Uparta miłość r.I [3]

– Piotr zaprzyjaźnił się ze stolarzem, który zamieszkał parę domów za ich bliźniakiem. Mikołaj Zahota był, jak żaden miejscowy Ukrainiec bardzo rozmowny i wesoły.

Objął poniemiecką stelmacharnię, gdyż tylko on wiedział do czego służą zgromadzone tam urządzenia. Krótko przed wybuchem wojny wrócił z Francji, gdzie pracował przy wyrębie lasu. Wróciwszy z gotówką, zabrał się za budowę domu. Nie zdążył go skończyć; przyszli Banderowcy i w nocy podpalili to, co stało. Wojna się skończyła, a w jego Bieszczadach rozszalało się prawdziwe piekło. Raz przychodzili bojownicy Bandery i oskarżali Mikołaja o współpracę z wojskiem polskim, a za parę dni przyjeżdżała wojskowa żandarmeria i więziła go za to, że ma kontakty z Ukraińcami z lasu. Żona i dzieci nie raz go opłakiwały, gdyż bywało, że i miesiąc ukrywał się w lesie przed jednymi i drugimi.

Teraz był szczęśliwy, że może spokojnie przespać noc. Jeśli czymś się trapił, to losem rodziców, bo matka była Polką, a ojciec Ukraińcem. Na czas wysiedleń, ojciec zaszył się gdzieś w sobie tylko znanych ostępach leśnych, a mama bez ojca nie chciała wyjeżdżać.

– - Czas mija – a od nich nie ma żądnej wiadomości – ubolewał.

– – A ja to nawet nie myślę o swoich stronach. Chyba by mi serce pękło, jakbym zobaczył nasz dom. Ja już nikogo nie mam - odpowiadał Piotr ocierając oczy.

– Był marzec przygrzewało jaskrawe słoneczko, świat cieszył się pięknym przedwiośniem . U Lisów szykowało się święto – maluch kończyły trzy latka. Lusia uwijała się przy kuchni, do pomocy przyszła Grzelakowa. Miało być sporo gości. Mama z mężem i przyrodnim bratem Lusi- Szymonkiem, brat Józef z młodą żoną, kierownik Łukowski z rodziną i Zahotowie. Na przyjęciu urodzinowym nie brakowało, ani jadła, ani napitku.

Cały zaś wieczór zszedł na rozmowach politycznych. Od czasu do czasu pan Piotr wychodził przed dom popatrzeć, czy ktoś nie słucha pod oknem, bo i tacy w Pogórzu byli.

– Szczęśliwe, obdarowane zabawkami maluchy poszły wcześnie spać. Mirka mogła wtedy pobawić się za swoim, parę lat młodszym wujkiem. Była poważną , mądrą dziewczynką

Jak ojciec błękitnooka, jasnowłosa i jak ojciec wysoka. Bliźniaki rosły zdrowo, lecz był czas, że matka sama nie radziła sobie z dwojgiem rozkrzyczanych dzieciaków. Ojciec wstawał do pracy półprzytomny, matka padała z nóg – wtedy z pomocą śpieszyła Mireczka.

No i od tego noszenia dosyć ciężkich braci nabawiła się skoliozy. Rodzice patrzyli z przerażeniem na jej krzywe plecy, wystającą łopatkę. Lekarz nauczył ją ćwiczeń, wykonywała je z żelazną konsekwencją, a skrzywienie się pogłębiało – czysta rozpacz!

– Trwało upalne lato 1958 roku, żniwa były na ukończeniu; a że zbierało się na burzę, kto żyw pracował przy zwożeniu zboża. W taki dzień stelmach Zahota siedział przed warsztatem i z butelki po orenżadzie popijał kawę zbożową. Nadjechał listonosz, wręczył mu list i gazetę, zapytał o księgowego i prowadząc rower skierował się do pałacu.

Lis wyszedł właśnie z magazynku przy oborze z jakimiś księgami pod pachą. Listonosz podszedł, pogrzebał w swej przepastnej torbie i podał mu kolorowy, gęsto ostemplowany list. Piotr otworzył, przeczytał i zachwiał się tak, jakby za chwilę miał upaść. Zaniepokojony, ale i zaciekawiony Mikołaj podbiegł i ciężko dyszącego przyprowadził na swoją ławeczkę.

– -Donoszą, że moja siostra Rozalia żyje! Tu mam jej adres do Francji – wyszeptał zbielałymi ustami, jakby donosił o jakimś nieszczęściu. Mikołaj klepnął go energicznie w plecy, objął, uściskał i obaj rozpłakali się z wielkiej uciechy.

– Tego dnia u Lisów było święto: odnalazła się dawno opłakana siostra taty. Dla Mirki ta egzotyczna ciocia jawiła się w wyobraźni jako przepiękna, dobra wróżka. Z namaszczeniem pisali i adresowali list do Niej, tato osobiście nadał go na poczcie w Szczecinku. Po miesiącu przyszła odpowiedź. Ciocia pokrótce opisywała, jak trafiła do Francji, jak żyje – ale przede wszystkim pisała, że chciałaby przyjechać do Polski w odwiedziny. Lisowie chodzili dumni i szczęśliwi, jak nigdy dotąd. Tymczasem nad głową Lisa zaczęły się zbierać czarne chmury, których nikt się nie spodziewał.

– Kierownik Łukowski otrzymał pismo od władz partyjnych, że Piotr Lis, jako element związany z wrogimi siłami państwa burżuazyjnego; do chwili wyjaśnienia - winien być natychmiast odsunięty od zarządzania majątkiem!

Lukowski wiedział, co to znaczy, sam był nieraz badany, czy aby na pewno jest prawomyślny. Pochodził spod Lwowa; gdy nastały tam wywózki Polaków na Syberię, ostrzeżony przeniósł się do Riazania. Tam w pod koniec września 1944 roku otrzymał gwiazdki oficerskie i ruszył na front.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania