Uparta miłość r.VII[4]

– Już patrzyłam, wezmę się za to niedługo. Teraz, jesienią, kwiatów nasadzić, to wiosną pięknie zakwitną. Wtedy i kierownikowa łaskawiej na mnie spojrzy. Ponoć zrobiła mężowi awanturę, że mnie przygarnął, obiecał robotę i parę razy tu zajrzał.

– A na dole kto mieszka?

– – Na dole jest stołówka, tak, że ta ściana nikogo nie obchodzi, niestety – znów się śmiała, ale już ciszej, bo synek zasnął.

– Nie gniewaj się, że znoszę ci używane rzeczy, ale myślę, że te spodenki i sweterki będą jak w sam raz na twoją córeczkę. O właśnie, a gdzie ona?

- Halinka namówiła Romana na wspólny wyjazd na grzyby i wzięli małą. To takie cygańskie dziecko, nikogo się nie boi i wszędzie jest u siebie.

Sabina postawiła na stole dzbanek z kwaśnym mlekiem

.- Pychota, spróbuj. Oborowy daje mi tyle mleka, że zostawiam na zsiadłe. Chwilę milczały delektując się mlekiem. Mirce niezręcznie było pytać, co dalej zamierza, bo pomoc obcych wkrótce się skończy. Sabina sama zaczęła:

- Matkę mi zmarnowali. Wiesz, że nie żyje? A tu by bidulka, jeszcze pożyła. Nalegali, żeby przywieźć, bo nie dawałam rady opiekować się dzieckiem i robić zakupy, gotować obiady, urzędy obskoczyć, towarów nawieźć z hurtowni. Tam wszyscy zajęci – siostry Julka w szwalni, matka w sklepie, mąż na służbie. A jak przyjeżdżał w soboty, to koło niego trzeba było skakać. No i się zgodziłam, choć wiedziałam, że niewiele mi pomoże, ale niech ktoś bliski będzie koło mnie. I owszem bywały dni, że i dziecko pokołysała, i przy kuchni postała, ale bywało też i tak, że w sweterku i kapciach szła na mróz i szukaj wiatru w polu. Trzeba było wydzwaniać po szpitalach, milicje zawiadamiać. No i za którymś razem zawieźli ją do wariatkowa, nie trwało długo, może miesiąc i zmarła.

– Nie mogliście zamieszkać osobno? Przecież wojskowi nie mają kłopotu z przydziałem mieszkania.

– Ano właśnie! Mały lada dzień miał przyjść na świat, więc pojechałam tam i pytam, czy nie dałoby się przydziału przyśpieszyć? A oni mi na to, że Julian Bielak o żadne mieszkanie nigdy się nie starał. Wyobrażasz sobie? Mówił, że czekamy w kolejce, żebym była służącą! Myślałam, że mnie tam trafi na miejscu. Dziecko się urodziło, a ja nie miałam pokarmu przez te nerwy. O nie! Tego już za wiele, jak tylko nabrałam sił, a mały podrósł- hajda, do swoich!

– A jak przyjedzie za tobą? – badała dalej Mirka.

– Nie wiem, jednak jest dwoje dzieci i ślub nas łączy. Powiem ci jednak, że tam byłam wciąż obca, a tu czuję, że jestem w domu. Dziadek dał mi swoją emeryturę, Dudkowski daje mleko, ludzie znoszą różne rzeczy. No dobrze – uśmiechnęła się – starczy o mnie, teraz powiedz, co u ciebie?

– Moje sprawy też marnie stoją. Adam był we Francji i niestety nie był mi wierny. Teraz się zastanawiam, co z tym fantem począć.

– Trochę wiem o wszystkim od Halinki. Ona twierdzi, że Zalewski szaleje za tobą. Myślę, że warto przebaczyć, bo co innego przelotny romansik, a co innego prawdziwa miłość. Wygląda na to, że mu zależy, inaczej nie przyjeżdżałby tu. Ale, moja kochana – patrz na moje życie i ucz się. Nie pozwól nad sobą zapanować! Jak poczuje, że on karty rozdaje, to po tobie!

– Tak, jak mówisz Sabinko, -śmiała się Mirka ściskając przyjaciółkę na pożegnanie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • piliery 2 miesiące temu
    Pięknie prowadzone dialogi. Mistrzostwo.
  • piliery 2 miesiące temu
    Bardzo szkoda ze nie jesteś zarejestrowana na opowi. Można by wrócić do wcześniejszych części. Mam bardzo dobre wspomnienia z lektury Twoich opowieści - jednak nie zawsze wszystko pamiętam.
  • Maria Bodnar 2 miesiące temu
    szczesciejakdmuchawiec.blogspot.com
    Pięknie dziękuję za dobre słowo. To pomaga. Wszystko jest na moim blogu. Zapraszam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania