Drogi Triath część 30 Pierwsze grzmoty burzy

** **

*

Baltazar nie zdążył zareagować kiedy Astrid ruszyła z kopyta na tą drugą kobietę, zazdrościł jej tej werby i energii do walki, ale z drugiej stron, to było nie rozsądne jeżeli wierząc że tamta jest zabójcą z Taraka . Było słychać szczęk metalu, kiedy siekiera się spotkała z krótkim mieczem, kobiety się mocował, jedna chciała przepchnąć drugą i zdobyć przewagę. Astrid górowała siłą nad swoją rywalką i kobieta zaczęła się powoli cofać, robiła to z wielkim trudem ponieważ jej nogi grzęzły w błocie. Stary Młyn kiedy jeszcze działał drogi do niego były remontowane ba nawet utwardzane, ale to było jakieś trzydzieści lat temu teraz, było w nich więcej dziur w serze, i wystarczył deszcz aby dziury zamieniły się w bajoro. Rudowłosa wyszczerzyła się uśmiechu i z całej siły naparła na zabójczynię.

 

*

Kilkanaście metrów dalej dwie postacie które przez cały czas śledziły Baltaza i resztę obserwowały walkę dwóch kobiet. Mistrzyni bacznie się przyglądała temu mocowaniu, obie Panie wzięły się klincz i zablokowały swoje bronie.

– Mistrzyni ta młoda dziewczyna ma przewagę i wygrywa – Młodsza dziewczyna stwierdziła to co w istocie widziała.

– W istocie moja uczennico ale?

– Jakie ale?

– Może ma przewagę, teraz ale brak jej doświadczenia w walce tak silnym przeciwnikiem jak ta, spójrz, może ta druga jest w defensywie, ale ona czeka na dobry moment do ataku. Spójrz na nogi tamtej drugiej. – Dziewczyna spuściła wzrok na nogi zabójczyni, i dopiero teraz zauważyła, że ta kobieta szykowała się do skoku, młoda dziewczyna poczuła jak pierwsze krople spadł na jej ubranie, pierwsze krople były delikatne, najpierw spadły pierwsze pojedyncze krople jedna druga trzecia i kolejna, kropel było coraz więc, w tle było słychać pierwsze grzmoty i pierwsze błyski. Burza się nasilała z każdą chwilą.

– Mistrzyni może pomożemy im

– Nie moja uczennico. Za nim zapytasz czemu odpowiem ci na te pytanie. Nie przeszkadza się walczącym, to nie honorowe, kiedy one walczą między sobą jest to walka między nim nie zareagujemy, do puki pojawi się jakaś trzecia siła – Głową pokazała tych co byli za kobietą z mieczami widać było że szykują.

 

*

Grupa zakapiorów była z konsternowana tym, że Panie się na siebie po prostu rzuciły jak ciekłe psy walczące o kość, ich mocodawczyni widać było była w defensywie i to mocnej a ta dziwna rudowłosa kobieta szła w tak niczym taran. Bardziej doświadczeni bandyci podziwiali obie Panie jak ze sobą walczą, ale to nie trwało długo od ich lewej strony powoli zbliżała się grupa strażników miejskich , każdy z nich miał rynsztunek bojowy, stalowy hełm na głowie, i kolczugę i oczywiście drewniane pały, dłoniach a przy spodniach przymocowane miecze tak na wszelki wypadek, zadaniem strażników nie było mordowanie ludzi, ale raczej łapanie i stawianie przed obliczem sprawiedliwości straż szła z w szyku kolumny było ich około dwudziestu.

– Patrzcie straż – rzucił jeden z tyłu – Cholera dużo ich jest – po chwili dodał.

– Na co czekasz aż cię złapią – rzucił kolejny – W nogi. Nie wiem jak ty ale ja nie ma zamiaru gnić w więzieniu za walkę ze strażnikami dobrze będę mógł sobie gardło poderżnąć.

– Strach was obleciał – Najwyższy z nich i najbardziej masywny, który w dłoni dzierżył maczugę – Jak się ich nie boję – Wyszczerzył się uśmiechu niczym drapieżnik polujący na ofiarę – Nasza mocodawczyni chonie nas wynagrodzi – Bandziory spojrzały po sobie i doszli do wniosku w kupie siła w sile kupa, każdy z nich wyciągał jakiś oręż od sztyletów pał drewnianych poprzez miecze topory i ruszyli biegiem w kierunku nadchodzących strażników miejskich na sam początek wysofrował się wielki gość z maczugą w dłoni w szedł strażników jak taran machnął maczugą , którą miał w dłoniach na odlew, niestety jeden ze strażników nie miał szczęście i otrzymała cios prost w brzuch siła uderzenia była tak wielka , że nieszczęśnika wyrzuciło do góry. Było słychać jęk tylko i rzężenie strażnika który dostał cios. Obie grup się zwarły walcząc ze sobą, było słychać, jak drewniane pałki uderzają o inny oręż. Kotłowali się na małej powierzchni wszyscy. Ktoś jękną komuś z korpusu wystawał sztylet. Deszcz coraz mocniej zaczął padać na wszystkich. Ten z maczugą stał się rosochoczony pierwszym sukcesem jakim było trafienie jednego ze strażnika. Baltazar nie mógł dłużej czekać ludzie za których był odpowiedzialny walczyli z bandytami, a on zamiast im pomóc to stał jak kołek i przyglądał się ja dwie niewiasty ze sobą walczą. Nie miał broni mógł tylko polegać na swoje technice wiedział że największym zagrożeniem dla jego ludzi stanowi ten dryblas z maczugą .

-Ty – Wskazał na faceta z maczugą – Odłóż broń i się poddaj a nie zrobię tobie krzywdy – Wielki drab wyszczerzył się w uśmiechu

– Mikrusie chcesz zemną walczyć – Drab zamachną się maczugi na odlewa aby trafić tylko Baltazara ale ton odskoczył nie bez trudu, nie miał już tyle lat co kiedyś to i refleks nie ten sam. Protektor spojrzał na przeciwnika był od protektora wyższy i masywniejszy. W jego działaniu nie było żadnej strategii walił na odlew, Baltazar musiał odskakiwać i wykonywać uniki, żałował że nie zabrał ze sobą żadnej broni dłuższej, miał swój nóż, ale walka noże przeciwko takiemu przeciwnikowi, nie miała większego sensu. Baltazar analizował technikę i strategię przeciwnika, która była bardzo prosta, walenia na odlewa do przodu jak taran. Mężczyzna zadał cios maczugą z góry, tak jak by chciał wbić Baltazar a w ziemie. Protektor podniósł swoje dłonie i chwycił maczugę która leciała na jego głowę , zatrzymał ją tuż przed głową, aż jego nogi stróża prawa ugięły się pod nim siła była bardzo duża , przygryzł wargę. Zobaczył na twarzy draba zaskoczenie, że ktoś powstrzymał jego atak maczugą

.

*

Othi nie była wojowniczka walczyć nie umiała nic a nic zastanawiała się co ona tu robi, obserwując to co się dzieje wokół niej kilku rannych strażników leżało, i jęczało z bólu, głównie ci którzy dostali cios maczugą od wielkiego draba. Othi postanowiła, że nie będzie przeszkadzać w walce i wskoczyła w mały dół, tam s szybko otworzyła, swoją torbę i szukała opatrunków i maści znieczulających własnej roboty. Othi podniosła głowę gdy nad nią pojawił się cień który przeleciał nad nią. Dziewczyna już miała zawał serca i żegnała się z życiem, ale cień który przelaciał nad nią była to Luśka, która dostała jasne polecenie od swojej właścicielki masz chronić tą dziwną zielarkę. Chociaż wilczyca jeszcze czuła żal do zielarki o ogolenie prawie na łysą palę, ale miała zamiar słuchać swoją właścicielkę i tam gdzie ta nieszczęsna zielarka to tam i wilczyca. Dziewczyna się cieszyła, w duchu, że miała u boku wilczycę która jak by nie patrzeć była wielkości małego konia pociągowego z wielkim zębami. Obok dziewczyny leżał jeden ze strażników, który jęczał z bólu, Othi go znała był to młody chłopak którego zawsze widywał z Baltazarem, a teraz on leżał na ziemi i pluł krwią, był jednym z nieszczęśników którzy oberwał maczugą. Dziewczyna wzięła głęboki oddech raz kozie śmierć, zaczęła się powoli czołgać do chłopak, nie miała ochoty na walkę czy ktokolwiek ją za uważały, ale należało pomóc nieszczęśnikowi. Zielarka nie wiedziała, że w torbie miała pasażera na gapę , Puszka, który w myślach dodawał sobie odwagi. „Vercia jesteś odważna cały świat należy do ciebie, nikt ciebie nie powstrzyma, bo jesteś wspaniałym chowańcem, wyjdziesz z tego żywa”Nie dodała w wyjdziesz żywa albo jako skórka na pasek. Dziewczyna się powoli doczołgała się do nieszczęśnika

– Nic ci nie jest Młody – To było głupie pytanie, ale takie tylko przyszło Othi do głowy w danym momencie. Wokół niej trwała teraz za żarta walka było słychać jak metal uderza o metal, okrzyki radości ból, wyzwiska, oraz groźby rzucane jednych wobec drugich

– Nie mogę oddychać.

– Gdzie ciebie boli?

– W okolicach brzucha – młody chłopak rzęził bardzo mocny. Othi dłońmi powoli macała chłopak ściskając to brzuch to biodro chłopak. Mocniej nacisnęła na na żebra chłopak.

– Auuuuuuuuuuuuuuu!!! – Chłopak krzyknął z całych sił czując jak dziewczyna naciska go w najbardziej bolące miejsce.

– Chyba masz złamane żebra a przynajmniej stłuczone i to bardzo mocno – tu nic nie mogła poradzić. Otworzyła pojemniczek z maścią – Może piec – nałożyła maść na swoją dłoń i i zaczęła wcierać w obolałe miejsce. Chłopak syczał z ból, czując jak maść zaczęła działać czuł na samym początku chłód ale ten przyjemny orzeźwiający chłód zamieniał się w ciepło, aż poczuł żar – Musisz wytrzymać – zaczęła opatrywać ranę powoli bandażować największe miejsce stłuczenia, kiedy już zakończyła przez chwilę podziwiała swoje dzieło Kiedy usłyszał skowyt Luśki, obróciła się i zobaczyła jak mężczyzna który wzrostem dorównywał Baltazarowi trzymając wielki młot w dłoni zadał cios wilczyc dobrze za ta próbowała odskoczyć więc cios nie był aż tak mocny, bo inaczej Luśka była już martwa. Othi zerwała się na równe nogi, ale nie miała szczęście facet ubrany jak jak grabarz czarny surdut biała twarz jak by cierpiał, na bielizm skóry, wysoki ale bardzo chudy mężczyzna czarne usta, na szyii miał drewniany krzyż w okręgu, Othi od razu rozpoznała ten symbol, to był znak nekromantów, podniósł Othi za ciuchy do góry

– Kogo my tu mamy – wysyczał ten z młotem.

– Wygląda na medyka i to zdolnego – głos tego który wyglądał jak grabarz mył dudniący i bardzo chłodny i zimy, mężczyzna się uśmiechną pokazując swoje żółto zielone zęby.

 

*

Kilka minut wcześniej

 

Dwie postacie przemykały po dachach miasta było to szybszy transport, niż by biegli ulicami, na których byli ludzie, a im się bardzo spieszyło, byli spóźnieni, a raczej jeden z nich wyczuł niebezpieczeństwo, w którym znalazła się ich siostra z zakonu Taraka.

– Szybciej – człowiek który miał młot na plecach poganiał swojego kolegę który biegł za nim. Człowiek w czarnym surducie był nie proporcjonalnie wysoki długi chude nogi jak u jakiegoś owada, miał lekkie trudności z poruszaniem się po dachach biegnąc za swoim kompanem.

– Wiem – odpowiedział szorstko, na szczęście jego towarzysz nie wiedział skrzywienia twarz.

– Nasz siostra jest w niebezpieczeństwie. Czuję jak zbliżają się do niej co kilka źródeł energii trzy z nich, naprawdę są bardzo silne. Aż nie mogę się doczekać kiedy zasmakuje w ich energii życiowej

– Jesteś obrzydliwy – mężczyzna w surducie rzucił.

– Powiedział nekromanta – Po tych słowach było słychać śmiech który raczej przypominał rzężenie. Mężczyźni nie widzieli, za po ulicach ktoś biegł za nim zerkając co jakiś czas na dachy. Była to o białych włosach, w czarnej sukni, kobieta klnęła w duchu, bo bieganie w sukni w butach na lekkim obcasie nie był dobrym pomysłem, ale gdy tylko ta dwójka ją minęła na moście wiedział, kim oni są czuć było od nich odór śmierci, a to oznaczało, że powoli do miasta przybywają wszyscy, którzy mają coś odegrania w tej historii. Biegnąc co jakiś czas zerkała na dach, gdzie im się tak śpieszy, sięgnęła do kieszeni swojej sukni i wyciągnęła sakiewkę a w miała, specjalne kulki ziołowe, które przez jakiś czas zwiększały szybkość siłę refleks, oczywiście taki specyfik miał swoje minusy, osłabienie organizmu. Nie teraz jeszcze nie czas, dobrze że mieszkała w Adorii przez tyle lat więc wiedziała gdzie ta dwójka zmierza do starego Młyna miejsca, gdzie robiono najbardziej czarne interesy jakie można było robić. Ale co ich tam gna, prawie wpadła na przechodnia, co kolwiek ich tam gna muszę się skupić bo inaczej wpadnę na kogoś. Co kolwiek ich tam gna niedługo się przekonam. Dwie postacie zeskoczyło z ostatniego dachy wykonując przewrotkę do przodu i ruszyli dalej

– Czy twoi przyjaciele nam pomogą – Ten z młotem odezwał się po chwili kiedy biegli przez pole najszybsza droga do Młyna.

– Moi Przyjaciele czekają tylko na mój rozkaz – chudzielec się odezwał i zaczął coś mamrotać pod nosem>Może nie będą musieli nam pomagać

-Optymista – obie postacie dobiegały właśnie do Starego Młyna, im oczom okazało się już pole bitwy, grupa strażników walczyła z najemnikami i innymi szemranymi typami z pod ciemnej gwiazdy, ale nie tylko to, jeden z nich zagwizdał kiedy Baltazar zatrzymał dłońmi maczugę nad swoją głową to robiło rażenie

– Dobry jest

– Powiedział bym że niebezpieczny – mężczyzna w surducie przyglądał się walce. Zrobił to z taką łatwością>

– Masz racje widzę że przeciwnik jest zacny.

– Nasz siostra jest tam – tu obaj byli bardzo zdziwieni widząc jak ich siostra walczy z jakąś rudowłosą młodą dziewczyną która jak by nie patrzeć zdobyła przewagę na Arlekinem – Nie radzi sobie nasz siostra

– Masz racje - Ten z młotem się wyszczerzył i miał właśnie ruszyć Lalko z pomocą kiedy się obrócił w kierunku i zobaczył jak Othi kogoś opatruje – Co za smakowita energia muszę ją skosztować. Chodź bracie pomożesz mi – Obaj ruszyli w kierunku Othi, na drodze ich stanęła Luśka Wilk Północy który prawie powalił mężczyznę w surducie.

– Uważaj Grabarzu.

– Co to za bydle Młocie?

– Podejrzewam że Wilk – mężczyzna zdjął ze swoich pleców młot i wykonał zamach, ale nie trafił Luśka odskoczyła, ten atak spowodował że wilczyca postawiła uszy na sztorc obnażyła swoje zębiska i nie czekała długi na zaproszenie i skoczyła na tego z młotem ten ledwo zablokował jej atak, wilk chwycił trzonek młota i zaczął go szarpać z całych sił, mężczyzna nie mógł utrzymać swego orężu, ale udało mu się zadać kopnięcie, było słychać warknięcie, a samo zwierze puściło, mężczyzna zadał cios na odlew nie przemyślany, ale skuteczny bo broń trafiła boleśnie w korpus wilka który za wył. Zielarka odwróciła się i została pojmana.

 

*

Postać w czerni weszła w krainę cienia która jak zwykle wyglądała nie przychylnie dla żyjących istot żywych każdej istoty żywej, lekkie szare linie pokazywały drogę która musiał iść wojownik cienia. Lepiej było nie schodzić z szarej ścieżki, bo poza ścieżką czaiły się bestie cienia, które zawszę czaiły się przy szarych ścieżkach. Postać która przemierzała przez cień była wściekła sama na siebie, jak mogła się tak podejść, temu cieniowi. Podpisała cyrograf można powiedzieć , teraz będzie musiała raz na jakiś czas oddać swoje ciało, demonowi cienia w który, żyje w ciele odkąd pamiętał i jeszcze nie będzie mogła go uśpić więc złamie dane sobie słowo, że już nigdy nie będzie wojownikiem cienia, ale nie miała wyboru, osoba którą obiecała sobie kiedyś że będzie chroniła swojego pracodawcę, a ma przed kim, zabójcy Taraka, do tego cała ta zabójczyni, osoba o imieniu Kelena kim kolwiek ta osoba jest, ale jeżeli ta kobieta zagrozi jej pracodawcy, ona nie zawaha się i zabije tą całą Kelenę. Jak mogła dać się tak pod puścić, lekko ścieżka skręcała lekko w bok, było słychać, w oddali wycie bestii cienia. Plan był prosty, zabije tą zabójczynie i przyniesie głowę tej dziwki swojemu pracodawcy, a potem powie mu prawdę kim jest albo znienawidzi mnie albo, zaakceptuje, jak znienawidzi to trudno, ale jeżeli zaakceptuje będzie się cieszyć. Nie ważne od tego jak się to potoczy, będzie błagać swojego pracodawcę aby uciec z tego przeklętego miejsca jak najdalej od nadchodzącej burzy, która się zbliża coraz większymi krokami. Wtedy gdy obserwowała tą cała zabójczynię i zajście koło rzeźnika czuła jak by ktoś przyglądał się czuła czyjeś spojrzenie. Nie miała wątpliwości, że ktoś obserwuje ale jak, pewnie jakiś magiczny artefakt, który umożliwia takie widzenie

– Widzę że różne myśli zaprzątają ci głowę i z tego co widzę będę miał dużo robot – głos w głowie wojownika cienia się odezwał.

– Nie odzywaj się nie proszony

– Jak oschle a jesteś skazany na mnie czy się podoba czy niebezpieczeństwie

– Wiem, pozwól mi pomyśleć w samotności

– Chciałbym, ale nasze umysły są połączone, więc widzę słyszę twoje myśli i brak ci koncentracji, a to walce może się tobie bardzo zemścić. Martwię się o ciebie, dzielimy ciało i wolał bym sobie po żyć a nie zginąć od tak.

– Co za empatia

– Możesz sobie być tak cynicznie mówić, ale wież mi nie zależy mi na śmierci. Lubię twoje ciało i w nim mieszkać

– Cieszę się że sprawiam ci przyjemność, bądź tak miły i zostaw mnie z moimi myślami – głos miał coś jeszcze dodać, ale postanowił że ugryzie się w swój nie cielesny język. Wojownik cienia zbliżał się do celu wyjścia znał ten cień była to zabójczyni i ktoś jeszcze druga osoba, znała tą osobę spotkała się z nią jakiś czas temu, będzie ciekawie powiedziała sama do siebie zbliżając się do wyjścia gdy była już przy nim wyszeptała – Z cienia

 

*

Astrid i Lalko mocowały się, żadna nie chciała dać za wygraną. Laik mógłby powiedzieć, że jest pat między tymi dwoma paniami, ale nic bardziej mylnego, zabójczyni mocno się zaparła nogami, czekała na dogodny moment i wyczekała go, na ułamek sekund Rudowłosa zmniejszyła nacisk. Zabójczyni wybiła się z obu nóg i wykonała ciecie z bogu. Kobieta Północy odskoczyła i klęła w duchu, że dała się podejść tak łatwo, ale chciała zmienić pozycję a to wiązało się to z ryzykiem, które się nie opłaciło, ponieważ odskoczyła od swojego celu,a poczuła pieczenie w okolicach ramienia, spojrzała na swoje, zobaczyła że ma rozcięte ramię z którego płynie stróżka krwi, dziewczyna tylko się uśmiechnęła lubieżnie wargi, wiedziała teraz, że ta walka będzie bardzo ciekawa, a i przeciwnik jest wymagający dawno nie miała takiego wymagającego przeciwnika.

– Co tak się uśmiechasz, to dopiero początek – Zabójczyni nie uszedł uwagi uśmiech kobiety – Po kroję ciebie jak rzeźnik świnię

– Na razie idzie to tobie słabo, ale spróbuj szczęścia – Astrid wiedziała że teraz przeciwnik będzie teraz atakować jej ramię, bo ona sama by tak zrobiła. Zawsze się atakuje tak gdzie jest rana. Lalko co jakiś czas zerkała na ramie swojej oponentki, nie była zadowolona, normalnie przy takim manewrze jej przeciwnik w najlepszym razie nie miał by już ręki, a w optymistycznej wersji oczywiście dla zabójczyni dziewczyna już by nie żyła. Ale musiała przyznać że ta rudowłosa smarkula jest dobra w walce, i wiedziała jak walczyć z silniejszym od siebie jej strategia była prosta opierała się na prostej brutalnej sile, co zabójczyni odczuła mocując się z dziewczyną, czuła ten napór to, że musiała się cofać, czuła ból w swych ramionach blokując tą dziewczynę. Innymi słowy miała krzepę jak facet, była by doskonały nabytkiem dla zakonu Taraka, z prostego powodu, była już wyszkolona i potrafiła walczyć chociaż brak jej było finezji walcem, ale czasami trzeba się zdać na prostą prymitywną walkę, niż na finezję.

– To się zmieni moja droga – Zabójczyni dopiero teraz zauważyła, że przybyli je bracia z Taraka – Jeżeli jakimś cudem uda ci się mnie pokonać, to oni ciebie dopadną. Moi braci – Jednym z ostrzy wskazała na dwójkę która się przyglądała walce, a ich twarze nic nie wyrażały, był niczym kamienne maski, ni było widać nic po nich.

– Wiesz jak mnie zmotywować do walki – Astrid od razu odpowiedziała i spojrzała na na dwójkę która stała niedaleko, i aż się oblizała widząc ich, emanowała od nich tak pewność siebie, że dziewczynie na samą myśl o starciu z tą dwójką przeszły ciarki po grzbiecie. Sama myśl o walce z nimi Rudowłosa po prostu się podnieciłam, i uśmiechała się pokazując, swoje zęby w uśmiechu, niemalże szaleńczym. Ale aby walczyć z nimi najpierw musi pokonać pierwszą przeszkodę zabójczynie która była tuż przed nią, a już się przekonała, że to nie będzie takie łatwe jak jej się wydawało, musiał przyznać że ten cały Protektor miał racje co do jednego, że ci zabójcy z Taraka to naprawdę silni przeciwnicy i ich łatwo nie będzie pokonać o czym się teraz się przekonała. Nie obserwowała otoczenia, gdzie zbiry walczyli ze strażnikami było słychać jak bronie uderzały o siebie, bandycie starali się przebić i uciec spod Starego Młyna. Ona nie miała czasu aby przyglądać się jak walczą inni, musiała się skupić na swoim celu a była nim ta zabójczyni, która już w Karczmie Smoczy Ogon szukała guza , więc go znajdzie – Na co czekasz pewność ciebie opuściła moja droga.

– Widzę Rudowłosa, że chcesz się spotkać za śmiercią – Zabójczyni przyjęła pozycje do ataku , spojrzała jeszcze na nogi swojej oponentki, widziała, że tamta nie ma zamiaru się bronić i jest gotowa do ataku, tak samo jak ona.

– Dość tego pitolenia – Rzuciła ostro Astrid i ruszyła w kierunku Lalko, kobieta też nie miała zamiaru się tylko bronić i też ruszyła, obie miały zadać cios.

-Z cienia – Było słuchać broń Astrid i broń zabójczyni uderzyły o czarne ostrza niczym najciemniejsza noc a między nimi stał wojownik cienia jego oczy były białe a ciało wyglądało jak falująca czarna flaga, obie miały zdziwione miny, żadna nie spodziewała się takiego obrotu sprawy.

 

*

Baltazar trzymał nad głową maczugę, mocowała się z drabem. Protektor się tylko usmiechną się tylko i odrzucił na bok, opuścił jedną z swoich dłoni opuścił w okolice brzucha i wyszeptał.

– Etheryczne uderzenia – Wielki drab poczuł falę w okolicy brzucha i zakołysała się na swoich nogach trudno było mu złapać powietrze, Baltazar chwycił maczugę, i złamał ją w uderzeniem maczugę i odrzucił ją na bok – To już nie będzie tobie potrzebne teraz po walczymy na poważnie – Spojrzenie Protektora było zimne, widział co się stało z jego ludźmi i nie chciał odpuścić temu facetowi.

– Zabiję ciebie – Wielki drab wycedził kołysał się na nogach, zacisnął swoje pięści, splunął na ziemię i ruszył na Baltazar, zadał jeden cios potem drugi cios. Protektor parował ciosy na bok, zbijał, szukał swoje szansę na tak, badał swojego, przeciwnika, źle go ocenił, nie był tępym osiłkiem, był na pewno silny i umiał walczyć i umiał używać swojej siły, umiał markować swoje ciosy, dwa razy Baltazar nie mal dwa razy nie oberwał potężnego ciosów. Mężczyzna napierał coraz mocniej i coraz szybciej, protektor się cofał, wykonując tylko uniki, ale to była jego strategia skupiał swoją energię życiowa by zdać jeden trafny cios i pokonać tego draba. – I gdzie ta walka na poważnie – Mężczyzna uśmiechnął się złowieszczo do Baltazara, mężczyzna nic nie odpowiedział, a ten drugi wykonał cios, ale Baltazar odbił ten cios ale przeciwnik zadał mu drugi prosto w nerkę, protektor to poczuł, przygryzł lekko wargę czując ból w okolicach nerki. Mężczyzna ruszył na Protektora, on sam odskoczył w bok prawie tracąc równowagę. Drab się obrócił i wtedy poczuł cios pięscią w szczękę aż się za kołysał się na swoich nogach, Baltazar postanowił iśc za ciosem zadał kolejny cios i kolejny, na szczękę faceta, ale drab niczym skała, przyjmował cios za cios, Protektor stała się sprzedać haka ale wielki drab chwycił za rękę Baltazar i go odrzucił w bok i ruszył na niego w barkiem, Baltazar poczuł ten atak aż za syczał z bólu, ale był z byt doświadczony walce jeden na jeden i uderzył kilka raz mocniej mężczyznę, aż ten go puścił. Baltazar nie zamierzał dawać tamtemu drugiej szansy na kontratak cofnął swoją rękę do tyłu, i gdy tam ten ruszył ponownie ruszył na Protektra.

– Podwójne Ettheryczne uderzenie. – dłoń Baltazara uderzyła w korpus mężczyzny a ten poleciał do tyłu jak byłby szmacianą lalką. Sam protektor kołysał się na swoich nogach, ten atak sporo go kosztował sił witalnych, czuł lekki zawroty głowy dwoiło mu się w oczach, potrząsnął głową, aby wróciła mu ostrość widzenia, jego przeciwnik leżał niczym pień drzewa na ziemi i się nie ruszał, trudno było nawet stwierdzić czy oddycha. Uderzenie o ziemię było tak głośne że dwaj zabójcy z Taraka się obrócili słysząc hałas i spojrzeli się po sobie

– Bardzo silny jest człowiek

– W istocie

– Konsumuj jej energię życiową i się musimy nim zając – Ten w surducie zwrócił się do tego z młotem.

– A chciałem się delektować posiłkiem – Otworzył swoje usta z nich powoli wychodziło coś przypominającego węża ale zamiast głowi miał ostry metaliczny szpikulec. Mistrzyni i uczennica też obserwowali walkę między Protektorem a wielkim drabem. Mistrzyni zerknęła na dwóch jegomości którzy byli przy Othi, wyczytała z ruchu ich ust co zamierzają zrobić.

– Uczennico szykuj się do walki, masz zrobić co ci powiem – Ton kobiety był bardzo poważnym rzadko się zdarzało, żeby jej mistrzyni miała taki ton – Ja ruszę na tą dwójkę a ty tym czasem odciągniesz tą dziewczynę nieco dalej masz jej bronić zrozumiałaś.

– Tak Mistrzyni – dziewczyna zawahała się – Ale mistrzyni pomogę tobie walce. – Wtedy zobaczyła jak jednemu, z tych mężczyzn coś wychodzi z ust i to nie był ładny widok aż zrobiło jej się po prostu nie dobrze.

– Nie – Słowo to było wypowiedziane stanowczo – Oni – Mistrzyni wskazała głową na dwóch mężczyzn – To nie twoja liga. Podejrzewam, że moja też ale z dwojga z nas ja mam większe szansę na walkę z nimi niż TY – Mistrzyni powoli wyciągnęła swoją katanę, przejechała dłonią coś mówiąc>刀片是盾牌。 盾牌是一把刀 (Ostrze jest tarczą. A tarcza jest ostrzem ) Na ostrzu po tych słowach pojawiła się aura koloru szkarłatu – Pomożesz tamtej dziewczynie – wskazała na Othi, która była w potrzasku>

 

*

Othi próbowała się wyrwać ale nie dała rady, starała się wyrwać z całej siły, uderzała swoją dłonią o dłoń napastnika, ale nie dawała rady. A gdy zobaczyła, jak jednemu, z nich wychodzi coś z ust aż się przeraziła aż krzyknęła. Ten krzyk usłyszał puszek siedzący w torbie w, chowaniec wychylił łebek z toby i zobaczył, że jego Pani jest w tragicznej sytuacji. Puszek nigdy nie był wojownikiem czy bohaterem, co mam zrobić jak jej nie ochronię moja właścicielka mnie zabije i to dosłownie, a przynajmniej przerobi, na jakiś specyfik. Vercia jesteś silna pokonasz zło, Puszek syknął i wybił się z torby, otworzył swój puszczyk i wbił, swoje żeby w nadgarstek tego co trzymał Othi.

– Auuuu Cholera co to jest – mężczyzna w surducie spojrzał na swoją dłoń i zobaczył jak w jego dłoń wbił się wąż, puścił dziewczynę i zaczął machać ręką. Od tego machania ręka aż Puszkowi zakręciło się w głowie i puściła dłoń i poleciał do góry – Ja latam – puszek powiedział w myślach do siebie i spojrzała w dół i zobaczyła jak ten którego ugryzła wyciąga dłoń aby pochwycić chowańca. – Ja zaraz zginę – Puszkowi po raz drugi w ciągu dnia przeleciało całe życie przed oczami, od jajeczka aż do dnia dzisiejszego. Mężczyzna miał już złapać Puszka, chowaniec poczuł że został złapany poczuł coś mokrego, był to pysk Luśki która wyskoczyła i przechwyciła Puszka, ale Vercia nie miała zamiaru siedzieć w pysku wilczycy i szybko wypełzła z niego i skierowała się na korpus wilczycy, sama Luśka stanęła między Othi a dwoma mężczyznami, wyszczerzyła swoje zębiska warczała z całych sił, ale Puszek nie był samobójcą swoje zrobił i teraz powoli ześlizgną się z Luśki i szybko pełzł do swojej bezpiecznej torby. Othi gdy została puszczona upadła na tyłek ale wykorzystała sytuacje i od razu wstała na nogi i zaczęła cofać się.

– Zostaw ją później się nią pożywisz – Mężczyzna w surducie rzucił oschle masując swoją dłoń, może Puszek nie był jadowity, ale miał pewną zdolność potrafił usuwać swoje kły wężowe i taj dwa żeby Puszka tkwiły w dłoni Grabarza jednego z zabójców Taraka, powodując ból i swędzenia – Musimy się zająć tamtym – Wskazał na Baltazara, który był osłabiony po ataku którym wykonał. Obaj zabójcy ruszyli w kierunku Baltazara.

 

*

Astrid mało co mogło zaskoczyć, ale tym razem jej oczy były szeroko otwarte a dziewczyna nie wiedziała co się stało, jej siekiery zostały zablokowane, przez, sama nie potrafiła określić co, jakieś czarne niczym noc miecze, które falowały, i wychodziły, jak by z ręki oponenta. Tego się nie spodziewała, więc to musi być wojownik cienia. Zabójczyni z Taraka też była zaskoczona, może nie miała tak otwartych oczu, ale widać po jej twarzy było, że nie tego się spodziewała, jej ostrza były zablokowane przez drugie czarne ostrze, a przeciwnik stał między nią a Rudowłosą i blokował obie Panie, Lako przełknęła ślinę widząc co się dzieje, ten wojownik cienia musi być bardzo silny, albo tak bardzo z determinowany. Dziwiło, ją jedno dlaczego ten wojownik cienia, nie poczekał na wynik walki, między ją a tą smarkulą tylko wkroczył teraz, łatwiej jej było dobić osłabionego przeciwnika, niż walczyć z pełni sił wrogiem. Wojownik cienie obrócił się w kierunku Astrid

– Do ciebie nic nie ma nie wtrącaj się – głos postaci był dudniąc i brzmiał jak by osoba wypowiadała się z dna samego piekła a oczy, lśniły żółcią jak u demona – Za to ty – spojrzała na zabójczynię z Taraka – Zginiesz dziś – Astrid coraz bardziej była w ściekła, ponieważ ktoś śmiała jej przerwać walkę to po pierwsze a po drugie, ktoś uważa że ona kobieta północnych ludów wyszkolony wojownik, przez najlepszych wojów swojego ojca nie jest godna walki, miała coś powiedzieć ale usłyszała jak wojownik w czerni – Owinięcie cienia

-Że co – Astrid jedynie zdążyła tyle powiedzieć kiedy wokół pasa Rudowłosej owinęła się jak by czarna macka mocną ją ściskają w pasie aż na chwilkę zabrakło dziewczynie tchu, macka wykonała ruch podnosząc dziewczynę do góry i machnięcie, i Astrid poleciała w kierunku drzwi starego młyna była może trzy sekundy w powietrzu leciała nie miała władzy nad swoim ciałem i poczuła uderzenie plecami o drewnianą ścianę uderzenie było tak silne że dziewczyn a w padła do środka. Musiała przyznać że to było bardzo bolesne doświadczenie, Astrid czuła jak w niej buzuje wściekłość, nikt, ją tak dawno nie upokorzył jak ta postać przed chwilką potraktował ją jak szmacianą laleczkę, zlekceważył ją i to był błąd za który zapłaci i to bardzo zapłaci. Martha Lalko, już miała pełen obraz sytuacji, więc wojownik cienia, przyszedł po nią a nie po tą smarkulę, lekko oblizała swoje wargi, nawilżyła je. Odskoczyła od wojownika cienia

– Popełniłaś błąd Cieniu, nic do ciebie nie mam, ale jak chcesz śmierci to ją znajdziesz tu i teraz – przyjęła pozycję obronną.

– Ale ja mam do ciebie i to wiele, nie będę się mściła za przeszłość, gdzie twój zakon wyrżną moich braci i siostry, chcę twojej śmierci aby kogoś ochronić, a ty tej osobie zagrażasz – Zabójczyni, nie wiedziała o co tej chodzi, komu ona niby zagraża, nie miała czasu o tym myśleć, rozejrzała się po polu walki, jej bracia chcieli wyeliminować tego wielkiego murzyna Protektora lub kim kolwiek on był, dobrze niech to zrobią, będzie jeden problem mniej. Nie miała czasu tego roztrząsać teraz, czekała ją walka z Wojownikiem Cienia. Postać w czerni, obróciła się tylko gdzie poleciała Rudowłosa, miała nadzieje, że dziewczyna odpuści sobie dalszą walkę, osobiście nic nie miała do kobiety z północy, i nie chciała z nią walczyć, ale jeżeli ta stanie jej na drodze, zabije ją bez wyrzutów sumienia, zrobi to i tyle. Spojrzała teraz na zabójczynię, na jej postawę ustawienie nóg, a więc czekasz na kontratak.

-Macki cienia – Z pleców wojownika cienia wystrzeliły cztery macki cienia w kierunku zabójczyni, wojownik cienia miał świadomość tego, że ten atak nic nie da, i miał racje zabójczyni odskakiwała w bok zygzakiem. Cień ruszył w kierunku swojego przeciwnika, jedna jej dłoń owijał cień który przypominał czarny niczym smoła miecz a na drugiej dłoni ukształtowało się tarcza. Shadow znalazł się tuż przy swoim celu i wykonał cięcie, ale przeciwniczka zablokowała jej atak, odbijając rękę w w praw i sama wykonała cięcie, ale wojownik cienia przyjął atak na swoją tarczą i zaczął się śmiertelny taniec.

 

*

Baltazara sporo kosztowało użycie podwójnego Etherycznego uderzenia, nie czuł się dobrze, kręciło mu się w głowie, a nogi miał jak z waty, spojrzał, na ciało, wielkiego draba które leżało bez życia, mężczyzna tamten miał otwarto, szeroko, oczy, ale Protektor, zobaczył, że klatka piersiowa draba unosi się górę i w dół, więc jeszcze żył. Baltazar nie miał zamiaru ryzykować aby on znów, kogoś zaatakował, postanowił, mężczyznę raz na zawsze wy eliminować na wieki. Protektor widział jak Astrid leci, na ścianę młyna, a więc pojawił się wojownik cienia, a więc celem Cienia nie była Astrid, ale ta zabójczyni tylko pytanie dlaczego, będzie musiał pojmać tego, wojownika cienia i przesłuchać go, ale nie będzie to łatwe, sam tego nie dokona, najgorsze było to, że tak jak się obawiał pojawiło się jeszcze dwóch zabójców z Taraki, tego się spodziewał, ale widział, jak jednemu coś z gęby wyskakuje i próbuje co zrobić, domyślił, że jeden z nich żywi się energią życiową swych ofiar. Tego jeszcze brakowało w całej tej chwili. Spojrzał, na wojownika cienia walczącego teraz z zabójczynią z Taraka, wyglądał to jak taniec, każdy ruch po obu stronach był bardzo przemyślane, nie było szarżowania, każdy atak był przemyślan, każdy cios precyzyjny tak samo jak obrona, żadna z tych dwóch kobiet nie zyskała żadnej przewagi. Będzie ciężko, i wtedy zobaczył cień zbliżający się do niego obrócił się i zobaczył jak dwaj zabójcy z Taraka ruszyli na niego ledwo odskoczył, ale poczuł jak sztylet tego w surducie przeciął jego skórę na w okolicach brzucha. Obaj mężczyźni wyszczerzyli się zabójczych uśmiechach

– Szybki jest Hamerze

– Zgadza się Grabarzu, coś to zakończyć – W dłoniach tego co się nazywał Grabarz a przynajmniej tak został przedstawiony, lśniły dwa sztylety z cortisu. Protektor oceniał sytuację i znalazł się w nieciekawej sytuacji, bez broni mógł tylko unikać ataków obu mężczyzn, Baltazar poczuł jak coś chwyta go za nogę spojrzał na ziemię i zobaczył jak zgniła dłoń chwyta go za kostkę.

– Będziesz pasował do mojej kolekcji – Grabarz wyszczerzył swój uśmiech jego żółte zęby były bardzo obrzydliwe – Bracie wykończ go ale nie rozwalaj jego głowy. Chcę mieć go w kolekcji – Ten z młotem wyskoczył do góry aby zadać cios w okolice barku. Młot świstnął a trzon młota zbliżyła się do tułowia Baltazara, i było słychać metaliczne uderzeni o coś, Była to katan która lśniła szkarłatem. Kobieta z mieczem zablokowała cios młotem

– Witaj Baltazarze – Melodyjny głos kobiety ociekał chłodem

– Caray? Baltazar był zdziwiony, że widzi tą kobietą, której nie widział już tyle lat.

– Później pogadamy – Kobieta odbiła młot do tyłu co zdziwiło oponenta, zrobiła to z taką lekkością, jak by ten młot był z papieru, wykonała szybki ruch w kierunku kostek, rozcinając zgniła rękę która trzymała Baltazara za kostkę – Masz – szybkim ruchem wyciągnęła z drugiej pochwy swój drugi miecz nieco krótszy i rzuciła w kierunku Baltazara, on sprawnie go chwycił.

– Jak za dawnych czasów przyjacielu – Kobieta spojrzała na Protektora, swoim zdrowym okiem, jej miecz lśnił szkarłatem.

– Co tu robisz?

– To samo co ty, ale nie czas na gadki szmatki, mamy problem , jak się domyślam. Panowie z Taraka prawda? – Obaj mężczyźni byli zdziwieni, że się pojawił ktoś jeszcze na polu walki.

– Twoja energia życiowa jest bardzo smakowita, bardzo ładnie pachnie będę się. Delektować – Mężczyzna z młotem skierował słowa w kierunku Caray. Ta tylko wzruszyła ramionami w życiu już nie takie przechwałki słyszała i co znią nie zrobią – Bracie już czas aby twoje zwierzątka wypuścić – Caray spojrzała na Baltazara a on nią nie mieli pojęcia o czym on mówi, chociaż coś im mówiło, że to nic dobrego nie będzie. Oboje się domyślali co to może być, zarówno protektor jak i mistrzyni miecza rozpoznali symbol na piersi mężczyzny w surducie znak nekromantów. A zwierzątka jak to ten drugi określił drugi pewnie będą nie umarłymi. Jedna pociecha, że takiego nie umarłego prosto zabić, albo uciąć mu głowę albo rozciąć go na pół. Ale nie wiedzieli ile ten tu może przywołać takich zwierzątek. Coś zaniepokoiło Baltazara, zrobiła się cisza jak makiem zasiał a powinna toczyć się za żarta walka między strażnikami a oprychami,a tu cisza, męcząca głucha cisza, tak jak by wszyscy gdzieś poszli sobie. Baltazar rozejrzał się po okolic, zobaczył Othi, która ciągnęła w kierunku rowu, rannego Młodego, wilczyce która krążyła z nastroszonymi uszami, jak by wyczuwała że coś niebezpiecznego się powolnymi krokami do nich zbliża, dziewczynę z mieczem jak Caray, zbliżającą się do Othi i coś krzyczącą, Zabójczynie z Taraka która właśnie odskakiwała od ciosu wyprowadzonego przez Wojownika Cienia, w głębi starego młyna postać Astrid która się właśnie wychodziła z dziury, którą sama zrobiła tak nie dawno, Baltazar to zobaczył oczy Rudowłosej były wściekle żółte, a to oznaczało, że dziewczyna w pada w szał Berserkera, a to nic nie wróży dobrego dla nikogo, a najbardziej dla wojownika cienia, który się przekona na własnej skórze czym jest gniew Berserkera, ale nic poza tym nie zauważył a ni jednego ciała, przeszedł przez plecy. Obejrzał się tam gdzie powinno leżeć ciało wielkiego draba tego, przeszedł go jeszcze bardziej zimny dreszcz jak przed chwilką, nie było go, jak kamień w wodę przecież nie wstał i poszedł sobie do sklepu, nie wyparował, a to oznaczało jedno, spojrzał na Caray która podniosła opaskę na swoim lewym oku i rozglądała się po okolic bo jej też coś nie pasowało, było za cicho. Spojrzeli na sobie, nic nie musieli, mówić, bo się domyśli kim jest ten w surducie. Był to nie legendarny Nekromanta. Barthok, jedyny swoim fachu, która potrafił robić dwie rzeczy, których nie potrafili robić inni nekromanci, pierwszą z nich potrafił zamieniać w nie umarłych tych którzy są na skraju śmierci, którzy jeszcze nie umarli a drugą rzeczą którą potrafi robić to tworzyć hybrydy, nie umarłych połączenia zwierząt i ludzi, używał do tego pradawnej alchemii tak starej jak świat jest, mówiono o tej alchemii że pochodzi od samego Garoka. Ta nie będzie łatwa walką oboje podejrzewali co się stało ze wszystkim którzy otrzymali śmiertelne rany, pewnie skończyli jako zabaweczki nekromanty.

– Caray, musimy go zabić i to szybko sama wiesz dlaczego – Baltazar wypowiedział swoje słowa bardzo cicho, sam nie wiedział czemu, ale sytuacja przed starym młynem robiła się coraz bardziej ciężka ciężko też się oddychało wszystkim i wszędzie było czuć zapach śmierci, nie tyle co zapach śmierci a odór śmierci.

– Wiem przyjacielu. Ja się zajmę Panem Młotem a ty się zajmij Barthokiem przeklętym Nekromantą – Baltazar nie czekał z odpowiedzią wiedział co ma zrobić,trzymał w dłoni jedne z mieczy Caray i ruszył na mężczyznę w surducie.

-Wiecie kim jestem ale za późno moi drodzy – Barthok klęknął i wypowiedział jedno zdanie> Powstańcie moje marionetki i czyńcie śmierć.

 

*

Othi się pozbierała szybko, obiecała, że jeżeli to wszystko przeżyje, da Puszkowi dużego szczura za to, że ten złodziejski wąż ją uratował, bo to on się wbił w rękę mężczyzny, ale teraz nie miała czasu, na rozważania dlaczego Puszek wykazał się takim heroizmem. Cieszyła się że ma Luśkę przy sobie, wilczyca północy obnażyła swoje białe żeby, Othi może nie znała się na dzikich zwierzętach ale widząc postawę wilczycy wiedziała, jedna, że ta jest gotowa do ataku walki za wszelką cenę, podziwiała wilka i jej lojalność, wobec właścieilki, bo Rudowłosa poszła walczyć z tą cała zabójczynią a wilk dostał rozkaz aby chronić szamanka i wilk nawet się nie ruszył, kiedy, te dziwne macki czarne rzucił Astrid w budynek. Mimo że wilczyce, aż skręcało, bo by pewnie poleciała w kierunku wojownika cienia i zatopiła by chętnie swoje zęby w krtani tego wojownika cienia, ale dostała inny rozkaz i ja wierny towarzysz wykona go, o tym Othi wiedziała. Zielarka wyciągnęła ze swojej toby świeże liście mięty i bazylii i zaczęła rzuć od razu oddech jej się poprawił

– Hej ty – Othi obróciła się i zobaczyła jak młoda dziewczyna w słomianym kapeluszu biegnie do niej w dłoni miała dziwny miecz. Luśka od razu stanęła jej na drodze – Jestem Nathalii, moja mistrzyni powiedziała, że mam ciebie bronić – Othi spojrzała na dziewczynę, jak znowu mistrzyni zielarka spojrzała teraz w kierunku Baltazara a przy nim była kobieta, która stała z takim samym mieczem jak dziewczyna.

– Luśka to przyjaciółka – Othi zawołała do wilczycy, która obróciła głowę, jak by zrozumiała słowa zielarki, odeszła na bok ale nie spuszczała wzroku z tej całe Nathali, pokazując żeby dziewczynie, ale wilczyca czuła od dziewczyny, że ta dziewczyna nie jest zła nie wyczuwała w niej zła, tak wyczuwała śmierć od niej bo dziewczyna pachniała śmiercią, ale nie złem. Othi podeszła do Młodego strażnika miejskiego, który mamrotał coś pod nosem, chłopak był niebywale blady, Othi się rozejrzała, się i zobaczyła rów, postanowiła tam chłopak zaciągnąć, chwyciła, chłopak za fraki i zaczęła ciągnąc w kierunku rowu, tam miała się nim zaopiekować. Nathalii szła obok Zielarki z mieczem gotowym do ataku, Luśka szła z z drugiej strony zerkając, na Nathalii. Chłopak zaczął wierzgać a z jego ust zaczęła wyciąć zielona maź

– Co się z nim dzieje – Nathalii zadała pytanie bo po raz pierwszy raz coś takiego widziała, aby ktoś tak zmieniał swój wygląd, że skóra chłopak, zmieniał na szaro zieloną.

– Nie wiem jak ale zmienia się w nie umarłego – Othi powiedziała to ze strachem w głosie, Nathalii nie czekała dłużej zamachnęła się swoim mieczem w kierunku szyi chłopak, chciała mu zadać szybką śmierć – Nie – Othi krzyknęła do dziewczyny, której miecz się zatrzymał – Można go uratować, tak sądzę – Dziewczyna chwyciła swoją torbę i wywaliła wszytko na ziemię w tym i Puszka który nie był zachwycony że był na ziemi, a Othi coś szukała w swojej torbie, i znalazła, czarne zawiniątko i rozpakowała je było czuć niebywały smród, przełamała to czarna na bryłę – Łap. – Rzuciła kawałek do dziewczyny – Przyłóż do jego ran wsadź to w jego rany. Dziewczyna zrobiła jak zielarka kazała, sama Othi wepchnęła bez pardonu resztę specyfiku w jego usta. Lekarstwo nie od razu zaczęło działać, ale skóra chłopaka już nie miała tego okropnego zielonego koloru. Było słychać warczenie Luśki, Nathalii obróciła głowę i zobaczyła jak z ziemi wychodzą nie umarli, niektórzy wyglądali jak ludzie ale nie którzy wyglądali, jak hybrydy. Dziewczyna zerwała się na równe nogi i przygotowała się do ataku.

 

*

Astrid wygrzebała się z rumowiska w którym się przed chwilka znalazła, czuła jak gniew w niej zbierał, czuła furię która ją ogarniała, spojrzałam. Na zabójczynię jak walczy, z tym cieniem. Wydała z siebie gardłowy krzyk, można było to porównać tylko z rykiem dzikiej bestii z dnia piekła. Zabójczyni spojrzała w bok i zobaczyła Rudowłosą, a więc żyła, tak ja myślała jest berserkerem, nie dobrze ale Hamer chętnie się pożywi się jego energią życiową. Cień wykorzystał soją szansę i ruszył na zabójczynię, kobieta odskoczyła od ataku, ale może to głupio zabrzmi, potknęła się o wyłaniającego spod ziemi nie umarłego, kobieta się przewróciła. Wojownik cienia nie zamierzał tracić takiej sytuacji, doskoczyła do Marthy Lalko , i miał zadać już śmiertelny cios. Czarne ostrze zbliżało się do krtani zabójczyni już miało sięgnąć celu. Gdy Cień poczuł najpierw uderzenie w okolice nerek, czarne ostrze zamigotało, a potem nadszedł drugi cios jeszcze mocniejszy, na twarz. Wojownika cienia aż zamroczyło, gdy próbował załapać rezon poczuł jak dłoń zaciska się na jego gardle podnosi go i uderza cała siła o ziemię, wtedy zobaczył twarz kobiety z północy, ona nie miała źrenic, ale tylko bielmo na oczach. Cień był oszołomiony, mocny uścisk trzymał go za gardło uniemożliwiając ruch czuł jak traci możliwość oddychania, i wtedy zobaczył jak kolejny cios leci na jego twarz, wycharczał bo tylko to mógł zrobić

– Do cienia – Wojownik cienia zniknął w cieniu a cios który leciał na jego twarz uderzył w ziemię. Astrid była wściekła że jej zdobycz uciekła rozejrzała się, i zobaczyła zabójczynie która właśnie wstała, tamten przeciwnik może uciekł ale temu się nie uda. Zabójczyni spojrzała na Astrid widziała przed chwilką co ta zrobiła z Wojownikiem Cienia, i w głębi duszy musiała przyznać że wywarło to na niej wielkie wrażenia, praktycznie trzema prostymi ciosami, pokonała wojownika cienia, nawet się nie męcząc, i teraz wiedziała, że kolejnym celem ataku będzie ona. Marthe Lalko mijały, właśnie zwierzątka, nekromanty kierowały się w kierunku Astrid, kobieta uśmiechnęła się lekko i w głębi duszy cieszyła się, że nie będzie musiała walczyć z tą kobietą, sama już walka z Wojownikiem cienia kosztowało ją sporo sił, a i poczuła dwa czy trzy ataki cienia na swojej skórze. Nie umarli szli na kobietę z północy. To co zobaczyła za chwilkę Lalko przerosło jej oczekiwania. Astrid zamiast uciekać albo wycofać się do towarzyszy, ruszyła na nie umarłych, do pierwszego doskoczyła i po prostu wyrwała mu rękę z barku i tą ręką walnęła go prost w głowę która jak mieczem odcięta oddzieliła się od korpusu, Astrid była w szale bojowym, używała ręki nie umarłego jak maczugi, i walił, każdy cios sięgał celu, a nie umarli się przewracali jeden za drugi, tracąc głowy, będąc przepołowieni na pół. Spojrzała na Barthoka który to widział, jego mina mówiła, sam za siebie, nie wierzył w to co widzi. Może nie umarły, jest jak mięso armatnie, ale żadne z nich nie powinien się rozlatywać po jednym ciosie zadanym nawet nie mieczem a zgniłą ręką. Nieumarli naskoczyli na Astrid, praktycznie zakrywając ją. Już po problemie, powiedziała, zabójczyni sama do siebie, dobrze że dolna szczęka jest przymocowana do górnej, bo zabójczyni by musiała długi zbierać z ziemi szczękę, zobaczyła, jak grupa, nie umarłych leci do góry, a Rudowłosa jednego z nich łamie w pół jak byłby patykiem, a drugiemu urywa głowę dosłownie. Rudowłosa szła na przód przed siebie, okładając kolejnego nie umarłego, wystarczył jedne cios aby takiego delikwenta pokonać, nawet gdy na nią wszyscy naskoczyli , ona szła niczym taran, pamięta jak jednego podniosła dłonią za szyję i uderzyła i swoje kolano było słychać trzask łamanego kręgosłupa, kolejnego chwyciła za szyję i po prostu mu głowę urwała. Jej celem była zabójczyni i tylko ona się liczyła. Kobieta na którą polowała cofała się, nie była już taka skora do walki.

 

*

Nie tylko Astrid była atakowana przez Nieumarłych ale też Nathalii i Othi jak ta pierwsza , jeszcze potrafiła walczyć, i każde jej cięcie skracało, nie umarłego o głowę tak Othi nie była wojownikiem, jedynie co miała do obrony to drewnianą pałkę którą otrzymała od Baltazara kiedyś, ale jeżeli własne życie było zagrożone, to i zielarka potrafiła walczyć na równi z innym, wiedział, z ksiąg, że słabym punktem Nieumarłych jest głowa, więc każdy cios celowała w głowę, strategie okazała się niebywale skuteczna, celny atak drewnianą pałką rozbijał czaszkę nieumarłego. Luśka nie miała oporów przed atakowaniem przeciwnika skok kłapnięcie wielkim szczękami a przeciwnik już nie miał głowy na karku. Ale taka walka z jednej strony bardzo skuteczna ale z drugiej strony na dłuższą metę bardzo męcząca, Nathalii i Othi odczuwali powoli zmęczenie taką walką. Ataki już nie były takie szybkie jak jeszcze parę minut wcześniej a i cięcia nie były już tak precyzyjne. Nathalii wiedziała, że przegrywa i pewnie pożegna się z życiem, ale prawdę mówiąc powinna umrzeć kilka lat wcześniej kiedy bandyci zaatakowali jej dom, a ją uratował wojownik cienia najpierw a potem mistrzyni Caray, która dla niej stała się nie tylko mistrzynią ale też matką.

– Długo tak nie wytrzymamy – sama nie wiedziała do kogo kieruje swoje słowa, spojrzała na swoja towarzyszkę, widziała, że ona nie jest szkolona w walce i szybko traciła siły, jeden z nieumarłych chwycił Othi w pasie i próbował wbić zęby w jej szyje, ale wilczyca była na posterunku skoczyła przewracając Othi, szczęka zacisnęła się tam gdzie miała się zacisnąć czyli na szyi nie umarłego szybki ruch wilczycy i nie umarły nie miał już głowy na swoim miejscu.

 

*

Barthok i Hamer mieli nie przednie miny widząc, jak dziewczyna czy kobieta, która, została rzucona przez wojownika cienia jak szmaciana lalka, teraz niczym taran weszła między, nie umarłych i ich po prostu masakrowała.

– Cholerny Berserker – Hamer wycedził przez żeby unikając cięcia, Caray, które szło na jego korpus. Barthok miał swoje problemy, okazało, się że jego oponent Baltazar, mimo że preferował walkę wręcz bronią biała też potrafił się posługiwać i to bardzo dobrze, człowiek w surducie nie miał trudności z unikaniem ciosów Protektora, ale równoczesna walka i kontrola nieumarłych nie była prosta. Musiał coraz bardziej uważać na to co robi, a i nie umarłych nie było tak dużo, oczywiście wykorzystał tych rannych ze wcześniej, oraz pod ziemią na polu gdzie, stał. Stary Młyn przed około 200 laty odbyła się tu jedna z większych bitew, więc samo miejsce, było pełne, ciał do ożywienia. Ale prawda była taka o czym nekromanta wiedział, że najlepsze ciało do ożywienia jest świeże ciało, niż takie które leżało twa wieku, z jednego prostej przyczyny te starsze ciała są bardzo kruche i łatwo się rozpadają. Baltazar spojrzał na Astrid tylko mu tego tu teraz brakowało, berserker, nad którym nikt nie panuje, nawet jak dziewczyna wyrżnie nie umarłych ktoś będzie musiał ja powstrzymać. Protektor bardzo dobrze operował mieczem, ale jego przeciwnik doskonale walczył sztyletami, parował każdy atak

– Grabarzu przywołaj Sędziego i kończmy to – Hamer który ledwo parował cios Caray i miał trudność z utrzymaniem tempa walki.

– Chętnie ale nie ma jak jestem zajęty – Było słychać jak kolejny szczęk sztyletu który uderzył o miecz Baltazara. Protektor zadał kolejne cięcie tym razem z górna na głowę Grabarza, ale cięcie nie dotarło do celu zostało, zablokowane, przez dwa ostrza, które należały do Marthy Lalko – Dziękuje siostro – kobieta tylko kiwnęła głową, a Grabarz przyłożył dłoń do ziemi – Powstań Sędzio i dokonaj osądu.

 

*

Z pod ziemi, najpierw pojawiła się wielka ręką, większa od uda krowy czy konia po czym wyłoniła się cała postać głowa wilka ciało człowiek, miała około dwa i pół metra wzrostu tak samo była szeroka, zamiast lewej dłoni miała topór a prawa dłoń była zakończona pazurami jak u niedźwiedzia. Caray aż się cofnęła Baltazar tak samo, za takim czymś jeszcze nie walczyli, czuć od tego było pradawną alchemię i nekromancje od tego czegoś aż kipiało zła aurą, Caray musiała zasłoń swoje lewe oko po czuła taki ból, że był on nie do wytrzymania . Othi stała jak sparaliżowana nie wiedząc co ma zrobić, nie wiedziała co z tym zrobić, może gdyby była jej mistrzyni, ona by wiedziała, ale nie ona. Nathalii opuściła swój miecz, jej mistrzyni miała racje to nie jej liga. To coś według praw natury nie powinno istnieć ale istniało, mocno ścisnęła w dłoni, jeżeli ma walczyć z tym czymś będzie walczyć i pewnie zginie. Luśka wilk północy widząc to coś a raczej czując to coś aż podkuliła ogon pod siebie . Puszek przełknął ślinę spojrzał dookoła na swoją nową Panią lubił w głębi duszy tą dziewczynę bo nie była zła, była dziwna, robiła złe rzeczy, jak środki odurzające marnując swój talent, ale była dobrą dziewczyną. Puszek powoli ze ślizną się do rowu gdzie leżał młody chłopak, wysuną swoje dwa nowe kły.

– Przepraszam młody człowieku, ale potrzebuje twojej energii życiowej obiecuję wezmę kapkę – Wbił swoje kły młodego chłopak i zaczął ssać.

– Idźcie moje dzieci i niech na miasto spadnie dziś całun śmierci – Głos grabarza dudnił a reszta nie umarłych obróciła się w kierunku miasta i zaczęła swój pochód. Baltazar i Caray, Nathalia, Othi, Astrid ruszyli za nimi, ale na ich drodze stanął Sędzia,, który machną swym toporem ledwo odskoczyli od zasięgu broni co się okazało, topór sędziego był urządzeniem, wystrzeliwał się na łańcuchu co zwiększało jego zasięg.

– Astrid – Głos należał do Horsha, właściciela gospody, który był ubrany, w swoja zbroję wojownika północy – Łap – jedną dłonią rzucił dwóręczny topór Astrid Dziewczyna pewnie go chwyciła w dłonie. Barthok aż poczerwieniał widząc jak jakiś łapserdak wchodzi między Sędziego a jego ofiary, nakazał części swoim nie umarłym ruszyć na Gospodarza, ale to był błąd stary woj chwycił w dłoń swój oburęczny miecz i sprawnie wykonał ruch nim wszedł w nie umarłych jak w masełko rozcinając ich na pół – O mnie się nie martw Astrid poradzę sobie – Ani Baltazar, ani Caray nie znali człowieka który przyszedł im z ratunkiem a raczej kobiecie z północy, ale musiał być albo głupi albo odważny bo w pakował się niezłe bagno. To prawda gospodarz wracał właśnie do gospody, kiedy usłyszał, od jednego ze zbirów którzy biegli z starego Młyna jak grupa ludzi walczy za jakimiś potworami o szarych skórach, że jedna z osób kobieta o włosach niczym ogień rozrywa przeciwników, domyślił się o kogo chodzi. Ranny mężczyzna na jego oczach i na oczach innych mieszkańców zamienił się w szaro zielonego nieumarłego i rzucił się na dziecko które było najbliżej Gospodarz wykazał się refleksem, chwycił to coś i po prostu skręcił mu kark, po czym, kazał aby ktoś pobiegł do garnizonu i powiedział co się stało, a on sam udał się do gospody odział swoją zbroję wszedł do pokoju Astrid i zabrał jej topór i ruszył do starego Młyna nie pamięta kiedy tak gnał, jak dnia dzisiejszego, ale gdy dobiegł na miejsce jego serce zamarło, Astrid właśnie urywała kolejna głowę, wilk Astrid przewracał dziewczynę i odgryzał komuś głowę a inni walczyli, ale po chwili zobaczył to coś i jak nie wierzy w żadnych Bogów, aż się pomodlił, a teraz musi walczyć z nieumarłymi. Astrid nie czekała na zaproszenie ruszyła na przeciwnika i wyskoczyła do góry wykonując zamach a topór wbił się korpus bestii, która za wyła, ale sprawnym ruchem wyjęła broń ze swego ciała i odrzuciła, wykonując machnięcie swoją łapą, cios trafił w Rudowłosą prost w korpus, gdyby dziewczyna nie była szale berserkera już by nie żyła. Caray ruszyła tuż za dziewczyną ale ona miała plan postanowiła zaatakować nogi przeciąć ścięgna achilesa, Baltazar i Nathalii ruszyli na bestię, ale ten potwór był niczym skała, żadne cięcia nie robił na nim żadnego wrażenia. Othi wyciągnęła z torby sakiewkę i rzuciła w potwora celowała w oczy i musiała przyznać że trafienie było celne, bo proszek uderzył w twarz a potwór się miotał i wił i miotał się na wszystkie strony jego ruchy były chaotyczne i nie do przewidzenia. Protektor i Mistrzyni unikając ciosów wpadli na siebie a co najgorsze dostali na odlew tak że polecieli na biegnąc Nathalii która chciała zaatakować twarz potwora cała trójka upadła. Astrid leżała nie przytomna od uderzenia łapą. Cała trójka wstała przygotowując się do kolejnego ataku.

– Już gotowe – Puszek powiedział sam do siebie, spojrzał jeszcze na bladego chłopak – Przepraszam naprawdę ale musiała – Z rowu wyłoniły się wielkie wężowe nozdrza i po chwili wąż który miał około siedem metrów wysokości i długość około trzydziestu ruszył w kierunku całego sędziego, był szybki. Minął z łatwością Baltazara i resztę, cała trójka była zaskoczona kiedy wielki wąż owinął się wokół sędziego a jego paszcza wbiła się w ramię odgryzając kawałek ciała Będę rzygać puszek mówił sam do siebie, jakie to nie dobrze,

Zabójcy odskoczyli na bok, nie chcieli wchodzić Sędziemu w drogę. Grabarz zapomniał o swojej ręce gdzie wgryzł się wąż

– Bracie twoja ręka – Drugi mężczyzna wskazał dłoń która była spuchnięta cała>

– Nic mi nie będzie

– Co z nimi zrobimy – Martha Lalko zapytała bardziej z ciekawości niż aby naprawdę ją to interesowało.

– Tą dwójką się na karmię – wskazał na Baltazara i na Caray i tą dziewczyną wskazał po chwili na Othi.

– Ten murzyn jest mój do kolekcji moich zwierzątek – Grabarz spojrzał na drugiego mężczyznę.

– A Rudowłosa musi być żywa, chcę aby należała do naszego zakonu, z jej furia i wściekłością mielibyśmy znakomitego żołnierza.

– Chyba żartujesz ona nigdy się nie zgodzi na to.

– Zgodzi jak tylko umiejętnie ja pokierujemy. Co do cholery... – Cała trójka była zdziwiona widząc jak wielki wąż atakuje Sędziego.

– Nie ładnie tak dzielić skóry na żywym niedźwiedziu – Głos dobiegał za pleców zabójców, którzy chyba zbyt pewnie się poczuli, obrócili się jedynie co zobaczyli to białe włosy, i poczuli ukucie w szyję, a ich ciała zaczął powili ogarniać paraliż i legli jak kłody – Później się wami zajmę – Kobieta o białych włosach ruszyła w kierunku Sędziego, odczepiła jedną swoich sakiewek i wyrzuciła nasiona na ziemię, po czym rozcięła sobie nadgarstek, krew kapała na ziemię – Splątanie. – chwilę trwało kiedy na ciele sędziego pojawiły się pnącza które owinęły jego ciało i wykwitły pąki. Puszek od razu rozpoznał te kwiaty, z pnączy zaczął wyciekać kleisty sok i zapachu sosny i grzybów suszonych. Wąż wybił się do góry po czym zanurkował w dół wbijając się w ziemię i ruszył pod ziemią w kierunku rowu. Caray i Baltazar obrócili się widząc kobietę w białych włosach i czarnej sukni uśmiechnęli się.

– Witaj przyjaciółko – Caray wyszczerzyła się uśmiechu.

– Witajcie pozwólcie że zakończę Caray, jak powiem już zetniesz temu czemuś głowę

– Dobrze Diano

– Uwolnienie – Ciało sędziego pokryło się żywym ogniem który trawił jego ciało, smród był nie do wytrzymania, po paru kilku sekundach eksplodowały pąki wyrywając kawałki ciała w górę – Już możesz – Caray ruszyła na bestię przed dziewczyną leżał wbity topór Astrid na biegła na niego i wyskoczyła w górę Bestia chciała zadać jeszcze jakiś cios ale Caray wykonała szybki ruch mieczem głowa Sędziego upadła na ziemię po czym ciało legło za nią

– Nic tu po nasz nie wiem jak Wy ale ja nie ma zamiaru się tłumaczyć z tej chryji – Diana powiedziała to swoim melodyjnym głosem.

– Pozbierajmy rannych – Było słychać warczenie Baltazar się obrócił i zobaczył jak wilczyca za fraki ciągnie jego podopiecznego, po ziemi od razu pod biegł do niego chłopak był blady jak ściana, spod jego kamizelki wystawała główka puszka. Mężczyzna pogłaskał Luśkę po głowie, i podniósł chłopaka.

– Idź do swojej Pani – Luście dwa razy nie należało mówić , wilczyca w kilku susach doskoczyła do swojej Pani i zaczęła ją lizać po twarzy dziewczyna przez chwilę nie reagowała, ale ze sykiem wstała o poczuła te uderzenie w kościach.

– Mam wóz – Stary gospodarz podszedł do całej grupy, na jego mieczu było widać zielone ślady po nieumarłych – Tedy – Cała grupa udałą się do wozu. Othi przygryzła tylko wargę widząc swoją nauczycielkę, która podeszła do niej.

– Dobrze się spisałaś – Uratowałaś temu chłopakowi życie.

 

*

Otworzył się portal i wyszła z niego grupa osób w tym kobieta która lekko kulała na lewą nogą.

– Zabierzcie ich – Wskazała na trzech zabójców którzy leżeli jak kłody.

– A co z nim – inna osoba wskazała na grupę w oddali.

– Nic teraz nimi nie zrobimy, w oddali słychać konie, pewnie garnizon tu jedzie

– Kim są ci ludzie pokonali z taką łatwością zabójców z Taraka.

– To moja dziecko są Nomadzi – Kobieta dała znak aby wszyscy wrócili do portalu i znikli w nim.

 

*

– Z cienia – Wojownik Cienia wyszedł z cienia niedaleko mostu prowadzącego do centrum miasta, czuł ból w całym ciele, bolały go żebra i twarz oraz szyja ciężko oddychał, co się tam do Garoka stało, już by zabójczyni nie żyła gdyby nie ta cholerna dziewczyna, To berserker wiedział o tym, ale dać się tak łatwo pokonać, jej ciosy były tak jak by ktoś młotem walił, drugi raz nie zlekceważy tej dziewczyny, należało ją zabić kiedy miała okazję, ale na pewno ją dopadnie, zakasłał wojownik cienia i wypluł krew – Cholera ale mnie urządziła.

– Ratunku Pomocy niech ktoś nam pomoże – Wojownik cienia obejrzał się i zobaczył jak kobieta trzymając drewniany kij odgania macha rozpaczliwie a na nią idą nie umarli za kobietą stało dziecko które płakało

– Bicze cienia do mnie – Z pleców wojownika cienia wystrzelił cztery bicze cienia, które strzeliły i w ułamku sekundy przepołowiły pięciu nie umarłych, kolejny strzał i kolejni nie umarli padli. Wojownik cienia podszedł do kobiet – Uciekaj – Dudniący głos był pewny siebie.

– Dziękuje czym kolwiek jesteś. – Małe dziecko się uśmiechnęło tylko. Wojownikowi cienia zrobiło się jakoś cieplej zapomniał o ból a przednim była jeszcze dużo pracy, miał naprzeciwko siebie kilkudziesięciu nie umarłych, na obu dłoniach pokazyły się ostrza a wojownik cienia ruszył zatańczyć z pomiotami nekromancji.

*

– Biedna kobieta nikt jej nie pomoże – Othi powiedziała to ze smutkiem w głosie widząc kobietę która odgania się kijem od nieumarłych.

– Nic nie zrobimy – Baltazara aż chwyciło za serce obiecał sobie, że będzie chronił każdego a teraz nie mógł nic zrobić. Byli za daleko aby coś zrobić nawet gdyby zmienili kierunek nic by nie zdążyli by.

– Patrzcie – Nathalii niemalże krzyknęła i każdy zobaczył jakieś macki które wyglądały jak cień chlastają nieumarłych a kobieta bierze dziecko na ręce i ucieka.

– A więc żyje – Astrid powiedziała to głośno a jej oczy zapłonęły żółcią.

– Tak i ratuje niewinnych – Głos Caray był melodyjny jak zawszę. Diana spojrzała na macki które wił się i chlastały wszystkich nie umarłych, a więc żyjesz powiedziała pod nosem aby nikt nie usłyszał. Wóz mknął starą drogą w kierunku chatki Diany i Othi a z miasta było słychać stukot koni garnizon został z mobilizowany i jechał w kierunku starego młyna.

Następne częściDrogi Triath część 31  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania