Drogi Triath część 13 Cisza przed burzą cz III (Orthreja)

** **

Cisza przed burzą cz III (Orthreja)

 

<Othi wstała jak na siebie bardzo wcześniej, była wypoczęta miała mocny dobry sen, nawet nie zapaliła przed snem jarzębinki, sen ją sam zmógł. Śniły jej się jakieś głupoty a przynajmniej ona tak uważała. Bitwy powietrzne lykanie kotołaczki zabójcy i starsze kobiety. Nie to, że Othi kręcą starsze kobiety, ale sen jaki miała z tą starszą kobietą był bardzo pobudzający. Na samo wspomnienie Othi aż się miękko pod nogami zrobiła, uderzyła się lekko w policzek, aby się otrzeźwić, ze zbędnych myśli. Wstała i wyjrzała za okno niebo było błękitne zapowiadała się piękna pogoda, będzie na pewno bardzo ciepło i słonecznie, ale ranki bywają chłodne. Stanęła przed swoją szafą z ubraniami, jak ten mebel można było nazwać szafą wisiały tam an krzyż cztery długie suknie i kilka krótszych, każda krzykliwa z naszytymi kwiatami. Wybrała swoją ulubioną długą bawełnianą zieloną z naszytymi słoneczkami. Zanim się ubrała obmyła swoją twarz lodowatą wodą w misce, aż się wzdrygała gdy poczuła chłód na twarzy. Zaczęła się rozglądać po pokoju i nigdzie nie mogła odszukać puszka. Pewnie gdzieś ten przeklęty wąż się chowa i knuje jak tu dobrać się do zapasów jarzębinki. Nie mogła go nigdzie zobaczyć, pewnie wypełźnie jak tylko wyjdę z domu, tak pomyślała . Nie wiedziała, że puszek już znalazł sobie miejsce była to jej torba wypchana ziołami. Othi podeszła do małej skrytki gdzie trzymała swoje mikstury i zioła, przeglądała, i tak miała się dziś spotkać z Baltazarem, więc czemu, nie zarobić trochę grosza, pójdzie na targ do portu powietrznego, wykupi na jeden dzień stoisko a na pewno coś sprzeda, włożyła do swej torby mikstury, takie jak maść na jędrną skórę, na oparzenia, na porost włosów, coś na sen dwie kostki jarzębinki, maść na powiększenie męskości, to dobrze się sprzedawało, więc wrzuciła aż trzy gliniane słoik ze specyfikiem, coś na niestrawność, coś na serce, na bóle pleców maść rozgrzewającą i jeszcze kilka specyfików. Zamknęła torbęi założyła sobie go na plecy, a przez ramię przerzuciła swoja torbę, gdzie jeszcze wczoraj włożyła księgi, które pokaże Baltazarowi. Powolnym krokiem udała się do centrum miasta.

- Witaj Zielarko.<Brodaty mężczyzna krzyknął do niej>

- Witaj drwalu. <Odpowiedziała mu i pomachała ręka, zawsze ją tak witał a ona zawsze mu odpowiadała machając ręka. Cieszyła się że takich ma sąsiadów, czuła się bardziej bezpieczna no i na zimę zawszę łatwiej drewno do kominka dostać. Poranny wietrzyk był przyjemny kiedy tak muskał twarz, szła żwawym krokiem mimo że się nie spieszyła utrzymywała równe tępo. Miasto dopiero się budziło ze snu, więc i ruchu na ulicach nie było. Każdy kto ją znał witał się serdecznie Othi była po prostu lubiana przez mieszkańców. Dziewczyna nie wiedziała, że w dniu dzisiejszym ma towarzysza podróży Puszka, który sykną, gdy poczuł, że torba w której spał właśnie zaczęła się poruszać, kołysząc się. Jako chowaniec miał przeczucie, że dziś się wydarzy coś wielkiego, ale nie wiedział co, czuł to przez swoją wężową skórę, nawet użył dziś swojej mocy chowańca aby Othi miała dobry spokojny sen, kosztowało go to sporo sił własnych, ale dziewczyna wyspała się, on sam nie. A teraz leżał zwinięty w torbie, tak jak przypuszczał dziewczyna bez tej torby się nigdzie nie ruszała. Był to jedne z nielicznych pewników w życiu Othi, a to że się potrafiła ładować kłopoty sam Puszek miał się niedługo przekonać. Wyprężył się i jego pyszczek wystawał z torby dziewczyn mógł zobaczyć że idą w kierunku centrum miasta. Sama dziewczyna nie spieszyła się idąc. w kierunku dzielnicy portowej a dokładnie w miejsce gdzie nastąpił atak wojownika cienia, bo tam się umówiła z Baltazarem na spotkanie, jako że miała kawałek drogi do portu morskiego wyszła dużo wcześniej. Nie rozmyślała o wojownikach cienia co oni tu robią nawet nie wiedziała, że zakon Taraka wybił nie mal wszystkich co do nogi, nie interesowała ją to. Bardziej rozmyślała co musi kupić do swoich mikstury. Nawet podeszła do jednego ze straganów i kupiła sobie coś do zjedzenia na później. Idąc tak wpadła na rudowłosa dziewczynę dokładnie wpadła na nią. Dziewczyna szła w kierunku centrum miasta>

-P rzepraszam. <Othi od razu zobaczyła wilka północy>

- Nic się nie stało. <Rudowłosa ruszyła dalej, a zielarka tak jak by zapomniała o bożym świecie. Wilk Północny w tych rejonach wielka rzadkość a do tego, jego futro było długie i jak widać zadbane. Z futra wilka północy, można zrobić kilka mikstów, jak miksturę na porost włosów, lek na lepszy sen czy na poprawę snu, i jeszcze jedna rzecz samo futro, było wiele wartę, na rynku i to nie tylko czarnym czy zielarskim, ale na każdym rynku. Futro jako towar nie było częste spotykane a szczególnie w tych rejonach świata. Dziewczyn wpadła na genialny plan , geniusz zła w najczystszej postaci, postanowiła, że najpierw uśpi wilka a potem go ładnie ostrzyże na króciutko, nikomu się krzywda nie stanie, a nawet wilk poczuje ulgę nie mając na sobie tego futra. Dziewczyna zapomniała o tym, że miała spotkać się Baltazarem, obróciła się na pięcie i ruszyła za. Rudowłosą i jej wilkiem, szła w dość dużej odległości od nich czekając na dobry moment, aby wykonać swój złowieszczy plan. Ale nie nadarzała się żadna okazja , na to bo śledzony cel szedł przed siebie. Othi nie była wojownikiem więc nawet nie planowała atakować, musiała czekać, w głowie tylko obliczyła ile będzie musiała dać środka nasennego wilkowi. Dobrze miała coś takiego na sprzedaż, ale jak sobie policzyła ile może dostać za samo futro wilka aż się w duchu uśmiechnęła. Zielarka się z orientowała że są coraz bliżej centrum miasta, mijali właśnie skwerek przy fontannie wilk tylko podszedł i się tylko napił z fontanny, a sama Othi stanęła pod drzewem obserwując tą dwójkę, przez chwilkę. Rudowłosa tylko pstryknęła palcem a wilk odszedł od fontanny i ruszył dalej. Zielarka była zdziwiona, może wiedza o dzikich zwierzętach nie była jej konikiem, ale nawet ona wiedziała, że Wilka północy nie da się od tak wytresować była pełna podziwu dla tej dziewczyny, że jej się udało. Puszek czuł że kierunek marszu się zmienił bo droga do portu którą chodziła zazwyczaj jego podopieczna była zazwyczaj pod górę, a nie w dół, a od jakiegoś czasu szli w dół, znów postanowił wychylić swój pyszczek ze swojej torby by zobaczyć co się dzieje i zobaczył, że idą za dziwną parą w dół za wilkiem i jakąś kobietą. Tylko było słychać syk, a puszek wiedział że się to dobrze nie skończy. Othi dostała swoją szansę kiedy dziewczyna weszła do sklepu gdzie można było kupić wszystko. Najpierw dziewczyna zaprowadziła swego towarzysza do zaułka i tak kazała mu zostać. Zielarka nie czekała długo, jak tylko tamta znikła za drzwiami sklepu, ona sama kucnęła wyjmując z plecaka kawałek suszonego mięsa i woreczek ze środkami nasennymi. Wymierzyła z aptekarską dokładnością ile ma dać tego środka i dodała wymierzoną porcję do suszonego mięsa. Już pomyślała jak da wilkowi przekąskę weszła w zaułek i przechodząc koło wilka który ją obserwował upuściła suszone mięso. Teraz tylko czekać aż wilk, zje nie musiała dług czekać wilk oczywiście po chwili zjadł. Może dwie może trzy minuty później zwierzę zaczęło słaniać się na nogach i upadł z wywalonym języka. Długo nie czekała sięgnęła do swej podręcznej torby i odszykała ostry przedmiot były nim nożyczki, kucnęła nad wilkiem ujęła w dłoń futro i wykonała kilka pierwszych cięć, odcięte włosy zwierzęcia wkładała do wcześniej przygotowanej torebki. Poczuła jak ktoś ją podnosi za sukienkę do góry obraca i całą siła uderza o ścianę, aż się oti mroczki przed oczami pokazały od samego uderzenia, mocny uścisk chwyta ją za gardło i ściska jej tchawicę, nie wiedziała co się dzieje trudno było jej oddychać wierzgała nogami w powietrzu łapczywie próbując złapać powietrze, uderzała próbowała chwycić dłoń oprawcy, ale się jej nie udało, dopiero po chwili zobaczyła kto ją tak zaskoczył była to właściciela>

-Co zrobiłaś mojemu wilka. <uścisk był mocny i solidny

-Pchhhuuuussc mnie. <Rudowłosa była głucha na prośby zielarki>

-Zabiję ciebie jak skrzywdziłaś mojego wilka. < Othi czuła że nie może oddychać łapczywie łapała powietrze nosem ale to było za mało robiło jej ciemno przed oczami, i wtedy poleciała na ziemię widząc jak ktoś jej sprawczynię rzuca o ścianę, zielarka ciężko oddychała , łapiąc powietrze i trzymając się za gardło które ją bolało, jak nigdy. Puszkowi jak by oczy mogły wyjść z oczodołów wyszły gdy widział jak jego pod zielarka rozpaczliwie walczy o życie on nie mógł nic zrobić, mógł, ale wolał się nie ujawniać jako chowaniec, mógł się zamienić dwudziesto metrowego węża i zaatakować tą wysoką kobietę ale nie chciał, liczył na to że sprawa się samo jakoś rozwiąże i poczuł prawdziwą ulgę kiedy tak się stało. Kiedy wielki czarnoskóry mężczyzna ten sam który, prze pięć dni i nocy gapił się na niego w chatce Othi, jednym sprawnym ruchem odepchnął kobietę północy na ścianę. Poczuł że powietrze się zmieniło na bardziej ciężkie trudniejsze do oddychania, a to zapowiadało burzę

 

<A stalowe grzmoty zbliżały się nie ubłagalnie do miasta zwiastując nawałnice>

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania