Poprzednie częściKomisar - 1

Komisar - 2

Dwa tygodnie wcześniej

 

Wszystko drżało. Ryk silnika nad głową, przypominał, z jaką prędkością lecimy. W słuchawce odezwał się głos pilota.

- Zbliżamy się do celu. Pięć minut. Trzymajcie się mocno.

Uśmiechnąłem się lekko i wyjrzałem przez niewielkie okienko. Za tarczą ze szkła, lśniły wody Pacyfiku, a tuż nad nimi, szwadron śmigłowców, ocierał się o grzbiety fal. Lubiłem przydzielonych mi pilotów. Optymistyczna paczka, dobrze współpracowali i wiedzieli jak działać z moimi ludźmi. Dokładnie poinformowali mnie o formacji, wysokości, prędkości i sposobie podejścia do lądowania, długo przed startem. Profesjonaliści.

Po chwili wodę zastąpiła ziemia, a śmigłowiec widocznie zwolnił, szykując się do lądowania. Pokładem zatrzęsło, kiedy podwozie dotknęło podłoża. Moc silnika zaczęła maleć, a drzwi zostały otworzone. Wstałem, wyszedłem z pojazdu i schylając się, ruszyłem w stronę oczekujących oficerów. Pozwoliłem sobie, przystanąć i rzucić okiem na dumne sześć śmigłowców, właśnie lądujących na wyznaczonych pozycjach. Wyglądały, prawdziwie imponująco. Ruszyłem dalej, rozgniatając pod nogami wyrównaną trawę, okrytą pyłem toczącej się tu niedawno bitwy.

Zatrzymałem się przed grupą oficerów z armii, widocznie oczekujących mojego przybycia. Na ich czele, stał mężczyzna, o bezlitosnej, zimnej twarzy. Zasalutowałem mu.

- Starszy major bezpieczeństwa wewnętrznego, Wasilij Poroszenko. Dowódca Awangardy-1.

- Pułkownik Reznow. Dowódca 4 grupy bojowej Potiomkin. Witamy w San Francisco – oficer odpowiedział salutem i spojrzał za mnie. – Proszę za mną.

Odwrócił się i ruszył w przeciwnym, do lądowiska kierunku, w głąb Golden Gate Park. Dołączyłem do niego, idąc ramię w ramię.

- Jak sytuacja na froncie, pułkowniku? Nie macie jakichś większych komplikacji?

- Idziemy zgodnie z planem. Zabezpieczyliśmy wybrzeże i zamykamy okrążenie wokół Sacramento – oznajmił. – Złapaliśmy jankesów z opuszczonymi spodniami i spychamy ich na całej długości frontu.

Uśmiechnąłem się szeroko.

- To wspaniałe wieści – oznajmiłem radośnie, by naraz zniżyć głos. - A jednak dość szybko nas wezwaliście. To dopiero trzeci dzień walk. Z czym macie problem?

Pułkownik skrzywił się, słysząc moje słowa. Zatrzymał się, widocznie targany emocjami. Spojrzał mi zimno w oczy. Nie lubił takich jak ja. Oj, nie lubił.

- Miasto nie jest zabezpieczone. Liczne punkty oporu pojawiają się i znikają. Potrzebujemy was i waszego… „doświadczenia”, by opanować sytuację. Moi żołnierze są potrzebni na froncie, nie tutaj.

- Rozumiem pułkowniku. Rozwiążę ten problem, tak szybko, jak będzie to możliwe – tutaj uniosłem wzrok na duży budynek, obok którego przechodziliśmy. – Wybraliście Akademię Nauk, jako was sztab?

- Zgadza się majorze – potwierdził pułkownik. – Wasz sztab jest naprzeciwko, w galerii sztuki. Plac, pomiędzy naszymi sztabami jest dość zatłoczony, ale będzie musiał wam na razie wystarczyć. Ten park, a właściwie, to co z niego zostało, jest najlepiej zabezpieczoną pozycją w mieście.

- Ponieważ trzymamy tutaj naszego asa w rękawie – przytaknąłem. – Rozumiem. Jeśli Pan, pozwoli, towarzyszu pułkowniku. Rozpakuję Awangardę-1 w naszym nowym sztabie i rozpoczniemy działania porządkowe.

Pułkownik zasalutował i bez słowa, ruszył do swojego leża, już zajmując się istotnymi sprawami.

Westchnąłem i spojrzałem na mojego adiutanta.

- Przygotować miejsce pracy. Macie dwie godziny. W cztery godziny chcę raport o sytuacji w regionie. Dorwijcie się do informacji, gdzie są jeszcze punkty oporu i jakie mają możliwości bojowe. W trzy godziny chcę by Awangarda-1-5 rozpoczęła akcję propagandową. Jest – spojrzałem na zegarek. – godzina 10:15, czekam do 14:30 na pełny raport sytuacyjny.

- Zrozumiano Towarzyszu – adiutant przytaknął. – Czy będzie coś jeszcze?

Zastanowiłem się przez chwilę.

- Przekażcie pilotom, by przygotowali maszyny do akcji bojowo-transportowych. Coś czuję, że te pierwsze dni, będą raczej ciężkie – westchnąłem, ruszając w stronę budynku galerii sztuki. – Ale… czego to się nie robi dla Związku Radzieckiego?

Adiutant milczał, patrząc na mnie wyczekująco.

- To wszystko Iwanow. Ruszaj, przekaż moje rozkazy. Ja… mam ochotę się przejść po parku. Pojawię się za dwie godziny, chcę by w moim gabinecie, czekała na mnie gorąca kawa.

- Zrozumiano! – Adiutant zasalutował i ruszył poinformować resztę.

Ja, w tym czasie, postanowiłem przejść się nad wybrzeże. Nie spieszyłem się, ale nie szedłem też powoli. Wchłaniałem w siebie obraz amerykańskiej ziemi. Park mi się podobał, a przynajmniej myślałem sobie, że bez kraterów, wyglądałby naprawdę zachęcająco. Powietrze, posiadające słodką nutę spalenizny, wspomnienie niedawnej bitwy, budziło stare wspomnienia, jeszcze jak służyłem w NKWD. Stare dobre czasy, kiedy wieszało się eleganckich oficerków z SS. Albo jak to miło było uczyć Koreańczyków, wszystkich technik wyciągania informacji z pochwyconych przeciwników.

Szedłem tak, niezatrzymywany przez nikogo, zamyślony, czy raczej pogrążony we wspomnieniach.

Powiew słonego wiatru uderzył mnie w twarz. Zapach morskiej wody rozluźnił umysł.

Nawet nie zauważyłem, kiedy stanąłem na skraju plaży.

Odetchnąłem głęboko, rozkoszując się smakiem oceanu.

Patrzyłem na wody Pacyfiku i w dal. Na wschód, w stronę mojej ojczyzny.

Nie mogłem jej jednak dojrzeć.

 

Widok zasłaniała armada okrętów i statków transportowych. Tłoczyły się one niczym dzieci do autobusu szkolnego. Ułożone z betonowych płyt drogi, prowadziły kolumny pojazdów na amerykańskie drogi. Szeregi żołnierzy szykowały się do wymarszu. Zewsząd dało się słyszeć okrzyki i rozkazy.

Armia Czerwona, niczym fala, wylewała się na tej plaży, gotowa utopić kapitalistyczny świat.

I Ja – Wasilij Poroszenko – byłem częścią tej fali.

Następne częściKomisar - 3 Komisar - 4 Komisar - 5

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • JamCi rok temu
    5 minut - pięć minut
    –– masz kreskę, skopiuj i zamień w dialogach
  • JamCi rok temu
    Wstałem i wyszedłem z pojazdu i schylając się - zamiast pierwszego i może przecinek?
    za dużo przecinków, ale ja się nie znam za dobrze na interpunkcji
    przed grupą oficerów z armii - z armii niepotrzebne chyba
    jakiś większych komplikacji - jakichś
    i rozpoczniemy działać - rozpoczniemy działanie lub zaczniemy działać
    Pojawię się za dwie godziny, chcę by w moim gabinecie, czekała na mnie gorąca kawa.- za bardzo komplikujesz :-) kto tak mówi?
    NKVD?
    kiedy to stanąłem na skraju plaży - bez to?

    Rozumiem, że to jest ciągle wstęp. Wprowadzenie do tego, co ma być dalej. Konieczny i trochę ciężki. Najbardziej mi się podobał opis spaceru. Tu już płynie, nie trzeba się męczyć tylko płynie.
  • Kapelusznik rok temu
    Jestem trochę zmęczony
    Ale tak - to pewien wstęp (dwa tygodnie wcześniej)
    Odcinki będą raczej krótkie - 2-3 strony

    Tak - NKVD - służył w nim, ale zostało rozwiązane w latach 50'
    Rok jest coś około - 1962 - jeśli chcesz wiedzieć.
    Więc nasz bohater - służył jeszcze za II wojny - właśnie dlatego w pierwszym odcinku wspominał o strzelaniu do nazistów
  • JamCi rok temu
    To rozumiałam, przyzwyczajona byłam do NKWD.
    No tak to wyglądało, znam już Twoje wstępy z wcześniejszych tekstów, dlatego wiem, ze konieczne do rozumienia czegoś, co chcesz potem zbudować.
  • Ritha rok temu
    Zaznaczam, przybędę.
  • Ritha rok temu
    - Zbliżamy się do celu. 5 minut. Trzymajcie się mocno. – pięć* (słownie)
    Wyglądały, prawdziwie imponująco – bez przecinka
    Z przecinkami jest więcej niezręczności, liczebników zapisanych cyframi także więcej (godziny itp.)
    Nie macie jakiś większych komplikacji? – jakichś*
    jeszcze jak służyłem w NKVD – a nie NKWD* ?

    „Zatrzymał się, widocznie targany emocjami. Spojrzał mi zimno w oczy. Nie lubił takich jak ja” – fajnie zarysowane spostrzeżenie, podoba mi się

    Kurde, dobre masz te zakończenia, część ok, ale końcówka świetnie skonstruowana (zachęca do dalszej lektury).
    Pozdrawiam
  • Agnieszka Gu rok temu
    I nie żałuję, że tu zajrzałam. Emocjonująca część.

    Drobna uwaga:
    W tekście jest sporo dookreśleń, które nie wydają sie konieczne, bo wynikają z samego kontekstu zdań.
    Np.
    "Ja, w tym czasie, postanowiłem przejść się nad wybrzeże. " - można spokojnie opuścić "Ja"...
    czy:
    "Widok zasłaniała armada okrętów i statków transportowych. Tłoczyły się one niczym dzieci do autobusu szkolnego. "
    tutaj w drugim zdaniu można spokojnie zrezygnować z "one", bo wiadomo, o czym mowa.
    Tak jest jeszcze w kilku innych miejscach, ale to drobna dygresja tylko, nie rażące naruszenie pisowni ;)

    Podlecę jeszcze do kolejnej części...
  • Kapelusznik rok temu
    Zrobię poprawki
    Odcinki będą krótkie i tematyczne
    Utrzymane w klimacie
  • Pontàrú rok temu
    Ładna kontynuacja. Mam teraz czas bo jestem w drodze do Poznania także lecę do kolejnej części
    Tutaj oczywiście 5
  • Ozar rok temu
    No kurde jak widzę miałem racje, to inwazja na USA. Kurde porwałeś się na wielki temat, więc kibicuje żeby to miało sens! O takiej komunistycznej fali pewnie sobie marzy obecny Car Rosji Putin hahahahaha. 5 i lecę dalej.
  • Kapelusznik rok temu
    Dzięki za wpadnięcie
    Jak zaznaczyłem w 1 odcinku - inspirowałem się trochę "Czerwonym Świtem" - starszą wersją - nie nowszą
    Tam banda nastolatków co grała w footballa stawiała *SKUTECZNY* opór siłom okupacyjnym
    Trochę nierealistyczne
    Więc...
    Postanowiłem napisać realistyczną wersję - z perspektywy sowietów
  • Ozar rok temu
    Kapelusznik I bardzo dobrze, choc temat bardzo trudny sobie wybrałeś!
  • Nefer rok temu
    Trzymasz dobry, wysoki poziom. Zarówno jeśli chodzi o budowanie napięcia, zarysowywanie obrazu świata, jak i kreację głównego bohatera. Unikasz przy tym odautorskiego wykładu. Dobre, żywe dialogi. Jeśli ten i ów z Komentatorów wypatrzył jakieś usterki stytlistyczne, to wydają mi się drobiazgami. Nie przeszkadzały w lekturze. Daję z czystym sumieniem pięć.
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik rok temu
    Dzięki!
    Już zobaczyłem że nowy odcinek wstawiłeś - będę czytał!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania