Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 19

Eveline wybiegła z wąskiego przejścia na skrzyżowanie korytarzy. Za nią nie było nikogo. Po prawej, przy schodach, dwóch Kadeńczyków powstrzymywało ludzi Vermaaru. Miecz jednego z napastników ześlizgnął się po złocistym napierśniku. Gwardzista odpowiedział cięciem i odepchnął rannego na pozostałych, zyskując miejsce na stopniu.

— Panno Vale!

Z korytarza naprzeciwko wychodził Doorn. Miał miecz w dłoni, a złocisty pancerz pokrywały pył i ciemne smugi. Za nim szła księżniczka w otoczeniu czterech gwardzistów.

— Gdzie jest lord Vaelen?

— Za zawalonym przejściem. Grijs został z waszymi ludźmi przy schodach. Potem już go nie widziałam.

Dopiero teraz usłyszała, jak zdarty ma własny głos. Księżniczka zatrzymała się przy niej. Na nożu Eveline ciemniała krew.

— Jest pani ranna?

— Nie.

Rękojeść kleiła się do palców. Eveline opuściła ostrze wzdłuż uda, z dala od sukni księżniczki.

Doorn wskazał lewe ramię skrzyżowania.

— Do królewskiego skrzydła przejdziemy tędy. Trzymać się ściany.

Ruszył pierwszy. Dwaj gwardziści szli za nim, pozostali osłaniali księżniczkę i Eveline od strony schodów. Zdążyli oddalić się od skrzyżowania o kilka kroków, gdy zza zakrętu przed nimi dobiegł metaliczny łomot.

Doorn uniósł miecz. Dwaj przedni gwardziści rozstawili się po jego bokach.

Zza zakrętu wytoczył się ranny Kadeńczyk. Wlókł nogę, a płyta na jego ramieniu była wgnieciona.

— Cofnąć się!

Ściana za nim pękła. Pierwsze uderzenie wykruszyło zaprawę, drugie wypchnęło bloki w głąb korytarza. Kamień przeleciał obok Doorna i rozbił się u stóp Eveline. Osłoniła twarz przed odpryskami. Kiedy opuściła rękę, przez wyrwę przeciskało się coś ciemnego.

Stwór górował nad ludźmi Kadenu. Szerokie barki tarły o brzegi wyłomu, a długie ramiona składały się z metalowych segmentów. Zamiast twarzy miał gładką płytę. Wewnątrz korpusu coś obracało się miarowo; Eveline słyszała ten mechaniczny chrobot nawet przez krzyki przy schodach.

Ranny próbował odczołgać się pod ścianę. Metalowe ramię zahaczyło go w plecy i cisnęło na kamienie.

— Osłonić odwrót! — rozkazał Doorn. — Księżniczka do skrzyżowania!

Gwardziści przy księżniczce zaczęli ją cofać. Eveline szła obok, trzymając nóż nisko. Droga do króla była zamknięta. Przy schodach nadal walczono; zostawał korytarz, którym przed chwilą przyszedł Doorn.

Trzej obrońcy uderzyli jednocześnie. Doorn ciął w kolano, człowiek po jego lewej w bark. Trzeci wsunął miecz pod uniesione ramię stwora. Żadne ostrze nie przebiło osłon. Miecz przy barku odskoczył, a ten pod ramieniem zakleszczył się między płytami.

Stwór obrócił korpus. Gwardzista nie puścił rękojeści dość szybko: szarpnięcie ściągnęło go z nóg prosto pod metalową dłoń. Cios w pierś wgniótł napierśnik. Drugi żołnierz zasłonił Doorna, który wycofywał nogę spod ciężkiej stopy. Ramię stwora zagarnęło go razem z mieczem i rzuciło na ścianę.

Doorn został sam. Ustępował krok po kroku, czekając, aż metalowa dłoń minie go w zamachu. Wtedy trafił pod kolano. Stwór zachwiał się, ale już przy następnym kroku nadrobił odległość.

Przy skrzyżowaniu jeden z gwardzistów księżniczki zawadził piętą o odłamek. Cofnął się na księżniczkę. Musieli się rozdzielić: Eveline pociągnęła ją ku wejściu do wolnego korytarza, a obaj żołnierze zostali obok Doorna, zamykając przejście.

— Dalej! — krzyknął kapitan.

Eveline naparła na ramię księżniczki. Ta zrobiła dwa kroki i zatrzymała się przy narożniku.

Stwór wszedł między obrońców. Jeden zasłonił się mieczem; uderzenie wcisnęło mu własną klingę pod gardło. Drugi zdążył odciągnąć go z drogi, zanim dosięgnęło ich metalowe przedramię. Obaj polecieli ku schodom. Balustrada zatrzeszczała. Kadeńczycy walczący na stopniach cofnęli się przed gruzem, a napastnicy zniknęli za dolnym zakrętem.

Doorn wykorzystał obrót stwora. Wsunął miecz głębiej w połączenie przy kolanie. Mechanizm zgrzytnął i noga ugięła się pod korpusem. Nim kapitan wyszarpnął klingę, metalowa dłoń złapała go za górną krawędź napierśnika.

— Doorn!

Księżniczka szarpnęła się do przodu. Eveline zagrodziła jej przejście. Przez rękaw czuła jej paznokcie.

Stwór podniósł Doorna i przycisnął go do ściany. Złocisty pancerz zapadł się pod palcami, pękając przy łączeniu. Miecz wysunął się ze stawu, wypadł kapitanowi z dłoni i zadźwięczał na posadzce. Kiedy stwór rozluźnił chwyt, Doorn osunął się na kolana.

Metalowa noga nadal była zgięta. Coś w jej wnętrzu zgrzytało, próbując wyprostować staw. Stwór oparł wolną dłoń o ścianę; palce wykruszyły zaprawę.

Doorn obrócił twarz ku księżniczce.

— Florentino… Kaden. Musisz go odzyskać.

Z wysiłkiem nabrał powietrza. Każde słowo było ledwie słyszalne.

— Obiecaj.

— Obiecuję.

W stawie trzasnęło. Stwór wyprostował się, a płyta na jego przedramieniu odsunęła się, odsłaniając ostrze dłuższe od ludzkiego przedramienia. Eveline pociągnęła księżniczkę za łokieć.

Cios przebił pęknięty napierśnik Doorna. Grot uderzył o ścianę za jego plecami. Stwór wyrwał ostrze i kapitan upadł na bok. Nie poruszył się więcej.

Florentina spróbowała wyrwać rękę.

— Obiecała mu pani — powiedziała Eveline.

Gładka metalowa płyta obróciła się ku nim. Eveline cofnęła się za narożnik, ciągnąc księżniczkę lewą ręką; nóż w prawej nadal trzymała opuszczony przy nodze. Tym razem Florentina ruszyła za nią.

Pobiegły korytarzem, którym przyszła eskorta. Za nimi znów zadudniły kroki. Mechanizm odzyskał równy rytm.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania