Uparta miłość r.17 [1]

Dom państwa Zalewskich był urządzony z wielkim smakiem. Mama nie pracowała, za to słynęła wśród elity stargardzkiej, że jest panią domu w iście magnackim stylu.

Pani Marynia poznała męża, gdy był felczerem w wojennym szpitalu, a ona dopiero co przekwalifikowała się z nauczycielki na pielęgniarkę.

Pobrali się i zamieszkali na przedmieściu Lwowa. Urodziła się córeczka, lecz w czasie epidemii tyfusu zmarła.

Po wojnie zamieszkali w Warszawie, tam na świat przyszedł Adam i na niego pani Marynia przelała całą miłość.

Mąż miewał romanse i kochanki; o jednych wiedziała, o innych nie – machnęła na wszystko ręką i zdawała się być szczęśliwa.

Kiedy zamieszkali w Stargardzie, jedna z pielęgniarek urodziła córeczkę, wszyscy, oprócz pani Maryni wiedzieli, że to dziecko doktora Zalewskiego.

A on sam na pierwszym miejscu stawiał swoją rodzinę i swoją żonę. A że namiętnie lubił kobitki, no cóż, taka jego natura.

Niby żyli zgodnie i dostatnio, ale gdy przyszło do Wigilii, do opłatka, do życzeń – w oczach teściowej Mirka ujrzała wielkie łzy i nie wiadomo, czy tylko wzruszenia, czy żalu do męża też...

Czuła, że mimo przepychu, wystroju, zastawy, potraw - nie ma tej czystości, przejrzystości, jak u niej w domu. W powietrzu wisiało coś trudnego do określenia, co nie pozwalało oddać się bez reszty nastrojowi tego wieczoru.

Nawet Adam był mniej swobodny, niż u teściów.

Jakieś dwa lata wstecz , gdy rodzice dowiedzieli się, o zamiarach syna , był ostry sprzeciw! Jak to, ich piękny Książe miałby wziąć sobie żonę z pegeeru? Co znajomi powiedzą?

Czas mijał, syn zdania nie zmieniał, mimo perswazji i przemawiania do rozumu.. Trzeba było zaakceptować wybór, lub stracić syna. Tato pierwszy, jako bądź , co bądź – znawca przedmiotu, przekonał się do Mirki.. Spokojna, rozważna, bardzo opanowana; przy tym niebrzydka. Rodzina też niczego sobie, więc nie ma co wydziwiać.

Z panią Marynią było inaczej - porównywała Mirkę z pierwszą kandydatką na żonę – Justyną. I Tu synowa bardzo zyskiwała.

Tamta nosiła głowę wysoko a dumne, spojrzenie zdawało się mówić: powinniście skakać z radości, że się waszemu synowi ktoś taki trafia! Z tatusiem, co trzęsie powiatem, z urodą , jak u Marleny Dietrich z takim powodzenie, ze ho, ho... Zalewscy odetchnęli z ulgą, gdy się okazało, ze do tego małżeństwa nie dojdzie.

Później Marynia bardzo chciała, by Mirka pokochała ją jak matkę; tylko że Adaś jakby się od rodziców odsunął – na pierwszym miejscu była ona. , wiec serce bolało.

Razem z mężem doszli do wniosku, że teraz oni są jedno i oboje jednakowo trzeba hołubić.

Mirka nie przyzwyczajona do przepychu, a wręcz przeciwnie – do nieustannej oszczędności; tu była wręcz oszołomiona bogactwem rzucającym się w oczy wszędzie. Onieśmielona tym, ze tak się jej nadskakuje; mimo to, najchętniej skróciła by pobyt i pojechała do swoich.

Tymczasem po wieczerzy wigilijnej, gdy przy kawie i słodkościach czekali północy, przyszło do dyskusji politycznej.

– Kto by pomyślał, ze to aż takie rozmiary przybierze – odezwał się tato nalewając sobie koniaczku - zawsze byłem przeciwnikiem nagonek antysemickich, ale co się teraz wyrabia... Ucierpiała ogromna rzesza ludzi, którzy tu żyli i pracowali, po co to komu? Ale z drugiej strony; przewietrzyło się, powiał świeży wiatr.

– Tato, u nas odeszło pięciu wybitnych profesorów, co to za nowy wiatr?

– U was to i tak spokojnie wszystko przebiega, Na UW, to dopiero się działo! Słyszałem, ze relegowano przeszło pięćdziesięciu studentów, pracę potracili Bogu ducha winni ludzie, wybitne jednostki. A ci co zostali ciągani są po sadach. Synu, ty się do polityki nie mieszaj, trzymaj się z daleka od tego zamętu, szkoda by było rok przed końcem narażać się na jakieś represje..

– Otóż to – potakiwała mama – po co ma cię coś złego spotkać. Masz żonę, masz nas; masz o kogo się troszczyć.

– – Spokojnie, mam swój rozum – odezwał się Adam – a swoja drogą, jak porównam życie u nas i we Francji... i nie dokończył, bo odezwał się telefon. Mieli nagły przypadek, wzywali ojca do szpitala.

– – No i widzicie, jakie ja mam święta – pożaliła się mama – mało kiedy obejdzie się baz dyżuru, lub nagłego wezwania.

– Choć tak goszczeni i hołubieni, młodzi zapowiedzieli, że w drugi dzień Świąt odjeżdżają. No synowa, wiadomo do pracy, ale syn – po co już ma jechać? Zawołali go do kuchni i szepcząc, próbowali namówić, by jeszcze parę dni pobył.

– I tak dobrze ,żeście się nie pochorowali w tej waszej prowizorce – przemawiał tato do rozumu, a mama dodawała

- Nie bardzo ona widać dba o ciebie , skoro tak wychudłeś Pogościsz się u nas, wyśpisz w cieple, pojesz, co dusza zapragnie, nawet do Nowego Roku – szeptali na przemian. Nie pomogło żadne namawianie, ani to, ze tato odmówił użyczania samochodu –

W Szczepana młodzi kazali się odwieźć na stację nie czekając nawet obiadu.

Po Świętach zima trochę pofolgowała, nastały dni ciche i słoneczne. Adam lubił stanąć rankiem przy oknie sypialni i patrzeć na pobliskie wzgórze ze starym lasem. Słońce obejmowało go stopniowo swoim blaskiem, tak, że drzewa jaśniały , jak zaczarowane. Żona szła do pracy przed siódmą, nie mogła tego widzieć, wiec jej opowiadał; podkreślając że w przepięknym miejscu przyszło im żyć.

Mirka wiedziała więcej: stary las pozostanie, młodnik będzie wycięty. Tamtędy pójdzie nowa droga do powstającego za wzgórzem osiedla.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania