Poprzednie częściKomisar - 1 Komisar - 2 Komisar - 3

Komisar - 34

Ziemia zatrzęsła się pod moimi nogami. Światła bunkra zamigały, a pył posypał się z sufitu. Iwanow przełknął głośno ślinę, idąc tuż obok. Nadal kulał, ale dwa tygodnie wystarczyłyby mógł w miarę normalnie chodzić. Idący przed nami oficer armii czerwonej syknął pod nosem i pokręcił głową.

– Zaczynamy tracić dominację powietrzną – oficer oznajmił zmęczonym głosem. – Jankesi już zdołali przełamać oblężenie Las Vegas – zerknął przez ramię. – Czy naprawdę chcecie zobaczyć to na własne oczy?

Uśmiechnąłem się kwaśno.

– Niestety.

Oficer jęknął, wchodząc po schodach. Podążyłem za nim, przygotowując się, na to, co miałem zobaczyć. Po krótkiej chwili znalazłem się w bunkrze z oknem widokowym. Ryk toczącej się bitwy uderzył mnie momentalnie. Widok rzezi, nawet z tej odległości, budził stare… przerażające wspomnienia.

Bunkier stał blisko szczytu wzgórza, pozwalając patrzeć, niemalże bezpośrednio, na odległe pole bitwy wokół Las Vegas. Pod moimi nogami, stały ruiny niewielkiego miasteczka: Goodsprings oraz jedna z ostatnich baz zaopatrzeniowych Armii Czerwonej. To tutaj stały najcięższe działa artylerii oraz prowizoryczne magazyny. To z tego miejsca, amunicja dla czołgów i zwyczajnych żołnierzy, wyjeżdżała w stronę frontu, który z trudnością powstrzymywał furię amerykańskiej armii.

Uniosłem szkła lornetki do oczu i spojrzałem w dal. Rozbłyski wystrzałów, czarny dym z płonących wraków, rozrywające ziemię eksplozje i płonące miasto.

Las Vegas zamieniło się w Amerykański mini-stalingrad.

– Nie dają za wygraną – stwierdziłem.

– Nie, towarzyszu majorze – oficer przyznał chłodno. – Rzucają na nas wszystko, co mają. Według raportów nie tylko armia i marines, ale gwardia narodowa i rekruci wypełniają wszystkie dziury w liniach, jakie tworzymy.

Prychnąłem rozbawiony, widząc zdezorientowany wzrok oficera, oznajmiłem cicho.

– Ironia. Tej samej strategii użyliśmy, walcząc ze szkopami. Jankesi robią to samo. Zasypują nas masą.

– To nie najmniejszy problem. Jankesi aktywowali właściwie wszystkie rezerwy lotnictwa. Do niedawna nie mieliśmy problemu z kontrolą przestrzeni powietrznej, teraz z dnia na dzień jest coraz gorzej.

– Czy dowództwo nie obiecało wam posiłków w tej sprawie? – Zapytałem, pamiętając o pewnym raporcie, jaki przeczytałem nie tak dawno temu.

– Obiecali i samoloty przybyły, ale lotnisko zostało zbombardowane dzień wcześniej. Jeszcze go nie naprawili, samoloty nie mają jak wystartować.

Zamyśliłem się przez chwilę, patrząc na płonące pole bitwy. Nie jestem głupcem, me doświadczenie wypaliło ostatni z jej gramów, lata temu. Wiedziałem jaka była sytuacja frontowa. Nie ważne jak dobrze przygotowana była inwazja, nieważne jak szybko zdobywała kilometry na początku kampanii, nie mieli szans na zwycięstwo. I tak po dwóch miesiącach zabójczej kampanii, Armia Czerwona w końcu stanęła i zaczęła być powoli spychana w tył. I to nie tylko tutaj. Front w Europie Zachodniej zatrzymał się dokładnie tam, gdzie zakończyła się I Wojna Światowa. Siły Inwazyjne, które miały podbić Japonię, zostały zatrzymane i teraz stopniowo spychane do morza, wbrew wszystkim staraniom. Indie, niedawno neutralne, coraz bardziej zaczęły zbliżać się do NATO. Turcja opierała się nawałowi Układu Warszawskiemu. III Wojna Światowa. Ta, która w wizji władz ZSRR miała potencjał zjednoczyć robotników świata, straciła, straciła szansę zjednoczenia świata.

Byłem tego świadomy. Nawet bardziej. Obawiałem się, że tym ruchem sowieci jedynie wykopaliśmy sobie głęboki grób. Nie ważne co się stanie, przewidywałem, że ZSRR nie zdoła się podnieść ze zniszczeń, jakie sprowadzi na podbite ziemie. Związek Radziecki ledwo co podniósł się z ruin Wielkiej Wojny Pańszczyźnianej. Przewidywał, że nie podniesie się z ruin tej wojny.

– Nie utrzymamy tego frontu – Iwanow wypowiedział słowa, jakie sam chciałem wypowiedzieć. – Jankesi nas zaleją swą masą.

– Pułkowniku Lin – zwróciłem się do Chińczyka. – Ile czasu dajecie temu frontu? Ile nam zostało?

Pułkownik skrzywił się z mieszanką furii i nienawiści. Na jego twarzy widać było jednak i cień, desperacji. Po chwili zazgrzytał zębami i odezwał się w końcu, cicho.

– Trzy tygodnie, towarzyszu majorze – spojrzał mi prosto w oczy. – W najlepszym przypadku.

Twarz mojego adiutanta wykrzywiła się w wyrazie wściekłej desperacji.

– A najgorszym?

– Dziesięć dni – pułkownik wyglądał, jakby jego wola miała pęknąć. – W najgorszym wypadku, dziesięć dni.

Westchnąłem, odczuwając kolejny wstrząs ziemi. Spojrzałem pułkownikowi w oczy.

– Ile dni potrzebujecie, by skutecznie wycofać się na linię obrony?

– Tydzień, towarzyszu majorze. Właśnie dlatego obawiam się, że jeśli moje najgorsze przewidywania się spełnią, amerykanie przebiją się przez linię obrony i zepchną nas do morza, równie szybko, jak my zepchnęliśmy ich.

Zrozumiałem. Sytuacja była ciężka. Bardzo ciężka. Na domiar wszystkiego, tyły armii, były pod ciągłymi atakami partyzantów. Potrzebowałem rozwiązania dla obu sytuacji.

Na szczęście je miałem.

– Powiedzcie mi pułkowniku. Jeśli zdetonujemy bombę nuklearną na naszej drodze odwrotu – spojrzałem Pułkownikowi prosto w oczy. – Zdołacie utrzymać linię?

Pułkownik spojrzał na mnie w szoku.

– Dowództwo zakazało użycia Frei.

– Nie użyjemy Frei. Przejęliśmy sporo amerykańskich bomb – odpowiedziałem. – Mam zamiar użyć ich jako miny nuklearnej. Z ich pomocą stworzymy radioaktywny mur, który przetnie wszystkie drogi na zachód.

– Czy dowództwo wie?

– Marszałek Rokossowski dał mi pozwolenie – odpowiedziałem pewnie.

– Czemu nie dostałem o tym żadnej informacji?

– Ponieważ wróg słucha, towarzyszu – spojrzałem w stronę pola bitwy. – A my nie możemy dać mu najmniejszej szansy na przygotowanie.

– A co z bombami jankesów? Dowództwo nie obawia się, że ich użyją?

– Naszym celem nie będzie amerykańska armia, jedynie drogi komunikacyjne. Ogłosimy też ewakuację, populacji regionu – nie dawałem się wystraszyć. – Użyjemy bomb w aspekcie taktycznym, celując w linie zaopatrzenia, a nie jak broni terroru, jak w przypadku Hirosimy i Nagasaki. Uderzymy taktycznie, tak by poczuli ból, lecz nie ponieśli, tragicznych strat.

Pułkownik przełknął ślinę.

– Czy nie pokrywa się to z wojną totalną? Czy bomby atomowe nie zaczną spadać z nieba i nie zniszczą nas wszystkich?

Zmrużyłem brwi.

– O to, proszę się nie obawiać pułkowniku. Dowództwo wie, co robi. Odpowiedzcie na pytanie. Czy pomoże wam to utrzymać linię obrony?

Po dłuższej chwili Lin przytaknął.

– Tak.

Zadowolony uśmiechnąłem się pewnie.

– Dobrze. Transport bomb jest już szykowany. Przybędzie tutaj za dokładnie siedem dni. Zostaniecie poinformowani o dokładnych godzinach i trasie transportu. Proszę wszystko przygotować.

– Oczywiście, towarzyszu majorze.

 

Zadowolony, odwróciłem się i ruszyłem do wyjścia, zostawiając pułkownika za plecami.

Kiedy byłem już w samochodzie, paląc papierosa, Iwanow zerknął na mnie kątem oka.

– Czy nie przesadzacie z przedstawieniem, towarzyszu majorze?

– Czemu tak sądzisz?

– Cóż… bluff z bombą atomową to poważne zagranie.

– I właśnie dlatego go użyjemy, Paraszenko – odezwałem się pewnie. – Nasi koledzy nie będą mogli się powstrzymać. Zostaną zmuszeni rzucić się na nasz transport, nieważne co.

– Nie mamy gwarancji, że ich złapiemy.

– Nie. Ale namierzymy ich kreta oraz zdziesiątkujemy ich siły – odpowiedziałem. – Kiedy dowiedzą się o tym transporcie, rzucą na niego wszystko, co mają. A my, uderzymy równie mocno co oni.

Iwanow przytaknął głową, choć widać, było, że nie był zadowolony.

– Czas nam ucieka.

– Uciekał nam cały czas. Musimy pospieszyć się tak czy inaczej.

– Jak tak dalej pójdzie, nie dotrzymamy do zimy.

– Więc będzie to bardzo krótka III Wojna Światowa.

Iwanow spojrzał na mnie zdezorientowany.

– Nie wyglądacie w najmniejszym stopniu na zaniepokojonego.

– A czemu miałbym, towarzyszu Iwanow? Całe moje życie to wojna. Moi rodzice, pobrali się w czasie wojny domowej, dorastałem w czasie II wojny, a moja kariera była wojną za wojną. Jeśli moje życie skończy się w czasie wojny, niech i tak będzie – odpowiedziałem pewnie. – Zatrzymamy jankesów Iwanow. Jestem tego pewny.

Następne częściKomisar - 35 Komisar - 36 Komisar - 37

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Wreszcie Czerwoni dostają po dupie... ach, przyjemnie się czytało ten rozdział! :D Chociaż ostatni akapit trochę niepokojący... Kolejny as w rękawie Paraszenki? This can't be good...

    "Ta, która w wizji władz ZSRR miała potencjał zjednoczyć robotników świata, straciła, straciła szansę zjednoczenia świata." - Dwa razy powtórzone słowo "straciła", chyba że to zamierzony zabieg.

    "– I właśnie dlatego go użyjemy, Paraszenko – odezwałem się pewnie." - Czerwony gada sam do siebie? :P

    Zaciekawił mnie ten pomysł z bombami atomowymi i radioaktywną granicą, nawet jeśli to był bullshit. Jakim cudem Czerwony dowiedział się o szalonym planie MacArthura co do wojny koreańskiej? XD

    Rozdział dobrze napisany i chyba zaczynam podejrzewać kto jest zdrajcą... ale zobaczymy. Leci 5

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Ozar rok temu
    No cóż bomba atomowa to oznacza w zasadzie kres dalszej inwazji z raczej tylko utrzymanie tego co mamy dzisiaj. Masz chyba błąd w jednym zdaniu bo wygląda na to, że Paraszenko mówi sam do siebie" "– I właśnie dlatego go użyjemy, Paraszenko – odezwałem się pewnie." Wygląda na to, że twoich herosi z NKWD chyba wreszcie dostają w dupę i to porządnie. Ale czy to bluff ? Znając chrakter twojego majora wszystko jest możliwe niestety. 5 czekam na c.d.
  • Ozar 10 miesięcy temu
    Może jeszcze dodam że doktryna uderzenia taktycznego bronią atomową to akurat wymysł Amerykanów, którzy znając ogromną przewagę AC choćby w czołgach zdecydowali, że gdyby wojska Układu Warszawskiego ruszyły na zachód to właśnie taka taktyka uderzeń taktycznych bombami atomowymi miała ten marsz powstrzymać. Niestety problem w tym, że większość z tych bomb miało spaść na nasz kraj. Jednak to broń obosieczna bo na teren po wybuchach już nikt nie wejdzie bez ochrony radiologicznej. To będzie pustynia śmierci czyli klimaty ala Mad Max czy Falout.
  • Nefer 8 miesięcy temu
    Tymczasem to blef Paraszenki, ale kto wie, co chodzi dowództwu po głowach? sam pomysł ciekawy, Paraszenko zakłada, oczywiscie, przeciek. Podejrzewa istnienie kreta w sztabie pułkownika? Wszystko ok., poza drobnymi potknięciami rzemiosła. Tylko ta Wielka Wojna Pańszczyźniana, hmm...
    Pozdrawiam
  • Agnieszka Gu pół roku temu
    Skubany ten Paraszenko. Świetny manewr :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania