Poprzednie częściKomisar - 1 Komisar - 2 Komisar - 3

Komisar - 24

Uśmiechnąłem się zadowolony, spoglądając w oczy moich rozmówców.

Trzy dni.

Trzy dni wystarczyły, bym osiągnął zamierzony cel z klubem myśliwskim.

A najlepsze było to, że nie musiałem nic zrobić z wyjątkiem pierwszego ruchu, by go osiągnąć.

Wenstainowie, wnuk i dziadek siedzieli naprzeciw mnie. Byli wstrząśnięci. Trudno się im dziwić. Byli to cywile. Nie są przyzwyczajeni do tego, że ktoś rzuca na nich koktajle Mołotowa i atakuje bliskich.

Młodszy Sam miał obandażowane obie ręce. Wyciągnął siostrę z płonącego domu, kiedy zostali zaatakowani. Starszy Adam natomiast przykładał lud do twarzy, gdzie trafił go kij bejsbolowy.

Uśmiechnąłem się serdecznie.

– Jesteście bezpieczni – oznajmiłem spokojnie, spoglądając na Sama. – Mała Ewa – wypowiedziałem imię siostry. – Jest w stabilnym stanie. Ma znaczące poparzenia, ale jej życie nie jest zagrożone.

Sam kiwnął głową z wdzięcznością. Adam odchrząknął.

– Bardzo dziękujemy za ratunek – oznajmił z trudem, wypowiadając słowa. – Gdyby nie wasi ludzie, nie wiem co, by się z nami stało.

Czas przejść powoli do ofensywy.

– Najpewniej stracilibyście życia – odpowiedziałem. – Inni członkowie klubu również zostali dzisiaj zaatakowani. Rodzina Pan Reed oraz Thomson nie mieli tyle szczęścia co wy.

Na moje słowa oboje spojrzeli na siebie wstrząśnięci do szpiku kości.

– Nie żyją? – Sam zapytał przerażony. – Obaj?

– Pan Reed już zmarł. Strzał z colta prosto w głowę, jego rodzina również została zamordowana. Pan Thomson jeszcze żyje, ale nie na długo. Rany są zbyt ciężkie, lekarze przekazali, że nie mogą nic zrobić. Jego rodzina, przeżyła na szczęście i są w stabilnym stanie, ale dla Pana Thomsona nic już nie możemy zrobić. Przekazałem informację rodzinie i dałem możliwość daniu Panu Thomsonowi wystarczająco dużo morfiny, by umarł bez bólu.

Adam, całkowicie wstrząśnięty zgiął się, wyrażając swe cierpienie całym ciałem.

– Boże Wszechmogący… – wyszeptał. – Co za potworność.

Pokiwałem głową.

– Tak. Potworne… choć nie ma to porównania do naszych obozów pracy przymusowej.

Oboje spojrzeli na mnie zdezorientowani.

– Co?

Uśmiechnąłem się rozbawiony.

– Czy naprawdę sądziliście, że nie zauważymy waszej bliskiej współpracy z partyzantami? – Zadałem retoryczne pytanie. – Macie świadomość, jaka jest kara za wspieranie zorganizowanego oporu przeciw siłom okupacyjnym, prawda?

Reakcja była momentalna.

– Jak może nas pan oskarżać, o wspieranie partyzantów, po tym co się stało?! – Adam wycharczał z opuchniętych ust. – Po tym, jak nas zaatakowali?!

Zachichotałem rozbawiony.

– Proszę Panie Wenstin. KGB ma oczy i uszy wszędzie. Wiemy o rozłamie wśród partyzantów, to, że pomagacie grupie Milsona, a grupa, która was zaatakowała to radykałowie, rywalizujący z waszą grupą – wyciągnąłem teczkę z ich dokumentami. – Od dłuższego czasu próbowali zdobyć odpowiednie usprawiedliwienie na waszą grupę, a czerwone opaski i zmiana nazwy klubu w zupełności wystarczyły.

Samuel spoglądał na mnie w całkowitym szoku.

– Wiedziałeś, że to się stanie.

– Nie trzeba być geniuszem, by się tego domyślić – odpowiedziałem zimno. – W trudnych sytuacjach, ludzie pokazują swoją prawdziwą naturę. Po ataku samobójcy, na jeden z naszych posterunków, wiedziałem już, z jaką grupą mam do czynienia – oparłem się wygodnie w siedzeniu. – To psychopaci i fanatycy. Prawdziwi „wierni” Amerykańskiej Drogi. Nie trudno domyślić się, co taka grupa zrobiłaby z kolaborantami, prawda?

Moi rozmówcy milczeli. Pokonani.

– Zauważyłem jednak, że z nimi nie współpracujecie. Zauważyłem, że pomagacie grupie partyzantów kryjącej się w lesie, która jest znacznie łagodniejsza w akcjach i bardziej ostrożna – wyciągnąłem papierosa. – Pasuje to do Milsona – zapłonął ogień, a zbawienny dym wypełnił płuca. – Zmądrzał po naszym ostatnim spotkaniu.

Samuel w końcu nie wytrzymał i spojrzał na mnie nienawistnym wzrokiem.

– Jesteście potworem – oznajmił przez zaciśnięte zęby. – Jesteście chorym potworem.

– Potworem? Tak. Chorym? Nie – wypuściłem dum przez usta. – Nie pozwalaj sobie młodzieńcze. W moim zawodzie bycie potworem jest wymagane, a nawet pielęgnowane – westchnąłem. – Nie, żebyś, ty coś wiedział o prawdziwych potworach. Ledwie liznąłeś prawdziwe realia wojny – tu wskazałem na jego poparzone ręce. – To zaledwie kropla, w porównaniu do doświadczenia, jakie posiadam – pochyliłem się nad stołem, przeszywając chłopaka na wskroś. – Jesteś twardy, przyznaję i z pewnością masz potencjał, ale nie oceniaj mnie tak ostro, nie wiedząc, do czego wojna może zmusić.

Chłopak uciekł na bok wzrokiem. Był twardy i miał potencjał, nie kłamałem. Gdybym mógł, uścisnąłbym go i pogratulował z całego serca. Takiego bohaterstwa i poświęcenia nie spodziewałem się po jankesie. Nie mówiąc już, że o takim młodym. Wypuściłem dym przez nos. Dziwiło mnie, jak bardzo ten jeden chłopak, podniósł moje ogólne wrażenie o amerykanach.

– Co nas czeka? – Adam odezwał się drżącym głosem.

Westchnąłem, przeglądając dokumenty.

– Jesteście oskarżeni o aktywne zaopatrywanie grup partyzanckich, zarówno w jedzenie, jak i amunicję. Ukrywanie partyzantów. Oszukiwanie przedstawicieli sił porządkowych i aktywne wykorzystywanie nadanych przywilejów, przeciwko siłom porządkowym. Za takowe oskarżenia powinienem wysłać was i całą waszą rodzinę na pięć lat pracy przymusowej, z czego, jeśli przeżyjecie pierwszy rok, możecie uznać za sukces.

Drżeli, pochłonięci przez rozpacz. Nie próbowali nawet walczyć. Bo co by zyskali? Nawet jeśli z pomocą Boga zdołaliby wyrwać się z wnętrza placówki KGB, co nawet z jego pomocą jest wątpliwe, co dalej? Na zewnątrz czekają na nich radykałowie, gotowi dokończyć to, co zaczęli.

Uśmiechnąłem się, zamykając teczkę.

– Nie zabiliście jednak ani jednego z moich ludzi – oznajmiłem, kiwając głową. – To daje mi możliwość, dania wam pewnej propozycji.

Wyciągnąłem drugą teczkę, dwie kartki i dwa ołówki.

– Wszystko, co wiecie. W zamian za przeniesienie na południe i przerzut do Meksyku. Tam, będziecie bezpieczni.

Adam spojrzał na kartkę z bólem.

– Chcesz… byśmy zdradzili swoją ojczyznę?

– Z całym szacunkiem, ale dla wielu, już jesteście zdrajcami – oznajmiłem chłodno. – Macie tego świadomość, prawda? – Zadałem oczywiste pytanie. – Jesteście już na listach radykałów, a ci mają poparcie amerykańskiego rządu. Nie ważne kto wygra tę kampanię, nikt wam nie wybaczy – stwierdziłem. – I nigdy nie będziecie bezpieczni.

Samuel spojrzał mi prosto w oczy.

– Zapewnicie bezpieczeństwo i stabilne życie naszej rodzinie?

– Tak – potwierdziłem. – ZSRR ma bardzo dobre relacje z Meksykiem, mimo że nie dołączyli do wojny. Zapewnią wam schronienie i bezpieczeństwo, a nasza ambasada będzie regularnie wysyłała wsparcie pieniężne – popukałem w teczkę. – Wszystko jest tutaj.

– Skąd wiemy, że nie kłamiesz? – Zapytał Samuel. – Że nie rozstrzelasz nas, po tym jak dostaniesz to czego chcesz?

Wywróciłem oczami.

– Wiem, że ZSRR jest przedstawiana u was jako domostwo diabła, ale proszę nie przesadzać. ZSRR okazuje wielką szczodrość tym, którzy ich wspierają. Dlaczego wiedzieliśmy dokładnie gdzie wylądować i czemu USA nie zdążyło zareagować na nasz atak? Bo mieliśmy tu swoich ludzi – oznajmiłem dobitnie. – Nie zmusiliśmy tych ludzi do współpracy torturami. Dołączyli do nas z własnej woli.

Chciałem kontynuować, ale Samuel wziął kartkę i zaczął zapisywać na niej informacje. Dziadek spoglądał na wnuka w szoku.

– Sam?

– Bierz kartkę i pisz dziadku. Naszym zadaniem jest obrona rodziny.

– Ale…

– Musimy żyć. Nie pozwolę, by zamordowano mi siostrę i matkę.

Po tych słowach, Adam, pokonany, wziął ołówek i drżącą ręką zaczął pisać.

Uśmiechnąłem się łagodnie, spokojnie czekając, aż skończą pisać i przyjąłem kartki. Odchrząknąłem.

– Dobrze – wstałem z miejsca. – Przekażę wasze dokumenty do sprawdzenia moim ludziom, po czym zostaniecie raz jeszcze przepytani, o bardziej szczegółowe dane – spojrzałem po obu. – Cieszę się, że wybraliście protekcję ZSRR. To była mądra decyzja.

Sam westchnął.

– Co teraz?

– Odpocznijcie. Przekażcie wasze decyzje rodzinie. W międzyczasie dokumenty zostaną sprawdzone i najpewniej jeszcze dzisiaj zostaniecie przepytani raz i jutro ponownie. Najpewniej pojutrze, zostaniecie wysłani transportem na południe i następnego dnia, przerzuceni przez granicę Meksyku.

– Dobrze – Adam jęknął, poprawiając worek lodu. – Dziękujemy.

Uśmiechnąłem się szeroko.

– Nie. To ja dziękuję. Wasza pomoc jest nieoceniona… – uchyliłem czapki. – Dobrze. Proszę o wybaczenie, ale obowiązki wzywają.

Obróciłem się i wyszedłem z pomieszczenia, ściskając teczki z ich losami w dłoni.

 

***

 

Zatrzymałem się w biurze i podszedłem do kolegi. Podałem mu teczkę z dokumentami zapewniającymi protekcję.

– Zgodzili się – oznajmiłem. – Upewnijcie się, że wszystko będzie się zgadzać.

– Oczywiście towarzyszu, a co z drugą teczką?

Uśmiechnąłem się rozbawiony i wrzuciłem ją do niszczarki, szokując wszystkich obecnych. Przechodzący obok Iwanow uniósł brwi w całkowitym szoku.

– Zniszczyliście ich teczkę? – Kolega nie dowierzał, w to co właśnie zobaczył – Co się stało?

Ich brak spostrzegawczości musiał zostać ukarany. Zamyśliłem się przez moment.

– Wiem, że nas nie zdradzą – odpowiedziałem. – Dokumenty te są nam zbyteczne.

– Nadal… – Iwanow podszedł do mnie zaintrygowany. – Co zrobili, by zdobyć wasze uznanie?

Zaśmiałem się rozbawiony, nie pytaniem, ale zachwianiem ich wiary w moją osobę.

– To najpewniej najrozsądniejsi i najodważniejsi amerykanie, na jakich dotąd natrafiłem.

Wszyscy spoglądali na mnie, jakbym oszalał.

– I to wystarczyło, byście zniszczyli ich teczkę?

 

Wywróciłem oczami, rozbawiony reakcją moich ludzi.

– Zniszczyć oryginał? Tak – zza pazuchy wyciągnąłem drugą szarą teczkę. – Kopię? Nie.

 

Śmiejąc się, ruszyłem do swojego gabinetu, pozostawiając zaczerwienionych z zażenowania KGB-owców, którzy złapali się na mój malutki dowcip.

Następne częściKomisar - 25 Komisar - 26 Komisar - 27

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • TheRebelliousOne 5 miesięcy temu
    Im dłużej czytam to opowiadanie, tym bardziej mam ochotę udusić Czerwonego flagą jego własnego państwa. Serio, chyba żaden bohater jakiegokolwiek opowiadania nie wkurwił mnie do tego stopnia jak on. Gratulacje, Kapelusznik... XD No i jeszcze ci zdrajcy... Serio, brak mi słów, żeby opisać mój...zawód? Gniew? Jak to możliwe, że Jankesi z taką łatwością zdradzają swoją ojczyznę? Mogę tylko po cichu liczyć na to, że prawdziwi patrioci w końcu się pokażą i pokonają najeźdźcę, bo serio... Moje antysowieckie ego gotuje się ze złości! XD

    OK, emocje już opadły, teraz czas na podejście na zimno... Sam odcinek bardzo dobry i po raz kolejny pokazuje mroczną stronę ZSRR (to istnieje jakaś jasna? XD). Oczywiście wkurwia mnie to jak szybko Amerykanie postanowili zdradzić swój kraj, ale rozumiem, rodzina i te sprawy. No znów ten Paraszenko i jego panowanie nad sytuacją... kurwa, jak ten skurwiel to robi? :P Daję 5

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    20 długich lat doświadczenia
    Długie dwadzieścia lat.

    Warsztat, doświadczenie i talent.

    Paraszenko miał być perfekcyjnym, przerażającym KGB-owcem.
    Manifestacją wszystkich strachów i koszmarów.

    I nią jest.

    Podobało ci się że użył teczki z wyrokiem śmierci dla 4 osób, jako dowcipu? :)

    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • TheRebelliousOne 5 miesięcy temu
    Jebana bestia, nawet jak na komucha... Serio, życzę mu w tym opowiadaniu jak najgorzej XD Tak jak każdemu kolaborantowi.
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    TheRebelliousOne
    Wydaje mi się że zbyt ostro ich oceniasz.

    Działali pod przykrywką dla ruchu oporu - udawali kolaborantów i wspierali partyzantów.
    Za ich pracę na rzecz ruchu oporu, radykałowie zaatakowali ich domy i rodziny, ogłaszając że są kolaborantami - mimo że po fakcie nie byli.
    Dopiero po tym jak ludność zdecydowała się ich zdradzić i zaatakować mimo zagrożenia jakiego wzięli, dopiero wtedy zdradzili.
    Zresztą - część z ich grupy zginęła w tym ataku, wraz z rodzinami - więc trudno się dziwić ich decyzji.
  • TheRebelliousOne 5 miesięcy temu
    Kapelusznik
    Well, excuse me, że wychodzę z założenia "Better Dead than Red"! :P Nie mogę jednak doczekać się zakończenia, gdyż uważam, że to wszystko idzie zbyt idealnie dla Czerwonych jak dotąd...
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    TheRebelliousOne
    Spokojnie
    Pamiętasz ostatnie słowa z ostatniego rozdziału?

    "Mądrzy ludzie popełniają głupie błędy"?

    Paraszenko zobaczy jak bardzo prawdziwe były te słowa
  • TheRebelliousOne 5 miesięcy temu
    Kapelusznik
    Pamiętam, w końcu namiętnie czytam to opowiadanie, mimo że w środku płonę jak Scorpion z Mortal Kombat :D Choć jednak zawsze pozostaje ten cień wątpliwości, że to ten zły wygra, a tu pomaga fakt, że ten "zły" jest protagonistą opowiadania... :D
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    TheRebelliousOne
    "Wygrana"
    Jest subiektywna
  • KuroKurama 5 miesięcy temu
    Szczerze, odcinek ten dostaje ode mnie 6/5.
    Paraszenko moja druga ulubiona postać twojego autorstwa (pierwszą jest Francis Adler), jego poczucie humoru w tym rozdziale trafiło idealnie w moje własne.
    Reakcje jego podkomendnych również były śmieszne.
    To jak Radziecki Demon wszystko kontroluje i sprawia, że plany wychodzą w 90% po jego myśli powoduje fajne sytuacje i daje nadzieje na ciekawe zwroty akcji (np nagle coś jednak nie idzie zgodnie z planem).
    Błędów nie wypatrzyłem.
    Na koniec: Czekam na ciąg dalszy bo jest to jedne z lepszych amatorskich opowiadań jakie czytałem i ciekawi mnie jak się zakończy, Paraszenko na pstryczku? Czy może bezpieczny jako instruktor dla odbudowującego się wywiadu Amerykańskiego?
    Pozdrawiam KK.
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    Mam swoje plany
    Cieszę się że tak ci się ta postać podoba.

    Trudno było dokładnie wymyślić kim i jaki będzie Antoni Paraszenko - ale wyszedł genialnie.

    PS.
    Zamówiłem ilustrację do "Demona"
    Artysta powiedział że do końca miesiąca - będzie.
    Więc - główna seria dostanie najpewniej pierwszą oficjalną ilustrację :)
  • KuroKurama 5 miesięcy temu
    Kapeluszniku dobrze to słyszeć(widzieć), ciekawi mnie jak ta ilustracja wyjdzie :)
  • Ozar 3 miesiące temu
    Hahahahaha taki totalny pokaz zarówno propagandy jak i sterowania ludźmi. Tu już NKWD w prawdziwym tego słowa znaczeniu. W takich sprawach takie Gestapo mogło im skoczyć, nie ten poziom , nie ta klasa. Takie granie ludźmi i ich odczuciami w ZSRR doprowadzono do perfekcji i tu to bardzo dobrze pokazujesz. A numer z teczką pokazuje że można ufać , ale to nie zabrania jednak mieć materiały na ludzi, jak mawiał Lenin „wierzyć, ale kontrolować”. Kolejny ciekawy i znowu ironiczny i szyderczy do bólu odcinek. 5.
  • Nefer 2 miesiące temu
    Paraszenko trafnie przewidział, co nastąpi i nadal kontroluje sutuację. Czy zamierza dotrzymać złożonej obietnicy? Chyba tylko wtedy, gdy posłuży to w jakiś sposób jego planom. Rozdział dobry "merytorycznie" ale znacznie gorszy, piszę to z przykrością, warszatowo. Pojawiają się błędy ortograficzne, np. "lud" zamiast "lód", "amerykanie" z małej litery, za to "Panowie" z dużej w dialogach. To zwrot grzecznościowy pisany z dużej litery w korespondencji, ale nie przy zapisie dialogu. czyli, korekta. :-)
    Czytam dalej i pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania