Poprzednie częściDrogi Triath część 1  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Drogi Triath część 2

** **

<Kajuty na Olanie I nie były duże w każdej z nich znajdowały się sześć miejsc do spania Henrietha leżała na łóżku nie myśląc o niczym. Jess nowa pilot dopiero co po akademii, która musiała chyba z fałszować swój wiek, bo była zbyt młoda jak na pilota, Kapitan polubiła dziewczynę może dlatego, że dziewczyna była pełna energii i wesoła i tą wesołością zrażała innych.>

- Ale piękny te pogrzeb < był powiedziała Jees z jakimś smutkiem w głosie> - Taki tradycyjny . < Na świeżo skoszonej polanie od strony lasu był grób w którym był ustawiony stos ciał które były otulane w całuny ceremonialne, tradycja mówił, żeby ciało było owinięte w barwy regionu z którego pochodził zmarły, ale Król poprosił aby wszystkie ciała miały na sobie całuny w barwy królewskie czyli czerwono czerwone. Król w ten sposób chciał pokazać, że każdy poległy w tym zdradzieckim ataku był obywatelem królestwa i żołnierzem, chciał pokazać tym że wszyscy są równi, z drugiej stron od rzeki znajdował się wielki stół, na którym znajdowały się zapalone zielone świece. Na takiej świecy było wyryte imię i nazwisko poległo. W kulturze królestwa świece oznaczały życie , a płomień świecy był symbolem duszy która płonie w każdym człowieku. Między stosem a stołem że świecami znajdowało się drewniana scena, która była ozdobiona białymi krokusami, które symbolizowały, czystość, nadzieje, oraz drogę do Sanithrial, krainy gdzie wędrowały dusze i tam czekały na ponowne narodziny. Według legend Sanithrial była krainą miodem i mlekiem płynącym. Tam się dostawały tylko czyste i dobre dusze, lub te których życie zostały gwałtownie przerwane. Gdy ludzie przychodzili na pogrzeb, w powietrzu było czuć zapach świeżo skoszonej trawy. Mieszkańcy królestwa wierzyli, że pogrzeb, pochówek może się odbyć, tylko rano. I tak było tego dnia kiedy pierwsze promienie słoneczne spadły na polane, od strony miasta szedł kondukt pogrzebowy, na jego czele szedł najwyższy kapłan ubrany w prostą zieloną tunikę, zanim szli służki i słudzy świątyni, ubrani w błękitne tuniki, każdy z nich niósł dzban oliwy, która zostanie wylana pod stos. Za duchownymi szedł sam król w czarnej tunice, miał rozpięte włosy, które powiewały na wietrze, mimo że poranek był słoneczny, był on wietrzny. Kondukt zamykali dobosze którzy wybijali rytm marszu. W tradycji królestwa pogrzeb trwał cały dzień zaczynał się rano od liturgii, W czasie liturgii wyczytywano imię i dom lub region z którego pochodził zmarły , po odczytaniu było słychać Niech Matka Odnowicielka odrodzi twą duszę. Mieszkańcy Minith, przychodzili powoli na uroczystość każdy ubrany, w karmazynowe szaty, tuniki. Każdy mieszkaniec miał w dłoni świecę bordową, które płonęły purpurowym plaskiem. Purpurowy ogień w królestwie oznaczał drogę do śmierci. Ogień tego koloru według wierzeń w Wielką Boginię miał prowadzić dusze do Sanithrial, miejsca odrodzenia duszy. Pięknie to wyglądało, ludzie szli w pochodzie w milczeniu. Po liturgii według tradycji było biesiadowanie i wspominanie zmarłych według tradycji ta część pogrzebu miała być radosna. Ponieważ w religii królestwa wierzono, że śmiech radość są rzeką prowadząca dusze do Sanithrail. Ale najpiękniejsza część pochówku była wieczorem, kiedy kapłan jeszcze raz odmawiał krótką modlitwę za dusze, po czym jeszcze raz czytał listę zmarłych a po przeczytaniu akolita ze świątyni gasił świecę na której było wyryte przeczytane imię. Gdy zgasły wszystkie świecie. Kapłan podszedł do grobu gdzie był ustawiony stos i rzucił pochodnie. Stos zapłoną, ogień wyskoczył w górę było czuć zapach konwalii dębu.

-To był piękny widok kiedy gasły te świecy i zapłoną stos stała na wzgórzu i wszytko widziałam z góry. <powiedziała Jess, machając nogami na łóżku

-Dobra dziewczyny czas spać jutro czeka nas ciężki dzień rzuciła kapitan ton rozkazującym, chwilę później zgasło światło.

 

** **

Król Olan siedział w swojej kajucie na fotelu, zawsze po spotkaniu Aleonora, brało go na wspomnienia. Kiedy był Olianą, Aleonora była jej partnerką w myśliwcu, zawsze ją lubił, nie kochał ale lubił. Ale pochodził z królewskiej rodziny, i wiedział, że kiedyś przyjdzie ten czas że będzie musiał zostać królową albo królem. Przypomniał sobie dzień kiedy przyszedł dzień jego dzień Odrodzenia. Przed nim jak każdy musiał trzy dni spędzić samotnie w celi klasztornej by zostać sam ze sobą, to miało dać czas na przemyślenia, na podjęcie decyzji. Ale on po tych trzech dniach sam jeszcze nie wiedział jaką płeć chce mieć. Sam Rytuał odrodzenia odbywał się starej grocie do której prowadziła długa ciemna droga, w której płonęły pochodnie rozmieszczone co dziesięć, droga prowadziła lekko w dół . Każdy tą drogę musiał przebyć samotnie. Na końcu drogi znajdowała się komora w grocie wielka obwód miała jakieś 80 metrów tam znajdował się staw którego woda miał dziwny pomarańczowy kolor. Olan przypomniał sobie jak wszedł do wody, pamiętał zapach wody, dla niego pachniała storczykami , była letnia. Zrobił kilka głębszych oddechów i pamiętał co pomyślał raz kozie śmierć i zanurzył się wodzie. Woda owinęła go w galaretowaty kokon i usłyszał głos w głowie czy wybrałeś swoją płeć. Krzyczał w umyśle jeszcze nie wybrałem nie jestem gotowy, Głos powtórzył czy wybrałeś płeć. Nie znów powiedział. Melodyjny głos czy wybrałeś swoją płeć. Jeszcze nie potrzebuję czasu. Głos a więc my wybierzemy za ciebie. Olianno twoją płcią będzie płeć mężczyzny. Poczuł wtedy mrowienie które przeszło po jego całym ciele czuł równocześnie ciepło i zimno, woda zmieniła swój kolor z pomarańczowego, na błękitni, to wszystko trwało może kilka minut, kokon się otworzył. Poczuł jak woda wlewa do ust, wypłyną na powierzchnię .Czuł się zmęczony, ostatnie co pamiętał że wyszedł z wody i zasnął miał błogi spokojny sen. Spał jakieś dwie godziny. Olan zawsze wiedział, że 16 lat to zbyt mało wiosen by dokonać takiego wyboru, ale każdy w królestwie przez to przechodził. Mógł wybrać ale nie wybrał więc wybrano za niego. Miał o to żal do siebie, że był taki nie zdecydowany, kiedy był młody. Często się myślał o tym, co by był gdyby wybrał sam czy był by bardziej szczęśliwy, niż jest. Samo ciało z kobiecego, na męski zmieniło się w ciągu jednego miesiąca, na szczęście był to proces bez bolesny. Po jednym miesięcy był już mężczyzną i musiał zmienić swe imię, wybrał Olan kilka lat później objął tron. Gdy skończył wspominać wstał z fotela i podszedł do biblioteczki i wyją jedna ksiąg „Drogi Tariant o pochodzeniu Dianthów.” i zaczął czytać

 

** **

<Gabinet lekarski z salą medyczną nie był zbyt duży maksymalnie mógł przyjąć około 10 rannych. Sophia siedziała i patrzyła jak lekarz ją opatrywał>

- Pani kapitan ma pani złamaną prawą rękę <rzekł doktor który właśnie zakładał Sophi usztywnienie na uszkodzoną kończynę> - Co Pani tą ręka robiła, że jest w takim stanie, albo nie chce wiedzieć <konował wyglądał jak zboczeniec z listów gończych łysiejący czterdziestolatek mający ledwo metr sześćdziesiąt miał kilkadziesiąt kilo nadwagi i małe świńskie oczka ale szczery uśmiech.>

- Uderzyłam nią w coś twardego, jak długo będę nosić te usztywnienie i co będę robić bez prawej ręki <Doktor słysząc tłumaczenie dowódcy przewrócił tylko oczami>

- Co do pierwszego pytania to około tygodnia a co do drugiego pytania. Będzie się Pani masturbować lewą ręka a nie prawą <rzucając odpowiedź na ostatnie pytanie wyszczerzył zęby w uśmiechu>

- Dobre, muszę to zapamiętać <odpowiedziała kapitan, która też lubiła takie poczucie humoru> Ale poważnie teraz doktorze Co z nim? <głową wskazał na pułkownika który leżał na łóżku i spał> I co z nią < tym razem wskazał na Selene, która leżała przywiązana na łóżku a na szyi miała obrożę z rubinowym kamienie >

- Hmmm <odetchnął głęboko rubaszny doktor> Pułkownik poleży tu do jutra. Ma potłuczenia i siniaki ale nic mu nie będzie co do dziewczyny. Młotem Pani ją uderzyła ma połamane większość żeber i poleży tu do końca rejsu <Kapitan spojrzała na pułkownika i musiał przyznać że tego drania jest ciężko zabić. Jego śmierć była by jej na rękę, przynajmniej sama nie musiała by upozorować wypadku. Przyglądała mu się uważnie kim on jest Sophia była wstanie dać sobie rękę drugą złamać, jest pewna że gdy ten drań robił unik widział, że jak jego siatkówka zrobiła się żółta a źrenice się zrobiły jak u kota lub jaszczura. Wiedziała że czeka ją poważna rozmowa z nim >

- Doktorze jeżeli to wszystko to ja pójdę. Jeszcze trzy rzeczy. Jeżeli pułkownik wyjdzie z od Pana ma się do mnie zameldować, jak dziewczyna się ocknie proszę mi dać natychmiast znać i ostatnie przy dziewczynie będzie stać dwóch strażników. Wiem, że się to Panu nie spodoba ale ta dziewczyna pokazała że jest niebezpieczna a ja nie będę ryzykować ponownego numeru z jej strony.< Po tych słowach wstała i wyszła od doktora >

 

** **

- Wejść <słowa kapitan były pewne i mocne, miała na sobie spodnie od munduru i białą bluzę z krótkim rękawem. Sama kapitan przechadzała się po swojej kajucie. Do pomieszczenia wszedł pułkownik Salomon Kharth jak zwykle w nie nagannym mundurze, lekko kulał jeszcze chyba nie doszedł do siebie po ataku >

- Chciała Pani nie widzieć <Spojrzał na kapitan jego spojrzenie jak zwykle było bardzo bystre i nie przeniknione> - Dobrze Pani wygląda jak Pani ręką? <zapytał i w tym pytaniu i stwierdzeniu nie było ani grama fałszu tylko jakaś dziwna szczerość >

- Dziękuje a ręka boli <Kapitan wskazał na krzesło i gestem zaprosiła pułkownika aby usiadł na nim, sama usiadła i poczekała kiedy gość jej zajmie drugie miejsce > - Nie będę owijała w bawełnę Pan mnie nie lubi, a ja miłością też do Pana nie pałam <pułkownik kiwną głową, że się z nią zgadza > - Kim Pan jest tak naprawdę? <spojrzała na niego czekając, że może jej powie >

- Nie mogę powiedzieć < głos jego był jak zwykle chropowaty miał coś w sobie co sprawiało, że w słuchaniu był nie przyjemny >

- Dobrze więc ja powiem, co myślę < zrobiła głębszy oddech i po wzięła ze stolika butelkę czerwonej whisky i na lała do dwóch szklanic, sama wypiła kilka łyków aby pokazać pułkownikowi, że nie ma ochotę go truć> - Jest Pan mieszańcem, Pana Matka lub Ojciec pochodził z bestialudzi humanidalnych istot które swym wyglądem przypominają zwierzę. Powiedzmy , że wielki jaszczur na dwóch nogach. Ale wracając, jest pan pół-człowiekiem i pół zwierzę. Nie wiem tylko którym, obstawiam na któregoś z jaszczurów lub z kocich. < Salomonowi nawet powiek nie drgnęła kiedy kapitan mu wypaliła słowa prosto w twarz, sam też upił łyk alkoholu i wygodniej usiadł na krześle >

-To prawda co mówią o Pani jest Pani bardzo bystra <uśmiechnął się i podniósł kielich oddając jej salut, kapitan chciała powiedzieć coś ale pułkownik kontynuował> - Zaskoczyło mnie, że zna Pani technikę wroga, są dwie możliwości. Pierwsza ktoś Panią nauczył a druga pochodzi Pani z królestwa, obie równie prawdziwe. Przed odlotem na misje chciałem się coś dowiedzieć o Pani i powiem że w archiwach znalazłam o Pani bardzo nie wiele, jak by ktoś chciał utajnić Pani pochodzenie? < Kapitan patrzyła na swego rozmówcę w milczenie nie miała ochotę mu mówić mu prawdy o sobie, ale miała jakąś dziwną satysfakcję, że ten człowiek nic się o niej nie dowiedziała > - Zna Pani historię naszego imperium Daharii, każdy z naszych imperatorów, wybierał swoją drogę jaką prowadził imperium < upił kolejny łyk trunku > - Jak Pani wie nasze imperium nie jest stare i miało swoje dni zwycięstw i dni porażek. Jak Pani wie około 280 lat temu. Nie było imperium Daharii, były raczej skłócone plemiona zamieszkujące, równinę Daharyjską i góry Smocze. < Kapitan słuchała uważnie pułkownika znała historię ale nie tak dobrze, i chciała się dowiedzieć do czego on zmierza > - Plemiona te walczyły ze sobą w krwawych wojenkach plemiennych co byliśmy łatwym łupem dla naszych sąsiadów. Aż Dariusz z plemienia Skalnych łowców miał wizję zjednoczenia plemion, próbował pokojowymi środkami ale nie wyszło mu, więc podjął bardzo drastyczne środki, zebrał przywódców innych plemion i ich otruł i sam się ogłosił Imperatorem , wprowadził kodeks praw, regularną armię. Nazywali go różnie Dariusz Jednoczyciel a dla nie których Dariusz Rzeźnik. Ten człowiek miał wizję, ale brak mu było wiedzy. Jego następca Athulus Piękny, który gustował w pięknych chłopcach ujeżdżając ich, nie był wojownikiem ale miał łeb na karku i wprowadził nasze imperium w czas stagnacji i izolacji, nasze imperium było zamknięte na zewnątrz, ale ten czas nie był zmarnowany, nasza kultura się rozwinęła, nasza armia wzrosła w siłę, oraz technika. Wtedy powstały pierwsze powietrzne statki. Staliśmy się potężni, ale jak mówiłem Athulus nie czuł się wojownikiem więc. Nasza armia stała w koszarach, a jak się żołnierze nudzą dochodzi do buntu na którego czele stanął Generał Kord, wyrżnął cała imperialną rodzinę i stał się nowym imperatorem. Kordem Zdobywczą, Gwałcicielem mówi się się że napłodził tyle dzieci, że część z nich musiano zabić po narodzinach. Za rządów Korda nasze granice powiększyły się trzy krotnie. Podbił Dziki Las gdzie żyją bestailudzie, równiny Thengi i Tajgę północy, ale Kord nie był głupcem wiedział, że aby mieć spokój w podbitych krainach dał im wielką autonomię, proste zasady, stajecie się obywatelami Daharii, i płacicie raz w roku podatek do kasy imperium, i macie spokój w zamian nie buntujecie się. Tylko Thengi nie skorzystali z tej wspaniałej oferty woleli zabijać tych co chcieli być w Daherii, Kord kazał ich wszystkich zabić, Ród Thengi został wybity do nogi. Pasmo zwycięstw Korda skończyło się gdy chciał podbić jako pierwszy Królestwo Tariant. Nasza armia i powietrzna flota w jednej bitwie został z dziesiątkowana. Rząd Osmana szalonego o nim nie warto mówić człowiek był szalony wszędzie widział spiski i zdrajców ożenił się z koniem i podpalił stolice aby popatrzeć jak pali się miasto. Dobrze że go zabili. Arian Zdobywca rozbudował flotę powietrzną była ona pierwszą siłą na niebie technicznie była lepsza niż flota Triant a i tak przegrał. Arian miał córkę Kelenę, która gdy stała się tylko nastolatką wybrała się w podróż, w czasie podróży nauczyła się jednego, że to nie statki walczą a załogi, czego jej ojciec nie rozumiał. Kiedy wróciła do do imperium objęła trony i wprowadziła Daharie na nową drogę na. Drogę nauki i sztuki, kazała wybudować akademię, wojskową do której ściągnęła kapitanów różnych armii by wykładali sztukę wojny. Ale to było kosztowne, Więc imperatorowa zrobiła z naszej floty flotę najemników. Większości się nie podobało to, ale Kelena wiedziała, że nawet najlepiej wyszkoleni ludzie nie będą dobrze walczyć, jeżeli nie będą mieli doświadczenia. I nasza flota stała się znów potężna i przechodzimy tutaj do obecnie panującego nam Imperatora Gergiusza Skrytego, który lubi działać zakulisowo, używając zasobów . Ja kto powiedzieć nie brudzić sobie rąk.

- Piękny wykład historii < powiedziała nie co znudzonym głosem Sophia > - Ale jaki jest morał tej historii?

- Taki Pani Kapitan, że ja i Pani jesteśmy tylko zasobami w rękach Imperatora i to może nam się podobać lub nie ale taka jest prawda. Jesteśmy tylko narzędziami < Sophia spojrzała mu prosto w oczy wiedziała, że nie kłamie, bo nie miał w tym żadnego interesu >

-Pułkowniku to jaki jest cel Imperatora < spojrzała na dłoń pułkownika na którym był sygnet bardzo prosty koło a w nim symbol nieskończoności. Pułkownik nie odpowiedział na te pytanie , ale dłonią zakrył sygnet bo zauważył, że kapitan mu się przygląda >

-Czy to wszystko ?

-Tak może Pan iść < powiedziała upijając kolejny łyk >

- Pani Kapitan jeszcze jedno Dziękuje za uratowanie życie niech Pani będzie pewna ja spłacam swoje długi < pułkownik wstał i wyszedł z kajuty Sophi, a ona sam pogrążyła się w rozmyślaniach. Czy może zaufać jemu czy nie. Nie lubiła go, ale wiedziała, że jest szczery w tym co robi dopiła drinka i ruszyła na mostek, tylko tam odnajdowała spokój >

** **

< Imperator Gergiusza stał zamyślony nad mapą, patrzył się w ta mapę jak by czegoś szukał, obok niego siedziała jego kochanka Daritera kobieta urodziwej urody piękna alabastrowa skóra, o kolorze machoniu, piękne szafirowe oczy i małe usta. Drzwi się otworzył do środka weszła Pani pod oficer w mundurze gwardii imperialne >

- Wasz Wysokość, Twoja Matka Kelena Podróżniczka, była Imperatorowa Daharii, Kwiat Północy. Ry,,,

- Podporuczniku mój syn wie Jakie mam tytułu więc nie musisz ich recytować < Do pomieszczenia weszła wysoka kobieta szpakowatych włosach, czarnych niczym węgiel oczach, o bardzo bystrym i analitycznym spojrzeniu, na lewym policzku miała bliznę pewnie po walce. Mimo że miała już około 60 wiosen poruszała się z gracja i pewnością i szybkością geparda, widać było, że jej ciało było wysportowane, zawdzięczała to porannej gimnastyce i kąpielą w lodowatej wodzie. A złośliwi mówili, że również zabawianiu się z młodymi gwardzistami nie zależnie od płci. Kobieta miała na sobie długą czerwona suknię z wycięciem na udzie i dużym dekoltem > - Poruczniku i ty kochanko < drugie słowo zwróciła do kochanki swego syna > - Chcę porozmawiać z synem na osobności, < jej głos był matowy szczególnie jak zwróciła się do kochanki. Kochanka miała coś już powiedzieć >

- Daritero bądź tak miła i opuść nas <słowa wypowiedział Imperator, kobieta wstała z fotela i ruszyła do drzwi. Spojrzenia Keleny i Darityry spotkały się i gdyby prawdziwe były słowa że gdyby spojrzenie zabijały, jedna z nich była by martwa, gdy drzwi się zamknęły>

-Matko dlaczego nie lubisz mojej nałożnicy

-Nie tyle co nie lubię ale jej nie ufam. Jest coś w jej spojrzeniu zdradzieckiego < Była imperatorowa podeszła do stołu. Oddała władze synowi gdy ten skończył 21 lat, uważała, że jest już gotowy na takie obowiązki, a też chciała uniknąć, nie potrzebnej walki o władze z synem. A dzięki temu mogła wrócić do swej pasji czyli podróży i życia najemniczki i obieżyświata >

- Ty nikomu nie ufasz < stwierdził imperator >

- I dlatego jeszcze żyję. Ale nie o tym, coś ciebie trapi synu. Nie mów że nie bo od czterech dni chodzisz jakiś nie swój.

- Nie mam wieść o Tartariusie wysłałem dwa okręty w pobliże granic z królestwem, ale nie ma go

- A więc wykonałeś ten ruch ukradłeś i zaatakowałeś królestwo i zdobyłeś ich statek < Gergeriusz spojrzał na swoją matkę > - Nie patrz tak na mnie mam swoje źródła. Są dwie możliwości według mnie jeden że został zniszczony a drugi, że Kapitan Tartarusa zmieniła kurs i udała się do najbliższego miasta portu by dokonać napraw.

- Napraw < warknął imperator > - Ta głupia dziwka miała proste rozkazy < imperator się pieklił, miał coś jeszcze powiedzieć na temat Kapitan Tararus, ale zobaczył zimne spojrzenie swojej matki >

- Pewnie uznała że uszkodzonym okrętem będzie łatwym łupem dla piratów lub królestwa. Mówiąc inaczej nie będzie miała zdolności bojowej < Przez Kelene właśnie przemawiał duch pirata znaczy korsarza >

- Gdzie się w taki razie udała? < Kelena podeszła bliżej do mapy i się przyglądała jej dłuższą chwilę > - Tu <Skazała Adorie >

- Jesteś Pewna Matko < Głos imperatora już nie był zły >

- Ja bym tam poleciała < uśmiechnęła się szeroko, po czym spoważniała>Synu aby twój ruch przeciwko królestwu, nie zgubił imperium >

-Czemu? < Gergeriusz zawsze szanowała swoją matkę za wiedzę jaka miała o świecie >

- Synu czytałeś „Drogi Tariant o pochodzeniu Dianthów.”

- Nie < to była szybka odpowiedź >

- A powinieneś dla Królestwa ta księga jest niczym wyznacznik wiary. Jest legenda nie wiem ile w niej jest prawdy a ile to bajki dla dzieci na dobranoc. Ale mówi się że Mieszkańcy Tariant pochodzą od ludzi z Gwiazd którzy przybyli w płonącym rydwanie, który spadł, w Górę Manat. Tam też znajduje się jak dobrze wiesz Grota gdzie każdy obywatel przechodzi Rytuał Odrodzenia. Ale nie o tym. Mieszkańcy Królestwa wierzę w Drogi Przeznaczenia, te wierzenie mówi o tym, że każda decyzja podjęta czy ruch tworzą wiele ścieżek możliwej przyszłości. Co mam na myśli, to że twoja decyzja spowodowała, że powstało wiele wariantów przyszłości, od tych bardzo optymistycznych, jak to że wreście poznamy sekret ich technologi i pokonamy aż po bardzo pesymistyczne, że ten ruch spowoduje upadek Daharii i całego Imperium.

- Wierzysz w to < Gergeriusz wszedł jej w słowo. >

-W to że przyszłość jest zmienna to Tak < Imperator spojrzała na swoją matkę wierzył, że ona mówi prawdę >

- Co mi radzisz ?

- Pytasz mnie o radę < Kelenie aż oczy zapłonęły, żywym ogniem a jej głos stał się melodyjny. Gergeriusz podniósł tylko oczy do góry > - Wyślij Lekki Krążownik do Adorii z misją dyplomatyczną oficjalnie a nie oficjalnie jednostka wyleci na spotkanie Tartarusowi >

- Nikt nie uwierzy w dyplomacje z mojej strony < imperator powiedział to z niecierpliwieniem >

- Jeżeli wyślesz Mnie < Kelenie sama myśl o podróży Lekkim Krążownikiem dodawała wigoru a jej oczy aż się świeciły, Imperator patrzył na swoją matkę i skarcił się w duchu, że dała się podpuścić tej starej lisicy. Ale jak dobrze to rozegra upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu Matka zniknie więc nie będzie się kłócić z Dariterą i będzie trochę spokoju, a druga pieczeń jeżeli matka ma racje, że Tartarus leci w tamtą stronę szybciej zdobędzie przesyłkę >

- Dobrze Matko dziś ogłoszę, że lecisz do Adorii jako mój przedstawiciel dyplomatyczny, w celu zwiększenia handlu

- Wyruszę jak najszybciej < po tych słowach udała się w kierunku drzwi. Gergeriusz przyglądał się jak jego matka niczym gazela znika z komnat i zastanawiało go skąd ona na to siły bierze. Jeden problem rozwiązany a teraz drugi otworzył szufladę na dnie szuflady leżał sygnet okrąg a w nim symbol nieskończoności >

 

** **

< Dzielnica portowa w Adorii słyneła z największych mordowni, nikt kto miał na tyle zdrowego rozsądku nie zapuszczał się w te rejony. Tu można było kupić wszystko i wynająć każdego, karczmarze udawali, że nie widzą jakie czarne interesy tu się odbywają, gangi im za to płacili, drobne sumki. Jedną z takich mordowni było karczma Smoczy Ogon mieszcząca się tuż przy starym murze, obok dzielnicy biedy. Mężczyzna w średnim wieku stanął przed drzwiami Smoczego ogona i odetchnął nienawidził takich, miejsc, ale czego się nie robi dla Kręgu. Wszedł to karczmy i nie takiego widoku spodziewał, przy ladzie siedziała, niska kobieta o kruczo czarnych włosach związanych w długi warkocz na końcu warkocza było małe ostrze, ubrana była w czarne skórzane spodnie i białą tunikę, przy pasie miała zestaw noży i pochwę w której miała szpadę, na ziemi leżało kilka ciał, i kilku pobitych. Mężczyzna wziął głęboki oddech i podszedł do kobiety, zobaczyła jej nadgarstku tatuaż węża z mieczem w pysku. Wiedział że kobieta była szkolona przez zakon zabójców Taraka.

- Przepraszam czy Pani to Martha Lalko, pracuje Pani dla Arlekina < kobieta się obróciła się kierunku mężczyzny >

- Głośniej bo jeszcze w imperium nie usłyszeli <głos kobiety był chropowaty a jej oczu biła tylko pustka. Odetchnął głęboko, postawił tylko dwie sfery, w których przechowywało się obrazy, na jednej było widać młodą dziewczynę (Selene) a na drugiej było widać mężczyznę (Olana I)

- Moi mocodawcy zapłacą za głowę każdego z nich po 30 tyś w zlocie. Połowa po przyjęciu zlecenia połowa po wykonaniu < kobieta przyglądała się przez chwilę >-Tylko dziewczyna ma być żywa >

- 30 tyś za dziewczynę a 50 tyś za mężczyznę <uśmiechnęła się ja drapieżnik > Och przepraszam za króla Triant < Mężczyne zatkało, na chwilę >

- Muszę to uzgodnić z moimi mocodawcami nie mam tyle złota < kobieta spojrzała na niego >

- 40 tyś za to że przyjmę zlecenie a resztę za wykonanie. Twoi mocodawcy będą mieli czas by uzbierać resztę. Zgadzasz się < Kobieta syknęła jak wąż >

- Zgadzam się, ale muszę mieć czas na zebranie reszty złota i poinformowanie mocodawców, że muszę bardziej sypnąć groszem, ale tego nie powiedział kobiecie. Kobieta chwyciła nóż, rozcięła sobie dłoń po czym szybki ruchem chwyciła mężczyznę i też mu rozcięła dłoń i ją chwyciła dłoń jak by się z nim witała >

- Umowa stoi i radze Arlekina nie oszukać <po tych słowach wstała i wyszła, a mężczyzna zamówił sobie cztery kolejki najmocniejszego bimbru i wypił >

 

** **

< Kapitan Lekkiego Krążownika Hell Dog siedział, na mostku z bólem głowy trudno, żeby głowa go nie bolała, po tym poranku, o piątej rano, przed jego statkiem zjawiła się była imperatorowa Kelena i chciała dostać się na jego statek. Oczywiście imperatorowej powiedziano, że odlot będzie z samego rano, ale każdy myślał, że będzie odlot o siódmej rano, ale Imperatorowa chciała o piątej rano. Karcił się myślach za to co zrobił. Kelena stała i się wydzierała, aby ktoś opuścił trap, co z irytowało Młodego Kapitana, który szedł z trapu i zobaczył dziwną osobę ubraną bardziej jak pirat niż jak była władczyni Daharii. Kelena miała na sobie gogle lotnicze skórzaną wytartą kurtkę dobrze skrojone płócienne spodnie, rapier przy spodniach, i worek na plecach. Miał już powiedzieć do kobiety żeby ten obwieś poszedł i wtedy zobaczył, że stoi przedni Kelena Podróżniczka, kobieta się uśmiechała od ucha do ucha i kapitan stwierdził, że nikt ją siłą nie przyprowadził przed statek. Oczywiście kobieta się przedstawiła i kapitan musiał przyznać jedno, że głosie kobiety było słychać charyzmę. Gdy on powiedział, że spodziewali się jej później ona odpowiedziała, a czego się spodziewał orszaku. Po czym wlazła na trap. Gdy on zaproponował jej swoją kajutę, ona stwierdziła, że będzie spała w sekcji pilotów i przydzieliła sobie dyżur w kuchni po czym znikła w kuchni. Lekki Krążownik Hell Dog, był starą jednostką wycofaną z czynnej służby, okręt pełnił funkcję jednostki szkoleniowej i czasy chwały miał za sobą, Kapitan się ucieszył, kiedy wczoraj dostał informację, że jego jednostka poleci do Adorii z misją dyplomatyczną. On sam sprawdzał całą noc zdolność bojową krążownika. A teraz siedział na mostku i miał złe przeczucia, że ta misja nie będzie łatwa >

 

** **

< Niszczyciel Tartarus 70% swoich silników leciał w kierunku Adorii czas przybycia do pirackiego miasta przy dobrych wiatrach miał trwać około 3 dni. Olan I pełną mocą swoich silników w kierunku Adorii, kapitan Olana, postanowiła ominąć burze magnetyczną, lepiej nie narażać okrętu na uszkodzenia >

 

** **

< Na mostku Tartarusa panowała napięta atmosfera, po tym jak więżniaka zabiła czterech marynarzy, chęć odwetu rosła z minuty na minutę. Było to tez spowodowane tym, że załoga od czterech dni nie widzieli słońca i nie byli na zewnątrz. Sophia siedziała, z marsową miną rozmyślając o tym wszystkim, jeszcze nie miała okazje przesłuchać dziewczyny, z myśli wyrwał ją głos nawigatora >

- Meam wychodzimy z burzy <Jak tylko statek wyszedł z burzy na mostek padły pierwsze promienie słońca. Każdy a to każdy zaczął mrużyć oczy, kapitan wstała z siedzenia >

- Wysunąć peryskop górny i dolny Pierwszy podejdź do górnego < Sama kapitan podeszła do dolnego obserwowała teren. Pierwszy podszedł do górnego. Było słychać klik i peryskop dolny schował się a kapitan podeszła do mapy >

- Sternik kurs 17 wschód 15 zachód podejść na perymetr 40 stopni. Sternik ląduje, < Sophia podeszła do interkomu i włączyła go > - Mówi kapitan wszyscy przygotować się do lądowania awaryjnego. Będzie dzień odpoczynku od lotu.

- Gdzie Pani chce wylądować? < w pytaniu drugiego oficera było słychać niepewność >

- Na płaskowyżu, niedaleko Dzikiego Czarnego Lasu < w głosie Sophi było słychać zmęczenie >

- Czy to rozsądne < Thomas Stanian pierwszy oficer też był zdziwiony rozkazem kapitan > - Przypominam że nas ścigają

- Wiem, ale załoga jest zmęczona i z irytowana a słońce i świeże powietrze dobrze każdemu zrobi , będziemy mieli okazję ocenić zniszczenie. < Thomas znał na tyle długo kapitan, że jak ona coś powie, to ma tak być a nie inaczej. Tartarus powoli obniżał swój pułap by wylądować na płaskowyżu >

 

** **

< Dziki czarny las był puszczą nie przeniknioną, mówiono, że lepiej się tam nie zapuszczać, ponieważ mieszkają tam bestie i demony i inne potwory. Więc ludzie nie zapuszczają się w tamte rejony. Sam las był tak gęsty i trudno się nim poruszano. Ale dzięki temu w samym lesie było pełno zwierzyny. Lykanka Jaschina biegła ile sił w noga miała przed sobą kotołaczkę Rejchiana, która była jej najlepszą przyjaciółką, znały się od szczeniak i kociaka, zawsze razem, ale w tym momencie chętnie by udusiła Rejchaine ta zwariowana pantera postanowiła zapolować i zaatakowała Raikana pięcio metrowego niedźwiedzia, a teraz obie uciekały ile bogowie w łapy dały przed rozdrażnionym zwierzem. Jashina obiecywała w duchu, że jak to przeżyje wygarbuje skórę tej kotołace. Rajchana wykonała susa w bok wskoczyła w jar i zjechała na tyłku w dół jaru, lykana zrobiła to samo, na szczęście Raikan nie miał ochoty wskakiwać w jar zatrzymał tylko i zaryczał i patrzył tylko jak dwie domniemane przekąski ślizgają się w dół jaru. Obie jeszcze odbiegły jeszcze kawałek i ktołaczka zmieniła swoją formę w ,ludzką i oparła się o drzewo szczerząc się jak szczerbaty na suchary, lykanka też się przemieniła w ludzką formę >

- Zgłupiałaś do reszty mógł na zabić < Jaschina warczała na swoją przyjaciółkę i toczyła pianę z ust >

-To nie moja wina < młoda dziewczyna się szczerzyła> - Coś słabo u ciebie z formą czyżbyś przytyła od tego nocnego podjadania < pokazała swojej przyjaciółce język >

- Ja ci dam < chwyciła swoją przyjaciółkę i podniosła do góry i się z nią okręciła wokół osi i obie legły na mech miały się jeszcze przekomarzać chwilę kiedy usłyszały obie huk i dźwięk silników, spojrzały w niebo i zobaczyły jak wielki stalowy ptak obniża swój lot kierując się na płaskowyż. Nie czekały długo obie przemieniły się w formą pośrednią w przypadku lykanki była to forma Crinos czyli wielkiego dwu metrowego wilka stojącego na dwóch łapach całe ciało było pokryte sierścią ręce były dłuższe od tułowia a nogi masywne, dłonie były zakończone potężnymi pazurami, twarz była pół wilcza pół ludzka. Rejchaine weszła w formę Cratios z kości ogonowej wyrósł długi czarny ogon nogi były smukłe ale umięśnione, futro pojawiło się na całym ciele, ręce były symetryczne a dłonie zakończone pazurami jak u kota, twarz była pół ludzka pół kocia. Obie pobiegły na skraj las. Biegły szybko zerkając co jakiś w niebo by nie zgubić stalowego ptaka . Zatrzymały się na wysokości linii drzew i patrzyły jak wielki stalowy ptak osiadł na ziemi. Jaschina patrzyła na statek i odczuwała coraz większy lęk, ten lęk był aż namacalny, Rejchainie aż się futro zjeżyło>

- Co jest?

- To stalowy ptak z mojej wizji < wy charczała przez zęby >

- Jesteś pewna < to było głupie pytanie Kocia wiedziała, że jej przyjaciółka była szamanką, a jej wizje zawsze się sprawdzały. Rejchainie pamiętała jak Jaschi opowiadał jej wizję o Stalowym ptaku pamiętał opis go dwa wielkie słupy będą złamane w pół, w jego brzuchu (kadłubie będzie dużo dziur. Lykanka mówiła że głos w jej głowie nazwał tego ptaka Zwiastunem Burzy >

- Użyj swego daru upewnij się i powiedz mi co widzisz < Rejchainie miała dar bardzo rzadki zwany Oczami Wiedźmy, dzięki temu darowi mogła widzieć w głąb duszy i poznać kim jest dana osoba, ale dzięki temu darowi mogła też widzieć aurę. Kotołaczka spojrzała na statek i wpatrywała się w statek >

- Co widzisz?

- Aurę śmierci i nie pewności Jaschina myślisz że to Zwiastun Burzy

- Kto wie, ale czuję że pierwsze grzmoty zbliżającej burzy już uderzyły < Obie spojrzały w niebo które było błękitne nie było ani jednej chmury>

- Rejchaine zanosi się na Burzę i to gwałtowną.

- Ta burza też nas dotknie <kotołaczka obieła lykankę>

- Ta nawałnica każdego dotknie.

- Co zrobimy pomożemy Im < Rejchaine wskazała pazurem na stalowego ptak z którego wychodzili pierwsi ludzie >

- Na razie poczekamy, musimy się dowiedzieć czy warto im pomagać. W nocy pójdziemy do ich obozu by przekonać się czy warto im pomoc<Kotołaczka odetchnęła głęboko i wdrapała się na drzewo na i usiadła na gałęzi by lepiej obserwować ludzi ze stalowego ptaka. Lykanka zamieniała się w lupusa, w wielkiego wilka i postanowiła że się prześpi >

 

** **

< Alberth z domu Derai był już 10 lat ambasadorem królestwa Adorii, należał do Kręgu ponieważ jego rodzicie należeli, i wtajemniczyli go krąg kiedy miał około dwunastu lat. Teraz siedział w swoim gabinecie, miną śmierci o poranku. Nigdy nie wierzył w ten cały Krąg, a musiał ich rozkazy wykonywać, nie był wojownikiem, był urzędnikiem państwowym lubił co robił. A na samą myśl o ponownym spotkaniu z tą całą Lalko robiło mu się nie dobrze , nawet mu nie smakowało jego ulubione wino, kaktusa. Na stoliku przednim leżała sfera komunikacyjna. Obiecał sobie, że nawet jak ten cały Krąg wygra on ucieknie nawet jak by miał zamieszkać w Dzikim Lesie to będzie dla niego bardziej bezpieczne niż ten cały krąg. Nie dobrze mu się robiło, że czeka go rozmowa z Elaią najwyższą kapłanką, która jest fanatykiem Kręgu. Z Ponurych rozmyślań wybudził go migotanie sfery, wiedział, że to kapłanka, przejechał po sferze i chwilę później pokazała się kapłanka siedziała naga przed nim a jej lewą pierś macał jej prawa ręka ten cały Luki uszu.

- Patroni zgodzili się na cenę zabójczyni < powiedziała swym melodyjnym głosem >

- Przekaże te wieści < odpowiedział bardzo sucho >

- Dobrze. Niech działa jak tylko przyleci Olan I będziemy za cztery dni < ton głosu kobiety się nie zmienił nadal był melodyjny >

- Czy coś jeszcze <mężczyzna mówił oschle a ten ton miał zawsze zarezerwowany dla osób których wybitnie nie lubił >

- Bądź gotowy na odrodzenie Krągu, wierni słudzy zostaną wynagrodzeni < Ambasador ugryzł się w język aby nie powiedzieć kapłance gdzie sobie nagrodę wsadzić >

- Będę < dość że odpowiedział sucho to jego ton był tak nieszczery, że nawet Elaia to zauważyła >

-Czekaj na kolejne rozkazy. Zdrajcy zostaną surowo ukarani < głos był melodyjny, ale było w nim słychać ukrytą groźbę >

- Mam spotkanie z kupcami z krain północy < powiedział ambasador >

- Więc nie zatrzymuje. Niech Krąg żyje < połączenie znikło. Albreht siedział jeszcze chwilę w milczeniu w fotelu i obiecywała sobie w głębi duszy, że przy najbliższej okazji zabije tą sukę. Ktoś zapukał >

- Wejść < do pokoju weszła służka Miami młoda dziewczyna która była zawsze uśmiechnięta >

-List do Pana < Podała list gdzie była pieczęć imperatora. Był zdziwiony otworzył list i przeczytał, zrobił wielkie oczy.>

 

Drogi Ambasadorze

 

Musimy się spotkać Przylatuje za cztery dni. Dam Panu znać kiedy i gdzie się spotkamy

 

Podpisano Kelena Podróżniczka,

 

< aż mu się słabo zrobiło. Spodziewał się że prędzej do niego sam Garok napisze a nie była Imperatorwa>

- Czy coś nie Tak Panie < głos był szczerze zatroskany >

- Przynieś mi mocną kawę < powiedział miłym tonem do dziewczyny. Miami wyszła z pokoju, a Ambasador usiadł przy biurku. Może to że Kelena chce się spotkać nie jest złe, może ona mu pomoże. Ale będzie musiał to dobrze rozegrać >

 

** **

< Aleonor czuła się wyjątkowo obco na własnym okręcie unikała jak mogła Króla Olana I z wiadomych powodów, chociaż król, pomagał jej bo tez ją unikała. Ale drugą osobą która musiała unikać to Kapłankę Elaie i jej przydupasa, kobieta działała jej na nerwach, jej ten wyniosły ton i patrzenie z góry. Przez większość udawało się aż do wieczora gdzie musiała jeść kolację oficerami i dygnitarzami w tym kapłanką. Mimo że nie trawiła kobiety, musiała przyznać, że jest użyteczna, wczoraj poinformowała wszystkich na kolacji, że Imperium do Adorii wysłało Lekki Krążownik na którego pokładzie by sama Kelena Podróżniczka. Od tego momentu Aleonor myślała nad sytuacją w jakiej się znalazła. Bo jeżeli chociaż połowa tego co słyszała o tej kobiecie jest prawdą, to sytuacja się zmieniła. Każdy wiedział, że Kelena jest wykształcona w różnych dziedzinach nauki w tym taktyki, to jeszcze jak wierzyć plotką była powietrznym korsarzem i skutecznie gnębiła okręty Ludzi Północy, i Królestwa. Problem był jeszcze inny Olan I był flagowym okrętem królestwa i mógł samodzielnie operować, ale starcie z dwoma okrętami imperium, będzie cholernie trudne. Niszczyciele są zawsze niebezpieczne bo są zwrotne i mają dobrą siłę ognia ale lekkie krążowniki, mają dobre opancerzeni i siłę ognia, i mają te swoje skoczki na pokładzie. Jedyne szansę na przetrwanie starcia to wyeliminować jeden z dwóch okrętów. Aleonora się jedno zastanawiało kto jest szpiegiem Kapłanki. Miała swoje podejrzenia Otwarły się drzwi do sali narad na okręcie i do pomieszczenia wszedł sztab okrętu w tym Major Henrietha, kobieta dostała rangę wyżej tym czasowo i grzecznościowo, bo była zasada na na okrętach że nie może być dwóch kapitanów. Bo kapitan okręt może być jeden.

- Oderwałam was od waszych zająć, podejrzewam że już słyszeliście ale w naszym kierunku leci Lekki krążownik Imperium < po sali przeszedł pomruk zdziwienia > - Majorze jak stan naszych Twaleyów < Kobieta się wyprostowała jak struna słysząc jak kapitan ją wyrwał do odpowiedz >

- Mamy cztery pełne skrzydło, to jest czterdzieści jednostek. Załogi są gotowe i zwarte do walki < Kapitan kiwnęła głową >

- A jak Pani synchronizacja z nowa partnerką < kapitan podniosła wzrok na Henrhietje > - Wiem że nie wszystko jest dobrze < Major aż zamurowało, ale Henrhietha nie znała tak dobrze Kapitan jak inni, którzy wiedzieli, że Aleonor zawsze wiedziała co się dzieje na okręcie, i zawsze to co było związane z działalnością okrętu mówiła w prost i publicznie jak musiała. Nie dlatego by kogoś upokorzyć, to była jej forma troski>Majorze proszę nie brać tego do siebie, ale chcę wiedzieć czy szef pilotów poleci do walki czy będzie dowodził z mostka >

- Pani Kapitan robimy co w naszej mocy aby synchronizacja zadziałała.< Kobieta gdy mówiła to miała czerwone uszy>

- Mam nadzieje że Pani się uda <ze słów kapitan biła szczerość> - A jak napęd

- Pani kapitan napęd śpiewa jak nigdy, brak usterek< słowa wypowiedział barczysty mężczyzna> Żagle są nowe, ale odradzam bój zbliżeniowy, bo w przeciwieństwem do imperialnych nasze żagle są drewniane więc zniszczyć je jest łatwo. Taka sugestia Pani kapitan, proszę zejść na trzy czwarte mocy. Bo inaczej usmażymy magiczne cewki, a wymiana ich to co najmniej dzień. Na czwartym pokładzie gródź się nie domyka, wyśle dziś jeszcze załogi, naprawcze < mężczyzna co miał do powiedzenia powiedział. >

-Dobrze jak wrócę na mostek wydam rozkaż przejścia na trzy czwarte. Czy załogi abordażowe są gotowe

- TAK JEST MEAM <Wywrzeszczał starszy sierżant sztabowy, facet który miał metr sześćdziesiątwzrostuu i był krępej budowy ciała, miał zazwyczaj wywrzeszczał odpowiedz > - CIĄGLE TRENUJEMY MEAM < Aleonora wiele razy mówiła mu, że nikt nie jest głuchy, ale on już tak miał >

- Systemy ogniowe < mówiąc to placem starała się pozbyć dzwonienia w uszach po krzykach sierżanta >

- Sprawne, ale przydało by się strzelanie próbne < głos był chropowaty jak piła w tartaku, a jego właścicielem kobieta o siwych włosach >

- Dobrze, jak wlecimy w kanion odda pani salwy < siwa kobieta się uśmiechnęła słysząc że postrzela >

-Dobrze Panie i Panowie wracajcie do swoich zajęć Rozejść się<Kapitan wyszła jako ostatnia i udała się na mostek >

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania