Poprzednie częściKomisar - 1 Komisar - 2 Komisar - 3

Komisar - 27

No... w końcu wszystkie egzaminy z głowy i wakacje. Innymi słowy - większa aktywność na opowi.

***

 

Ostrożnie przechodziłem przez niedawne pole bitwy. Widać było, że napotkany opór, mimo że relatywnie szybko złamany, był silniejszy, niż zakładali na samym początku. Obalone drzewa, ziemia rozerwana eksplozjami granatów, krew i leżące wokół ciała, przypominały mi końcówkę ofensywy na terenach Polski. Goniliśmy już wtedy szkopów pod Berlin, a wiele jednostek zostało otoczone, nie mogąc przegonić pędzących czołgów.

Kawałek dalej stały ruiny domu, kilka obalonych namiotów i pozostałości zabezpieczonych pozycji obronnych. Resztki obozu partyzantów. Jeńcy zostali zebrani w jednym miejscu, związani i strzeżeni przez czujnych żołnierzy. Widząc znajomą twarz, podszedłem do półleżącej Aleksandry. Grymas bólu wykrzywiał twarz, kiedy medyk dokonywał operacji polowej.

– Co z nią? – Zwróciłem się do medyka.

– Nic poważnego towarzyszu. Kula przeszła na wylot. Żadnych poważnych uszkodzeń. Tętnice i główne żyły całe.

– Dzięki, kurwa, bogu – Aleksandra jęknęła, odchylając głowę. – Twój wywiad był chuja warty.

Przytaknąłem głową.

– Fakt – przyznałem. – Żadne z naszych źródeł nie wspominały nawet, że mogą mieć dostęp do takiego uzbrojenia. Wiesz, już ilu straciliśmy?

– Dwunastu – Aleksandra odpowiedziała spokojnie. – Kolejnych jedenastu jest w ciężkim stanie. Nawet jeśli przeżyją, będą musieli wrócić do domu.

– Z twoich, czy z garnizonu?

– Dwóch moich zginęło. Reszta garnizon.

Nie był to najlepszy wynik, z pewnością, ale najważniejsze, że Specnaz nie poniósł zbyt dużych strat. Pokiwałem głową.

– Dobrze. Daj mi chwilę. Przywitam się ze znajomym i rozpoczynamy odwrót.

Kobieta machnęła ręką.

– Nie śpiesz się.

 

Odwróciłem się w stronę jeńców i westchnąłem poirytowany. Wyciągnąłem dwa zdjęcia zza pazuchy i podałem je Dymitrowi.

– Zajdźcie królewny Horna Iwanow. Ja porozmawiam z Milsonem.

– Oczywiście towarzyszu.

 

Powolnym krokiem zbliżyłem się do brudnych i zakrwawionych jeńców. Część twarzy kojarzyłem. Byli z oryginalnej jednostki Milsona. Ci jednak mnie mało interesowali.

– Witam was towarzyszu – przywitałem się z uśmiechem. – Dawno się nie widzieliśmy.

Milson klęczał dwa kroki przede mną, związany i pokonany. Krew spływała spod bandaża, którym owinięto mu głowę. Kilka metalowych odłamków wystawało z lewego barku. Ewidentnie walczył na pierwszej linii… a i tak poniósł porażkę.

– Mogłem się spodziewać, że to ciebie diabli nasłali – Milson splunął mi pod nogi. – Pierdolony skurwysynie.

Gestem zatrzymałem jednego z żołnierzy przed uderzeniem Milsona kolbą. Żołnierzyk wyglądał na zdezorientowanego, ale trudno się dziwić. Nie działał z KGB. Nie znał naszych metod. Reszta jeńców spoglądała w naszą stronę z mieszanką strachu i nienawiści. Uśmiechnąłem się lekko.

– Was również miło widzieć towarzyszu Milson. Zapytałbym was: „Jak zdrowie?”, ale jak widzę, nie jesteście w najlepszym stanie.

– Pierdol się Paraszenko!

Na dźwięk mojego imienia wielu zadrżało. Dobrze. Im oficer KGB budzi więcej strachu, tym jego praca łatwiejsza.

– Pohamujcie się towarzyszu Milson. Czyż nie jesteśmy przyjaciółmi?

– Jesteśmy wrogami! Diabeł mnie omamił w momencie, kiedy zdecydowałem się z tobą współpracować za pierwszym razem.

– Diabeł nie mógł was omamić, bo diabeł nie istnieje – ukucnąłem przed Milsonem, tak by nasze oczy były na takim samym poziomie. – A że boga też nie ma, ten też was nie ocali.

– Wmawiaj to sobie komuchu – wysyczał Milson. – Będziesz się smażył w piekle wraz z Likowem, kiedy przyjdzie po ciebie sprawiedliwość.

Zachichotałem rozbawiony.

– Z pewnością zostanie skazanym na wieczność w towarzystwie Likowa, byłaby „piekłem”… ale dzięki wam nie muszę się o niego martwić. Świetna robota, tak na marginesie – pogratulowałem. – Zorganizowałeś powstanie, wykorzystałeś wszystkie szpary, jakie dla ciebie zostawiłem, zlikwidowałeś mojego rywala i poniosłeś druzgoczącą porażkę – zachichotałem. – Bez ciebie, nie miałbym teraz takich dobrych kontaktów ze Sztabem Głównym.

Milson spoglądał na mnie przez chwilę w szoku, by po chwili splunąć mi pod nogi i warknąć coś pod nosem. Instynkt zabrzęczał w mojej głowie.

– Domyśliłeś się – stwierdziłem. – Imponujące Milson. Spodziewałem się, że dla głupca twojego pokroju nie ma nadziei, a jednak potrafisz używać głowy.

– Niczego jeszcze nie widziałeś – jankes odwarknął wściekle.

– Fakt. Nie miałem jeszcze okazji poznać… „Supermana” – zachichotałem. – Co za idiotyczne imię. Szkopy już się za takowych „nad ludzi” uważali i zobacz, co z nich zostało.

Milson milczał. Chciałem kontynuować, kiedy Iwanow stanął tuż obok. Wyprostowałem się i spojrzałem na niego pytająco.

– Znalazłem towarzyszu majorze. Obie żyją.

Uśmiechnąłem się szeroko.

– Cóż… jest to fortunne. Co z transportem dla jeńców?

– Ciężarówki już się zbliżają. Chociaż – tu Iwanow spojrzał po pojmanych. – Nie będziemy w stanie zabrać ich wszystkich i porzuconego ekwipunku za jednym razem.

– Trudno – westchnąłem. – Niech siły garnizonowe utworzą kordon wokół pola bitwy. Najpierw zabieramy jeńców, potem sprzęt i dokumenty. Wyślijcie komunikat do Sidrowicza. Niech zorganizuje cele dla wszystkich. Namar i Myszkowicz natomiast, niech przygotują narzędzia do przesłuchania. Każdego z nich weźmiemy pod lupę i wyciągniemy wszystko, co tylko możliwe.

– Zrozumiano towarzyszu majorze.

Milson, zazgrzytał zębami i spojrzał mi prosto w oczy.

– Kto nas zdradził? – Zadał oczywiste pytanie.

Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się szeroko. Już miałem zamiar podać wszystkie nazwiska, ale zamknąłem usta. Opanowałem się i uciekłem na bok wzrokiem. Coś mi mówiło, żeby milczeć.

– KTO?! – Milson szarpnął się nieskutecznie. – Kto jeszcze wpadł w twoją pułapkę, diable?

Westchnąłem.

– Wielu ktosiów – odpowiedziałem wymijająco. – Ale nie obwiniaj siebie za bardzo. Bez pomocy radykałów… eeee… „Stryczka”, nie poszłoby tak gładko.

Mislon zamrugał zdezorientowany.

– Bredzisz. Ci fanatycy nigdy by nie zdradzili ameryki.

– Nie – przyznałem. – Ale zaatakowali waszych, co było bardzo pomocne – tutaj zerknąłem na zegarek. – Zresztą, nie musisz się nimi przejmować. Aktualnie druga grupa bojowa powinna już z nimi skończyć – tutaj spojrzałem na Iwanowa. – Coś słychać na ten temat w eterze?

– Nie towarzyszu. Widocznie nadal się nimi zajmują, skoro nie przerwali ciszy radiowej.

– Cóż, miejmy nadzieję, że poszło im równie gładko co u nas.

Jeden z pojmanych partyzantów szarpnął się wściekle.

– Zapłacisz za wszystko skurwysynie!

Tym razem kiwnąłem na strażnika, a ten bezceremonialnie poczęstował partyzanta serią ciosów z kolby. Pokręciłem głową zrezygnowany.

– Znaj swoje miejsce kupo gówna – oznajmiłem. – Nie pozwalaj sobie na używanie tego samego języka co twój dowódca – ponownie zwróciłem się do Milsona. – Nawet kiedy zmądrzałeś, nie jesteś zbyt dobry w prowadzeniu swoich ludzi.

Milson odpowiedział mi dziwacznym grymasem, reprezentującym przynajmniej w pewnej części uśmiech.

– W tej wojnie to nie dyscyplina, ale płonąca nienawiść da nam zwycięstwo. Sam mi powiedziałeś Paraszenko – skurczybyk faktycznie się uśmiechał. – Nie wygracie tej wojny.

Na te słowa wiele oczu zwróciło się w moją stronę. Głownie moich ludzi. Uśmiechnąłem się lekko. Imponujący kontratak ze strony pokonanego wroga, nie mogłem zaprzeczyć.

– Sami jednak pamiętacie, że powiedziałem wiele kłamstw – zachichotałem rozbawiony. – A nawet jeśli, czeka nas porażka na tym froncie – ponownie ukucnąłem i uśmiechnąłem się złowieszczo. – Obawiam się, że nie kto jak kto, ale wy nie zobaczycie jej końca – z tyłu dało się słyszeć silniki ciężarówek. – Cóż, będziemy musieli kontynuować tę dyskusję na przesłuchaniu, wasz transport przybył – wyprostowałem się i spojrzałem po żołnierzach. – Zabrać ich stąd! Iwanow, upewnij się, żeby księżniczki trafiły do osobnego transportu i osobnej celi.

– Oczywiście towarzyszu majorze!

Nie zwracając uwagi na krzyki, przekleństwa i błagania pojmanych, ruszyłem wzdłuż resztek obozu. Rozglądałem się uważnie, szukając wszystkiego, co mogłoby być cenne. Wszedłem do podziurawionego namiotu, w którym znajdowała się rozłożona mapa regionu, porozrzucane dokumenty i pozostałości z radia. Podszedłem do sporego urządzenia i rozejrzałem się dookoła. Szlag, wszystko rozwalone. Z tego cholerstwa nic nie zdołamy wyciągnąć. Westchnąłem poirytowany. Przeszedłem do dokumentów i zacząłem je przeglądać.

Dość szybko przykuły moją uwagę. Nie było w nich ani słowa o innych komórkach czy jednostkach, nic z wyjątkiem imion czy dziwnych kodów wywoławczych i tak już pewnie nieaktualnych. Było jednak sporo o siłach okupacyjnych. Linie komunikacyjne. Konwoje, ich zawartość…

Iwanow wszedł do namiotu i zasalutował.

– Rozkaz wykonany towarzyszu.

Nie odpowiadałem. Byłem pogrążony w lekturze.

– Towarzyszu Paraszenko?

Nadal milczałem. Informacje o zapasach paliwa dla helikopterów. Informacje o…

– Antoni!

Dotyk Dymitra w końcu wybudził mnie z transu. Adiutant spoglądał na mnie zaniepokojony.

– Coś się stało towarzyszu?

Spojrzałem na dokumenty i odłożyłem je na stół.

– To się jeszcze okaże. Nasi przyjaciele byli bardzo dobrze poinformowani o stanie sił okupacyjnych – oznajmiłem cicho. – Możliwe, że mamy kreta.

– W naszej jednostce?

– Wątpię. Może ktoś z armii? Może w logistyce? Cholera wie – westchnąłem. – Zorganizujcie drużynę. Niech zbiorą wszystkie dokumenty, jakie można znaleźć w obozie i zawiozą je do naszej bazy. Weźmiemy je pod analizę. Będzie z tym pewnie od cholery roboty, licząc wszystkie przesłuchania, ale będziemy musieli sobie z tym wszystkim jakoś poradzić.

Iwanow jęknął.

– Jak ja nienawidzę papierkowej roboty.

Kiedy już miałem go pocieszyć, oficer komunikacyjny wszedł do namiotu i zasalutował.

– Towarzyszu majorze. Komunikat od drugiej grupy bojowej!

– Jaki status? – Zapytałem.

– Udało im się zlikwidować drugi cel, towarzyszu. Minimalne straty po naszej stronie. Niestety udało im się pojmać zaledwie trzech jeńców i to nie wysoko postawionych.

Machnąłem ręką.

– Nieistotne. Przekażcie im żeby wracali do bazy, wysłucham ich raportu, jak wrócę.

– Oczywiście towarzyszu.

Mężczyzna wyszedł, zostawiając mnie i Iwanowa samych sobie.

 

Westchnąłem i spojrzałem na adiutanta z lekkim uśmiechem.

– Cóż, towarzyszu. Czas ponownie zabrać się do pracy.

Następne częściKomisar - 28 Komisar - 29 Komisar - 30

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • TheRebelliousOne 7 miesięcy temu
    No, powrót jednego z moich ulubionych opowiadań tutaj! :D
    Odcinek ciekawy i zaskoczył mnie... więc jednak wśród Czerwonych jest zdrajca? Very good... :P Szkoda tylko Milsona. Biedak pewnie zostanie skatowany na śmierć i wrzucony do jakiegoś masowego grobu, wykopanego przez innych jeńców, ale przynajmniej teraz brzmiał jak prawdziwy i dumny patriota, który nigdy z własnej woli nie uklęknąłby przed Czerwoną Zarazą. No i znowu partyzanci dali dupy trochę. Ehh... Anyway, zostawiam 5 i czekam na więcej.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    No, w końcu będzie można pisać.
  • Pontàrú pół roku temu
    Jak na razie widzę same zwycięstwa. Wydaje mi się jednak, że Twoje prace nie zawsze są takie "kolorowe".
    Zostawiam 5 i lecę dalej
  • Ozar 5 miesięcy temu
    No cóż jak widzę Rosjanie musieli stoczyć prawdziwą bitwę, a nie jak sądzili łatwo wybić kilku amatorów, albo same dzieciaki.
    Mała uwaga. Twój Paraszenko jest oficerem KGB a piszesz „ale najważniejsze, że Specnaz nie poniósł zbyt dużych strat"
    Termin Specnaz jest w zasadzie nazwą specjalnych jednostek podległych armii, a właściwie GRU czyli wywiadowi wojskowemu. Pododdziały podległe wywiadowi wojskowemu GRU nazywane były „SPECNAZ-em”, zaś te podległe KGB nosiły nazwę „OSNAZ”. Jednak może tego nie zmieniać bo słowo OSNAZ nikomu nic nie powie, a SPECNAZ jest znany.
    No i mamy kreta. No cóż to zawsze jest możliwe, ale dzięki temu zapowiada się ciekawie. 5
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    Jednostka Specnazu jest pod Paraszenką.
  • Ozar 5 miesięcy temu
    Kapelusznik A to jest możliwe. Sorki nie czepiam się ale jak coś mi się nie zgadza to pisze.
  • Nefer 4 miesiące temu
    Najważniejsza informacje to ta o "krecie", ciekaw jestem, jak Paraszenko zabierze się do jego zdemaskowania oraz w jaki sposób następnie wykorzysta. Z kwestii technicznych widzę ogólną poprawę języka.
    Pozdrawiam
  • Ciekawa postać, ta Aleksandra. Paraszenko się z nią liczył. Mogła go opierniczyć, a on spokojnie przyjmował to do wiadomości.
    Ciekawe też, kto jest kretem... Czyżby Iwanow?
  • Kapelusznik 3 dni temu
    Aleksandra jest liderką jednostki Specnazu podczepioną pod Paraszenkę.
    Kto jak kto, ale KGB'owiec, wie żeby nie wkurzać Specnazu XD

    co do kreta - rozwiązanie będzie nietypowe XD

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania