Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Drogi Triath część 28 Historia Elaii

** **

Elalia przechadzała się po swojej kajucie, w tą i z powrotem na łóżku siedział oparty Lukiusz który ją obserwował, przyglądając się jej uważnie, w kajucie panowała cisza która po dłuższej chwili stała się męcząca i uciążliwa

– O czym Pani Myśli – Lukiusz lekko z niecierpliwiony zdał pytanie, znał swoją Panią i wiedział że jak tak krąży to o czymś myślała i to bardzo intensywni.

-O naszej Kapitan.

– Mówiłem, że należało ją zabić kiedy była okazja – Kapłanka się zatrzymała i spojrzała.

– Jaka okazja?

– Wasz Pojedynek – Chłopak odpowiedział od razu.

– Może masz racje ale przegapiliśmy moment, a teraz było by to ryzykowne, bo każdy wie na okręcie, że jesteśmy skonfliktowane – Chłopak pokiwał głowę wiedział że kapłanka ma racje zabicie teraz kapitan to była by głupota, a podejrzenia by od razu spadło by na kapłankę, a Król pewnie bez sąd kazał by wykonać egzekucje i cała sprawa by się posypała – Muszę przyznać że nie doceniła Kapitan – Kontynuowała Elaia patrząc się przed siebie – Ona się czegoś domyśla. Dobrze że ona nie ma wszystkich elementów układanki. Ale pewnie sama dojdzie do wniosku, że czegoś szukam na wrogim okręcie jeżeli dojdzie do takiego wniosku to jeszcze pół biedy, gorzej jak się będzie zastanawiać czemu mi tak zależy na tej dziewczynie. To już gorzej.

– Czemu? – Lukiusz zapytał z nie ukrywaną ciekawością.

– Bo wtedy zrobi wszystko aby ochronić tą dziewczynę. Mam podejrzenia, że gdzieś na naszym okręcie lub tym którym ścigamy jest Nomad

– Jest Pani tego Pewna

– Tak zabiłeś jednego w Triant a on zostawił wiadomość Nomadzi już wiedzą. A to oznacza, że pewnie już podjęli działania

– Co za problem Niech Taraka ich po zabija – Lukiusz uśmiechnął się paskudnie do Elai.

– Chłopcze to nie takie proste jest, nikt prawie nie zna tożsamości Nomadów, ba każdy Nomad ma swojego ucznia. Mam podejrzenia kto może być jednym z Nomadów

-Kto? – Chłopak przeciągnął się leniwie na swoim łóżku.

– Kelena była imperatorowa Daharii – Na twarzy chłopak pokazało się zdziwienie – Ale pewnie nie jest już aktywnym Nomadem, pewnie wyznaczyła zastępce na swoje miejsce. Ale tym sobie nie zaprzątam głowy, bo Nomadzi wcześniej czy później się ujawnią i wtedy ich zlikwidujemy bez szukania. Popełniłam błąd – spojrzała przed siebie jak by czegoś szukała

-Jaki? – było słychać zdziwienie w głosie chłopak, znał on tą kobietę już tak długo, i chyba po raz pierwszy słyszał z jej ust takie słowa, gdzie mówiła wprost że popełniła błąd.

-Z Kapitan, zamiast robić sobie z niej wroga, od samego początku, powinnam w niej szukać sojusznika a nawet spróbować ją z werbować. Chociaż te ostatnie jak to mawiał mój ojciec mogła bym włożyć między bajki. Bo ona raczej nie dała by się zwerbować, prędzej by zjadła szkło. Ona ma taki charakter, ale mogła bym zrobić z niej sojusznika, łatwiej było by nam działać a tak. Ona mi nie ufa z grosz złamany, co oznacza że mnie obserwuje i czeka na mój fałszywy ruch którego nie mogę popełnić. Teraz już jest za późno. Powiem ci mój drogi, że ona była by cennym sojusznikiem dla Kręgu.

-Sama powiedziałaś że by się nie zgodziła? – Lukiusz słuchał z zaciekawieniem

-Tak, ale jak Krąg by dała gwarancje że nie skrzywdzi Króla to pewnie by się zgodziła. Nie było by potrzeby zabijania go wystarczyło by go odsunąć go od władzy, umieścić gdzieś na jakiejś wsi.

-Nie sądzę aby Kapitan była by dobrym sojusznikiem – Lukisz przymknął oczy.

-Mylisz się Aleonora, to zdolny dowódca, i jest charyzmatyczna ludzie ją lubią, jest dla swoich ludzi jak matka nie da ich skrzywdzić, ma wiele talentów, jak analiza zaistniałych sytuacji i wyciąganie wniosków, nie oszukujmy się jest silna jej wola walki jest duża i lepiej w niej mieć sojusznika niż przeciwnika. Wiesz co oznacza powiedzenie Przyjaciół trzymaj blisko a wrogów jeszcze bliżej – Chłopak pokiwał głową że nie wie co to oznacza nigdy nie interesowały go mądrości – Oznacza to że żebyś trzymał przyjaciół blisko żeby ich nie stracić i mieć dobre z nimi relacje... A wrogów jeszcze bliżej żebyś mieć na ich oko czy coś nie kombinują przeciwko tobie. Powiem ci że nasza Kapitan przypomina mi moją matkę pod pewnymi względami. – Lukiusz był zdziwiony tymi słowami, nie spodziewał się takiego porównania – Widzisz moi rodzice byli bardzo wymagający, nigdy nie wiedziałam dlaczego aż do ukończenia szóstego czy siódmego roku życia. Odkąd pamiętam moja matka mnie szkoliła w technice Abhatar treningi były bardzo wymagające. Pamiętam jak kiedyś moja matka dała mi lekcje której nigdy nie zapomniałam. Był słoneczny dzień jak zwykle moja matka zabrała mnie na poranny trening do lasu już trenowałyśmy od prawie godziny, źle się czułam od samego rana bolała mnie głowa, ale moja matka była nie ustępliwa – zamyśliła się na chwilę kiedy mówiła o swoje przeszłości sama nie wiedziała czemu mówi Lukiuszowi o swojej przeszłości może dlatego, aby wiedział – Wracając do mojej opowieści tego dnia chyba po raz pierwszy przeciwstawiłam się swojej matce...

– Matko już nie mogę jestem zmęczona i źle się czuję i mam dość dość tych treningów chcę się bawić jak inni – wysyczałam jej to prost twarz. Ona tylko spojrzała na mnie.

– Skończysz kiedy ci powiem.

– Po co ma tyle trenować jestem silniejsza już od wielu starszych ode mnie nie będę dalej trenować bo to nie ma sensu< Matka spojrzała na mnie z taką nie chęcią w oczach prawie pogardą>

– Jak chcesz – i odeszła w kierunku domu zostawiając mnie samą w lesie, z jednej strony się cieszyłam ale z drugiej strony bałam się być w lesie sama, mimo że wołam za nią to ona nawet się nie zatrzymała. Usiadłam na jednym pienków chciałam się uspokoić i odpocząć bo byłam zmęczona tego dnia, gdy usłyszałam dziwne warczenie za moimi plecami obróciłam się i spadłam nie mal z pnia za mną był duży wielki niedźwiedź jego futro było czarne niczym noc najciemniejsza oczy jak u demona a z pyska kapała ślina – Chłopak słuchał z uwagą tego co mówiła Elaia, wiedział, że wszystko się dobrze skończyło bo Elaia żyła więc musiała przeżyć ale z żerała go ciekawość jak jej się udało prze żyć – Niedźwiedź ruszył na mnie jak odskoczyła i wykonywałam uniki, ale wiedziałam ale unikaniem nic nie zdziałam, ucieczka nie miała sensu, bo zwierze było po prostu szybsze niż ja, jedynie co mogłam zrobić walczyć. Zastanawiasz się czemu walczyć i czemu ten osobnik tak mnie atakował. On był chory jego ślina była żółta. Tak żółta zaraza powodująca i zarażonego niebywały głód i stępienie zmysłów. Jakie szanse miała sześciolatka z taką bestią żadne. Ale postanowiłam walczyć co miałam do stracenia jedynie życie. Moje dłonie lśniły niebieskim płomieniem. Niedźwiedź zadał łapą cios ja uniosłam swoje dłonie i zablokowałam jego cios ale poczułam go, ręka mnie bolała wiedziałam, że tak długo nie pociągnę, musiałam zadać mu cios śmiertelny. Ruszyłam do przodu naskoczyłam na pień i wybiłam się z lewej nogi i zadałam na odlew dłonią cios w pysk zwierzęcia, aż zawył, cios był tak silny że oko niedźwiedzia wyparowało. I tyle mogłam zrobić gdy lądowałam na ziemi naciągnęłam mięsień nogi. A jak się domyślasz cios tylko wkurzył niedźwiedzia, on ruszył na mnie była pewna, że mnie zabije i wtedy przed niedźwiedziem wyrosła postać całe ciało jej owijała niebieska aura tak rażąca że jak patrzyło się na nią aż oczy bolały, postać zadała cios w pierś niedźwiedzia można powiedzieć wbiła swoja rękę w klatkę piersiową i wyrwała serce zwierzęciu, gdy niebieska aura opadła zobaczyłam że była to moja matka Spojrzała na mnie i tylko powiedziała do mniejszymi

-Nie jesteś aż tak silna jak mówisz – W jej dłoni było jeszcze bijące serce misia a samo ciało spadło na ziemię. Zrozumiałam jedno wtedy, że wiele mi jeszcze brakuje do moje matki, która była naprawdę bardzo silna Silniejsza od mojego ojca który też dobrze władał Abhatar, ale przy niej był po prostu słabszy i się z tym godził. On był inny go interesowała tylko praca jako architekt, nie był wojownikiem, ale odeszłam trochę od opowieści. Podeszła do mnie moja matka i przyłożyła mi swoją dłoń do mojej nogi poczułam ciepło z jej dłoni i to, że ból ustępował bardzo szybko po chwili mogłam biegać i skakać – Na samą myśl o tym uśmiechnęła się sama do siebie, na wspomnienie że mogła być przez chwilę dzieckiem i pobiegać. Muszę przyznać że Matka po tym jak tak efektownie zabiła niedźwiedzia, nie kontynuowała dalej treningu, chyba wiedziała, że nie będę wstanie się skupić, albo doszła do wniosku, że jestem zbyt bardzo po obijana, do domu wróciłyśmy rozmawiając matka mi powiedziała dlaczego, mogła tak pokonać niedźwiedzia. Chyba mam podejrzenia, że ona mnie obserwowała mnie w czasie walki i musiała widzieć jak zadaje zwierzęciu cios i tym zdobyłam jej szacunek nigdy mi tego wprost nie powiedziała. Była tak oschła nie co, nie rozumiałam dlaczego, ale miałam nie długo zrozumieć czemu była taka a nie inna. Tego dnia wieczorem usłyszałam jak moi rodzice się kłócą, mimo że mój ojciec był zazwyczaj potulny, jak to mówi jak baranek i raczej ustępował matce ale tym razem po raz pierwszy usłyszałam jak podnosi głos na matkę.

– Zdurniałaś do reszty zostawiać naszą córkę sama w lesie, wiedząc, że jest tam niedźwiedź z Żółtą zarazą

– Nic się nie stało przecież niedźwiedź nie żyje

– Matka z ciebie doskonała nie pozwoliłaś zabić naszego dziecka i łaskawie uratowałaś – Moja matka z ignorowała słowa ojca.

– Ona jest gotowała by poznać prawdę

– Chyba żartujesz za wcześniej jest – ojciec zmienił ton na bardziej pojednawczy.

– Gdyby jej cios był bardziej dokładny niedźwiedź by nie przeżył

– Co chcesz zrobić

– Jutro jest spotkanie więc zabierzemy ją na spotkanie. – Mina mojego ojca mówiła, że niej jest przekonany do tego, ale moja matka miała swoje sposoby aby go przekonać chyba się domyślać jakie, wtedy po raz pierwszy widziałam jak namiętni są moi rodzice. Tak jak ustalili moi rodzicie dzień później poszłam na pierwsze spotkanie Kręgu, ojciec z matką powiedzieli mi czym jest Krąg, jakie są zasady działania po co powstał, z jednej strony bałam się pójść tam a z z drugiej strony chciałam tam iść. Pamiętam co wtedy powiedział mój ojciec.

– Kochanie tam możesz zobaczyć straszne rzeczy ale się nie przejmuj się tym, nic ci złego nie grozi będziesz wśród swoich ludzi. – Muszę przyznać że miał racje co do strasznych rzeczy, moi rodzice poszli ubrani zielone szaty, wtedy jeszcze nie wiedziałam ale Zielony kolor był zarezerwowany dla członków Kręgu którzy zajmowali najwyższe stanowiska. Mój ojciec był jednym z Patronów, a moja Matka można powiedzieć że była generała armii Kręgu. Gdy weszłam do groty pierwsze co zobaczyła to kryształy różnorakiego koloru, od których odbijało się światło lamp oliwnych, dając efekt, jak by wszystkie kolory świata zebrał się w tej grocie i tańczyły dla nas. Sama ceremonia była nudna można powiedzieć kapłan coś mówił o nadejściu Garoka jeszcze wtedy nie wiedziałam kim jest Garok, można powiedzieć że nawet trochę przysnełam słuchając kapłana aż do momentu kiedy usłyszałam krzyk czyjś. Był to mężczyzna prowadzony przez inne osoby pół nagi

– Proszę nie zdradziłem Kregu jestem wierny.

– Bracie dowody świadczą o czymś innym i są nie powtarzalne. To nie ja błagam Twoja ofiara nie pójdzie na marne i przybliży nadejście Garoka – siłą przywiązali nieszczęśnika do ołtarzu, po czym kapłan rozpruł mu klatkę piersiową aż krew trysnęła do góry oblewając twarz kapłana ten się nie przeją tym tylko wtarł krew w swoją twarz i wyciągnął serce. Mój ojciec miał rację że to była najbardziej przerażając rzecz jaką widziałam w moim życiu, że jednej strony pamiętam zrobiło mi się nie dobrze i odwróciłam wzrok wtedy usłyszałam cichy głos mojej matki Patrz córko i nie odwracaj wzroku. Po ceremonii byłam kilka dni struta. A potem moje życie jakoś się toczyło, moje przeznaczenie chyba było już przesądzone, wiedziałam co będę robić. Wiesz w kręgu, pozycja jest dziedziczona, ale pretendent na stanowisko musi udowodnić, że jest godny stanowiska, dlatego też uczyłam się cały czas i trenowałam z matką Abhathar, poszłam do Akademii, jak dobrze wiesz szkolenie w Akademii otwiera wiele drzwi, nie marzyła mi się kariera wojskowa chyba dlatego bo widziałam po mojej matce jakie jest to ciężkie. Ale największy zawód sprawiłam rektorowi Akademii który mnie wezwał do siebie

– Elaiu chyba wiesz czemu ciebie wezwałem

– Domyślam się

– Dostałem twoje odmowy na wszystkie okręty

– Rektorze mi po prostu nie jest pisane bycie żołnierzem

– Powinnaś chociaż spróbować ty masz taki potencjał, możesz mieć każdą partnerkę z każdą się możesz z synchronizować jesteś diamentem wśród kadetek, szkoda taki diament wyrzucać . A twoje odmowy są stanowcze, nie bo nie. Nawet rozmawiałem z twoją matką. Dziwi mnie że poparła twoją decyzję ale widziałem zawód w jej oczach – jakoś nie chciało mi się wierzyć, że moja matka była zwiedziona czymś takim.

– Jak Powiedziałam nie jestem zainteresowana karierą w wojsku. Muszę się przygotować do rytuału przejścia

– To już za tydzień

– Tak

– Dobrze więc idź ale obiecaj mi, że jeszcze to przemyślisz. A potem jak wiesz wydarzenie się potoczyły bardzo szybko bunt we flocie naszej, okręt mojej matki wraz innymi niszczy jeden z portów, mój ojciec się powiesił, bo wiedział, że czeka go gorszy los niż śmierć pewnie był by torturowany przed śmiercią. A same egzekucje były publiczne i nie był to widok przyjemny dla nikogo, ci co mieli szczęście zostali powieszeni, ci co nie mieli szczęścia zostali spaleni żywcem, albo zakopani pod ziemią lub zamurowani w celach. Zostałam sama i wiedziałam że muszę jakoś przetrwać, też byłam przesłuchiwana przez wywiad. Wtedy widziałam po raz pierwszy Kelene, która siedziała sobie na stołku i słuchała moich zeznań kłamałam jak z nut udawałam, że nie widziałam że moi rodzice należą do kręgu. Moje szczęście polegało na tym, że w czasie pobytu w akademii prawie nie bywała w domu, więc mogli uwierzyć w bajkę że nic nie ma wspólnego Kręgiem, opinia z Akademii pomogła i to, że nie widziałam siebie w armii a większość członków Kręgu było woskowymi. Nie wiedziałam co mam zrobić, widzisz przyjaciele moich rodziców albo nie żyli, albo się ukrywali a ja nie byłam głupia i ich nie szukałam mimo że nie zostałam oskarżona o nic, czułam się obserwowana. Pewnego dla ktoś mnie potrącił i odszedł szybko, spojrzałam tylko na ta osobę twarz była mi znajoma, ale pomyślałam, że mi się przewidziało, więc wróciłam do Akademii tam usiadłam sobie na łóżku myśląc co dalej i w łożyłam dłoń w kieszeń była tam kartka napisana odręcznym pismem mojej matki

 

Jestem Cała, Krąg się odrodzi działaj z ukrycia jak możesz i czekaj aż cała sprawa przyschnie Garok się odrodzi

 

Jak się domyślasz w czasie rytuału wybrałam płeć kobiety, miałam plan, zastanawiałam się jak zdobyć wpływy, a zarazem działać na rzecz kręgu, doszłam do wniosku, że zostanę kapłanką, to dało mi możliwość do kontaktowania się z innymi członkami organizacji, poprzez spowiedź. Aby zostać być duchowną musiałam wybrać płeć kobiety, czy mi się to podobało czy nie. Musiałam działać uważnie i powoli, można powiedzieć dobrze się sprawy ułożyły królem został Olan II, który tak szczerze nie tępił członków Kręgu. Można powiedzieć, że zostałam też Patronem w organizacji, mój ojciec nie żył matka się ukrywała, gdzieś gdzie nawet ja nie wiedziałam gdzie ona jest, miała pewne przypuszczenie, ale nie miałam jak to sprawdzić. Powoli awansowałam w strukturach Kościała Diath. A wiesz mi ni było to łatwe biorąc pod uwagę, że każdy wiedział, że jestem córka zdrajczyni która dość że zdradziła swój kraj to jeszcze zniszczyła port. Nie łatwo mi było tak żyć, musiałam udawać że jestem im innym niż jestem i powoli z mozołem budowałam nowe struktury Kręgu nie popełniając starych błędów, i mniej ludzi wiedziało, kim są poszczególne głowy w kręgu tym lepiej było. Ale sama widzę że nie wszystko idzie po naszej myśli. Nie przewidzieliśmy wielu rzeczy, tego, że naczyń może być więcej niż jedno. Kelena i reszta Nomadów wiedziała, dlatego, kazała palić wszędzie akty urodzenia, muszę zrobiła to sprytnie, bo spaliła akty dziesięć lat wstecz, ale miała głowę na karku każde dziecko musi być gdzieś zapisane więc nie mogła zostać luka w narodzinach bo ktoś by się połapał, więc kazał fałszować akta urodzenia, zmienić imiona czy daty urodzin zrobiła to sprytnie i umiejętnie imiona zmarłych dzieci wpisała tak aby z nich wynikało że te się urodziły zgodnie z proroctwem

– Sprytne. – Lukisz wypowiedział te słowa z zamyślonym tonem.

– I to bardzo sprytne utrudniło to mi pracę w szukaniu naczynia, przypadek spowodował, że wpadłam na to, że jedna z pilotek może być naczyniem, ale nie wiedziałam która, aż do ataku.

Co teraz Pani? – Lukiusz wstał ze swego miejsca i przeciągnął się leniwie.

– Nie możemy pozwolić aby ta pilot zginęła to na pewno, musimy ją przec... – Zawyły alarm a z interkomu było słychać.

– Alarm bojowy to nie są ćwiczenia piloci na stanowiska wszyscy zgłoszą się na swoje stanowiska. Powtarzam Alarm bojowy to nie są ćwiczenia – Cóż naszą rozmowę będziemy musieli zakończyć innym razem, musimy iść na mostek bo coś nas ominie. – Elaia wyszła szybkim krokiem w kierunku mostka tak się spieszyła że niemal na Króla nie wpadła

– Och przepraszam Panie

– Nic się nie stało kapłanko

– Czemu ogłoszono Alarm bojowy

– Piraci Kapłanko – oboje szli w kierunku mostka.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania