Poprzednie częściKomisar - 1 Komisar - 2 Komisar - 3

Komisar - 22

Słońce nad głową. Chłodny wietrzyk odświeża umysł. Ptaszki śpiewają.

Wielu, określiłoby to miłym popołudniem… nie ja.

Westchnąłem.

Dymitry spojrzał na mnie, unosząc prawą brew.

– Wstaliście dzisiaj lewą nogą, towarzyszu?

Machnąłem ręką poirytowany.

– Może tak, może nie… za cicho siedzą od wczorajszego ataku – stwierdziłem. – Zwykle coś mieliśmy, jakiś ślad, cokolwiek, a dzisiaj zbliża się wieczór i nadal cicho. Od wczorajszej akcji nie wykonali najmniejszego ruchu.

Iwanow wzruszył ramionami.

– Odrobina spokoju nie zaszkodzi Santa Rosa. Miasto nie było tak ciche od początku inwazji. Zaprowadziliście tu porządek.

Skręciliśmy w prawo. Bawiąca się na chodniku grupka młodzieży ustąpiła nam z drogi, widząc dwójkę moich ochroniarzy ze Specnazu, idących dwa kroki za mną. Uśmiechnąłem się do nich serdecznie.

– Dzień dobry – wyglądały na wystraszone i trudno im się dziwić. – Widzicie Iwanow – odezwałem się po rosyjsku. – Nie jestem przyzwyczajony do ciszy. Lubię ją, ale… jest im obca.

– Czy to źle?

– Nie, nie Iwanow, nie o to chodzi. Po prostu… jak wczoraj odkryłem, że liderem partyzantów w regionie jest ktoś na tyle szalony, by użyć samobójców, byłem podekscytowany – przyznałem szczerze. – Faktycznie podekscytowany.

Iwanow zamrugał.

– Dlaczego towarzyszu?

– Bo oznacza to, że mamy do czynienia z irracjonalnymi amatorami! – Zaśmiałem się głośno. – Najłatwiejsi do rozbicia.

– Czy nie mówiliście, że nienawidzicie braku profesjonalizmu?

Celne pytanie. Zasługujące na odpowiedź.

– To tak, ale nasi kochani amatorzy nie są zwykłymi amatorami – odpowiedziałem. – Mamy do czynienia z radykałami, towarzyszu. A wiecie, co to oznacza?

Adiutant zamyślił się przez chwilę. Obserwowałem go uważnie. Chłopak się szybko uczył, więc miałem nadzieję, że szybko rozwiąże moją zagadkę. Po dłuższej chwili odpowiedział.

– Że nie wszyscy partyzanci mają takie podejście.

– Brawo Iwanow – pochwaliłem go. – Dzisiaj jest tak cicho, ponieważ pod naszymi nogami rozgrywa się bitwa między stronnictwami partyzantów. Dopóki walczą między sobą, mamy przewagę – westchnąłem. – Oznacza to jednak, że obie strony nasilą ilość akcji, by przekonać do siebie populację. Spodziewam się licznych akcji sabotażu w najbliższej przyszłości… ale o ile pozostaną rozbici, różne stronnictwa będą wchodzić sobie w drogę.

– A my to wykorzystamy.

– Kompletnie i całkowicie…

Zamilkłem, zauważając coś bardzo ciekawego. Iwanow podążył za moim wzrokiem i mruknął zaintrygowany. Staliśmy tak przez chwilę, oszołomieni sceną, która rozgrywała się po drugiej stronie ulicy.

– Nietypowe – stwierdził.

– Delikatnie rzecz ujmując – przyznałem. – Zobaczmy, jakie ma wyjaśnienie.

Nie śpiesząc się, podeszliśmy do mężczyzny stojącego przy pickupie… z karabinem na plecach. Nie zauważył nas w pierwszej chwili. Zajmował się czymś przy aucie, kiedy odchrząknąłem, zwracając jego uwagę. Jęknął i zaczął się odwracać.

– Yaeh? O co… – zobaczył z kim ma do czynienia. – AAA!

Wywróciłem oczami. Jak zachód przedstawiał moją profesję, by co drugi jankes widział mnie jako wcielenie diabła?

– Dzień dobry.

– D-dzień dobry – mężczyzna kiwnął głową. – O co chodzi?

Miał mnie za głupka, czy głupka zgrywał.

– Czemu nadal masz broń? – Zapytałem. – Siły okupacyjne wydały rozporządzenie, by każdy oddał swoją broń – żołnierze specnazu ustawili się w lepszej pozycji. – Czy wiesz, co grozi za nieprzestrzeganie zasad sił okupacyjnych?

Mężczyzna uniósł dłonie.

– O nie, nie… znaczy, tak wiem – odpowiedział zakłopotany. – Ale to nie moja broń.

Uniosłem brew z wyrazem nieocenionego krytycyzmu. Ta scena stawała się coraz bardziej idiotyczna. Zaczynałem się zastanawiać: Z kim mam do czynienia? Milson był naiwny, ale ten chyba celuje w jakiś rekord.

– A więc przyznajesz się, że ją ukradłeś czy…?

– Nie – mężczyzna pokręcił głową. – Broń należy do klubu myśliwych – odpowiedział. – Po zajęciu miasta zgłosiliśmy się do szefa miejscowych sił okupacyjnych. Ja oraz kilku innych myśliwych miało inicjatywę. Dostawy jedzenia do miasta zostały w większości przerwane, są zapasy, ale czemu je zużywać, skoro lasy tuż obok? Za jego pozwoleniem klub myśliwski prowadzi polowania i dostarcza mięsa do miejscowej rzeźni.

Zmrużyłem brwi i zastanowiłem się przez dłuższą chwilę.

– „Myśliwska Inicjatywa Santa Rosa”? – Zapytałem na głos.

– Tak – mężczyzna przytaknął. – Tak mieliśmy się nazywać.

Westchnąłem poirytowany. Uniosłem dłoń, uspokajając specnazowców.

– Jeden z pomysłów tego idioty Rudnicowa – odezwałem się po rosyjsku. – Zobaczyłem nazwę, ale nie zdążyłem przejrzeć wszystkich szczegółów.

– To problematyczny pomysł – odpowiedział Iwanow. – Populacji nie spodoba się odcięcie od świeżego mięsa.

Stojący przed nami myśliwy spoglądał na nas całkowicie zdezorientowany, nie mogąc zrozumieć słowa. Rozbawiło mnie, z jaką paniką próbował odgadnąć, o czym mówimy. Tak to jest, jak nie uczysz się języków.

– Jak się nazywacie?

– Reed. Stan Reed – odpowiedział niepewnie. – Czy… czy jestem aresztowany?

– Nie, panie Reed – uspokoiłem go. – Nie jesteście – odetchnął z ulgą. – Przynajmniej na razie – ulga zniknęła. – Coś udało wam się upolować?

– Nie dziś – Reed pokręcił głową. – Trafiłem dzika, ale był to kiepski strzał. Parszywiec umknął.

Pokiwałem głową.

– Ilu jest was w tym klubie?

– Ja i pięciu innych… – tutaj podrapał się po głowie, spoglądając na moje odznaczenia. – Przepraszam, ale jak mam się do Pana zwracać?

Żaróweczka zalśniła mi w głowie. Uśmiechnąłem się szeroko, odpowiadając pewnie.

– Jestem starszym komisarzem majorem KGB. Antoni Paraszenko – przedstawiłem się z szerokim uśmiechem. – Aktualnie jestem głównodowodzącym siłami porządkowymi w Santa Rosa.

Mężczyzna pobladł. Znał moje nazwisko, ale nie twarz. Wielu moich oficerów wędrowało po mieście, szukając śladów, czy czegoś ciekawego, ale byłem pewny, że nikt nie spodziewał się szefa całego cyrku na ulicach. Reed głośno przełknął ślinę.

– Bardzo mi miło pana poznać, starszy komisarzu majorze Paraszenko – wydukał.

– „Majorze” w zupełności wystarczy – odpowiedziałem uspokajająco. – Powiedzcie mi, panie Reed. Czy będąc na polowaniach, nie zobaczyliście czegoś… nietypowego?

– Co ma pan, majorze, na myśli?

– Ślady po upolowanej zwierzynie, którą nikt z waszego klubu nie upolował – odpowiedziałem. – Siły porządkowe podejrzewają, że w lesie grasują terroryści. Możliwe, że również polują na zwierzynę.

Mężczyzna odchrząknął zakłopotany.

– Niczego takiego nie zauważyłem.

Pokiwałem głową.

– W pełni rozumiem. Czy uda się Panu sprowadzić wszystkich członków, do klubu jutro? Tak około… – spojrzałem na zegarek. – Czwartej po południu?

Reed wyglądał na bardzo zaniepokojonego.

– Powinno dać się to zorganizować… dlaczego pan pyta, majorze?

– Cóż to, że Pan nic nie zauważył, nie znaczy, że inni czegoś nie dojrzeli – odpowiedziałem. – Chciałbym też dokonać pewnych zmian w waszym klubie oraz sposobie wydawania broni – uśmiechnąłem się szeroko. – Ale spokojnie, klub nie zostanie zamknięty.

Reed pokiwał głową.

– Rozumiem. Poinformuję wszystkich.

– Wyśmienicie – strzeliłem obcasami i uchyliłem czapki. – Miłego wieczoru, życzę.

– Panu również majorze.

 

Odwróciłem się i kontynuowałem spacer. Kiedy odeszliśmy na znaczną odległość i zakręciliśmy w boczną uliczkę, Iwanow jęknął.

– Kłamał jak z nut.

– Całkowicie – roześmiałem się po rosyjsku. – Starał się, ale to amator.

– Myślicie, że to jeden z radykałów?

– Nie. Myślę, że to jeden z tych, którzy pomagają Milsonowi się ukryć.

– Jakie macie plany? Aresztować ich?

– Przecież obiecałem, że tego nie zrobię, a dobry oficer nie łamie swojego słowa.

– Więc jak ich wykorzystacie?

Uśmiechnąłem się szeroko, wkładając papierosa do ust.

– Widzicie towarzyszu Iwanow. Prowokacja ma wiele twarzy… a ja właśnie stworzyłem gońca z dobrą nowiną.

Iwanow zrozumiał.

– Z informacją, że szef sił okupacyjnych miasta chodzi ulicami z małą ochroną.

Zachichotałem.

– Dokładnie, towarzyszu Iwanow, dokładnie – wciągnąłem zbawienny dym w płuca. – A nie ma nic piękniejszego dla oficera KGB jak gorące głowy amatorskiego ruchu oporu.

Następne częściKomisar - 23 Komisar - 24 Komisar - 25

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • TheRebelliousOne ponad rok temu
    Wow, ktoś tu się rozkręcił z rozdziałami? :D

    Wkurza mnie to jak Czerwony ma wszystko pod kontrolą... XD Myślę jednak, że myśliwy nie jest taki głupi, na jakiego zapewne wygląda... Na pewno też zadawał sobie w głowie pytanie dlaczego ktoś taki jak Paraszenko chodzi z taką małą ochroną. Cóż, przynajmniej ja bym tak myślał i był ostrożny. Czuję, że ta sprawa nie będzie tak łatwo rozwiązana...

    Pozdrawiam :)
  • Kapelusznik ponad rok temu
    No...
    Było że mało odcinków wrzucam
    To macie, żeby nie było że was nie zaniedbuję
    A co się wydarzy, to jeszcze zobaczysz

    Reakcja będzie się jednak różnić między amatorami, a profesjonalistami.
  • TheRebelliousOne ponad rok temu
    Jak brzmiał ten cytat z gównianego remake'u "Red Dawn"? "Nawet najmniejsza pchła dokucza psisku" czy jakoś tak? :D Kiedy słyszę słowo "partyzantka", trzymam się właśnie tego cytatu, bo wydaje mi się prawdziwy.

    Po drugie, akurat ja nie mam o to pretensji. Sam trochę się ociągam z wrzuceniem kolejnych rozdziałów, ale co poradzę na brak weny i sprawy z życia prywatnego? ;)
  • Kapelusznik ponad rok temu
    TheRebelliousOne
    Nie kojarzę nawet tego cytatu, remake oglądałem tylko raz, zresztą nie cały
    Zbyt głupi
  • TheRebelliousOne ponad rok temu
    Kapelusznik
    Ja obejrzałem z szacunku dla oryginału. Racja, sam pomysł zrobienia z Korei Północnej potęgi to totalne kretyństwo. Cytat pochodzi jakoś z momentu, gdy uczyli się działać jako partyzanci... Nie zmienia to jednak faktu, że remake jest równie głupi co fabuła gry Homefront… ;)

    PS.: Sorry, nie chciałem zboczyć z tematu opowiadania na temat filmów XD
  • KuroKurama ponad rok temu
    Rozdział bardzo fajny,
    błędów nie wypatrzyłem (co nie znaczy, że ich nie ma, po prostu jestem za ślepy by je spostrzec), a wydarzenia przedstawione były ciekawe.
    Najbardziej spodobał mi się motyw amatora bijącego rekord bycia "niewiniątkiem".
    Im dalej w rozdziały tym bardziej mam wrażenie, że bez Paraszenki ta inwazja szybko by upadła przez partyzantów, dlatego z ciekawością śledzę tą powieść, by zobaczyć jak ten Czerwony lis sobie poradzi z trudami przyszłości.
    Ocena ode mnie 5.
    Pozdrawiam.
  • Kapelusznik ponad rok temu
    Nie do końca
    Mimo wszystko to inwazja na USA, nawet Armia Czerwona nie jest w stanie od razu zapewnić odpowiedniego personelu na całym froncie.
    To nie tyle skuteczność partyzantów, co brak wystarczającej ilości KGB-owców jest problemem.
    A pamiętasz kumpli Paraszenki? Z Awangardy 2, 3 i 4?
    I co jeden z robił w Sacramento?
    No...
    Awangarda nie bez powodu ma jako liderów jednych z najlepszych oficerów frontowych KGB.
    Pozdrawiam
  • Pontàrú ponad rok temu
    "Uniosłem brew z wyrazem nieocenionego krytycyzmu" dobre zdanie. Bardzo mi się spodobało.

    Jestem po dwóch ostatnich odcinkach Komisara i stylistycznych czy gramatycznych/ortograficznych uwag nie mam. Akcja idzie w swoim naturalnym tempie a dialogi wypadają bardzo naturalnie. Nic dodać, nic ująć. Za te dwa odcinki po piątce
  • Kapelusznik ponad rok temu
    Dzięki
  • Ozar rok temu
    Ciekawe że gośc tak sobie stał z bronią, ale twój major wykorzystał to całkiem sensownie. Wszystko dla dobra sprawy hahahaha. Jak podejrzewam owi członkowie klubu dostaną propozycję nie do odrzucenia hahahha, czyli coś ala tubylcze siły zbrojne pod kontrolą KGB to logiczne i sensowne. 5
  • Nefer rok temu
    Ciekawy ten rozdział. Scenka z naiwnym w gruncie rzeczy Amerykanienem prima sort. Moim zdaniem, da się nabrać na taki czy inny numer Paraszenki. Oczywiście, jaki to właściwie numer, jeszcze nie ujawniłeś. Ale Amerykanie mają takie rozczulająco naiwne podejście do wielu spraw (widać to w ich literaturze czy produkcjach filmowych). Po prostu, historia obchodzi się z nimi od 150 lat łagodnie i pewnych rzeczy nie nauczyła.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania