Drogi Triath część 6

** **

<Tartarus powoli przygotowywał się do startu, a na takiej jednostce wiadomości roznoszą się z lotem błyskawicy a szczególnie o wtargnięciu czarnej wielkiej panter. Sophia leżał na koi w swojej kajucie, wydała rozkaz, że do startu niech nikt jej nie przeszkadza. Dziwne było to zdarzenie wiedziała, że ten duży wielki kot nie chciał jej zabić bo jak by chciał, zrobił by to w kajucie kapitan, chyba zwierze było bardziej przerażone niż członkowie załogi. Samo zdarzenie było bardzo dziwne. Robiła odprawę aby wyznaczyć najbardziej bezpieczny kurs dla okrętu, poszła do swojej kajuty aby zabrać mapy, i gdy weszła do swej kajuty zobaczyła czarna panterę aż jej serce jej stanęło naprawdę się przeraziło. Nasuwało się kilko pytań jak się te zwierzę znalazło na jej okręcie po co, na pewno nie po to aby podwędzić jej czekoladę. Może był to jakiś przypadek, może ciekawość tego postaci, kto wie? A może się coś więcej kryje. Rozmyślanie o tym do niczego nie doprowadzi. Wiedziała jedno ta czarna pantera nie chciała nikogo skrzywdzić to było pewne, ale to co się później się stało było jeszcze bardziej dziwne. Ta istota na Sophie tak spojrzał, że czuła jak by ktoś się nią bardzo wbijał , te spojrzenie było bardzo dziwne czuła się nieswojo po tym spojrzeniu, coś na pewno się stało, tak jak by się między nimi jakoś nawiązała się między nimi więź. Kapitan masowała skronie bolała ją głowa od spotkania z tym czymś, to coś tak spojrzało na Sophie, jak by przewiercało duszę na wylot. Kapitan zobaczyła sceny ze swojego życia których nie powinna pamiętać, chodziło o sceny, kiedy była niemowlakiem. Wiedziała, że jej rodzice którzy ją wychowali nie są jej prawdziwymi, powiedzieli to kiedy miała około ośmiu lat. Gdy się pytała o swoich prawdziwych rodziców, zazwyczaj milczeli. Może nie wiedzieli, a może nie chcieli mówić. Odkąd dowiedziała się, że ludzie którzy, ją wychowywali, nie są jej prawdziwymi rodzicami, często zastanawiała się czy ci prawdziwi ją porzucili, a może sprzedali, może była podrzutkiem. A teraz wiedziała, co się stało, że jej matka została zabita, ratując swoje dziecko osłoniła ją plecami, na samo wspomnienie wizji, Sophia zagryzła wargę , kto by chciał zabijać, jej matkę i dlaczego, miała pewne przypuszczenia. To co zobaczyła w czasie spotkania z czarną panterą było dziwne, była przytulona do piersi matki i szła za z nią a zanim straż pałacowa, coś mówili, nie rozumiała tego, mijała kolejne korytarze pałacu imperatora czyli jej matka była służką albo damą dworu. Pchnęli jej matkę tak że upadła na kolana i już mieli zadać cios kiedy dwaj gwardziści padli jak dłudzy i głos który krzyczał. Jej matka wstała z kolan i biegła ile miała sił w bogach jej jako niemowlakowi świat wtedy gnał przed oczami. Jej matka potknęła się na schodach i upadła, ale tak by ochronić swoje dziecko , wstała i biegła dalej wybiegła z pałacu, ale przed nią był jeszcze ogród imperatorski. Jej matka biegł czas jak by zwolnił. Było słychać łapać tą kobietę, ale jej matka biegłą coraz szybciej, wbiegła krzew róż, kolce kaleczyły jej ciało, ale trzymała swoją córkę najmocniej jak tylko mogła. Przednią była ostatnia przeszkoda, dwu metrowy mur dorosły sprawny mężczyzna miał by problem przejść przez niego a co dopiero kobieta z ciekiem na rękach, ale kobieta była bardzo zdeterminowana by chronić swoje dziecko. Gdy kobieta już była poza murem pierwsza strzała przeszyła jej bark kobieta się zachwiała i spadła po drugiej stronie mury upadła na swój bark tak aby nie przygnieść dziecka. Wstała była cała poraniona od kolców róż strzała tkwiła jej barku a drug bark był wybity ale uciekła dalej biegła w wzdłuż ogrodzenia jak najdalej od pałacu. Ale na nic się to zdało kilku strażników wybiegł za z brami z kuszami i zaczęli strzelać do uciekającej kobiety, nie wszystkie strzały trafiły, ale te które trafiły spowodowały że kobieta upadła na kolana a potem na ziemie a w jej oczach gasło życie i leciały łzy. Jeden z gwardzistów kopnął kobietę tak, że obróciła się na plecy. Niemowlę widziała jak wyciąga się ostrze szabli i mierzy w nie i miał paść decydujący strzał. Kiedy gwardzista padł jak długi ostrze dziwnej broni przebiło jego krtań, słyszała odgłosy walki. A potem zobaczyła cień kobiety która podniosła dziecko z ziemi i przytuliła. Sophia jak przypomniała sobie to, łzy same na płynęły jej do oczu, jak to było możliwe, że pamięta coś takiego nie miała prawa pamiętać tego. Otarła łzy przecież kapitan okrętu nie może płakać. W czasie kiedy jeszcze ta czarna pantera patrzyła na nią widziała jakieś urywki ze swego życia, a w nich swoich rodziców, przyjaciół, oraz cień kobiety, która zawsze za nią stała i gdzieś był. A na sam koniec zobaczyła coś tak dziwnego Ona a wokół niej sześć cieni i cień kobiety. A teraz leżała na łóżku w swojej kajucie i zastanawiała się co się dzieje wokół niej, czym byłą ta czarna pantera na te pytanie odpowiedź była bardzo prosta była to bestiaczłowiek a dokładnie pewnie kotołak, ale ważniejsze pytanie brzmiała jakiej ona magii użyła lub co do cholery użyła i dlaczego. To że widziała swoją przeszłość nawet okres który nie powinna pamiętać nie tak bardzo ją przerażał, jak to co jeszcze zobaczył. Ona i wokół niej sześć cienie kim były te osoby czy są wrogami czy sojusznikami i kim lub czym jest cień tej kobiety<beeepp> Rozległ się dźwięk interkomu, kapitan nacisnęła by odebrać

- Tak <powiedziała nie co oschle niż by chciała>

- Kapitanie jesteśmy gotowi do startu. < głos należał do Patryka drugiego oficera >

-Już idę. < wstała z łóżka spojrzała na stół gdzie jeszcze rano leżała czekolada cynamonowa, a teraz jej nie było a taką miała ochotę na ten przysmak no cóż obejdzie się smakiem. >

 

** **

< W kajucie Kapłanki panował półmrok jedynie paliła się świece na komodzie. Sama kapłanka odczuwała ból barku po tym jak się uderzyła. Za nią stał Lukiusz masując jej bark, spojrzenie tego chłopaka było puste niczym pustka głębi oceanu>

- Zabiję tą kapitan. < odezwał się i mocniej nacisnął na siniak. Chłopak miał wiele talentów w tym znał się na medycynie, ale bardziej precyzując, znał się na punktach witalnych, było mu to potrzebne aby lepiej wykonywać swoje zadania. >

- Jeszcze nie .< zmęczony głos kapłanki wskazywał że nie miała ochoty na wykłócanie się. >

-Podniosła na ciebie rękę .< Lukiusz nie dawał za wygraną w jego pustym spojrzeniu coś się tliło chęć i żądza mordu. >

- Wiem ale gdy teraz coś się jej stanie mój kochany to ja będę pierwszą podejrzaną, a to może zaszkodzić moim planom a król nie uwierz, że nie miałam z tym nic wspólnego.

- Wypatroszę ją przy najbliższej okazji jeżeli chociaż jeszcze raz podniesie na ciebie odetnę jej tą ręka<głos jego był lekko znudzony>

-Mój drogi chłopcze są gorsze rzeczy jak śmierć<gdy kapłanka mówiła na jej ustach wikwitł paskudny uśmiech.

-Jakie? < było słychać ciekawość w głosie chłopaka. >

-Widzisz, Aleora nie jest osobą która będzie błagać o życie gdy będziesz próbował ją zabić ona przyjmie to z uśmiechem na ustach i na pewno będzie się bronić. Ale bardziej ją zaboli kiedy zobaczy gdy ktoś z jej bliskich zginie lub będzie zagrożony śmiercią wtedy będzie błagać nie o swoje życie ale o życie osoby, którą kocha. < Chłopak chciał coś powiedzieć ale kapłanka kontynuowała.> - Dla niej zaplanowałam coś specjalnego. Bo chcę zobaczyć jej minę kiedy jej ukochany król zginie na jej oczach a ona nic nie będzie mogła zrobić. Zobaczyć jej przerażenie na twarzy i wtedy będzie moja. Ja nie chcę jej zabić ja chce aby z własnej woli przystąpiła do Kręgu, z jej potencjałem i możliwościami była by dobrym sojusznikiem. Ale muszę to dobrze rozegrać. Tak aby sama do mnie przyszła.

- Nie obawiasz się, że ciebie zdradzi jak nawet wstąpi do Kręgu, ale zabije kiedy się dowie, że zaplanowałaś śmierć Króla. < Kapłanka obróciła się do Lukiusza nie mówiła mu, że wynajeła zabójce który ma zabić króla. Musiała przyznać że chłopak jest domyślny. Dobry z niego obserwator.>

- Gdy tak się stanie mam nadzieje że nie dopuścisz do tego i ją zabijesz. Będzie to wielka strata dla Kręgu, ale nie jak ona to inna lub inny zajmie jej miejsce w kręgu. < Chłopak stał się milczący przez chwilę jak by rozważał słowa swojej mentorki> - Widzisz Krąg patrzy bardzo daleko w przyszłość, nie patrzy tu i teraz i planuje kilka ruchów naprzód

- A ta cała Kelena i jej Nomadzi z tego co słyszałem przeszkodzili ostatnio Kręgowi <Chłopak był niebywale rzeczowy. >

- Tak, to zmienna która Krąg musi brać pod uwagę. Ta kobieta ma zdolność mieszania się w sprawy które jej nie dotyczą. Pewnie leci do Adorii aby pokrzyżować plany Kręgowi, ale to jej błąd wpadnie w moje sidła i dowiem się wreście gdzie są naczynia i wtedy wskrzesimy Garoka . <Kapłanka obróciła się do chłopaka> - Dość tego masażu czas iść do łóżka < oboje udali się na spoczynek >

 

** **

< Drzwi do sali odpraw otworzyły się przy dźwięku syku, po chwili do sali wszedł Król Olan II i Kapitan Aleonora, oboje nawet nie usiedli. >

- Oszalałaś do reszty już czy nie wiem masz kobiece dni < Król mocnym tonem powiedział .> Podnosić rękę na najwyższą kapłankę. Wiesz co by się stało gdybyś uderzyła ją śmierć na miejscu, wiesz co by to spowodowało.

- Kościół Diath potrzebował by nowej Najwyższej Kapłanki? < Gdy kapitan to mówiła na jej ustach wykwitł uśmiech. >

- Cholera jasne jeszcze się ciebie żarty trzymają < Król podniósł swój głos, oboje będąc sami mogli mówić do siebie na ty i nie musieli się bawić w żadną etykietę kiedyś byli kochankami, więc znali się bardzo dogłębnie. >

- A co mam powiedzieć, że żałuje, że chciałam posłać tę kobietę na tamten świat. Nie nie żałuje tego. Ona po pierwsze podważyła mój rozkaz przy moich podwładnych żadne kapitan nie może sobie na to pozwolić. Wydała rozkaz nie wiem komu bo z tego wiem nie jest ani kapitanem ani admirałem, to na jakiej podstawie wydała ten rozkaz. Sam rozkaz zagrażał życiu każdego na pokładzie w tym i twojego życia. To była by wiadomość dekady Olan II zginął na swoim flagowym okręcie Bo Kapłanka Najwyższego Kościoła rozkazała staranować powietrznego wieloryba. < Król milczał nie mógł się nie zgodzić z tym co kapitan powiedziała właśnie. Spotkanie okrętu z wielorybem skończyło by się dla tego pierwszego czymś złym > - Jeszcze jedno nie podoba mi się ta cała Kapłanka, jak na kogoś którego głównym mottem ma być szerzenie wiary Diath dobrze operuje jedną z najbardziej zabójczych technik. Jestem pewna że lepiej włada Abhadar niż ja

- Jesteś tego pewna < Ton króla lekko zelżał >

- Sparowałam z nią za nim coś powiesz to ona chciała ze mną poćwiczyć <Twarz króla wyrażała tylko zdziwienie > - I gdyby nie bransolety ograniczające mogłam ten sparing przegrać z kretesem. >

- Nie zmienia to faktu że twoje zachowanie na mostku co najmniej było nie właściwie, co wyście chciałyście tam walczyć.

- Jak bym musiała. Sam słyszałeś chciała przejąć dowodzenie na tym okrętem, a ona wielki admirał, To może sprawdź czego naucza kościół, bo mi się wydaje że nie naucza wiary, a dowodzenia okrętami < W królestwie Trainat do król stał na czele kościoła, był strażnikiem wiary, miał prawo nawet powołać komisję do zbadania działalności kościoła gdy podejrzewała, że coś złego się dzieje w kościele. Mimo, że to król stał na czele kościoła, to sprawował władzę religiną przez kapłanów i kapłanki którzy mieli szerzyć wiarę Diath, ale nie przez jakieś krucjaty, tylko słowem bożym. Król milczał, tajemnicą wielka w królestwie było, że duchownym nie do końca się podobało, to, że nad nimi stał króli były tarcia w samym kościele, aby rolę króla ograniczyć a radykałowie nawet chcieli aby król przestał być głową kościoła. Elaia przewodziła frakcji, która wolała aby to król stał był głową kościoła>

- Nie bądź taka mądra Pani Kapitan. Nie jestem ślepy unikasz jej jak ognia od momentu startu za bazy, nawet bierzesz wachty w czasie kolacji.

- Dlaczego ona z nami leci? <Wypaliła kapitan ignorując stwierdzenie króla o tym, że unika kapłanki. >

- Jak dobrze wiesz na każdym okręcie jest kapłan lub kapłanka, to wzmocnia morale < Kapitan zrobiła tak wielkie oczy jak tylko mogła. Tak było to prawdą, że na okrętach byli kapłani i kapłanki ale raczej dopiero co po seminarium, a nie najwyżsi. >

- A na moim musi być najwyższy Kapłanka. Nie odpowiadaj bo znów mi wżenisz jakiś kit. >

-Nie będę ciebie oszukiwał, części duchownym nie podoba się to, że jestem na czele kościoła i mam taką władzę, a Elaia jest z frakcji, która jest za tym, aby król był na czele kościoła, poprosiła mnie abym zabrał ją.

-Czyli polityka. To powiedz jej, że ja dowodzę okrętem i każda oznakę buntu będę tratować serio i nie ważne kto będzie stał za tym buntem skończy przed sądem wojskowym.

- Przekaże, ale ciebie proszę bądź dla niej chociaż trochę milsza. Pomożesz mi tym. Pssyyk < Drzwi się otworzyły przed drzwiami stała młoda kadetka. >

- Pani Kapitan przysłał mnie pierwszy, z informacją, że Wieloryb będzie przelatywał w ciągu paru minut. < Dziewczynie trząsł się głos bo widziała i kapitan i króla i widać było po ich minach że przeszkodziła im w jakiejś ważnej rozmowie.

- Dobrze <Podeszła do blatu i uruchomiła interkom.>

-Mówi kapitan ogłaszam na okręcie absolutną ciszę do odwołanie. Możesz odejść. < Słowa skierowała do dziewczyny.> - Przekaz pierwszemu, że za dwie minuty będę na mostku. < Dziewczyna z wyraźna ulgą wyszła. >

- Uratowana przez wieloryba<rzucił król że szelmowskim uśmiechem> - Też idę na mostek podziwiać te zwierzę. Było słychać pssyk>

 

** **

< Po zamieszaniu z czarna panterą kapitan nakazała podwoić straż na okręcie, aby każdy korytarz był patrolowany, by nie dopuścić do drugiej takiej niespodzianki. Selena długo rozmyślała na propozycja kapitan, była w jakiś sposób uczciwa, wypuści ją jeżeli ta daj jej informacje nawet ten łysy facet na to się zgodził i to bardzo niepokoił Selene dlaczego się na to zgodził jaki ma cel, i dlaczego tak bardzo oponowała, by kapitan nie wypuszczała jej a jak tylko usłyszał, że Kelena będzie w Adorii od razu zmienił zdanie. Selena nie znała byłej imperatorowaej Daharii więc nie wiedziała kim ona jest i od razu sobie wyobraziła, że to jakiś demon z piekła rodem, którego nawet boi się ta łysa małpa. Dziewczyna przypominała sobie jak to działa kryształ rozruchu i startowy, ale również planowała ucieczkę, na technikę Abhadar nie miała co liczyć bo ta obroża która miała na szyi skutecznie blokowała jej zdolności. Gdy Selena próbowała się skupić aby znów używać techniki Abhadar obroża porostu wchłaniała całą nagromadzoną energię i rozpraszała ją. Cóż na razie będzie musiała współpracować i co dalej. Pamiętała że w Adorii jest ambasada królestwa nawet jak się tam zgłosi co dalej, na pewno będą chcieli aby powiedziała jak uciekła z z niewoli i co powie, że poszła na układ to zdrada, zawsze mowie powiedzieć że uciekła, tylko jak nikt nie uwierzy że na niszczycielu nie ma grupy abordażowej, która pełni rolę również ochrony statku. Chociaż nagnie trochę faktów. Może jak powie, że prowadzili ją do Keleny, kim kolwiek jest ta kobieta , wtedy uciekła . Dobrze że jej konikiem była architektura miast. Dużo o tym czytała, wiedziała, że Adoria leży na wyżynach , więc ulice tam biegną w górę i w dół i są wążkie względu na wzniesienia. Nie wszędzie da się dojechać powozem tymi wąskim ulicami, na ulicach jest położony ostatni krzyk mody kostka brukowa a w niej długie pręty na których umieszczona jest główka pod którą znajduje się długa wąska szyjka a to wszystko umieszczone jest na szyjce. Jak to się nazywa a szyna, na której poruszają się wozy bez koni napędzane parą. Selena zastanawiała jak to możliwe aby coś takiego jak para mogła coś wprowadzać w ruch. Ale wracając do rozważań łatwo mogła uciec i zgubić pościg w w tych uliczkach. Problem był jeden nie znała miasta i nie wiedziała gdzie dokładnie znajdowała się ambasada i czy ambasador będzie u siebie. Z tego co słyszała, w Adorii są dzielnice gdzie lepiej się nie zapuszczać samemu, jeżeli chce się żywemu jeszcze, wrócić. I te wszystkie złe dzielnice, są przy samym porcie. Ona nie znała miasta ale pewnie załoga tego okrętu też nie znała miasta, chociaż nie mogła wykluczyć, że ten łysy może znać. Była jeszcze inna możliwość, mogła po prostu zniknąć w Adorii, jako kolejny przybysz z znikąd to było dobre w Adorii, tam nikt nikogo nie pytała o przeszłość, o ile nie mordowałeś bez opamiętania czy nie wchodziłeś władzy w paradę mogłeś tam naprawdę żyć i to dobrze. To było by dobre rozwiązanie, ale jest jedno ale nie ma pieniędzy więc co mogła by robić, pierwsza myśl jak przyszła jej do głowy sprzedawać swoje ciało, nie była brzydka, więc pewnie paru chętnych by się znalazło na jej wdzięki, a le tak nie chciała, inna opcja zatrudnić się na jakimś statku handlowym, ale ona jest pilotem, mogła by mieć bardzo ciężko, ze znalezieniem chętnego kapitana który by ją zatrudnił.

Słonko spisz. < Głos należał do pierwszej mechanik. Selena lubiła tą kobietę i jakoś jej ufała. Nie ufałam ani kapitan ani łysemu facetowi. Oczywiście nadal planowała obie osoby pozbawić życia.>

- Nie zamyśliłam się. < Margaret spojrzała na dziewczynę tylko wzruszyła ramiona. >

- Jesteśmy na miejscu .< Było słychać psyk i drzwi się otwarły, obie weszły do hangaru gdzie w centralnym punkcie stała jednostka Seleny, która miała otwarty kokpit. Sam jednostki królestwa miały w długości około 9 metrów czyli były nie co dłuższe niż imperialne skoczki, za to w szerokości miały nie całe dwa metry, te jednostki miały niebywale małą rozpiętość skrzydła. Selena zobaczyła przy jej pojeździe stały dwie osoby, jedno był ten cały pułkownik, jak zwykle w nie nagannym mundurze, każdy się zastanawiał jak on to robi drugą osobą była Major kobieta z poparzoną twarzą, oboje stali o czymś rozmawiali. Było widać że się dobrze dogadywali. Selena podeszła z Margaret. >

- Jesteśmy już wszyscy, kapitan dołączy później musi dopilnować startu. < Major oznajmiła to nie formalnym tonem >

- Proszę młoda damo może Pani zaczynać < Pułkownik zaprosił Selene by rozpoczęła mówić. Sam mężczyzna usiadł na najbliższej skrzyni, nie był pilotem, więc sprawy awioniki mało interesowały, ale był zainteresowany, jak te jednostki działają. Dziewczyna zrobiła głęboki oddech i podeszła do jednostki bliżej i rozpoczęła swój wykład. >

- Słonko. < Po chwili wykład przerwała jej mechanik. > - Jak dobrze zrozumiała co mi powiedziałaś przed chwilką to ten kryształ wychwytuje wieź między pilotami i zamienia ją w energię która daje rozruch silnikowi i dzięki tej energii wasze jednostki szturmowe unoszą się. < Mechanik mówiąc to gapiła się na kryształ. > - Słonko obejrzałam ten kryształ dokładnie i nie widziała na nim, żadnych kabli które by mogły przekazywać więź. Inne pytanie jak można w więzi można tworzyć energię

-Tego nie wiem. Może gdy wytwarza się więź i składamy pocałunek kładąc ręce na na krysztale wytwarza się jakieś ciepło? Albo magia nie umiem tego dokładnie wytłumaczyć. < Zdanie wypowiedziała z dożą nie pewność. >

-Hmmmm Słonko to może być logiczne w czasie pocałunku temperatura rośnie a kryształ ją wchłania i zamienia w energie. Ciekawe. <Zamyśliła się nad czymś.> - A czy dobrze złożyliśmy twoją jednostkę?

-Tak. < Odpowiedź była krótka i rzeczowa.>

-To dlaczego nie działa? <Do rozmowy się wtrąci się Pułkownik, który przez cały czas notował to co mówiła dziewczyna. >

- Mogę zgadywać tylko. Ale wydaje mi się, że jeden kryształ odpowiada jednej więź.

- Czyli kryształ jest przypisany do jednej pary pilotów. < Chropowaty głos Pułkownika stwierdził.> - Innymi słowy ta jednostka jest dla nas bezwartościowa bez nowego kryształu

- Nie koniecznie. <Starsza mechanik wyrwała się zamyślenia. > - Powiedz mi Seleno. Co się działo kiedy jeden z pilotów ginął? Był wymieniany kryształ? < Selena chwilę myślała na odpowiedzią szukała po pamięci czy znała taką sytuację>.

- Instruktorka mówiła, że w takim wypadku szuka się drugiej osoby do więzi.

- Innymi słowy aby ta machina ruszyła potrzebna jest tobie druga partnerka < Pułkownik lekko się uśmiechnął.>

-Nie pomogę wam w tym < Selena wycedziła zdanie przez żeby. >

-To się zobacz, mam jeszcze dwa pytania skąd bierzecie kryształy zasilające do swych maszyn i dlaczego tylko kobiety mogą pilotować < Selena chciała powiedzieć że prędzej się zabije niż ktoś inny będzie jej partnerką, ale Sophia miała racje w jednym dziewczyna nie była z tych co sobie odbierze życie.>

- Więzi kobiet są silniejsze niż męskie. W całej historii naszego lotnictwa był jeden przypadek kiedy męska para pilotów była. Chyba chodzi o uczucia i o to że kobiety je lepiej wyrażają. Sama nie wiem nie umiem na te pytanie dobrze odpowiedzieć. Kryształy są wydobywana w kopaniach. Uprzedzę Pan pytania kopalnie są to twierdze nie do zdobycia. < Pułkownik wszystko notował, ta cała Sophia miała racje, w jednym że torturami tych informacji by nie wydobył. Nie podobała mu się umową w którą został wplątany. Na tyle co zdążył poznać kapitan wiedział że ona dotrzyma swej części umowy. Tylko co ona ma zrobić Departament dziewiąty wywiadu nie wybacza niekompetencji a jak napiszę w raporcie ze pozwolił tej dziewczynie uciec wyjdzie na totalnego durnia. Będzie musiał coś wymyśleć aby dziewczyna pozostała w imperium, spojrzał na Margaret, która była pochłonięta badaniem kryształu. >

- Starszy Mechaniku co Pani o tym myśli.

- Hmmm Słonko trzeba się zastanowić czy jest możliwości tworzenia syntetycznych kamieni dla naszych celów. Ale to nie jest już moja broszka<uśmiechnęła się tylko >

 

** **

< Orythreya, po wyjściu od protektora Baltazara od razu swoje skierowała swoje kroki do domu swojego, a raczej chatki w której mieszkała. Sama chatka mieściła się jakiś kilometr od miasta. Należało wejść w głąb lasu, chociaż do chatki prowadziła wydeptana ścieżka. Szamanka musiała udać się do domu bo tam miała swoje księgi szamaniazmu, oraz leksykon demonów i innych stworów. To co zobaczyła w czasie połączenia z dziewczyną, nie tyle ją przeraziło, ale zdziwiło, bo jeżeli jest to prawda znaczy, miasto ma kłopoty. Zazwyczaj Othi nie spieszyła się do domu. Wywar na jarzębinkę powoli się gotował na kociołku. Czym była jarzębinka była silnym narkotykiem opracowanym przez Othi, po zażyciu miało się halucynacje i omamy słuchowe, ale też lepiej się człowiek czuł po niej, taki rozluźniony i wesoły. Oczywiście Othi nigdzie nie zapisała składu specyfiku z prostej przyczyny aby nikt jej nie skopiował. Miała ją w głowie. Dziewczyna mieszkała sama na uboczu w lesie, ale, sąsiedzi ją lubili ponieważ dziewczyna była bardzo pomocna, nie była tylko szamanką, ale też zielarką i to bardzo zdolną chociaż samoukiem, i zawsze chętnie pomagała sąsiadom z dolegliwościami, a sąsiedzi potrafili się odwdzięczyć dziewczynie i głównie płacili jej w jedzeniu i w naturze i tak dziewczyn a dorobiła się jałówki, którą otrzymała od jednego z gospodarzy, który był jej bardzo wdzięczny za to, że Othi uratowała jego córkę od brzydkich blizn po oparzeniu. Szamanka pięć dni tworzyła odpowiednią maść na oparzenia, za nim udało jej się dobrze specyfik stworzyć. Dzięki tej maści dziewczyna nie mała brzydkich blizn na dłoniach po oparzeniach, a gospodarz był tak wdzięczny, że dał Othi małego cielaczka jałówki mlecznej i dzięki temu szamanka teraz miała mleko każdego dnia. Dziewczyna nie do końca mieszkała sama, pewnego dnia przyplątał się do jej domu duży wąż, który najpierw biedną dziewczynę wystraszył na śmierć, zawsze gdy dziewczyna go wywalał na zewnątrz, to wąż wracał, dziewczyna nadała wężowi imię Puszek oczywiście zrobiła to pod wpływem jarzębinki . Ale musiała przyznać, że odkąd puszek zamieszkał u dziewczyny problem szczurów i mysz zniknął. Chociaż Othi podejrzewa że Puszek podkrada jej zapasy jarzębinki, za mocno się szczerzy kiedy dziewczyna wraca do domu. Nawet, Baltazara wmieszała w swoje urojenie, i oskarżyła Puszka o kradzież specyfiku, mężczyzna nie wierzył w to co słyszy, ale szamanka się uparła i wymusiła na protektorze wszczęscie postępowania przeciwko Puszkowi, biedny Baltazar zrobił to i pięć dni i noc siedział w chacie szamanki obserwując węża, okazało się, że wąż jest nie winny i gdy to powiedział Othi, ona stwierdziła tylko, że Baltazar pracuje dla Puszka i pewnie czerpie zysk z kradzieży. Protektor tylko przewrócił oczami i stwierdził aby dziewczyna mniej swego specyfiku testowała. Doszła już do drużki która prowadziła do jej chatki, przyspieszyła kroku, na szczęście nie padało, więc droga nie była pod mokła, więc dobrze jej się maszerowało do chatki. Chatka była cała drewniana z kominem miała tylko jedno okno, w których była kolorowa kwiecista zasłona za chatką znajdowała się polanka mała a na polance szklarnie gdzie dziewczyna hodowała różne zioła, przynajmniej te które mogła po inne udawała się do lasu. Othi otworzyła drzwi które skrzypiały, nie chciała ich oliwić bo tak wiedziała, że ktoś do niej wchodzi. W pomieszczeniu panował pół mrok, więc podeszła do stolika i usłyszała syk, spojrzała na dół i było widać dwa ślepia puszek leżał przy nodze stołu. Zapaliła lampę naftowa która stała na stole, od razu zrobiło się jasno i dziewczyna tego pożałowałam ponieważ zobaczyła jaki był bałagan, nad kominkiem suszyły się zioła, na podłodze przy piecu z obu stron suszyły się grzyby, łóżko stało pod oknem. Naprzeciwko łóżka były schody które prowadziły na strych. Tam właśnie znajdowała się strych gdzie było wszystko od książek, bo suszone zioła i różne specyfiki, tam też, znajdowało się pracownia Othi. Szamanka udała się do do na strych i podeszła do kufra który robił za bibliotekę, otworzyła kuferek i zaczęła w nim szperać, wyciągała książki i czytała tytułu, mówiąc co jakiś czas to nie to, jedną przeglądała dłuższy czas. To też nie to, znalazła książkę o tytule. Tajne organizacje, zaczęła wertować, aż trafiła na coś na opis pewnej organizacji a raczej rytuału który, mówiącego o wchłonięcie w ciało demonicznego cienia. Zaznaczyła dobie patyczkiem fragment, po czym odnalazła książkę Rytuały świata, wiedziała czego szukać odnalazła cały rozdział o cieniach. Poszperała jeszcze chwilę w innej książce. Bestie demony i mistyczni wojownicy, tam też znalazła pewien fragment. Resztę książek włożyła do kuferka a trzy z w których zaznaczyła fragmentu zniosła i od razu schowała do swej torby. Postanowiła trochę posprzątać>

 

** **

<Wieczór już pukał do Adorii, ambasada była już pusta, większość urzędników udała się do swoich domów, Albreht miał prostą zasadę, że praca nie powinna trwać dłużej niż osiem godzin, resztę czasu jego pracownicy mieli dla siebie. A on miał dla siebie, usiadł w salonik w swoim wygodnym fotelu, na stoliku stały dwie filiżanki w każdej była herbata, stała też tam taca z ciastkami, oraz szachy Albreht uwielbiał tą grę nie był wybitnym mistrzem, ale radził sobie to, na przeciwko ambasadora siedział Miami, którą mężczyzna próbował zarazić miłością do szachów, ale widać, że ta miłość była wyjątkowa nie odwzajemniona. Miami nie czuła tej gry jak kiedyś stwierdziła jest dla niej za wolna, ale zawsze grała kiedy Albreht prosił, po prostu lubiła jego towarzystwo. Miami podniosła filiżankę i upiła herbaty, lubiła pić gorącą, ambasadora, zawsze zastanawiało, jak to jest, że dziewczyna nigdy nie po parzyła sobie gardła. Miami wykonała kolejnych ruch. Albreht przyglądał się szachownicy przez chwilkę i wykonał ruch.>

- Szach Mat tym razem trudniej mi było ciebie pokonać. < w pochwale było słychać szczerość.>

- Miałam dobry pomysł, ale coś nie wyszło. < pokazała na szachownicę. >

-Jaki miałaś pomysł. < Widać że Albreht był zaciekawiony pomysłem. >

- Chciałam się pozbyć Pan wież i tych skoczków jednym pionkiem .< Ambasador się przyglądał się chwili ustawieniu pionków na szachownic, i musiał przyznać, że dziewczynie się prawie się udało, gdyby inaczej ruszył pionka Miami by się udało. Z rozmyślania nad szachowymi zagłostkami wyrwało go stukanie do drzwi, było ono głośne i natarczywe>

-Kogo Garok niesie. <Rzucił przekleństwo> - Miami nie stawaj ja otworzę lekarz zalecił mi ruch< Mężczyzna powstał z fotel i otworzył drzwi. Zamurowało go i zatkało, w wejściu stała Martha Lalko ubrana w niebieską długą suknię miała delikatny makijaż>

-D obry wieczór ambasadorze, doszły mnie słuchy, że chcesz mnie widzieć. <Jej głos był melodyjny, ale w tej melodii było słychać nutkę niebezpieczeństwa, jej spojrzenie było bystre i przenikliwe. Albreht się skarcił w myślach, że wpadł na ten genialny pomysł, żeby poinformować kapłankę o czarnych Szponach, a ona dała mu kolejne zadanie. Miami, jak tylko usłyszała głos tej kobiet zamknęła swoje usta i zagryzła je, w domu nie nosiła broni i żałowała tego w tym momencie. Zawsze mogła się ujawnić kim jest naprawdę ale nie chciała tego. >

- Tak Pani mam pewne pytanie do Pani. < Albreht starał się panować nad swoim głosem. >

- Chce Pan rozmawiać przy służbie. < głową wskazała na Miami, było słychać w jej głosie pogardę do dziewczyny, a zabójczyni pamiętała, uścisk tej całej gosposi był silny, a w jej spojrzeniu było coś bardzo niebezpiecznego. Lalko obiecała sobie, że tą gosposie policzy się, pamiętała te butne bez strachu spojrzenie, kiedy się pierwszy raz spotkały. >

- Miami może nasz opuścić na chwilę. < Albreht powiedział tonem który nie znosił sprzeciwu. Dziewczyna wykonała kilka szybkich ruchów palcami, po czym wstała i wyszła bez słowa, zamknęła drzwi za sobą, ale stanęła przy nich a jedną dłoń położyła na drzwiach, dawno nie używała tej techniki do podsłuchu. >

-Teraz dobrze. < Zapytał nie co z irytowany mężczyzna i usiadł na swoim fotelu wskazał dłonią do Lalko aby usiadła na przeciw. >

- Słucham.< usiadła z gracją. >

- Nie będę przedłużał. Moi mocodawcy mają dla Pani dodatkowe zadanie do wykonania zadanie. Za kilka dni do Adorii przybędzie była imperatorowa Daharii Kelena Podróżniczka

-Mam ją zabić?

- Nie Moi mocodawcy chcą aby Pani ją porwała ale nie zabijała < Martha Lalko myślała nad czymś, uderzała palcami o oparcie. >

- Nie zajmuje się porwaniami a zabójstwami jak dobrze Pan wie.

-Moi mocodawcy są wstanie dobrze zapłacą.

- Po co im ta kobieta <Kobieta spojrzała głęboko w oczy ambasadora.>

- Chcą od niej informacji, od razu uprzedzę Pani kolejne Pytanie nie mam pojęcia jakiej informacji. < Zabójczyni wiedziała, że mężczyzna nie kłamie, mówił prawdę, ze chcą od Keleny wydobyć informację i widziała, że ambasador nie wie jakie informacje. Zastanawiało ją jedno jakie informacje może mieć Kelena.>

- Panie ambasadorze zabicie Keleny jest bardzo trudne, nie mówiąc o jej porwaniu. A wie Pan dlaczego, jedne z jej przydomków To Kelena Pierwsza Szpada Daharii i niech pan mi wierzy lub nie nie dostała tego przydomku za piękne oczy. Mówią, że w jednym starciu zabiła dwóch nowicjusz z Taraki. < Ambasador nie zdołał ukryć zaskoczenia, ta cała zabójczyni bardzo dużo wiedziała o Kelenie, i musiał przyznać, że nie znał tego przydomku Keleny.> - Muszę się zastanowić, z jednej strony spotkać się oko w oko z takim przeciwnikiem to kusząca propozycja, ale z drugiej strony cenie swoje życie, a jak powiedziała, porwanie takiej osoby nie jest łatwe,a przypuszczam że Podróżniczka będzie walczyć do ostatniej kropli krwi i prędzej zginie niż da się porwać.

- Czemu Pani tak uważa? <Pytanie samo się wyrwało z ust Albrehta.>

- Bo jeżeli ona ma tajemnice będzie je chronić do końca i pewnie zostanie przyparta do muru wybierze śmierć i muszę przyznać za to ją podziwiam.

-Ilę? <Padło konkretne pytanie. >

- Dwieście tysięcy złotych monet. < Ambasador wydoł usta, nie zła sumka pomyślał. >

- Poinformuje mocodawców.

- Dobrze taka suma wynika z tego, że będę potrzebowała wspólników. <Nie zdziwiło to Albrehta, do porwania trzeba więcej niż jednej osób> - Proszę mi dać znać czy Pana mocodawcy zgadzają się na cenę. < Kobieta wstała i ruszyła do wyjścia. Albreht był w głębi duszy zadowolony, że ta kobieta już sobie poszła, gdyby umiał gwizdać zagwizdał by na wspomnienie sumy, jaką sobie zabójczyni zażyczyła sobie za te porwanie. Musiał szybko działać, musiał się pierwszy spotkać z Keleną, cokolwiek od niego chciała, pragnęła się spotkać już bazie dokującej statków więc ma coś ważnego do przekazania, ale tylko co i czy przekazać ostrzeżenie o tym, że zabójczyni z Taraka chce ją porwać. Będzie musiała nad tym pomyśleć. Nie chciał krzywdzić Keleny, bo ją w jakiś sposób znał i wiedział, że ta kobieta jest po prostu ludzka. Miami stała za drzwiami wszystko słyszała, była zła na ambasadora, że on takimi sprawami się zajmuje, mimo że był bardzo dobrym człowiekiem. Chociaż raz chciała wejść z kawą do niego i wtedy miał uchylone drzwi i rozmawiał z jakąś kobietą, nazywał ją kapłanką, odczekała kiedy skończy rozmawiać, jak wtedy go zobaczyłam, wyglądała na bardzo zmęczonego i przestraszonego, pewnie ta cała kapłanka każe mu robić te złe rzeczy. Policzyła do dziesięciu i zapukała.>

-Wejść.

-Ambasadorze może jeszcze jedna partyjkę szachów<mężczyzna uśmiechnął się szeroko i ustawił pionki>

 

** **

Na mostku Olana panowała absolutna cisza, wieloryb się zbliżał bardzo powoli, wszyscy co mogli obserwowali go, zwierzę posuwało się bardzo majestatycznie po niebie, był większy niż sądzono, widać było po bruzdach na jego ciele, że był już wiekowy, teraz można było by się lepiej przyjrzeć, jego oczy były czarne niczym dwie studnie. Teraz właśnie zbliżał się najbardziej niebezpieczny moment. Wielki wieloryb był dokładnie na przeciwko okrętu. Mimo że Olan I był jednym z największych okrętów królestwa, to przy wielorybie wyglądał ja łupinka. Aleonora, cieszyła się w duchu, że wcześniej wykryto to zwierze, bo inaczej było by bardzo krucho, z nimi. Wieloryb powoli mijał okręt, leciał przed siebie, na żer, lub do samicy, kto go tam wie. Wydał z siebie wielorybi śpiewa a z jego nozdrzy strzeliła parę. Czas na okręcie wlukł się nie miłosiernie w milczeniu. Kapitan obsewowała zwierzę, oceniała jego odległość od statku.>

-Puścić cumy.

-Cumy puszczono.

-Maszynownia silnik dziesięć procent na przód < Było czuć lekkie szarpnięci i Olan I ruszył do przodu powoli z mozołem.>

- Zakańczam ciszę. <Padło przez interkom. Na mostku prawie od razu zrobiło się gwarno, głównie mówiono o wielorybie, zazwyczaj takie pogawędki nie były wskazane, ale Kapitan machnęła tylko ręką, rozumiała załogę chcieli wymienić swoje spostrzeżenia na temat wieloryba nie każdemu było dane zobaczyć takie zwierzę z bliska i jeszcze przeżyć przy okazji, wiedziała, że stracili ponad pięć godzin.>

 

** **

< Nad dzikim lasem zapadła już noc, niebo było czyste ale bez księżyca. Sophia siedziała na swoim fotelu kapitańskim. Jak tylko weszła na mostek musiał powiedzieć od razu spocznij, aby nikt nie wstawał ze swoich miejsc. Czuć było na mostku po ekscytowanie, a atmosfera nie była już taka napięta więc odpoczynek każdemu dobrze zrobił, oczywiście głównym tematem, na Tartarusie była wizyta nie proszonego gościa.

-Pierwszy stan systemów.

-Wszystkie systemu sprawdzone, jesteśmy gotowi do lotu. <Thomas stał i fachowym okiem rzucał na poszczególne monitory. >

-Proszę zaczynać.

-Maszynownia rozruch silników. < Było czuć wibracje kiedy silniki Niszczycie zaczęły działać> - Podnieść kotwice. <Kapitan tylko nadzorowała star okrętu, było słychać, jak stalowe łańcuchy kotwic nawijają się na szpulę. Pierwszy obrócił się w kierunku kapitan a ta tylko kiwnęła głową. >

-Maszynownia jedna czwarta naprzód co godzinę zwiększać o jedna czwartą. <Niszczyciel ruszył był było czuć mocne szarpnięcie w tył >

 

** **

<Kotołaczka i Lykanka stały na linii lasu i obserwowały, jak wielki stalowy ptak podnosi się do góry a po chwili rusza do przodu. >

-Na nas już czas Jashina rzuciła zaczęła biec po około piędziesieciu metrach, była w postaci lupus, kilka chwil później obok niej biegła czarna pantera.>

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania