Drabblle↔O człowieku, który zjadł swoją obecność
O dnia, kiedy spożył pierwszy kęs, już nie mógł przestać.
Jego obecność bardzo mu zasmakowała.
Zjadał coraz bardziej łapczywie, a przez to z każdym dniem,
mniej ludzi go rozpoznawało.
Nawet stojące wokół rodzinne członki.
Odczuwał nachalną przykrość z tego powodu,
lecz nałóg spożywania obecności, odczuwał silniej.
W końcu, po ostatnim kęsie, nawet własny pies go nie poznał.
Na drugi dzień, znalazł paczkę przed drzwiami.
W środku było antydotum, oraz informacja, by używać z umiarem, po trochu.
Po pierwszym kęsie, pies go rozpoznał.
Zatem spożył łapczywie wszystko i wyszedł na ulicę… i nagle umarł.
Zjadł swoją rozpoznaną obecność, raz na zawsze.
Komentarze (27)
Człowiek zachłanny na obecność, ta taki amator na przyszłość :)) Pozdrawiam ?
Rozwiazanie↔Dzięki:)↔O! Tak też można rzec na przyszłość:)↔Pozdrawiam?:)
O kurcze, miałeś tego nie robić... Później przeczytam, teraz nie mam czasu, ale zapowiada się mega-genial ?
Pobóg Welebor↔Dzięki:)↔To się jeszcze okaże, choć się zapowiada.O!↔Pozdrawiam?:)
Pewnie przejechał go samochód?
5
Józef Kemilk↔Dzięki:)↔Nie wiadomo. Wiem tyle, co Ty:)↔Pozdrawiam?:)
Jak zwykle oderwane od normalnego, zawirowane, straszne i śmieszne, a to znaczy, że Twoja niezrównana wyobraźnia pracuje prawidłowo ;)
Akwadarze↔Dzięki:)↔Jeno przeto, trudno mi pisać normalnie, cokolwiek to znaczy:)↔Pozdrawiam?:)
Dekaos Dondi i całe szczęście ;)
Śmieszne, że po prostu boki zrywać.
O kurcze, nie bardzo rozumiem, zbyt genialne chyba nawet dla mnie!
Pozdrawiam ?
Pobóg Welebor↔W pewnym sensie należy rzec, że przesadna genialność, wciąż zwiększana, może się przeobrazić w... głupotę nawet. "Przegrzanie obwodów"↔To tak jak ze światłem. Za wielka intensywność, oślepia. No ale. To jeno skrót myślowy:)↔Pozdrawiam?:))
Tytuł idealnie marketingowy, nie sposób przejść obojętnie :) Co serwujesz? Wiadomo, tajemnice przyciągają najbardziej, trzeba się wgryźć.
Cóż w tej historyjce mamy? Rozpoznaną i nierozpoznaną obecność własną. Psychologia z filozofią się kłaniają. Bardzo fajnie proces zamykasz w wątku pana nienasyconego sobą. Czym jest istnienie, obecność w świecie?
Samoświadomością.
Bohaterowi każdy kęs własnego -ja- smakuje wybornie.
Narcystyczny obżartuch, kochający swój smak, owo coraz bardziej rozpoznawane jestestwo własne.
Poeta jak nic! :)
No ale wszystkiego o sobie nie wiemy, więc i tego nie pożremy w autoanalizie. Kontrolujemy to, co rozpoznane wewnątrz, to zaś co podświadome jest obecnością niepoznaną. Ciekawe czym nieznanym bohater się "objawił", po "zjedzeniu obecności"... pewnie odchyłem.
Ciekawa ta "nachalna przykrość" nałogu. Jego dobrze już znanej obecności jest coraz mniej, spada niemal do zera, jest świadomy końca uczty, zna już prawie cały swój smak.
Pozostaje mu być nierozpoznaną obecnością, obcą dla otoczenia, jakby nie swoją. Lęk.
Antidotum ma przywrócić własną, utraconą obecność, i udałoby się odtworzyć starego siebie, gdyby wracał do swojego -ja- powoli. W małych dawkach. No cóż, tak sam sobie smakował, że wolał zachłysnąć się dawnym sobą od razu, na raz. Za obżarstwo zapłacił. Nagle totalnie znika, bo od razu się zjadł.
Umarł dla siebie, będąc zupełnie nie sobą, czyli nagle jakąś nierozpoznawalną obecnością.
Hm, a może jestem w totalnym błędzie.
Pozdro. XD
Wrotyś↔Dzięki:)↔Jam pod wrażeniem kometu Twego:)↔Jakbyś co najmniej na 75%, czytała mi w myślach.
Lubię takie rozważania, co wnoszą nowe, dziwne i nie tylko, spojrzenia i człek nagle wie, że w tekście więcej, niż myślał, że napisał. A tytuł, nie ukrywam, że... właśnie taki:))↔Pozdrawiam?:))
Cieszę się : )
A wiesz, że pasuje mi uwikłanie bohatera w potężny nałóg? Alkoholizm, dragi... podobnie wtedy "zjada się/gubi" swoją obecność. Próby wychodzenia z uzależnień też często kończą się źle.
Dobrego dnia, Deduś!
Musiał mieć ów nie lada wyśmienitą osobowość.
Lepiej natomiast, że zjadł swoją, a nie czyjąś. Miałby potem kłopot jak się z tego wytłumaczyć ?
Pozdrawiam ?
Poncki↔Dzięki:)↔Hmm... niekoniecznie wyśmienitą – spozierając na ile się da, obiektywnie na zagadnienie – wszakże zazwyczaj, człek dla własnych błędów i zaniedbań, jest bardziej wyrozumiały, niż dla cudzych.
A fakt. Dobrze, że swoją:)↔Pozdrawiam?:))
To opowiadanie jest, od początku do końca, niesamowicie klimatyczne i trochę też nostalgiczne. Przypomniały mi się różne szalone, głównie amerykańskie, filmy fantastyczno-komediowe, i ogólnie komediowe.
⭐️ ⭐️ ⭐️ ⭐️ ⭐️, pozdrawiam ? ? ? ? ? ? ? ?
Piotrek P.1988↔Dzięki:)↔Klimat czegoś, to fakt, na pewno jest. Ozdobniki nawet pasują:)
Pozdrawiam?:)
Pomyślałam o księżycu. O "pełni" obecności, jej ubywaniu i ponownym przybywaniu. I pomyślałam, że księżyc nie może zjeść całej swojej obecności, bo jego "pełnia" to tylko widoczna część.
Prawdziwa pełnia, 'PEŁNOŚĆ', całkowita obecność, to część widoczna plus niewidoczna.
Więc ratunkiem przed zgubą jest niepełne odsłonięcie się. Tajemnica. Prywatność.
Wystawiając siebie w pełni, na ulicę, nie budzimy już zainteresowania, czyli - znikamy...
"Zatem spożył łapczywie wszystko i wyszedł na ulicę… i nagle umarł.
Zjadł swoją rozpoznaną obecność, raz na zawsze".
Trzy Cztery↔Dzięki:)↔O skojarzeniu z księżycem i w ten sposób uzasadnieniu, bym nie pomyślał.
Jam kontent, przeczytawszy. Antydotum niezgodnie z instrukcją, podziałało niezgodnie ze swoim przeznaczeniem.
"Część widoczna plus niewidoczna"→otóż to:)↔Pozdrawiam?:)
Witam w Bitwie! Powodzenia i dobrej zabawy
Literkowa
Literkowa↔To nie jest drabble na Bitwę. Nawet nie wiedziałem, że nadusiłem na: konkurs.
Może myślałem, o takim↔Pozdrawiam)?:)
Dekaos Dondi przepraszam, zagalopowałam się :)
Po ostatnim kęsie na antidotum już było za późno, bo ta paczka to pamiętnik napisany do własnego siebie - posłana z przyszłości, gdy dusza wędrowała zbierając te kęsy porozrzucane w dolinach gór i oceanów rozterek i marzeń - ta paczka to posklejana porcelana twojego serca- dlatego powoli masz otwierać, by ją postawić na nogi.. a pies to twoja przeszłość, z którą się rozliczyłeś.
Na pozór dramatyczne, lecz ten ogon psa wcale nie musi być końcem lecz początkiem
Stawiam 5 gwiazdek - dawno nie czytałam czegoś tak dobrego
Atriskel↔Dzięki:)↔To trzecia interpretacja tekstu i znowu bardzo ciekawa. Że owa paczka, to od samego siebie, z przyszłości. Być może, gdyby jadł po trochu, to faktycznie... wrócił by.
Chociaż w sumie nie wiadomo, co było z tą jego "rozpoznaną obecnością" później...
Znowu coś więcej wiem, o tym co napisałem:)↔Pozdrawiam?:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania