Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Drogi Triath część 14 Cisza przed burzą cz IV (Astrid)

** **

Cisza przed burzą cz IV (Astrid)

 

<Astrid leżała na łóżku jeszcze po tym jak się obudziła myślała o rozmowie, jeszcze wczorajszej z karczmarzem, a raczej o tym co powiedział na temat, te kobiety, z którą miała wczoraj zatarg. To jak ta kobieta zabiła kilkunastu rabusiów używając sztyletów, gdy opisywał jak walczył, jak on to powiedział był to jak taniec z dwoma ostrzami, ona weszła między ich i każdego, zabiła jednym sprawnym cięcie i pchnięciem trafiając w miejsca na ciele które gwarantują śmierć przeciwnikowi. Oczywiście łatwiej jest to zrobić toporem czy mieczem, ale sztyletami. Jak taniec to wyglądało przypomniała sobie słowa karczmarza. Musiała przyznać w duchu sama przed sobą że się obawia tej kobiety, gdyby nie refleks pewnie by nie żyła. Inna sprawa odkąd tamtą zobaczyła cały czasy trzymała dłoń na swych toporach, a między nimi był dystans i czas na reakcje . Ale szybkość samego ataku zaskoczyła Astrid, chwilę później, pewnie miała by brzydką ranę na ciele o ile by przeżyła ten atak, nawet gdyby tej kobiecie udało by się pozbawić mnie życia Luśka szybko by zakończyła jej żywot rozrywając jej tchawice na strzępy. Mała to pociecha ale pociecha. W otwartej walce na dwoje baka wróżyła jak to mawiał jej ojciec, ale pewnie była by przynajmniej gotowa na taką walkę a nie atak z zaskoczenia, jak to było wczoraj. Uśmiechnęła się bo i ona zaskoczyła tamtą kobietę, odpychając jej atak, miała tamta zaskoczoną minę kiedy musiała odskoczyć. Uderzyła się mocno w nogę>

-Czas zobaczyć co tam u Luśki słychać. < Zeszła z łóżka i od razu podeszła do krzesła gdzie leżał jej strój, miała zwyczaj sypiania nago, oczywiście kiedy mogłam a że dziś mogła więc skorzystała z tego. Ubrała się w skórzaną bluzkę zapinaną na guzik i skórzaną spódniczkę nałożyła buty i powoli zeszła i wyszła na podwórze i to co zobaczyła było dla niej zaskoczeniem Luśka leżała sobie na boku jak niby nic a dwie małe dziewczynki czesały ją delikatnie i głaskały. Wilczyca drzemała sobie na naprzeciwko wyjścia z karczmy od strony podwórza przy schowku na różne narzędzia, nie spała bo wiedziała, że nie długo jej Pani wyjdzie. Podniosła głowę tylko wtedy gdy poczuła jak czyjeś dłonie dotykają jej tyłu i ogona, zobaczyła dwie dziewczynki które ją głaskają, stwierdziła w swym wilczej głowie że to nie jest żadne zagrożenie i postanowiła dalej leżeć ale już otwartymi oczami. Lekko zawarczała kiedy poczuła jak jakiś przedmiot dotyka jej ciała, ale nie minęło kilka chwil jak uznała, że ten przedmiot sprawia jej wiele przyjemności. Dwie dziewczynki czesały ją grzebieniem, delikatnie, Luście nie pozostało nic innego jak tylko się wygodnie ułożyć i oddać się pielęgnacji.

-Zdrajca. <Wilk podniósł tylko głowę słysząc znajomy głos i tylko prychną na swoją właścicielkę, widząc że ona się uśmiecha i macha ręką. Coś przykuło uwagę dziewczyny to była blada jak ściana kobieta która patrzyła na wielkiego wilka który leży na ziemi i dzieci, domyśliła się od razu, kobieta musi być matką dziewczynek i musiała się bardzo bać, widać było to w jej oczach, że z jednej strony chce zabrać dziewczynki ale z drugiej strony boi się wilka>

-Proszę się nie bać. <Astrid zamachała do kobiety> - Proszę podejść nic nie zrobi. <Potem było słychać pstryk palcami> - Luśka do nogi. <Wilczyca zerwała się na równe łapy i podbiegła do swojej właścicielki oczywiście dziewczynki nie były zadowolone, ale ich matka poczuła ulgę i podbiegła do nich widząc że wilczyca grzecznie siedzi przy nodze swej właścicielki było jeszcze słychać jak matka krzyczy na swoje córki mówiąc że to niebezpieczne tak bawić się z takimi zwierzętami. Musiała wracać i ubrać się czas było zarobić trochę grosza

-Zostań tu.< Polecenie wydane wilkowi było pewne i było słychać pstryk palców, a sama udała się do karczmy, w drzwiach zobaczyła tą jak to określił karczmarz zabójczynię. Obie zmierzyły się tylko wzrokiem, i się minęły tylko Luśka postawiła uszy na sztorc i była gotowa do ataku. Tylko się minęły oceniając siebie. Astrid przeszły ciarki, zasięgnęła trochę języka wczoraj wieczorem, dowiedziała się parę ciekawych rzeczy, weszła do budynku czas było się ubrać.

- Młoda. <głos należał do gospodarza Smoczego Ogonu>

- Tak?<Astrid podniosła głowę>

- Ta zabójczyni wypytywała o ciebie. <Astrid spojrzała na niego>

- A więc mnie bada musiałam jej zaimponować<na ustach kobiety wykwitł tylko uśmiech, jak u drapieżnika>

- Nie lekceważ jej. <Ton Gospodarza był bardzo poważny>

- Nie lekceważę, ale nie mam wpływu na to czy ona mnie zaatakuje czy nie. Też o niej zaciągnęłam języka o niej, i wiem że jest cholernie niebezpieczna i należy do jakiegoś Zakonu zabójców

-Bądź czujna. <Gospodarz nie dodał, że ta kobieta należy do Zakonu Taraka elity zabójców>

-Będę i proszę wierzyć z jednej strony obawiam się jej ale z drugiej strony chcę z nią walczyć czuje podniecenie na samą myśl o starciu z nią taka już moja natura. <Uśmiechnęła tylko. Stary gospodarz wiedział, że takie osoby, jak Astrid to wojownicy którzy dążą do perfekcji i szukaniu nowych przeciwników im potężniejszy tym lepsze> - Muszę iść gospodarzu i dziękuje z ostrzeżenie, na pewno wezmę sobie je do serca.

-Do zobaczenia później < Astrid poszła do swojego pokoju tam się odziała w coś wygodnego w jedwabną koszulkę którą dostała od matki , skórzaną kurtkę i skórzane spodnie, do pasa przytwierdziła długi nóż myśliwski, tak do obrony chociaż nie była specjalistką walki tą bronią radziła sobie całkiem nieźle. Luśka już czekała przed wejściem merdając ogonem> - Idziemy, noga. <Pstryknęła palcami i ruszyła przed siebie. Gdy szła powolnym krokiem zauważyła, że ludzie schodzą jej z drogi, może nie jej, a przed wilczycą, która szła posłusznie przy nodze, rozglądając się na boki. Astrid idąc tak wpadła na dziwną dziewczynę dla niej była to dziwna ubrana w bardzo kwiecistą spódnicę, Dziewczyna od razu przeprosiła, że wpadła na nią Kobieta północy pomacała się po ciele, o dziwo nie została okradziona. Przyjęła przeprosiny mówiąc , że nic się nie stało. Astrid oceniła że dziewczyna nie stanowi zagrożenia dla mniej, widać że dziewczyna nie była wojowniczką, Luśka też jakoś nie zareagowała na dziewczynę. Ruszyła dalej. Miała sporo czasu usłyszała wczoraj wieczorem, że w starym młynie będą szukać do roboty, więc miała jeszcze trochę czasu do wieczoru. Idąc tak zobaczyła, sklep rzeźnika. Tak musiała wydać trochę grosza na wilczyce, coś zwierze musiało jeść, a wolała nie zdawać się na instynkty łowieckie Luśki, która pewnie gdyby była głodna ruszyła by po polować> - Luśka waruj<pstryknęła palcami a wilczyca została. Dziewczyna znikła u rzeźnika>

-Dzień dobry wielmożna Pani< Za ladą stała kobieta przy kości>

-Dzień dobry.<Astrid się uśmiechnęła>

-Co dla Pani?

-Duży udziec jagnięcy. <Kobieta zamrugała oczami> - Proszę go porcjować. <Kobieta się uśmiechnęła bo Astrid była pierwsza klientką i od razu, zarobi sporo, z ochotą zabrała się za procjowanie. Robiła to sprawnie i szybko, każdy kawałek miał równy kształt i pewnie tyle samo ważył . Kobieta spojrzała za okno>

-Co tam się dzieje, co za głupota proszę Pani jakaś dziewczyna jest ta głupia, że podchodzi ostrym narzędziem do wilka. <Astrid obróciła głowę jak by ktoś jej dał porządne szturchnięcie w plecy i zobaczyła jak ta dziewczyna która spotka wcześniej z jakimś urządzeniem chce skrzywdzić jej wilka>

-Ki Garok. <Wybiegła ze sklepu, na nic nie czekała chwyciła dziewczynę za fraki, obróciła i mocno pchnęła ją na ścianę aż dziewczynę aż jękła z bólu. Astrid nie panowała czasami nad swoją siłą tak ścisła gardło dziewczyny, że aż tamta stała się sina wierzgała noga, prosząc o pomoc. Co raz mocniej ściskała. Astrid poczuła jak leci na przeciwległą ścianę uderzyła o nią musiała przyznać że poczuła te uderzenie. Od razu zerwała się na równe nogi, zobaczyła przed sobą wielkiego czarnoskórego mężczyznę. Miał prawie dwa metry wzrost widać było, że ząb czasu, odcisną na nim swe piętno, ale było widać, że ten mężczyzna, był silny mimo że mężczyzna miał swój wiek, jego ciało było atletyczne.

-Chcesz się zabawić, najpierw dokopie tobie do dupy a potem zajmę się nią. <Głową wskazała na Othi która jeszcze łapała powietrze,a Astrid przyjęła pozycję do walki. Zawiała zimny wiatr, zwiastujący burzę>

 

<A stalowe grzmoty zbliżały się nie ubłagalnie do miasta zwiastując nawałnice>

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania