Poprzednie części:  bez tytułu

bez tytułu ale może być gdzieś tam zimą

utrzymywałem się na nitkach rozmów

z nimi którzy próbowali

od których uciekłem

gdzie kurzą łapą

pazurami

rozgarniałem popiół w palenisku

licząc grudki żaru

zima szła

z zgasłych kadmów

zetlałych sepii

impresji co pozostało z światła debussego

elegii strasussa do asonansu schönberga

w narastający dysonans weberna

przez cień i światło firanki

sączącej żegnane słońce

w szarugi listopada morawskiego

w grudniowe dzwonki sań rachmaninowa

w śmierć mrozu stycznia leningradu lutego

drugiego koncertu szostakowicza z prikazu i

pod strahom smierti wiolonczelowego

eh, zapędziła nas tamta zima

psa i mnie w zamierający oddech sibeliusa

w das wohltemperierte klavier na zamarzniętych szybach

z przerwami na tarzanie się po dywanie

drżała chałupa sypiąc szadzią i popiołem na zmianę

skąd biegliśmy grać waldszenen opus osiemdziesiąty drugi

udając polowanie na

smugi sarn płowe z moim psem płowym

zmieszane rozmazane przede mną stojącym

godzinę przed ich lotem

każdym cudownym podmuchem wiatru

między pniami śpiących drzew

rozsądniejszy zbierałem gałęzie

przy którychśmy cieple

zasypiali pod piecem

głodni

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania