszkodzona jednostkę Twaileyta z Yestell, jedyną ocalałą załogę, piloci lecieli do nas przez trzy dni i trzy noce, po wylądowaniu, jedna z pilotek powiedziała co się stało, jest zbyt ciężko ranna i jest hospitalizowana. Druga z nich chce rozmawiać z kapitan czy mam ją w puścić. <Kapitan chciała powiedzieć do niego ty debilu jeden, należało wejść z nią od razu a nie kazać jej czekać, ale się ugryzła się język.>

- Na co czekasz. <Wprowadź ją, mężczyzna obrócił się na pięcie i znikną za drzwiami, po chwili weszła dziewczyna jej stan można było określić jako opłakany, na w twarzy miała zaschniętą krew, jej oczy były bez życia, lewa ręka zwisała bezwładnie, na udzie miała bandaż który już dawno przesiąkł krwią, jej kombinezon był nadpalony>

- Mel...

- Bez meldunku. <Kapitan podstawiła dziewczynie krzesło gestem dłoni po prosiła aby drugi oficer nalał dziewczynie kubek herbaty. Dziewczyna odebrała kubek i piła łapczywie, jak byłby to najlepszy trunek na świecie>

- Co się stało krążownikiem. < Głos kapitan był miękki>

- Była burza kapitan wydał rozkaz do cumowania, okręt stał na cumach a potem to się zaczęło

- Co? <Aleonora wiedziała, że dziewczyna mówi bardzo chaotycznie ale starała się z tego wyłapać jak najwięcej się da.>

- Statek był wciągany przez wir i białe światło, z nieba.

- Na jakiej wysokości byliście? < Jeden z oficerów rzucił, kapitan skarciła go takim spojrzenie, że ów oficer zapadł się pod siebie>

- A potem nas statek płoną i spadał lotem nurkowym w dół, Kapitan wydał rozkaz opuszczenia statki i Twayleiów tylko nasz wystartował< Kapitan spojrzał po zebranych ale każdy miał minę jak by słuchał jakiejś bajki o potworach>

- Moja lewa kieszeń. <Dziewczyna wyszeptała, kapitan sięgnęła do środka kieszeni i wyjęła kulę która zapisów parametrów>

- Kapitan przesłał dane otwartym kanałem do drugiego statku tu jest praww...<Dziewczyna padła ze zmęczenia na ziemię gdyby nie refleks kapitan dziewczyna rozbiła by sobie głowę

- Zanieście ją do ambulatorium. < Król kiwnął głową na swoich strażników a oni podnieśli dziewczynę z ziemi i wyszli z sali narad. Aleonora nie czekając na niczyje pozwolenie włożyła kulę do czytnika sfer. Każdy w sali narad uważnie czytała dane na sfery i od razu analizował. Szef sterników, szybko notował parametry znoszenie i obrotu wokół własnej osi, siłę wiatru, ale błyskawica uderzają tak precyzyjnie prosto w okręt była dziwna dla każdego, Kapitan ale chyba nie tylko ona doszła do tego samego wniosku, że ta błyskawica nie musiała być błyskawicą a mogła być bronią energetyczną ale jaki kryształ mógł wydatkować taką energie, jakie Państwo stać na taką broń, samej kapitan przychodziły dwa państwa Triant i Daharia. Druga część nagrania było to rozmowa kapitan z dowódcą drugiego okrętu. Aleonora jak pierwszy raz zobaczyła twarz dziewczyny, która była blada jak śmierć, rozumiała tą dziewczynę znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Kapitan równocześnie słuchała rozmowy i patrzyła na parametry okrętu, sama sobie w głowie policzyła, że nie ważne jaki by ta dziewczyna by nie wykonała manewru, to i tak kolizja była by nie do u niknienia. Aleonora zastanawiała się co on a by zrobiła w tej sytuacji bez wyjścia. Ale wyjście dał Kapitan Friderik proste, współczuła tej dziewczynie, to będzie dla niej wielkie brzemię zniszczenie bezbronnego okrętu, nawet kapitanowi z wieloletnim stażem na okręcie źle by się źle by się czuli z takim czymś,a ona ile mogła mieć lat może 20 nie więcej z rozmyślań wyrwała kapitan kłótnia jaka nastąpiła po zakończeniu nagrania.>

-Piracie nie mają honor <pieklił się jeden ze starszych mechaników>

-Mamy ich tak zostawić. <wtórował drugi>

-A co mamy lecieć i spotkać się z ciężkim krążnikiem.

-To nasi ludzie nie prowadzimy wojny a tracimy okręty to jakieś poronione <zastępczyni szefa pilotów odezwała się ze łzami w oczach>

-Poroniony pomysł miał ten kapitan mógł staranować piracki krążownik.

-SPOKÓJ!!!<Było słychać trzaśnięcie pięścią o blat stołu, o dziwo nie zrobiła to kapitan ani król ani żadne ze starszych oficerów. Była jedna z chorąży która asystowała w czasie narady która miała łzy w oczach> - Kłócimy się jak małe dzieci, nasi towarzysze zginęli nie wiadomo od czego. Kapitan dobrze zrobił bo z samych zapisów widać że odstrzelono kapsuły, kazał zniszczyć okręt, a by ten drugi mógł go uratować. Tak są to piraci, ale musimy im zaufać że dotrzymają słowa, ja wierzę że tak. <Już starsi oficerowie chcieli zbesztać chorążego, za jej zachowanie nie jednemu chciał by młodą pod oficer ukarać.>

-Mądre słowa <Do dziewczyny podeszła kapłanka i ją przytuliła. Kapitan siedziała w milczeniu ta chorąży miała w jednym racje, że trzeba ufać że piraci mają honor. Dziewczyna łkała w ramionach kapłanki/>

-Zgadzam się że słowami Chorąży Yenlini, kłócimy się jak dzieci. < Tymi słowami Aleonora ucięła dyskusje na temat karania dziewczyny> - O co się kłócimy o to czy Kapitan Yestella dobrze zrobił, powiem wam sama nie wiem co ja bym zrobiła nie mając władzy nad okrętem który i tak zostanie zniszczony w ten cy inny sposób. To trudna decyzja i aby nikt z nas nigdy nie musiała podjąć podobnej Panowie i Panie, czy dobrze się stało, ze przesłał na piracki okręt dane o burzy, jest to nie fortunne, ale okręt ten może ostrzec inne statki przed tym zjawiskiem. Jest wiele pytań a my zamiast się kłócić nad moralnymi decyzjami Kapitan Fredirika powinniśmy szukać odpowiedzi , Czym była ta burza ? Czym został zniszczony Yestell.

-Dokąd zmierza piracki statek? <Ostanie pytanie wypowiedział król. To było bardzo istotne pytanie gdzie tak leciał ten piracki statek i to ciężki krążownik. Piraci nie szafowali tak siłami jak wykonywali rajdy, to pancernik i to był najcięższe jednostki a tu krążownik.>

-Ta burza jest jakaś dziwna. <Główny sternik wskazał na dane które pokazały się na sferze> - To są odczyty Yestella kiedy zauważył burzą.

- Sztorm klasy drugiej może trzeciej < Jeden z oficerów stwierdził>

- Dokładnie, A to są dane kiedy Yestella zaczęła być w ciągana do gór, na sferze. <Pokazały się kolejne dane> - Poza skalą, teraz wyobraźmy sobie jaką siłę musiał mieć ten wir że wyrwał zakotwiczony lekki krążownik. <Młody oficer mówi dalej,> - Siła takiego wiatru musiała by wynosić około 300-400 kilometrów na godzinę. Żadne wiatr naturalny nie uzyskuje takiej prędkości nawet wspomożony magią wiatru.

- Wniosek?<Aleonora zadała pytanie ale domyślała się odpowiedzi, jak mało kto i tylko nie ona widząc po części starszych oficerów którzy też mieli nie tęgie miny>

- Wiatr ten musiał być stworzony przez jakąś maszynę.

- Wiesz jakie musiał być wielki generator i źródło zasilania by coś takiego stworzyć. < odezwała się główna mechanik której konikiem były maszyny i znała się an nich jak mało kto i już dawno powinna być wstanie spoczynku, ale jakoś Kapitan nie miała serca ją tam wysłać. < Pytany wzruszył tylko ramionami> - To ci powiem, bardzo duże i jeszcze musiał by się unosić.

-Sugestie? < Tonem poważnym odezwał się wreście król który słuchał całej rozmowy z uwagą. Od ataku na bazę wszystko się sypało jak domek z kart, takich strat Królestwo nie zanotowało od ponad 20 lat kiedy zespół okrętów renegatów zaatakował, własną bazę. A tu królestwo nie prowadzi wojny a traci okręty i załogi jak nie w ataku, to w czasie dziwnych burz>

-Sugeruję udać się nad Morze Zielone Panie, aby sprawdzić co się stało tak naprawdę tam. Mamy tylko zapisy ze statku cześć z nich jest uszkodzona i jeszcze nie wiemy co to za promień. Ale zakładając hipoteza z sztucznym wiatrem jest prawdziwa, to ten promień może być broni energetyczna.

- Pana sugestia została przyjęta, ale zabraniam zamiany kursu. <Głos kapłanki był melodyjny> - Mamy misję do wykonania a nie latać gdzie nam wygodnie

- Ale do Morza Zielonego jest tylko dwa dni lotu.

- Żadnych zmian kursów Nie muszę się przypominać że ścigamy wrogi okręt. < Oficer chciał coś jeszcze powiedzieć ale w słowo weszła mu kapitan. >

- Wyjątkowo zgodzę się Kapłanką, ten okręt ma zupełnie inne rozkazy, i rozumiem Pan ciekawość bo sama jestem ciekawa co spotkało załogę Yestella, ale nie polecę nad Morze Zielone bez wsparcia przynajmniej w eskorcie dwóch innymi okrętami. Innymi słowami nie dam się zaskoczyć jak kapitan Friderik. Tam trzeba wysłać ekspedycje a nie jeden okręt, i jak kapłanka dobrze powiedziała, ten okręt ma swoje zadanie. <Aleonora uważnie obserwowała kapłanka i zauważyła że na twarzy kapłanki pokazała się lekkie zdziwienie, kiedy ją poparła, a może zdziwienie, było tym że ona nic nie powiedziała, skomentowała słów że zabrania zmiany kursu> - Trzeci proszę wysłać dwa ścigacze do najbliższej naszej bazy wojskowej. Prześle teraz Pan zapis Utajnienie najwyższe, poziom dostępności Prime Plus. Niech piloci startują natychmiast. <polecenie zostało wydane przez interkom>

- Czemu Pani utajniła te zapisy. < Głos kapłanki która zawsze miała coś do powiedzenia, był lekko melodramatyczny, była z jej dobra aktorka, chyba się pomyliła powołania> - Ludzie powinni znać prawdę o tym co się stało nad Morzem Zielony, wy wojskowi wszystko utajniacie

- Ekscelencjo. <Kapitan przeszła na bardziej oficjalny ton> - Zostało to utajnione bo jak by się wieść rozeszła po różnych krainach że nad Morzem Zielonym jest burza która wciąga nawet krążowniki, to zaraz by powstało tysiąc teorii o super broniach i tym podobne bajki, i każdy co bardziej szalony kapitan i łowca artefaktów by tam poleciał. Wolę aby do tego nie doszło. Inna sprawa jest tak co się powie rodzina członków Yestella.

-Można powiedzieć pół prawdę. < Głos należał do starszej kobiety, która przez większość czasu robiła zwierzątka z papieru> - Mam na myśli że się powie że okręt został zniszczony, przez jednostkę piracką co jest po części prawdą. <Kobieta właśnie złożyła łabędzia> - Resztę się prze milczy dla dobra ogół jak dobrze zauważyła dowódca okrętu.

- Pani Generał Senethi lud powinien znać prawdę. <Głos króla był rzeczowy> - Zgadzam się z kapłanką.

-Jako szefowa wywiadu <Snethi też mówiła rzeczowo> - Uważam jak Kapitan okrętu, że pewne rzeczy powinny być nie jawne a przynajmniej do momentu zbadania tego przez ekspedycję badawczą i nie muszę nikomu przypominać że to co się z stała z lekkim krążownikiem jest utajnione i nie wolno o tym rozmawiać z nikim kto nie ma dostępu poziomu Prime Plus. <Król nie miał nic do powiedzenia w sprawie wywiadu. Król zawszę forsował zasadę, że wywiad najlepiej działa gdy nikt nie wie że on działa, i ma pewna autonomię w działaniu.>

- Skończymy na dziś każdy z nas ma sporo do przemyślenia rozejść się <Rozkaz padł z ust kapitan, oficerowie starsi wychodzili cicho dyskutując o możliwych scenariuszach>

 

** **

<Las nie był tak gęsty jak Czarny Las, ale bieg od dwóch ni za wielkim stalowym ptakiem dał się we znaki z Lykance i Kotołance, mimo że utrzymywała swoją prędkość, to były już zmęczone i przede wszystkim głodne, bo nie można nazwać posiłkiem tego co zdążyły złapać w czasie biegu. Obie były tak zajęte biegiem i śledzeniem stalowego ptaka, że nie zauważyły , że ktoś je do gania, był za nimi kilka metrów, las na tym odcinku nie był tak gęsty a prześwity między drzewami były coraz większe. >

-A wy dokąd ? <Głos był dudniący i należał do wielkiego tygrysa który wreście się zrównał kołołaczką i lykanką >

-Ojcze. <Rajchana przeszła na bardzo oficjalny to> - W kierunku przeznaczenia <Pyskiem wskazał stalowy okręt>

-Wytłumacz się? <Oczy tygrysa płonęły żółcią>

- Miałam wizję mój los, i Jaschiny jest powiązany z tym stalowym ptakiem, a raczej. <Rajchana szukała odpowiedniego słowa > - Z władcą tego monstrum. Władco idzie burza która dotknie nasz wszystkich i obie mamy do odegrania w tej burzy rolę, jeszcze nie wiemy jaką

-Córko opowiedz mi wizję <Głos tygrysa nie był już tak pewny jak jeszcze kilka minut temu może słowa burz zmiękczył go>

-Widziałam Mnie Jaschine tą która włada tym monstrum i pięć innych cieni, których jeszcze nie znam a za nami stał cień kobiety, a w tle . <Rachjana miała przebłysk pamięć> - Było słychać przegrasz Nomadzie <Wielki Tygrys niemal się nie potknął kiedy usłyszał ostatnie słowo. Bastian bo tak się nazywał ów tygrys dobrze znał te słowo, Nomad, i co się z tym wiąże. Wiązało się z tym śmierć i cierpienie, i pewien błąd z przeszłości który teraz miał powrócić z jeszcze większą siłą niż kilkanaście lat temu, ale czy można było postąpić inaczej. Co by dał aby to się nie wydarzyło i aby o niczym nie wiedział. >

- Zabraniam wam. <Bastian ryknął jak ranne zwierze>

- Panie. <Głos tym razem należał do Jaschini, która do tej pory przysłuchiwała się wymianie zdań między ojcem a córką> - Nie ważne czy nam zabronisz czy nie my i tak będziemy zmierzać w kierunku gdzie leci ten statek.

-Ojcze < W słowo lykanki weszła kotołaczka> - Zawsze mówiłeś mi że mam podążać za moim sercem i wizjami. Te wizje prowadzą mnie za tym stalowym ptakiem. Tam kieruje mnie los a ja popłynę z prądem los. <Bastian spojrzał na swoją córkę w jej oczy, które płonęły niebieskim nie przeniknionym blaskiem, było w nich tyle pewności siebie i szczerości> - Aby nas zatrzymać będziesz musiał nas pokonać. < Rajchana sama nie wierzyła że powiedziała te słowa i sama nie wierzyła, że by była wstanie pokonać swojego ojca w wcale. Bastian przyglądał się swojej córce jeszcze chwilę, uśmiechnął się>

- Wydoroślałaś odkąd opuściłaś dom i i zaczęłaś się włóczyć po lesie. Widzę że aby was powstrzymać bym musiał was zabić, a tego nie chcę robić. <Westchnął ciężko> - Jeżeli taka jest wasza decyzja nie przeszkodzę wam, ale uważajcie bo zło z którym się będziecie musiały zmierzyć jest wiele potężniejsze, i nie zawszę przyjaciel jest przyjacielem a wróg wrogiem. < Bastian zmienił formę na ludzką, zarówno lykanie jak i kotołaki w czasie zmieniania form wchłaniali swoje ubrania w siebie, i gdy powracali do ludzkiej form, ubrania powracały na swoje miejsce. Wyciągnął z kieszeni mały amulet w kształcie gwiazdy i rzucił do córki> - Jak będziesz potrzebować mojej pomoc powiedz trzy razy moje imię i rzuć go o ziemię a zjawię się< Rej chana odebrała od ojca podarunek, obejrzała go kryształ teleportacji, można było go użyć tylko raz> Do zobaczenia<Tygrys odskoczył w bok i ruszył w głąb lasu, więc nasze najgorsze przewidywania się sprawdził, przeznaczenie jednak kieruje je ku sobie, ale jak, każda urodzona gdzie indziej oddalone od siebie kilometrami setkami kilometrów a mimo tak i tak ich drogi powoli się krzyżują. Spojrzała jeszcze w niebo na oddalający się stalowego ptaka, po kręcił głową tylko, biegł co raz szybciej, a las stawał się coraz bardziej gęsty>

 

** **

-Test się powiódł. Orakle działa

-Ale nie osiągnęliśmy sukcesu

-Niedługo dostanie pełne dane z testu i dowiemy co poszło nie. Teraz musimy tylko gdybać. Nas pracodawca nie będzie zadowolony

-To prawda. Ale nikt nie powiedział, że zbudowanie takiej maszyny jest proste. <Dwie postaci weszły do tunelu, prowadzącego w dół szybu>

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania