Drabblle – Sąsiadki Piaskowe
Naprzeciwko siebie, mieszkały dwie Kupy Piachu z mniejszymi kupkami. Żółtawa nieustanie chwaliła swoje dzieci. Wprost nie dawała spokoju Szarej.
– Kiedy patrzę na twoje maluchy, to myślę sobie, że na pewno trudno jest tobie udźwignąć ciężar ich głupoty. Spójrz na moje. To bezkresny iloraz inteligencji, wykształcił im tak piękne kształty. W porównaniu z twoimi...
Minęło trochę czasu, lecz sąsiadka nadal wygłaszała wiadome kwestie, nie bacząc na zachodzące zmiany. Aż jej ziarenka iskrzyły. Lecz pewnego dnia, coś jej podpadło i chociaż nie była wcale ciekawa, to musiała zagadnąć:
– Jakoś tak ostatnio Twoich dzieci nie widuję.
– Bo są rozgarnięte, w przeciwieństwie do twoich.
Manekin
Ulica słabo oświetlona. Mieszkańcy odcięci skalpelem snu, od otaczającej rzeczywistości.
Idzie niespieszno. Nie zostawia żadnych śladów, z uwagi na brak wspomnień na podeszwach. Nigdy nie wdepnął w ciekawą sytuacje. Życie jest monotonne, jak szarość, po której podąża.
Deszczowe krople, pieczętują przygnębienie, chichotem rozbryzgu. Za długie, mokre na dole nogawki, usztywnione brudem, nie milkną w nieustannym szuraniu. Błądzą po kostkach brukowych, mając w sobie tyle życia, co on. Piekarnik wypluł spalone ciasto.
– Mamusiu! Temu panu jest smutno. Pogadajmy z nim.
– Z tym czymś? To tylko kolejny manekin. A swoją drogą, zaczynają mnie wnerwiać, te wieczne reklamy sztucznych łez.
•••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••
JaskiniowiecNagłówek, który sobie imię sam zmienił–(chociaż druga Rada Żywych Jaskiniowców, bo pierwszą zagryzł tygrys szablasty i nie mogła radzić– nadała mu ksywkę Półgłówek)–wypił z wyłupanego kamienia etanol i po chwili zobaczył czterononożny stół, który się przeobraził w siedmionożnego pająka, o migoczącym imieniu Fluoryt.
Ów miał świecącą, różnokolorową dupkę, co to miała zwabiać, tłuste muchy paprociowe. Stąd taka nazwa do niego przylgnęła, niczym florin, wyduszany gdzie popadnie, z różnych cuchnących dziur, by rośliny pachnące, lepiej rosły. Wspomniany siedmioczłapaniec, miał zamiar całe stada tezauryzować, zaś odpowiednio zesumować, jako lokatę na wymianę za przędzę, bo sam już nie umiał snuć, a chciał się na stare lata, pobujać.
Poza tym, ich skrzydlate krzątanie się, potrafiło go rozgniewać i wprowadzić w podły, stereotypowy nastrój. Wtedy to widział i słyszał po bokach, lewy i prawy głośnik. Wisiały na kłach szalonego Mamuta, melomana rockowego. Prawdziwy kolos muzyczny z niego był. Super turbo, ciężka masa bantamowa, który to na kłębie, miał wytatuowaną aktorkę z dalekiej przyszłości–( kumpel seksomamut, lubił artystycznie kreskować)–zatem skąpo zakreskowana była, a on, głośno łupany meloman, lubił o tym wszem i wobec, decybelami ogłaszać.
Biedny pająk, chciał wyprocesować święty spokój, ale nie zdołał. Z tej to zgryzoty, karcynoid zalągł się w jego wnętrzu. Pożerał go tak samo, jak on pałaszował muchy. Aż wreszcie rozsadził pajęcze ciało, a rozszalałe w agonii strzępki, zapaskudziły tekst, wilgotnymi wnętrznościami. I to w zasadzie, był fragment końcowy.
Komentarze (3)
Równie dobrze możnaby naPISać
- rozwrzeszczanej dzieciarni w głębokiej ciszy to i głuchy nie usłyszy.
Także, za tow. Andrzejem D., że 26-letni alfonsowaty "osiłek" walący sierpowym
w paragrafy jest jak mlody, rozbrykany "tygrysek czy niedźwiadek".
Inspirujące opowiadania. 5, pozdrawiam 😃
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania