Poprzednie częściKomisar - 1 Komisar - 2 Komisar - 3

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Komisar - 6

- Jesteście popierdoleni towarzyszu – stwierdził Iwanow. – Zaczynam podejrzewać, że ten amerykański oficer miał co do pana rację.

Prychnąłem rozbawiony.

- Jeśli chciałeś mieć spokojniejszą robotę, trzeba było szukać pracy za biurkiem, a nie frontową w KGB – uśmiechnąłem się do Dimitria serdecznie. – I nie wykazywać się na ćwiczeniach, tak, że cię zauważyłem. Co żeś myślał, tak się popisując?

Szliśmy spokojnie w stronę rozświetlonego budynku. Byliśmy na przedmieściach miasta i było widać, że długo przed inwazją nikt nie miał nad tym terenem kontroli. Była to dzielnica afroamerykańska i czarne twarze spoglądały na nas zewsząd.

- Miałem nadzieję dostać bezpieczną pracę przy oficerze, który będzie pracował w punkcie dowodzenia – wysyczał Iwanow. – A natrafiłem na Pana.

Stanęliśmy przed głównym wejściem do wysokiego budynku. Rozświetlonego neonami o różnorakich kształtów i raczej wulgarnych tekstów. Według kolegów z sekcji wywiadu zamieszkiwał tu niejaki Black Dog, jeden z najbardziej znanych czarnoskórych bandziorów w naszym regionie operacyjnym. Znany złodziej, morderca i gangster. Faktyczny zbrodniarz najniższego szczebla – jeden z moich ulubionych typów. Przydatny w obu formach, w jakich przychodzą.

- Jesteście pewni towarzyszu Paraszenko? – Adiutant szepnął mi do ucha, zerkając zaniepokojony na zbliżających się czarnych gangsterów. – Ten człowiek jest niepoczytalny.

- I właśnie dlatego go wykorzystamy towarzyszu, by przyspieszyć nasze plany – oznajmiłem uspokajająco. – Nie ważne jak zakończą się nasze rozmowy.

Dwójka drabów zatrzymała się tuż przed nami. Byli od nas wyżsi i ewidentnie starali się nas wystraszyć. Nieskutecznie, mimo wszystko nie tak dawno staliśmy oko w oko z wylotem lufy czołgu.

- Dzień dobry – przywitałem się, przerzucając się na angielski.

- Czego tu chcesz białasie? – Zapytał pierwszy.

- Jestem miejscowym dowódcą sił bezpieczeństwa Armii Czerwonej, przyszedłem porozmawiać z waszym szefem.

Draby spojrzały po sobie i kiwnęły głowami. Byłem miło zaskoczony, że nie próbowały ze mną dyskutować, albo zatarasować mi drogi. Black Dog był widocznie bardzo pewny siebie. Kiedy otworzono drzwi, uderzył nas zapach alkoholu, spermy oraz głośna muzyka. Wyśmienicie – rudera!

Poprowadzeni przez drabów, przeszliśmy obok striptizerek i naćpanych biesiadników, by dotrzeć do otwartej loży, gdzie siedział Black Dog. Wysoki, łysy z masą tatuaży, głównie z motywami piekła i nieba. Aktualnie palił papierosa, kiedy jakaś blondynka miarowo ssała jego przyrodzenie, dwie inne siedziały po jego bokach. Widząc nas, zaciągnął się i wypuścił wielki obłok dymu.

- Proszę, proszę – uśmiechnął się. – Ruskie przyszły układać się z królem podziemia.

Uśmiechnąłem się uprzejmie, z trudem powstrzymując wybuch śmiechu.

- To przyjemność cię poznać, Black Dog… - skinąłem głową. - Major Paraszenko. Głównodowodzący sił KGB w regionie.

- Siadajcie majorze – gangster wskazał sofę naprzeciwko loży. – Papierosów, alkoholu, dziewczyn?

Uśmiechnąłem się szerzej i usiadłem na sofie. Arogancki dupek, właśnie taki jakiego potrzebuję.

- Jeśli rozmowy się udadzą, z przyjemnością skorzystamy z twoich propozycji…

Black Dog jęknął i odchylił głowę do tylu z uśmiechem satysfakcji.

- Czyli od razu do interesów? – Zapytał. – Nie masz zamiaru wygłosić jakiegoś manifestu?

- Nie muszę – odpowiedziałem. – Wkrótce będzie wygłaszany w telewizji i radiu na okrągło.

Black Dog prychnął, choć widać było, że mina mu lekko zrzedła. Nie lubił, kiedy ktoś mu odszczekiwał.

- Chcę monopolu nad czarnym rynkiem – oznajmił. – Macie też rozpierdolić Włoską mafię. Moi ludzie mają całkowitą władzę nad czarnymi dzielnicami, wasi ludzie mają trzymać się z dala – uśmiechnął się chytrze. – Jeśli spełnicie te warunki, nie będę sprawiał wam kłopotu.

Odchyliłem się lekko i zacząłem błądzić wzrokiem. Zatrzymał się on na jednej z tancerek. Pięknej, rudej, z sugestywnymi piersiami.

- A tę dziewczynę dorzucisz? – zapytałem, wskazując ją palcem.

Black Dog uśmiechnął się i jednym gestem przywołał dziewczynę. Ta stanęła obok i spojrzała na mnie z pożądaniem. Poklepałem miejsce tuż obok, a ta posłusznie usiadła, prezentując się w całej okazałości. Chwyciłem jej pierś i ścisnąłem lekko – jęknęła. Położyłem dłonie na jej barkach – przygryzła wargi. Przesunąłem je po twarzy i szui – zadrżała. Black Dog uśmiechał się szeroko, pewny swojej pozycji, pewny, że mnie kupił. Właśnie wtedy przestałem się uśmiechać.

Jednym ruchem złamałem jej kark – zdechła jak typowa dziwka.

- CO DO KURWY!? – Black Dog aż podskoczył.

Dziewczyna, która się nim zajmowała, odskoczyła na bok z piskiem. Gangsterzy momentalnie wyciągnęli broń i wycelowali prosto we mnie i Iwanowa. Tym jednak razem, mój adiutant nie trząsł się ze strachu. W jego oczach płonęła zimna furia. Tak, jak się spodziewałem.

Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko jakby bliźniaczym grymasem.

- Papierosa majorze? – wyciągnął do mnie otwartą paczkę.

- A, z przyjemnością Iwanow – przyjąłem go i zapaliłem w ustach.

Black Dog wstał, z wyrazem mieszanki szoku i wściekłości.

- CO TY ODPIERDALASZ?! – ryknął.

- Przypominam ci – wypuściłem obłok dymu. – Kto tu daje żądania – podniosłem się z miejsca – Oto moje: twoi ludzie stają pod moją komendą. Są zreorganizowani na moje polecenie, w wybrany przeze mnie sposób i pod moimi oficerami. Zajmujecie się patrolowaniem, przeszukiwaniem, likwidowaniem wrogów i ogólnym wspieraniem faktycznych sił porządkowych KGB. W zamian, siły porządkowe przymykają oko na to, co dzieje się w czarnej dzielnicy i nie prowadzi tam regularnych przeszukiwań – wypuściłem kolejny obłok dymu. – Oto moje warunki, nie będzie lepszych. Przyjmujesz je, czy nie?

Black Dog wstał i stanął nade mną. Był o głowę wyższy, ale nie takich zabijałem.

- Masz pojęcie, z kim rozmawiasz? – wysyczał. – Jestem królem tej dzielnicy! Nikt nie podważa mojego słowa! Jestem największym gangsterem w okolicy!

Spojrzałem w dół, a następnie prosto w jego oczy, nie kryjąc rozbawienia.

- Kastrowałem Polaków, którzy mieli większego fiuta niż ty.

- TY MAŁY! ZAPIER…

Chwycił mnie za mundur, widocznie chcąc się bić, lecz zatrzymał się nagle sparaliżowany. Widocznie zimna lufa Makarowa na jego jądrach, była przekonującym argumentem. Pot zaczął spływać mu po twarzy, kiedy ja uśmiechałem się szeroko.

- Za sam fakt, że położyłeś na mnie łapy, powinienem zbombardować całą dzielnicę i wyrżnąć większość z twoich pobratymców… i jeśli spróbujesz powstrzymać moje wyjście, właśnie to się stanie.

- Blefujesz – wysyczał drżącym głosem.

- Posłuchaj mnie uważnie – zwiększyłem nacisk pistoletu na jego jądra. – Osobiście paliłem całe wioski w Polsce i Ukrainie. Z radością zachęcałem do gwałtów na Niemkach w Berlinie. Jeśli naprawdę uważasz, że odpuszczę sobie wyrżnięcie całej dzielnicy czarnuchów, musisz być naprawdę naiwny – pozwoliłem, by ta informacja wypaliła się żelazem w jego umyśle. – Idąc tu, zostawiłem rozkaz, że jeśli nie wrócę, cała dzielnica ma zostać zlikwidowana… – zmniejszyłem nacisk lufy pistoletu. – Jaka jest więc twa odpowiedź?

Uczucie satysfakcji, jakie mnie wypełniało, było całkowite. Oto, prosty major KGB, przybył i rozbił całą siłę gangstera, w czasie pierwszej wizyty. Draby spoglądały na siebie zakłopotane, czekały na słowo Black Doga. Ten jednak był w całkowitym szoku. To musiał być pierwszy raz, od bardzo, ale to bardzo długiego czasu, kiedy nie był w pozycji siły. Zastanawiałem się, którą z opcji wybierze…

- Zmiataj z mojej dzielnicy – poluźnił uchwyt. – Następnym razem, kiedy cię zobaczę… zginiesz.

Odsunąłem się o krok i kiwnąłem głową.

- Niech będzie – sięgnąłem po kawałek jakiejś szmaty i wytarłem lufę pistoletu. – Iwanow, zbieramy się, rozmowy uznaję za zakończone.

- Oczywiście towarzyszu.

Schowałem pistolet do kabury i bez przeszkód opuściłem ruderę. Iwanow kroczył pewnie tuż obok, kiedy szliśmy drogą w stronę skrzyżowania, gdzie czekał na nas transport.

- Zaczynasz rozumieć, towarzyszu Iwanow? – Zapytałem, nie musząc precyzować pytania.

- Tak, towarzyszu – adiutant przytaknął. – Rozumiem.

Zatrzymałem się na środku skrzyżowania i spojrzałem na ruderę. Jednym gestem przywołałem żołnierza, który podał mi krótkofalówkę.

- Towarzyszu Iwanow… zechcecie czynić honory?

- Z przyjemnością towarzyszu – adiutant przyjął krótkofalówkę i przyłożył ją do ust. – Tu Awangarda-1-1, do Sępa-22. Czy jesteście gotowi? Odbiór.

- Tu Sęp-22 – krótkofalówka zaszumiała. – Gotowi. Czekamy na rozkaz. Odbiór.

- Ustawić się na pozycji. Odbiór.

- Potwierdzam.

Z bocznej ulicy wyjechało samobieżne działo przeciwlotnicze ZSU-23-4 „Szyłka”. Był to opancerzony pancerny pojazd, o zamkniętej szerokiej wieżyczce, z czterema sprzężonymi działkami 23 milimetry. Wjechał na główną ulicę i zatrzymał się, frontem do rudery.

- Tu Sęp-22. Na pozycji. Odbiór.

- Ognia.

Cztery działka ryknęły, wypełnione rewolucyjną furią. Ich głos, był prawdziwie ogłuszający. Z daleka widziałem, jak rudera trzęsie się, kiedy setki pocisków przeszywają ją na wskroś. Pył z cegły mieszał się tam z krwią. Niemalże żałowałem, że przez ryk działek nie dało się słyszeć krzyków mych ofiar. Po chwili działka zamilkły. Iwanow przyłożył krótkofalówkę do ust.

- Wystarczy Sęp-22. Przeładuj i czekaj na dalsze rozkazy. Odbiór.

- Przyjąłem.

Spojrzałem na czekających na rozkazy żołnierzy.

- Dobić ciężko rannych. Sprowadźcie ocalałych.

Żołnierze zasalutowali i ruszyli wykonać rozkaz, kiedy Ja i Iwanow, staliśmy wśród 23 milimetrowych łusek, paląc po papierosie. Rozluźnieni i zadowoleni.

 

Widząc, że żołnierze sprowadzają garstkę ocalałych, Iwanow prychnął.

- Wiecie co towarzyszu? – Spojrzałem na niego pytająco. – Zaczyna mi się podobać, pańska wersja idei „amerykańskiej wolności”.

Spojrzałem na niego zaskoczony.

- W jaki to sposób, towarzyszu Iwanow?

- Widzicie towarzyszu – wskazał w stronę ruin rudery. – Daliście im wolność. Wolność wyboru. Dołączenia do Rewolucji albo… Niedołączenia.

Spojrzałem na niego z dumą. Zachichotałem i poklepałem go po plecach.

- Tak towarzyszu. Mnie też się podoba, moja wersja „amerykańskiej wolności”.

Następne częściKomisar - 7 Komisar - 8 Komisar - 9

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Witam,

    Na początek drobiazgi:
    "Przesunąłem je po jej twarzy i szui – zadrżała." - z "jej" można zrezygnować spokojnie, bo wiadomo o kogo chodzi, plus literówka - szyi

    "Black Dog wstał i stanął na de mną." - literówka nade mną

    "Był to opancerzony pancerny pojazd, o zamkniętej szerokiej wieżyczce, z czterema sprzężonymi działkami 23 minimetry." - milimetry?

    "Niemalże żałowałem, że przez ryk dziełek nie dało się słyszeć krzyków mych ofiar." - działek literówka

    "- Sprowadźcie ocalałych. Dobić ciężko rannych." - myślę, że odwrócenie szyku na "Ciężko rannych dobić." doda temu zdaniu mocy.

    "Żołnierze zasalutowali i ruszyli wykonać rozkaz. Kiedy Ja i Iwanow, staliśmy wśród 23 minimetrowych łusek, paląc po papierosie." - to chyba miało być jedno całe zdanie? Bez kropki po "rozkaz"? Ponadto, drugi raz pojawia się słowo "minimetry" w odniesieniu do tego działka. To celowe czy chodzi o milimetry?

    "- Wiecie, co towarzyszu?" - nie jestem znawca przecinków, ale ten po "Wiecie" mnie strasznie uwierzą ;) Jak już musisz, to wstaw po "co"...

    Dobra, teraz podsumowanie.
    Kolejna świetna cześć. Tak ciekawie piszesz, że wciągnęła mnie ta opowieść.
    Nie rozumiem tylko, czemu ich rozstrzelał, skoro mogli mu się przydać. No chyba że, chodziło o pokaz siły i podporządkowanie sobie tych, którzy ocaleją.

    Ok, tak czy inaczej, czekam na cd.
    Pozdrawiam :)
  • Kapelusznik rok temu
    Minimetry było szczerą pomyłką - nie wiem jak mi to umknęło XD

    Tak - pokaz siły. Paraszenko ocenia kto jest mu przydatny, a kto nie - Black Dog odważył się zakwestionować pozycję siłę KGB - Paraszenko nie mógłby pozwolić sobie na układ w której nie byłby tym, który dyktuje warunki.
    Zresztą - to zaledwie jedna rudera w całej dzielnicy - i to tylko czarnoskórych, a wieści się rozejdą, że ci którzy odmawiają Paraszence mogą skończyć jak Black Dog i co ważniejsze, jego śmierć, może pokazać go w lepszym świetle, wśród tych, którzy nienawidzili tego czarnego gangstera.

    :)

    Również pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú rok temu
    "Był to opancerzony pancerny pojazd" - pleonazm.
    Więcej błędów nie widzę.

    Też podoba mi się ta 'wersja' amerykańskiej wolności.
    5
  • Kapelusznik rok temu
    Dzięki
    Nie ma to jak odrobina ironii bo rozstrzelaniu
  • Nefer rok temu
    Dobrze napisana, trzymająca w napięciu część. Siłą rzeczy porównuję z "Demonem" i porównanie to wypada na korzyść "Komisarza". Większa zwartość i logika akcji, dynamizm, dobre dialogi. Widać, że to tekst napisany później, przez Autora który znacznie rozwinął skrzydła. Tak trzymać. Oczywiscie, korekta, jak zawsze, przydałaby się.
  • Kapelusznik rok temu
    Demona i Komisara nie można porównywać
    To dwie całkowicie odmienne historie umieszczone w innych światach i napisane z innej perspektywy
    Warsztat się pewnie poprawił - czy raczej rozwinął - jak to zwykle bywa - ale nadal - Demon to moja główna seria
    Komisar to zaledwie odskocznia
    Pozdrawiam
  • Ozar rok temu
    Hahhaahah nie ma jak dobry ostrzał starych domów drewnianych przez Striłkę. Ta maszyna strzelająca 20 milimetrowymi pociskami pelot, albo nawet pepanc, to olbrzymia siła ognia. Wcale mnie nie dziwi, że rozwaliła dom na strzępy. To taki argument w dyskusji nie podlegający żadnej dyskusji hahahahaahah. Fajny pomysł, bo w kilka sekund zlikwidował murzyńskiego wodza, a do tego dał znać innym, że tu żartów nie ma. To taki idealny dla potrzeb pokaz siły. Teraz każdy z podziemnych struktur zastanowi sie dwa razy nim podejmie zła decyzje. Konkretne i bardzo sprawne pokazanie siły. 5 dla mnie z pomysł z ZSU 23
  • OttoV2 rok temu
    Jest zachwycony. Naprawdę. To jest coś. Czyta się bardzo lekko, w kliku momentach miałem wrażenie że płynę przez tekst. Postacie są świetne. Wiem że to zimnokrwiści dranie, ale i tak ich lubię. Jutro doczytam resztę.
  • Kapelusznik rok temu
    Dzięki za przybycie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania