Stary przyjaciel część 34. Star Wars

Wszystkiego dobrego po świętach. Mam nadzieję, że wypoczęliście i macie mnóstwo sił na nadchodzący nowy rok! Pozdrawiam, Pontàrú :)

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

 

Cyjanoskóra kobieta obudziła się, gwałtownie unosząc się z posłania. Momentalnie do pokoju wpadło dwóch strażników z długimi karabinami w dłoniach zaalarmowanych nagłym krzykiem jaki dobiegł z wnętrza pomieszczenia.

— Najwyższa Władczyni, czy wszystko w porządku? — od razu spytał jeden, podczas gdy drugi uważnie rozglądał się po pomieszczeniu gotowy oddać strzał. Na schodach słychać już było kroki kolejnych wojaków.

— Tak, żołnierzu. To była tylko… to był tylko sen. — Matriarchinii rozejrzała się uważnie po swojej sypialni. Na niewielkiej komodzie oddalonej od łóżka stał złoty stojak nad którym w regularnych cyklach wznosił się i opadał świecący na biało kamień. Przez szparę pomiędzy zasłonami wdzierał się nikły blask nocy. Pokój wypełniał cichy szum wody dobiegający z pobliskiego wodospadu a powietrze przecinały odgłosy nocnego ptactwa.

Strażnicy, uspokojeni głosem władczyni oraz sprawdzeniem, że w komnacie nie znajduje się żadne zagrożenie powoli zaczęli zmierzać w stronę drzwi. Oprócz dwóch którzy przybyli na początku, na korytarzu stała jeszcze dziesiątka gwardzistów.

— Poczekajcie — zwróciła się nagle kapłanka. — Każcie przygotować mój statek. Tej nocy już nie zasnę.

 

*

 

Opuściła komnatę z zimowym futrem w ręce. Nad jej prawą dłonią lewitował biały kryształ. Był to Pryzmat Wiedzy Elementarnej; kamień o nieznanych wielu właściwościach i o wartości niemożliwej do ocenienia. Gdyby Zakon Jedi, Sithowie, Siostry Nocy czy nawet Szarzy Jedi poznali możliwości tego artefaktu, włożyli by wszelkie wysiłki aby go zdobyć; co do tego mikkianka nie miała wątpliwości. Jako matriarchinii planety Qirinee miała dostęp do wielu potężnych przedmiotów, na których niejeden użytkownik energii, czy jak woli się ją nazywać, mocy, z chęcią położyłby swoje łapy.

Grube podeszwy zastukały na rozsuwanym trapie pomarańczowego statku o obłym kształcie. Dwóch, stojących na wejściu strażników, człowiek i zielonoskóry mikkianin, wyprostowali się gdy ich władczyni przeszła obok nich nie zwracając nawet uwagi na nie do końca poprawne zachowanie gwardzistów.

Usiadła wygodnie w dużym, miękkim fotelu. Statek wyposażony był luksusowo. Ze swojego miejsca matriarchinii widziała duże okno pilota. W podłodze również znajdowała się sporych rozmiarów szyba pod którą przelatywały obrazy z powierzchni planety. Mikkianka wyciągnęła rękę i zakręciła nią kółko nad podłogą. Okno zmieniło się momentalnie i teraz miało biały matowy kolor. Na planecie panowała noc więc władczyni i tak nie miała za bardzo na co patrzeć.

Naprzeciwko fotela stała niewielka biblioteczka. Stanowiła bardziej element dekoracyjny niż użytkowy gdyż księgi zawierające najważniejszą i najbardziej potrzebną wiedzę znajdowały się w największych świątyniach planety. Królowa trochę od niechcenia wyciągnęła rękę a jedno z dzieł zleciało z półki i wylądowało w jej otwartej dłoni.

Nie były to książki w dawnym tego słowa ujęciu. Tych nikt już nie widział od wieków a jedyne egzemplarze można było znaleźć w samej Świątyni Siostry. Był to, stylizowany na kształt dawnych rękopisów, elegancki holopad. Cyjanoskóra uruchomiła urządzenie i przeczytała wyświetlany tytuł: „Tajniki dawnych cywilizacji czyli jak okiełznano moc”. Natychmiast wyłączyła nośnik.

— Czy ktoś mi wyjaśni, dlaczego ta książka dalej tu jest? — zapytała groźnie a żaden z dwóch pilotów nie miał dość odwagi żeby jej odpowiedzieć. — „Okiełznano moc” — fuknęła i odłożyła urządzenie na podłogę obok fotela.

Podróż raczej nie zapowiadała się na długą więc matriarchinii postanowiła zebrać myśli. Tej nocy widziała we śnie szarowłosą Jedi, która przedstawiła się jej jako Asaro Erhetia. Śledzenie życia członków Zakonu w żadnym stopniu nie należało do obowiązków władczyni jednak paru „najpotężniejszych” przedstawicieli tej sekty znała choćby ze słyszenia. Nigdy jednak nie została jej przedstawiona ta tajemnicza wojowniczka o zielonych oczach. Mikkianka nienawidziła wszystkich którzy bezcześcili świętość energii lecz, mimo swojej niechęci, potrafiła docenić czyjeś umiejętności. To że ktoś nie rozumie narzędzia, którym się posługuje, nie czyni go wszak od razu głupcem a jedynie ignorantem a to stwierdzenie bardzo pasuje to przedstawicieli wspomnianego Zakonu.

Popatrzyła na lewitujący nad specjalnym stojakiem biały kryształ. Wyciągnęła rękę a mieniący się przedmiot powoli podleciał w stronę kobiety. Matriarchinii delikatnie przechyliła głowę tonąc wzrokiem w mlecznej głębi kamienia.

Lot trwał około godziny. Kiedy metalowy trap obłego statku ponownie się otworzył mroźne powietrze wypełniło wnętrze pojazdu. Cyjanoskóra ubrała grube, długie futro zakrywające jej ciało aż do samych kostek, naciągnęła ciepłe rękawice i powoli zeszła po pochylni na kamienną płytę lądowiska.

Dookoła leżała gruba warstwa białego śniegu a mroźny wiatr hulał między ostrymi skałami gór północy. Na końcu skalnej płyty znajdowała się spora brama będąca wejściem do wysokiego budynku. U jego szczytu, z dachu wystawało coś na kształt rozszerzającej się rury.

Strażnicy wysiedli ze statku zaraz za swoją władczynią. Kiedy spróbowali pójść za nią ta podniosła rękę dając znać żołnierzom, że dalej uda się sama. Biały kryształ lewitował nad jej dłonią a ze statku wyleciała również niewielka skrzynka i zawisła w powietrzu zaraz za kobietą.

— Zostańcie tutaj — wydała rozkaz — i czekajcie na dalsze polecenia.

Ruszyła w stronę drzwi. Zatrzymała się tuż przed drewnianą konstrukcją i popatrzyła na zaśnieżoną tablicę informacyjną. Nawet nie drgnęła kiedy niewidzialna siła odgarnęła biały puch ujawniając wyryty na tablicy napis w języku qirińskim; „Obserwatoium Hak e Triix” nazwane tak na cześć jego założyciela.

Ciężkie metalowe drzwi skrzypnęły a oczom mikkianki ukazał się ciemny korytarz, na którego końcu przebijała się niewyraźna łuna lamp. Lewitujący nad dłonią kobiety kryształ zabłysnął białym światłem ujawniając detale wnętrza. Liczne malowidła i płaskorzeźby znajdujące się na obu ścianach korytarza przedstawiały układy gwiazd, nieznane światy i gigantyczne postacie trzymające w dłoniach całe globy. Na każdym dziele widać było tajemnicze znaki dobrze już przez mieszkańców Qirinee zbadane i opisane. Stara mowa nie była niczym niezwykłym dla wyedukowanych mieszkańców tej planety. To dzięki energii udało się przetłumaczyć martwy język i zawrzeć go we współczesnych dokumentach.

Grube podeszwy zastukały na przemarzniętych kaflach jakimi wyłożona była podłoga. Białe światło Pryzmatu Wiedzy Elementarnej prowadziło mikkiankę przez długi korytarz aż do sześciokątnego pomieszczenia. Cyjanoskóra spojrzała w górę. Była na samym dnie wysokiej wieży. Energicznie wyciągnęła obie ręce w górę. Niewidzialna siła poruszyła powietrzem wzbijając wieloletni pył. Stopniowo na ścianach konstrukcji zaczęły pojawiać się białe punkty rozświetlające pion wieży aż do samej góry. Mikkianka poprawiła futro i skupiła się. Podłoga zadrżała. Poczuła jak sześciokątna platforma na której stała, zaczyna się unosić, windując kobietę. Mijała kolejne, świecące jasno kryształy, by w końcu znaleźć się w obszernym pomieszczeniu.

Długa rura wystająca z dachu konstrukcji okazała się być sporych rozmiarów teleskopem a w pokoju, w którym przyrząd się znajdował, panowała przyjemna ciepłota. Matriarchinii rozpięła futro, zdjęła grube rękawice i rozejrzała się dookoła. Wiszący na ścianie stary zegar wskazywał czas pozostały do świtu. Miała niewiele więcej jak dwie godziny czasu nim wstające słońce uniemożliwi obserwację planety.

Czym prędzej przystąpiła do działania. Uruchomiła stojący obok maszyny komputer a na niewielkim ekranie zaczęły pojawiać się różne znaki. Ze skrzynki która cały czas wiernie podążała za władczynią, kobieta wyciągnęła holopad i umieściła obok działającego już sprawnie teleskopu.

Miejsce w którym się znajdowała nie było zwyczajnym obserwatorium. Zbudowano je lata temu nie do obserwacji gwiazd czy innych planet. Budynek służył do obserwacji samej planety Qirinee. Specjalny zestaw luster umieszczony na orbicie geostacjonarnej oraz wielokrotnie w historii ulepszany pozwalał oglądać planetę praktycznie z każdej perspektywy. Bezsensem byłoby jednak oglądanie globu jakim był obecnie. Do tego już dawno służyły satelity geolokalizacyjne, skany terenu, satelity meteorologiczne czy nawet obrazy badaczy z innych planet. Obserwatorium zostało zbudowane do oglądania przeszłości i, co może ważniejsze, przyszłości. W połączeniu z medytacją matriarchinii Xari e Anduri Kazito miała nadzieję ujrzeć co energia przyniesie jej rodzinnemu domowi. Nie traktowała słów spotkanej we śnie Jedi na poważnie, jednak wieloletnie doświadczenie nauczyło ją aby nie ignorować dawanych przez energię znaków. Zawsze starała się albo potwierdzać prawdziwość doznawanych wizji, albo obalać ich nieomylność. Oczywiście nie zawsze było to możliwe lub też nie zawsze sama matriarchinii była w stanie tego dokonać. Była doskonale zaznajomiona z mocą lecz czasami i jej umiejętności nie wystarczały aby dokonać jednoznacznej oceny doświadczanych wizji.

Powietrze dookoła zadrżało kiedy cyjanoskóra zaczęła wygłaszać zdania w staroqirińskim. Pryzmat Wiedzy Elementarnej jakby samoistnie podleciał i usadowił się w niewielkim zagłębieniu ogromnego teleskopu. Znajdujące się na orbicie lustra nie potrzebowały silników czy żyroskopów do korekty kąta nachylenia i kursu. Wszystkim dowodziła sama Xari i energia wypełniająca jej ciało. Szalejący dookoła śnieg zaczął zataczać kręgi wokół sześciokątnej wieży a tajemnicze wibracje były odczuwane nawet przez stojących przy zaparkowanym statku strażników.

Matriarchinii była w transie. Jej ciało delikatnie unosiło się nad ziemią a długie futro falowało na niewidocznym wietrze. Pryzmat oślepiał białym blaskiem wypełniając całe pomieszczenie swoją tajemniczą aurą. Pośród dźwięków huraganu dało się usłyszeć liczne głosy szepczące trudne do zrozumienia słowa.

— Na potęgę Najwyższej Bogini oto ja, pokorna służebnica, poddaję się woli twojej energii! — wykrzyknęła w języku qirińskim mikkianka wpatrując się w wysoki sufit. — Racz wysłuchać mych próśb i zezwól na ujrzenie przyszłości.

Po tych słowach popatrzyła w stronę teleskopu. Dookoła nie było niczego prócz złotawej obudowy urządzenia. Wszędzie wokół panowała kompletna ciemność a długa tuba wydawała się być jedynym przedmiotem w tej egzotycznej rzeczywistości. Wciąż lekko unosząc się nad ziemią Xari e Anduri Kazito zbliżyła się do teleskopu i ostrożnie odsłoniła zasłaniającą soczewkę klapkę. Gdy tylko przyłożyła oko do okularu natychmiast usłyszała w swojej głowie głosy tysiący istot. Przed nią zaświtał obraz planety otoczonej pomarańczową, wielowarstwową barierą energetyczną. Matriarchinii patrzyła prosto na Qirinee czekając na dalszy rozwój wypadków.

Nagle wszelkie głosy ustały. Cyjanoskórą otoczyła nieprzyjemna cisza. Czuła jakby znajdowała się w kosmosie a chłodna nicość trzymała ją swoimi trupimi łapami. Uważnie patrzyła na projekcję planety. Nie miała najmniejszego zamiaru przegapić choćby fragmentu wizji poprzez chwilę swojej nieuwagi. Pomimo skupienia dała się jednak zaskoczyć. Czerwona poświata wypełniła umysł zasłaniając ojczysty glob a rozproszona jej nagłym pojawieniem władczyni pozwoliła na przerwanie wizji. Siedziała teraz na zimnych kafelkach wierzy obserwatorium, dysząc ciężko. Po jej czole spływały krople gorącego potu. Mikkianka spojrzała na złotą obudowę teleskopu.

— Jeszcze raz — powiedziała sama do siebie zrzucając grube futro.

Znów przed oczami miała obraz planety. Wyciągnęła prawą rękę przed siebie i zebrała siły. Planeta zdawała się oddalać choć w istocie to matriarchinii niejako odlatywała od ojczystego globu. Znów otoczyła ją ta sama cisza. Pomimo okropnego bólu głowy, jaki nagle napadł władczynię, postanowiła się nie poddawać. Musiała za wszelką cenę rozszyfrować swój sen. Jeśli coś grozi jej planecie, w co szczerze nie wierzyła, to ona będzie odpowiedzialna za ewentualne straty.

Znów czerwony blask. Rozrywający ból głowy zamazywał obraz. Xrari wrzasnęła z całych sił i przyłożyła obie dłonie do skroni. Zobaczyła czerwony promień przebijający osłonę planety i dosięgający jej powierzchni. Poczuła jak nieznana siła odrzuca ją do tyłu a jej ciało uderza o kamienną ścianę. Pozbawiona sił leżała na kaflowej posadzce.

— Pani? Czy wszystko w porządku? — głos dobiegał jakby z innego świata. Mikkianka popatrzyła na świecący bladym światłem komunikator na lewym przedramieniu. Jęknęła cicho i zbliżyła rękę do ust.

— Tak, kapitanie, wszystko w porządku. Proszę mi nie przeszkadzać. Zawiadomię was gdy będziecie potrzebni. Jeśli wydam wam stosowne polecenie nadacie również rozkaz do Ferx e Triz aby niezwłocznie przybyła do tego obserwatorium — wymieniła imię swojej zastępczyni. Nie wątpiła w talent młodej kapłanki i sądziła, że jej wiedza i umiejętności mogą okazać się bardzo przydatne w rozwiązaniu zagadki snu.

Wstała na równe nogi i rzuciła nienawistne spojrzenie w stronę złotego teleskopu. Wytarła ściekającą z nosa krew. Nie miała najmniejszego zamiaru się poddać.

Znów obraz planety, ostry i realistyczny, pojawił się przed jej oczami gdy tylko zbliżyła twarz do okularu. Uniosła dwie ręce do góry napinając wszystkie ich mięśnie.

— Xe temo teri! — wykrzyknęła znajdując się w kosmicznej próżni. Ponownie spojrzała na jaśniejący glob. Teraz widziała wyraźnie; czerwony pas zbliżał się do barier Qirinee. Wszystko działo się w zwolnionym tempie a dłonie kobiety drżały od nadmiaru przepływającej mocy. Matriarchinii widziała jak szkarłatna smuga z łatwością przebija się przez osłony planety i uderza w jej powierzchnię. Ogromny wstrząs targnął całym światem a niezliczone kawałki skorupy rozbryzgują się siejąc spustoszenie.

— Nie… to niemożliwe…

Wizja znów się załamała. Cyjanoskóra stała przed złotym teleskopem a dookoła słychać było skowyt śnieżycy. Krople gorącej krwi skapnęły z jej nosa na suknię pozostawiając wyraźne plamy. Kobieta nagle odczuła przeszywające zimno i czym prędzej skierowała swoje kroki w stronę leżącego na ziemi futra. Nim jednak przebyła choćby połowę dzielącej ją od ubrania odległości silny zawrót głowy zmusił ją do natychmiastowego zatrzymania. Matriarchinii usiadła na kaflowej podłodze starając się opanować drżenie jej ciała. Było ono wywołane raczej zmęczeniem niż panującą w wierzy atmosferą.

Zdecydowała się zaryzykować i wyciągnęła lewą rękę w stronę futra. Skupiła się lecz nic się nie wydarzyło. Zrezygnowana podczołgała się do płaszcza i narzuciła go na rozgrzane ciało. Siedziała chwilę, opatulona ciepłym materiałem, rozglądając się po wieży. Również i w szczytowym pomieszczeniu znajdowały się liczne malunki przedstawiające tajemnicze postaci i istoty nieopisane w żadnej ze współczesnych przyrodniczych baz danych. Przykuwający uwagę był obraz herxata – mistycznej czteronożnej bestii żywiącej się mocą. Według legend Jedi, herxat wytwarzał dookoła siebie swego rodzaju bańkę odbierając wojownikom ich nierozrywalną więź z tą tajemniczą siłą. Stwór pokryty grubymi płatami pancerza zatrzymującego pociski ze słabych blasterów nie zabijał jednak ofiar połączonych z energią. Więził je i żerował, niczym pasożyt, na dostępie do mocy.

Xari po krótkim czasie poczuła się już zdecydowanie lepiej. Z lewitującej skrzynki wyciągnęła termos z zaparzonymi we wrzątku liśćmi filarendoxa – kwiatu o niebiskich płatkach, któremu przypisuje się właściwości uspokajające i odprężające. Czasami mówi się również o halucynogenach lecz tej właściwości nie potwierdzały żadne badania.

Mikkianka machnięciem dłoni zasłoniła klapkę okularu teleskopu a potem sięgnęła po Pryzmat Wiedzy Elementarnej.

— Jeśli nasza Jedi była prawdziwa — zaczęła mówić obracając biały kryształ w palcach — to być może faktycznie przekazała nam istotną informację. Gdyby tak spróbować ponownie się z nią skontaktować? Nawiązać połączenie? Miałabym niejaki powód aby podejrzewać, iż sen nie był tylko snem a wizją czy może nawet sparowaniem umysłów. — Skrzywiła usta na myśl parowana z bezczeszczącym energię Jedi, ale nie mogła się okłamywać. Jeśli szarowłosa Asaro faktycznie wniknęła do umysłu władczyni znaczy, że musi być choć trochę wyróżniającym się członkiem Zakonu.

Matriarchinii odłożyła biały kryształ i termos do skrzynki i postanowiła spróbować. Pomimo wciąż trwającego bólu głowy zamknęła oczy i poddała się woli otaczającej ją energii. Początkowo zdawała się niczego nie odczuwać, jednak gdy po raz pierwszy wymówiła nazwę bliźniaczej planety na głos, poczuła jakby coś targnęło jej umysłem. Kiedy otworzyła oczy znajdowała się w znanym jej z polityki budynku. Stała pośrodku Izby Lordów na Qish. U szczytu długiego stołu na miejscu wszechlorda nie siedziała jednak szaraowłosa Jedi a jedynie siwy, brodaty mężczyzna.

— Hrabia Dooku — rozpoznała bezbłędnie lidera separatystów.

— Matriarchinii Xari e Anduri Kazito jak mniemam — odezwał się starzec. — Nie będę ukrywał, wyczuwałem otaczającą planetę moc i spodziewałem się czegoś podobnego, lecz przyznać muszę, że skala robi wrażenie — uśmiechnął się mężczyzna.

— Milcz barbarzyńco. Twoja „moc” nie może się równać z pojmowaną przez nas energią.

— Ciemna strona otwiera wiele możliwości. Słyszałem, że takie wizje potrafią wytwarzać tylko najpotężniejsi użytkownicy…

— Ciemna strona nie ma tu nic do rzeczy. To dzięki energii i dzięki mojej woli nadal rozmawiamy.

— Zatem jestem bardzo rad, iż wasza miłość zgodziła się zamienić ze mną choć słowo.

Xari nie mogła dłużej słuchać. Natychmiast przerwała łączącą ją z tym świętokradcą więź i gdy otworzyła oczy ponownie, znajdowała się w wierzy obserwatorium.

Obecność lidera separatystów na Qish była mimo wszystko niepokojąca. Mikkianka mogła nie szanować Jedi czy Sithów ale jedno musiała przyznać: pomimo tego, jak bardzo abstrakcyjne wydawało jej się to, czego doświadczyła tej nocy, nie mogła pozwolić, by jej pycha postawiła Qirinee w sytuacji skrajnego niebezpieczeństwa. Szybko spakowała lewitującą skrzyknę i ruszyła w stronę sześciokątnej, windującej platformy.

 

*

 

— Każ przygotować flotę. Spokojnie, nie atakujemy ani nie jesteśmy atakowani — powiedziała cyjanoskóra siedząc wygodnie w fotelu na swoim statku do migoczącej, holograficznej postaci lekko grubszego mężczyzny. — Postaw na nogi załogę Wyzwoliciela. Mają być gotowi na każdy rozkaz. Przygotuj również 5 fregat Wiatr. Standardowe zaopatrzenie. Każ również zwiększyć czujność w rejonie Qish.

— Tak jest, Pani. Czy mogę jedynie zapytać po cóż to całe zamieszanie — grubszawy kapitan cieszył się zaufaniem władczyni i mógł pozwolić sobie na nieco mniej oficjalny ton.

— Nic konkretnego. Energia znów daje znaki, jak zwykle mogące mieć wiele rozwiązań. Nie mam zamiaru jednak dopuścić do jakiejkolwiek katastrofy tylko dlatego, że jakaś wersja wydarzeń jest mało prawdopodobna. Niech te statki wzmocnią dotychczasową obronę do czasu rozwiązania konfliktu na Qish.

— Tak jest, Pani.

Xari opadła na poduszki fotela i poprawiła przyłożony do nosa opatrunek. Pilnujący statku strażnicy niejednokrotnie widzieli swoją władczynię w podobnym stanie, opuszczającą wszelkiego rodzaju religijne miejsca i jak zwykle natychmiastowo oferowali swoją pomoc. Ból głowy nadal wwiercał się w jej czaszkę a zmęczenie dawało o sobie coraz głośniej znać. Jednym kliknięciem guzika znajdującego się na podłokietniku opuściła oparcie fotela i wysunęła podpórkę pod nogi. Nim zdołała się zorientować dopadł ją kamienny sen. Pierwsze promienie słońca przebijały się do wnętrza obłego statku.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Patrzcie, kto wrócił! Jej! Ok, przejdźmy do tekstu... Jest dobrze, naprawdę dobrze. Tekst jest starannie napisany, nie za krótki, nie za długi wciąż uważam, że Twoja twórczość jest lepsza niż te nieporozumienia od Disneya. :) Daję 5 i życzę Szczęśliwego Nowego Roku!

    PS.: Jak tam wrażenia po nowym epizodzie? Słyszałem, że chłam...
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Nowy epizod ma swoje plusy oraz naturalnie swoje minusy. Jak dla mnie dramatu nie ma ale mogło być też lepiej. Przede wszystkim walki wyszły im moim zdaniem lepiej. Twój ostatni tekst znam już do połowy ale jeszcze muszę doczytać. Wpadnę może jutro. Dzięki za wizytę :)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    No - świetna kontunuacja
    Wyjaśnienie połączenia, wizja itd. Bardzo fajne
    Jedyna uwaga to ten Pryzmat
    Aż dziw że nadal jest w rękach władzy planety i że Palpatine (bo przecie to jego plan z pewnością) nie wyczuł by takiego artefaktu, a co więcej - kazał go zniszczyć.
    Zostawiam 5
    Może Komisar się dziś pojawi
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    No wiesz, oficjalnie separatyści atakują planetę żeby zdobyć "sojusznika" i technologię. Sądzę jednak iż gdy planeta znajdzie się pod ich władaniem Palpatine nie omieszka przeszukać jej powierzchni w poszukiwaniu cennych artefaktów zwłaszcza że wie o jej powiązaniach z mocą.
    Dzięki za wizytę ;)
  • Nefer miesiąc temu
    Pojawia się wiec nowy gracz. W sumie, logiczne założenie, że władze sąsiedniej planety powinny zainteresować się tym, co dzieje się pod bokiem. Chociaż kiedyś, zdaje się, wspomniałaś, że pewni własnej potęgi oraz bezpieczeństwa, popadli w izolacjonizm. Ciekawy pomysł z tym teleskopem ukazującym przyszłość. Zwróć uwagę na słowo "wieża". Kilka razy zostało zapisane jako "wierza".
    Pozdrawiam
  • Pontàrú miesiąc temu
    Cholerna "wieża". Word nie zaznacza mi tego jako błąd bo oba wyrazy przecież istnieją. To że sens jest zupełnie inny unika jego pojmowaniu. Poprawię. Osobiście też lubię pomysł z teleskopem. Dzięki za wpis :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania