Poprzednie częściKomisar - 1 Komisar - 2 Komisar - 3

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Komisar - 37

(Od Autora)

Odcinek będzie ostry... ale nie w sposób jak zwykle.

~~~~

 

Śpiew telefony wyrwał mnie z metodycznego rytmu. Zatrzymałem się, spocony, ale jeszcze nie na tyle zmęczony, by przerwać. Telefon zaśpiewał ponownie, wzywając mnie do siebie, kiedy byłem zajęty. Delikatny jęk rozkoszy doszedł mnie z dołu. Spojrzałem na Aleksandrę i uśmiechnąłem się lekko.

– Wybacz. Muszę…

Telefon z rosnącą irytacją wezwał mnie do siebie.

– Odbierz – Aleksandra ponagliła. – I wracaj, bo chłodno.

– Oczywiście – ze śpiewem telefonu, wstałem z łóżka, całkowicie nagi i z niemałą irytacją odebrałem telefon. – Słucham?

– Towarzyszu, Paraszenko – głos Iwanowa zabrzmiał podekscytowanym tonem. – Przepraszam za nagły telefon. Mam nadzieję, że cię nie obudziłem.

Westchnąłem z irytacją w głosie. Lubiłem chłopaka, ale miał czasem koszmarne wyczucie czasu.

– Nie martwcie się, towarzyszu. Nie spałem.

Chwila milczenia.

– Aleksandra? – Nie musiałem widzieć jego twarzy, żeby wiedzieć, że głupio się uśmiecha.

– Jesteście za wścibscy, towarzyszu Iwanow.

– Jestem w KGB… i miałem bardzo wścibskiego nauczyciela – Iwanow zachichotał. – Jak mój zastępca sobie radzi?

– Chwilowy zastępca – sprostowałem. – I radzi sobie całkiem nieźle. Ma mocny żołądek i sporo ambicji – uśmiechnąłem się lekko pod nosem. – Czy nie przesadzacie z określeniem mnie „byłym” nauczycielem? Może dostaliście awans, ale nadal jesteście moim głównym adiutantem – upomniałem ucznia o wierności wobec mistrza. – Ale dość przyjemności, czemu dzwonicie?

Głos Iwanowa od razu spoważniał.

– Chyba coś mamy.

Zmarszczyłem brwi.

– Z czym dokładnie? Wampiry na południu, czy może nasz krecik się znowu odezwał?

Głos Iwanowa drżał z ekscytacji.

– Nie Antoni – zwrócił się do mnie po imieniu, było to coś dużego. – Chyba jeden z naszych patroli pochwycił kogoś z grupy Supermana.

Informacja podekscytowała mnie na tyle, że widocznie stwardniałem. Co nie uciekło uwadze Aleksandry.

– Gdzie?

– Nie uwierzycie, ale w San Francisco! Tam, gdzie wszystko się zaczęło. Facet miał bardzo dużą ilość dokumentów, próbował uciec z miasta. Głownie zdjęcia naszych jednostek, mapy gdzie co jest. Imponujące znalezisko. Pełna profeska. Towarzysz Moskwicz był na miejscu i rozpoczął przesłuchanie. Wydobył z niego tylko to, że cię nienawidzi. Podejrzewa, że może się znacie. Prosi, byś przyjechał do miasta i pomógł w poszukiwaniach.

Zatupałem nogą, w podłogę wyglądając przez okno apartamentu. W oddali, na wysokim wzgórzu stał potężny napis: „HOLYWOOD”, teraz otoczony czerwonymi flagami. Podrapałem się po bródce.

– To kawałek drogi stąd.

– Faktycznie. Widocznie od dłuższego czasu goniliśmy za inną grupą.

– Albo inną komórką tej samej grupy.

– Też możliwe. Tak czy inaczej, dowództwo już wyraziło swoje pozwolenie. Po ostatniej akcji Los Angeles jest relatywnie zabezpieczone.

– Nie przed nalotami – zerknąłem na nocne niebo. – Dobrze, że pogoda jest kiepska i rzadziej latają.

– Fakt tego, że przetrwaliśmy tak długo i tak jest imponujące. Słyszeliście ostatnie wieści z frontu?

– Tak. Podobno Kubańczycy zostali w końcu zepchnięciu do morza. I tak nieźle im poszło. Czwarty miesiąc inwazji, a ci cały czas się trzymali – przestałem wyglądać przez okno. – A co u ciebie?

– Praktykuję – głos Iwanowa na chwilę przepadł w odgłosie płaczu i jęków, chyba męskich. – Po wyrwaniu zębów rozżarzonymi obcęgami, stał się bardzo chętny do rozmowy.

Zachichotałem pod nosem, nie kryjąc dumy.

– Widzicie Dymitrze? Mówiłem ci, że będzie z ciebie niezły oficer KGB.

– Wszystko dzięki tobie, Antoni – Iwanow westchnął. – To jak z wycieczką do San Francisco?

Zamyśliłem się przez moment. Była to najlepsza informacja, jaką dostałem od prawie miesiąca, jak wysadziliśmy tę minę, więc byłem całkiem optymistyczny.

– Jasne. Każ przygotować helikopter. Polecimy wybrzeżem. Tam nasze lotnictwo ma jeszcze kontrolę powietrzną.

– Zrozumiałem towarzyszu. Może zjemy razem śniadanie?

– Z przyjemnością.

– Ósma?

Zakryłem dłonią słuchawkę i spojrzałem na Aleksandrę.

– Śniadanie na ósmą?

– Dziewiątą – poprosiła.

Odwróciłem się do słuchawki, jednak Iwanow nie dał mi otworzyć ust.

– Dziewiąta. Przyjąłem.

Wywróciłem oczami.

– Nie ładnie podsłuchiwać wyższych stopniem.

– Podsłuchiwanie wyższych stopniem jest wymagane w KGB – Iwanow zachichotał. – Nie przemęczaj się przyjacielu. Masz już prawie czterdziestkę, a ona jest mężatką.

Prychnąłem rozbawiony.

– No, aż święty się wypowiedział. Myślisz, że nie wiem o twoich zabawach z naszą pilotką?

Chwila ciszy… następnie długie westchnięcie.

– Czyli wiecie.

– Towarzyszu. Oficer KGB bierze przykład z Boga. Jest wszechwiedzący – zachichotałem.

Kolejne westchnięcie doszło mnie ze słuchawki.

– Zapamiętam. Dobrze Antoni. Czyli widzimy się na śniadaniu o dziewiątej. Miłej nocy.

– Miłej nocy.

Odłożyłem słuchawkę z lekkim uśmiechem. „Miłej Nocy”, ponieważ oboje wiedzieliśmy, że za dużo tej nocy nie pośpimy. Aleksandra uniosła się lekko na łóżku, ukazując swoje młode, umięśnione ciało i piękne, foremne piersi.

– Gdzie tym razem cię wzywają?

– Możliwe, że mamy nowy trop – ruszyłem do łóżka, by raz jeszcze utonąć w jej ramionach. – Możliwe, że ktoś od Supermana.

– Oh – zawadiacko chwyciła mnie za członka, wywołując głuche jęknięcie. – To wszystko tłumaczy.

Uśmiechnąłem się lekko, spoglądając w jej piękne oczy.

– Nie kpij.

– Nie miałam zamiaru.

Kolejny jęk wydobył się z moich ust, kiedy z zaskoczenia włożyła członka do swoich ust. Odchyliłem głowę do tyłu, następnie spojrzałem w dół, na te przepiękne piwne oczy.

– Niegrzeczna dziewczynka – pchnąłem głębiej. – Czy twój mąż wie, że zdradzasz go ze starszymi oficerami?

Aleksandra dręczyła mnie swoim językiem przez kilka dłuższych chwil, po których wyjęła członka z ust, z lekkim uśmiechem odpowiedziała.

– Igor nie jest w połowie takim mężczyzną jak ty – położyła się, zachęcająco otwierając nogi. – Jest słodkim, idiotą ważnego urzędnika – jęknęła, kiedy wszedłem w nią jednym pchnięciem. – I nie wie jak się pieprzyć.

Z uśmiechem dałem się pochłonąć dzikiej rozkoszy. Było to dziwne uczucie. Seks nie był mi obcy, ale to był pierwszy raz od wielu lat, kiedy czułem tę samą energię od partnerki. Nie zwalnialiśmy, nie byliśmy delikatni. Każdy ruch miał jeden cel. Wywołać jęki rozkoszy. Spodziewałem się, że wiele rzeczy wydarzy się w czasie tej inwazji, ale nie to, że odnajdę drugą młodość.

 

Po jakiś dwudziestu minutach padliśmy spoceni na łóżko. Aleksandra jęczała, delikatnie masując dłonią podbrzusze. Spojrzała na mnie z błyskiem w oku.

– Jak to wytłumaczę mojemu Igorowi, co? – Zapytała. – Mam wrażenie, że będę miała bliźniaki.

Zachichotałem.

– Czemu nie powiesz mu prawdy? – Zbliżyłem się do niej i delikatnie ugryzłem ją w ucho. – Że ruchałaś się ze swoim przełożonym, który jest dwa razy lepszym mężczyzną niż on – chwyciłem ją za piesi i lekko ścisnąłem. – Może wezmę kamerę z któregoś z tutejszych studiów? Może nagramy mu pełnometrażowy film, o tematyce zdradzieckiej żony?

Aleksandra zachichotała, zerkając na mnie lekko podniecona.

– I co dalej?

– Nagramy, jak się pieprzymy. We wszystkich możliwych pozycjach, o jakich nawet nie słyszał, a następnie mu ją wyślemy w pięknym opakowaniu, wraz z potwierdzeniem, że zaszłaś w ciąże i papierami rozwodowymi – podniecony wszedłem w nią raz jeszcze. – Tak, żeby miał do czego walić konia, w te samotne chłodne noce.

Aleksandra wygięła plecy w łuk i z trudem łapiąc oddech, oznajmiła.

– Złe wejście.

Pchnąłem głębiej.

– Wiem.

Moja kochanka zachichotała, odpowiadając odpowiednim ruchem.

– Niegrzeczny chłopiec.

– Niegrzeczna dziewczynka.

 

Tej nocy. Nie spałem.

 

***

 

Na śniadanie zeszliśmy zaskakująco odświeżeni. Iwanow już na nas czekał. Stołówka oficerska zapewniała sporo możliwości. Problemy z zaopatrzeniem dało się wyczuć, ale nikt nie głodował. Wachta jajecznicy, tostów i parówek, zapewniła nam porządny posiłek. Jedliśmy spokojnie, nie śpiesząc się w najmniejszym stopniu. Wszyscy w bardzo dobrych humorach. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym przez znaczną część posiłku, aż pod koniec nie przeszliśmy na temat naszego wyjazdu. Chwilę po tym, jak zaczęliśmy rozmawiać, podszedł do nas mężczyzna w oficerskim mundurze. Porucznika jak zauważyłem, wojsk pancernych. Nie rozpoznałem jednostki. Mężczyzna był świeżo ogolony, co rozpoznałem po lekko zaczerwienionej skórze i kilku świeżych cięciach na twarzy. Mundur był relatywnie zadbany, jednak sam oficer nie wyglądał najlepiej. Wory pod oczami, przekrwione oczy i spory kubek czarnej kawy w dłoni, budował obraz przepracowanego oficera.

– Przepraszam bardzo – odezwał się zachrypłym głosem. – Ale czy dobrze usłyszałem, że dzisiaj opuszczanie Los Angeles?

Lekko zaintrygowany nietypowym pytaniem, zastanowiłem się, czy to jakaś tajemnica, a po stwierdzeniu, że nie, odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

– Zgadza się, jeszcze dziś wyjeżdżamy. Czemu pytacie towarzyszu?

Mężczyzna upił z kubka.

– Bo śpię w apartamencie pod wami… i przez ostatnie trzy dni nie dawaliście mi spać.

Dymitr wybuchł śmiechem, Aleksandra zaczerwieniła się po uszy, a ja, zakłopotany odezwałem się cicho.

– Przepraszamy… naprawdę…

– Proszę sobie oszczędzić – oficer uniósł dłoń. – Podłogi są tutaj cienkie. Słyszałem więcej, niż chciałem.

Pobladłem i uwierzcie lub nie – nie wiedziałem co powiedzieć. Pancerniak pokręcił głową krytycznie i ruszył do swojego stolika, popijając kawę. Ostatnie co usłyszałem od oddalającego się oficera:

– KGB-owcy są pojebani. Sfilmować? Co za banda psychopatów. Jak się cieszę, że do nich nie dołączyłem.

Dymitr patrzył na mnie z szerokim uśmiechem i szeroko rozwartymi oczami. Aleksandra schowała twarz w dłonie. A ja, całkowicie zbity z tropu, nie byłem wycisnąć z siebie słowa, widząc krytyczne i rozbawione spojrzenia innych oficerów ze wszystkich stron. Spojrzałem na Iwanowa i pokręciłem głową.

– Nawet się nie waż.

Z trudem powstrzymując kolejny wybuch śmiechu, Iwanow uniósł dłonie w obronnym geście.

– Co? Ja nic nie powiedziałem, nic nie powiedziałem – uciekł na bok wzrokiem. – Przecież wiesz, że kamery mamy w magazynie.

Aleksandra skurczyła się już do połowy swojej normalnej wielkości, a ja całkowicie zdewastowany tą bezduszną zdradą odezwałem się, nie wierząc w to, co usłyszałem.

– I ja tę żmiję, na własnej piersi wychowałem.

Iwanow uśmiechnął się jak błazen samego diabła.

– Widocznie oboje je lubimy.

– DYMITRI! TY SUKIN-

 

~~~~

(Od Autora)

Czuję się brudny po napisaniu tego odcinka.

Idę wziąć prysznic.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Spodziewałem się użycia wcześniej wspomnianego narkotyku na którymś z więźniów... ale i tak się nie zawiodłem! :D Bardzo fajnie opisana scena seksu jak i plan Czerwonego. Cuckolding, powiadasz? Mocne, ale do przewidzenia. W końcu Czerwony to taki trochę radziecki Dirlewanger. Ciężko będzie mi przebić okrucieństwo jego postaci w mojej "Krainie zniewolonych...". Za odcinek daję 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Kapelusznik rok temu
    Dzięki za przybycie
    Narkotyków tu nie było.
    Aleksandra - to ta ze spec nazu. Sama się na to pisała XD
    Chciałem pokazać, lepiej lub gorzej - że są różne wersje "zła" XD

    Tak czy inaczej - seria zbliża się do końca i dobrze, bo mam już jej powoli dość

    Pozdrawiam
  • No wiem, że nie, domyśliłem się, że sama chciała oddać się Czerwonemu :D
    Różne wersje zła, powiadasz... cóż, w takim razie wyszło Ci dobrze. Nie ma nic gorszego niż niewierna druga połówka, mówiąca kochankowi, że jest lepszym mężczyzną... :P

    Zbliża się ku końcowi? Z jednej strony szkoda, ale z drugiej ciekawi mnie zakończenie. Jeśli moje teorie odnośnie kreta są słuszne, będzie się działo...
  • Pontàrú rok temu
    Przejrzyj bo moim zdaniem na początku trochę za często pojawia się słowo "telefon". Co do samej sceny opisanej w tym rozdziale to powiem tak: nie zwykłem czytać prac tego pokroju a jedynie opowiadanie Nefera zawiera podobne elementy ale pomimo mojego małego doświadczenia mogę powiedzieć że wyszło dobrze. Podoba mi się humorystyczne zabarwienie całego odcinka pomimo faktu iż wiemy o Paraszence jakim to jest potworem i jak to nie powinniśmy śmiać się z cudzego nieszczęścia. Jak tak teraz myślę to cały Komisar jest połączeniem okrucieństwa z humorem w pewien sposób i mi czasem trudno się w tym odnaleźć. Nie wiem czy śmiać się czy płakać
    O_o

    Ano i dałem 5
  • Kapelusznik rok temu
    Dziękuję.
  • Nefer rok temu
    Odbieram ten odcinek jako próbę (w sumie udaną) ukazania drugiego oblicza "potwora". W końcu nie od dziś wiadmo, że zbrodniarze i mordercy (również ci "zza biurka") prowadzili często przykladne życie rodzinne, byli kochającymi mężami i ojcami (notorycznymi uwodzicielami zresztą również, np. Goebbels). Dla ukazania tej ludzkiej twarzy Paraszenki wybrałeś epizod erotyczny, w dodatku okraszony elementami rubasznego humoru. Wypadło to w sposób udany i zabawny zarazem (pytanie, czy niższy oficer wojsk regulanych ośmieliłby się zaczepiać w podobny sposób szychę z KGB - ale to poboczna sprawa). Dlaczego czujesz się brudny? Warsztatowo ogólnie dobrze, w kilku miejscach powtórzenia, o niektórych wspomniała już Pontaru, w innych zbyt często pojawia się czasownik "być". Tu i tam odniosłem wrażenie, ze zmieniałeś gotowy tekst, układ zdań. Pozostały po tych zabiegach pewne dziwactwa stylistyczne, zbędne wyrazy itp. Czyli, korekta.
    Pozdrawiam
  • Agnieszka Gu 10 miesięcy temu
    Ej, czemu prysznic :) Fajnie opisałeś scenę między Paraszenko a Aleksandrą. Gustownie i z taktem. Podoba mi się.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania