Stary przyjaciel część 31. Star Wars

Wszyscy zebrani parzyli z niedowierzaniem na wyświetlaną, holograficzną budowlę. Kapitan Tnacerville oparł obie ręce na metalowej obudowie stołu i głośno wypuścił powietrze. Valkiria stała z niejednoznacznym grymasem na twarzy, spoglądając na obraz z lekko przekrzywioną głową. Widać było, że na wszystkich zgromadzonych jaśniejący, błękitny schemat wywarł ogromne wrażenie.

— Af fri… af fri…

— To jest gigantyczne działo — pomogła jąkającej się twi’lekance, Asaro. — Nie trzeba być specjalnie matematycznym geniuszem, żeby zrozumieć po co separatyści zasilają je tak ogromnymi ilościami energii. Żadna flota nie jest wstanie złamać bariery Qirinee. Jak już mówiłam, nikt nie ma tylu statków. Ich liczby mogłyby iść w setki tysięcy ciężkich krążowników. Jednak to — zatrzymała się na chwilę — to co innego. Potężna armata wycelowana w bliźniaczą planetę Qish, najprawdopodobniej gotowa do strzału.

— Jeśli żadna flota nie jest w stanie przerwać obrony, niech dokona tego to ustrojstwo… — skomentował Nelis Umbra.

— Anga verveq vri? — znów odezwała się Valkiria.

— Separatyści musieli mieć to zaplanowane już długo wcześniej. Przygotowali modułowe elektrownie i zaraz po zdobyciu planety, dowieźli części do tej broni. Nie wszyscy wiecie, ale podczas naszej walki o Dolinę Kanori rejestratory Venatora kapitana Umbry wychwyciły konwój statków transportowych. — Tu Asaro przełączyła wyświetlany obraz na zapis ze wspomnianej bitwy. Obok wchodzącego w atmosferę pustynnej planety krążownika widniały niewielkie sygnatury grupy statków. Po powiększeniu obrazu oczom zgromadzonych ukazał się długi sznur transportowców. — Te statki były powodem wysłania misji do pobliskiej elektrowni. Gdybyśmy nie zauważyli przerzutu części, najprawdopodobniej tkwilibyśmy w martwym punkcie do dzisiaj, odcięci od pomocy i skazani na śmierć. Lecz teraz mamy szansę na ocalenie nie tylko siebie ale i całej planety.

— Republika nadal nic nie wie — niemalże szeptem odezwał się Uqviau Faliq. Asaro już czekała na wybuchającą Valkirię, jednak nic nie nastąpiło. Qishańska generał spuściła smętnie głowę. Pomimo tego, Jedi zauważyła trawiącą niebieskoskórą kobietę furię.

— Jeżeli mamy wygrać, musimy wysłać informację do naszych wojsk. Bez wsparcia nie damy rady. Nasze dwa Venatory nie mają szans. Moglibyśmy jedynie dotrzeć do stolicy a to i tak tylko mając dużo szczęścia. Nie rozwiązuje to nadal problemu gigantycznego, gotowego do strzału działa, wycelowanego w Qirinee.

— Ale jak wysłać wiadomość skoro separatyści blokują całą naszą łączność? — spytał kapitan Umbra.

— Z całym szacunkiem pani generał — odezwał się Pike — Pi wspominał, że ma pewien pomysł. Przyprowadzić go?

Asaro wydała pozwolenie skinieniem dłoni. Żołnierz opuścił zgromadzonych na wzgórzu i zniknął wśród klonów składających obozowisko.

— Dobra — odezwała się nagle Valkiria — musimy spróbować wysłać tę wiadomość. Należy jednak być gotowym na niepowodzenie. Wtedy nie mam zamiaru stać bezczynnie. Mam nadzieję, że plan przekształcenia krążownika kapitana Umbry w żywą tarczę i dozbrojenie drugiego statku za pomocą motorów i czołgów nadal pozostaje aktualny? — Powiedziała to z niewiarygodnym spokojem. Asaro aż nie mogła uwierzyć, że stoi przed nią ta sama, wiecznie zdenerwowana twi’lekanka. Spojrzała niebieskoskórej w oczy a ta po raz pierwszy od dawna nie miała oporów, żeby utrzymać ten kontakt. Na twarzy wojowniczki rysowało się coś w rodzaju prośby.

— Tak, ten plan nadal pozostaje aktualny — odpowiedziała Jedi. — Masz rację. Musimy przygotować się na taką ewentualność. Wtedy od tej walki będą zależały nasze losy.

Wśród zebranych pojawiła się nowa osoba. Pi zasalutował przed zgromadzonymi i stanął na baczność.

— Możesz zdjąć hełm żołnierzu — powiedziała Asaro. Poczekała aż towarzysz wykona czynność i znów wyprostuje się trzymając osłonę między tułowiem a lewą ręką. — Kapitan Pike wspominał, że miałeś plan, jak wysłać wiadomość do republiki.

— Tak jest, sir. Myślałem o podobnym pomyśle, jaki zastosowaliśmy w elektrowni. Mógłbym stworzyć bombę kodową. — Zgromadzeni wymienili spojrzenia. Asaro ucieszyła się w duchu, że nie tylko ona nie miała pojęcia co to jest.

— Całkiem sprytne żołnierzu — odezwał się Umbra. „Czyli jednak wiedzieli o co chodzi” pomyślała, z lekkim zawodem generał. — Widziałem już działanie czegoś podobnego. Było to bodajże w bitwie nad Felucią.

— Mógłbyś przybliżyć o co chodzi — z nową siłą i standardową wojowniczością w głosie spytała Valkiria. Najwyraźniej pozytywna informacja przywróciła ją do dawnego stanu.

— Możemy w krótkim czasie nadać tysiące jak nie setki tysięcy wiadomości. Blokada polega na przechwytywaniu wszystkiego co dochodzi z planety i rozpoznawania, czy posiada kod wyjścia. Każda wiadomość jest na ułamek sekundy przetrzymywana i sprawdzana, czy takowego kodu nie zawiera. Jeśli wszystko jest w porządku, przesyła się ją dalej na wyznaczony adres. My nie znamy tego hasła dlatego każda nasza wiadomość jest przejmowana i usuwana. — Po zgromadzonych przemknął grymas zrozumienia. — Każdy serwer ma jednak swoją pojemność. Nie mogą składować nieskończonej ilości wiadomości. Oczywiście stare wpisy są automatycznie usuwane. Jeśli jednak, w wystarczająco krótkim czasie nadamy odpowiednio dużo wiadomości, program zostanie przeładowany a część danych wydostanie się z układu.

— Sugerujesz — odezwał się Treeke — żeby wysłać zgromadzone dane tysiące razy i mieć nadzieję że któraś informacja opuści planetę?

— Niestety nie do końca, generale. Aby wysłać tyle wiadomości w krótkim czasie nie mogą one być tak duże jak pliki, które zabraliśmy z elektrowni.

— Jak duże mogą zatem być? — spytała Asaro.

— Paręnaście znaków — odpowiedział jej kapitan Tancerville. Podobnie jak Nelis Umbra, słyszał już wcześniej o takiej technice łamania blokad. Zastanawiało go tylko, jak przekazać republice wystarczające dane do wysłania wsparcia.

— Świetnie! — wykrzyknęła Valkiria — jak mamy przekazać taką informację w paru znakach?! — Nie dostała odpowiedzi na swoje pytanie. Wszyscy zebrani milczeli w zamyśleniu. Pi posłał generał niepewne spojrzenie.

— Jesteś wolny żołnierzu. Spróbuj przygotować tę bombę. Jeśli znajdziemy sposób przekazania wiadomości dam ci znać. — Klon zasalutował i oddalił się od holostołu. Jedi rzuciła okiem na obozowisko. Większość rzeczy została już załadowana na statek. Nie zamierzali jednak odlatywać. Nie mieli dokąd. W dolinie pozostały jedynie niewielkie wierze strzelnicze i porozstawiane działa przeciwlotnicze. Dobrze wiedziała, że obraz w Dolinie Kanori wygląda podobnie. Kanonierki co chwila przewoziły sprzęt na krążownik kapitana Tancerville’a.

Dopadły ją wspomnienia. Przypomniała jej się pierwsza walka i niebezpieczna podróż przez wąwóz. Pamiętała ciała poległych żołnierzy i powyginane blachy zniszczonych czołgów. Momentalnie przed oczami stanął jej obraz qurraka i skaczącej na niego Valkiri. Co by nie mówić, Asaro prawdopodobnie zawdzięczała twi’lekance życie. „Daffaras! Daffaras!” zabrzmiało w jej głowie.

Teraz targnęła nią ta sama frustracja, co wtedy, gdy dowiedziała się, że została oszukana przez republikę. W stolicy wiedzieli o całkowitej blokadzie Qish a mimo to postanowili zostawić kobiecie nadzieję w wysłanym na zniszczenie krążowniku kapitana Umbry. Tylko cudem udało się uratować statek. Widziała płonący trójkątny kształt powiększający się na tle błękitnego nieba. Teraz przypomniała jej się podróż do elektrowni. Jeśli miała jakieś przyjemne wspomnienie z całego pobytu na tej pustynnej planecie, to była nim na pewno rozmowa z Etreetee. Cieszyła się na myśl, że udało jej się zjednać z kulturoznawczynią i udowodnić, że nie każdy Jedi jest taki sam.

Nagle coś przyszło jej do głowy.

— Słuchajcie — odezwała się przerywając rozmowy — dobrze by było, gdyby ta wiadomość była zakodowana, prawda?

— Oczywiście — odpowiedział Nelis Umbra. — Separatyści będą mieli dostęp do większości wysłanych danych.

— Możemy ich zdezorientować — powiedziała z nową siłą Asaro. — Co jeśli nie będziemy wysyłać tysięcy razy tej samej wiadomości? Możemy wysłać im setki nic nieznaczących znaków a wśród nich tylko parę właściwych wiadomości.

— Musimy mieć wtedy pewność, że ta właściwa na pewno opuści układ.

— To jest do zrobienia — odezwał się Umbra. — Nasza wiadomość musi być pod koniec sekwencji. Wtedy trafi do separatystów gdy serwery będą przeciążone i ma sporą szansę na opuszczenie układu. Jeśli każdy plik będzie losowymi znakami, wrogowi dłużej zajmie przeszukiwanie wszystkich i znalezienie tego konkretnego. Da nam to niewielką przewagę czasową.

— Świetnie! Treeke, przyprowadź do mojego namiotu Etreetee Avels! — zażądała Asaro. — Valkirio, ciebie też proszę do siebie. Musimy porozmawiać. Pozostałym dziękuję za spotkanie. Zwijajcie swoje rzeczy i przygotujcie się do opuszczenia Doliny Janori.

Zaskoczona nieco słowami Jedi grupa, powoli opuściła wzgórze i skierowała się w głąb obozu. Twi’lekanka i szarowłosa zniknęły za zwiewnymi ścianami namiotu. Asaro postanowiła nie zwlekać i od razu przejść do rzeczy.

— Wiem — powiedziała nagle. Valkiria zawsze o wojowniczym wyrazie twarzy wyraźnie poczuła się zdezorientowana. — Wiem o Avel Garsheq.

Niebieskoskóra natychmiastowo odchyliła się do tyłu. Prwa ręka powędrowała do wiszącej u pasa rękojeści energetycznego topora a kolana ugięły, ustawiając qishańską generał w bojowej pozycji. Jedi natychmiast podniosła obie ręce.

— Spokojnie, nie mam zamiaru rozpatrywać twojej przeszłości, czy choćby aresztować cię za ukrywanie takich informacji…

— Aresztować?! Ho qvere!? Jestem czysta jak łza!

— Chciałabym móc o tobie to powiedzieć — odwarknęła Asaro. — Jak to się stało? Jak z członkini gangu, napadającego na wioski i mordującego ludzi zostałaś generałem? Podeszłaś mistrza Plo Koona podając nieprawdziwe dane i zyskałaś nasze zaufanie.

— Wszystkie dane są prawdziwe! — Energetyczne ostrze zabłysło w dłoni twi’lekanki. Asaro czym prędzej złapała za swój miecz. Zielona poświata wypełniła pomieszczenie.

— Odłóż… broń… — wycedziła Jedi przez zęby. — W bazie danych separatystów były wszystkie informacje na temat twojej przeszłości.

— I myślisz, że wiesz wszystko?! Żeś posiadła prawdziwą i niezaprzeczalną wiedzę?! Wy Jedi wszyscy jesteście tacy sami! — Asaro zobaczyła jak kobieta szykuje się do ataku. Wyciągnęła rękę przed siebie i skupiła się. Valkiria momentalnie stanęła w bezruchu.

— Daffago Jedi! Walcz jak na wojownika przystało a nie posługuj się magią!

— Nie chcę walczyć — warknęła szarowłosa — chcę porozmawiać. — Mocne uderzenie mocą wytrąciło niebieskoskórej broń z ręki. Drewniany trzonek zawisł w powietrzu i wylądował w otwartej dłoni. Po chwili druga z rękojeści znalazła się w posiadaniu Asaro. Kobieta wyłączyła miecz świetlny i odrzuciła go za siebie. Podobnie uczyniła z drugim dotychczas wiszącym u jej pasa. Po chwili również uzbrojenie Valkirii znalazło się poza zasięgiem obu kobiet. Twi’lekanka poczuła, że znów może się ruszać.

— Wiesz, że mogłabym teraz na ciebie skoczyć? Nie miałabyś więcej jak sekundę życia…

— Możemy się przekonać — odpowiedziała z szyderczym uśmiechem Asaro.

Jeszcze przez jakiś czas panowała napięta atmosfera. Szarowłosa była gotowa na każdy ruch wojowniczki. Ta jednak nie zdecydowała się walczyć. Powoli wróciła do normalnej pozycji stojącej.

— O czym chcesz gadać? — warknęła Valkiria.

— Chciałam jedynie wiedzieć ile z tego jest prawdą. —Twi’lekanka patrzyła prosto w zielone oczy Jedi. Asaro spodziewała się zobaczyć w nich furię ale zamiast tego, ujrzała coś kompletnie innego – ujrzała smutek.

— To prawda. Byłam w Wietrze Śmierci. Miałam wtedy bodajże dwanaście lat. Ale nie działałam tak jak oni — mówiła z wyraźnym trudem. — Moim zadaniem była obserwacja terenu, konserwacja sprzętu i inne tego typu prace. Nigdy nikogo nie zabiłam. Pomimo tego, jak wielu ludzi o mnie źle myślało, naprawdę nigdy nie chciałam być morderczynią. Nie tak jak wy, Jedi, od smarkacza szkoleni żeby zdradzać i zabijać. — Asaro postanowiła puścić złośliwość mimo uszu. — Jako dziecko nie widziałam jednak innej drogi. Avel Garsheq był jedynym co miałam; jedyną rodziną a jak wiadomo rodziny nie trzeba lubić. Nigdy nie sądziłam, że może być inaczej. Aż do czasu kiedy nas złapali. Wtedy zrozumiałam, że tak naprawdę świat może wyglądać zupełnie odmiennie. Miałam jednak szczęście. Podczas przesłuchań zostałam zauważona przez jednego z wojskowych. Powiedział, że widzi we mnie potencjał i że chce dać drugą szansę. Załatwił mi wstęp do szkoły poprawczej skąd później trafiłam do akademii wojskowej. Przez wiele lat myślałam, że uratowało mnie zwykłe szczęście. Myliłam się jednak. Uratowali mnie oni. — Poruszyła lewą ręką. Asaro natychmiast usztywniła mięśnie i obniżyła sylwetkę. Valkiria spojrzała na nią z wyraźnym zażenowaniem. — Nie mam zamiaru cię atakować. I tak byś użyła tych swoich sztuczek zamiast walczyć. — Lewą ręką złapała za rękaw koszuli i podciągnęła go ku górze, odsłaniając ukryty pod nim tatuaż. Przedstawiał czaszkę przez którą przelatywały niesione wiatrem drobinki piasku. — Nie znałam tego wojskowego lecz doskonale znałam ten znak - symbol Avel Garsheq. Znienawidzona rodzinka poświęciła swoje ostatnie siły, by zapewnić mi lepszą przyszłość. Ta sama rodzinka, której wy, Jedi, nie posiadacie i której nigdy nie zrozumiecie. — Asaro nie wytrzymała.

— Skąd pomysł, że Jedi nie posiadają tak wspaniałych rodzin jak twoja? — zapytała ironicznie wwiercając się wzrokiem w Valkirię.

— Bo wszyscy jesteście tacy sami: zdradzieccy i głupi.

— Skąd ta nienawiść do nas?!

— Bo to przez jednego z was zniszczyli nasz gang. Była jedna osoba która miała nas odebrać z umówionego miejsca. Tak samo jak ja, była wtedy dzieckiem i tak samo jak ja została zmuszona przez koleje losu do paprania się w tym gównie. Nie wytrzymała jednak. Transport się nie zjawił, ona zniknęła z łupem a my wpadliśmy w ręce wojskowych.

— W jaki sposób odnosi się to do Jedi?

— Bo ona uciekła z tego waszego cholernego zakonu!

— I ta jedna osoba opisuje dla ciebie cały zakon? — z niedowierzaniem spytała Asaro.

— Tak bo kolejnym przykładem takiego samego Jedi jesteś ty!

Asaro nie mogła uwierzyć w to co słyszała. Porównano ją do zdrajcy i do idealnego przedstawiciela Zakonu Jedi. Ją, która nie zgadza się z podejmowanymi przez organizację decyzjami i która w młodości prawie z niej uciekła?

— Myślisz, że w zakonie każdy jest taki sam?! — krzyknęła do twi’lekanki — że każdy ma tę samą pozycję, te same prawa i jest tak samo skorumpowany? Wiesz co ci powiem?! Zostałam wysłana tutaj na śmierć! Jestem oszukiwana tak samo jak ty przez tę twoją gangsterską rodzinkę. Wiesz co mi powiedzieli jak planowaliśmy akcję ratowania Qish? Powiedzieli, że cała operacja to jedno wielkie pozerstwo. Nikt nie miał ratować tej przeklętej planety! Drugi z krążowników przyleciał niemalże pusty by móc zabrać tych co przeżyli i by można było mówić w senacie, że próba ratunku została podjęta i żeby nikt nie przyczepiał się utraty nic nie wartego układu! — Zabolały ją własne słowa. Obiecywała przecież Thirs, że uratuje jej rodzinny dom. — Ale nie tylko ty zostałaś oszukana. Jak się okazało drugi krążownik miał nigdy nie dotrzeć na powierzchnię. Całość było pozorowaną akcją. Rozumiesz co to znaczy? Wysłano mnie tu, tę złą członkinię przeklętego zakonu, na pewną śmierć. Nikt nie miał zamiaru po nas wracać!

Z furią patrzyła na Valkirię. Twi’lekanka wyraźnie nie wiedziała co powiedzieć. Parę razy otwierała usta ale do Jedi nie dobiegł żaden dźwięk. Asaro skupiła się a dwa, leżące na ziemi, drewniane drążki wzniosły się i wylądowały w otwartej dłoni kobiety.

— Czy już rozumiesz — spytała — że nie wszystko jest takie proste i krystalicznie czyste? — Valkiria nie odpowiedziała. — Jeśli mamy coś zrobić dla tej planety, dla twojego domu i twojej rodziny, musimy działać razem i pokonać wspólnego wroga.

Szarowłosa wyprostowała ramię, podając rozmówczyni jej broń. Mieszkanka Qish powoli podeszła do Jedi i zrobiła coś, czego Asaro kompletnie się nie spodziewała; wyciągnęła obie ręce i obdarzyła kobietę krótkim ale szczerym uściskiem. Odebrała swoją broń i spojrzała w zielone oczy. Asaro nie do końca była pewna co zobaczyła w niebieskich tęczówkach towarzyszki. Valkiria przywiesiła topory do pasa i odwróciła się na pięcie.

— A ty co tu robisz?! — wykrzyknęła napotykając stojącą u wyjścia z namiotu Etreetee. — Długo tu tak sterczysz? — spytała w standardowy, agresywny sposób.

— Nie… ni… nie… ja dopiero… dopiero przyszłam i… — Valkiria machnęła ręką i minęła jąkającą się blondynkę znikając w krzątaninie klonów uprzątających obozowisko.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 4 miesiące temu
    Witaj!
    Może jestem durniem ,ale nie rozumiem tego zdania: Jeśli żadna flota nie jest w stanie przerwać obrony, nich dokona tego to ustrojstwo… - to nich to niczego mi nie pasuje, jakaś literówka, czy mój mózg nie ogarnia?
    Tak to nie zauważyłem powtórzeń, tekst wydaje się bardziej czysty. Podoba mi się nie lukrowane spojrzenie na Radę Jedi i na Senat, fabuła może się ciekawie potoczyć, patrząc na to, że bohaterka nie jest bezmózgim fanatykiem, oddanym w pełni swym zwierzchnikom. Na początku myślałem, że tworzysz kolejną wersję Anakina, naiwnego i pełnego gniewu, którym łatwo sterować, na szczęście prócz lekkomyślności, bohaterka jest inna. Powodzenia z następnymi częściami.
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Tam jest literówka. Powinno być 'niech'.
    Cieszę się, że Asaro nie jest drugim Anakinem. W głowie zawsze był ten lęk, że stworzę po prostu kopię dobrze znanego bohatera a nie kogoś oryginalnego. Odcinek był bardzo ważny bo ukazuje historię Valkirii i uwypakla relacje między kobietami. Bardzo przyjemnie mi się go pisało. Dzięki za wizytę ;)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Nie zauważyłem niczego, o co mógłbym się doczepić, prawdę mówiąc. Daję szczerą piątkę i czekam na kolejne części. :) Also, pomyślałeś może nad tym fanfikiem ze świata Bionicle? Wciąż uważam, że warto.
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    W sumie możnaby z tym fanfikiem zrobić jakąś współpracę. Mam parę pomysłów ale czekam aż obraz mi się w głowie wyklaruje. Nie chcę pisać jak fabuła jest jeszcze nie przemyślana. Potrzebuję po prostu całego planu. Dwa pomysły które mi na razie się podobają to: "co by było gdyby" np. Hahli została Toa światła, Matoro nie poświęciłby życia, czy Piraka zdobyli Maskę Życia, lub drugi, czyli bezpośrednia kontynuacja na Spherus Magna; Agori i Matoranie żyją razem, Glatorianie i Toa bronią wiosek i nie posdziewają się odrodzenia Klanu Makuta. Coś w tym stylu. Jednak jak mówię, nie mam przemyślanej praktycznie w ogóle fabuły, a w głowie siedzą mi już prawie gotowe pomysły na kolejnego fanfica ze Star Wars, do którego nawiązania pojawiają się już w tych opowiadaniach (a jedno nawet w tym, pod którym teraz piszę) lub na inną serię na moim profilu czyli 'Arenę Multiświatów'. Póki co trudno będzie mi wcisnąć coś nowego. Nie znavzy4, że nie spróbuję.
    Dzięki za wizytę ;)
    PS. Czytasz tak od 30 części? Nie wydaje ci się, że tracisz trochę sporą część fabuły i wbijasz się w świat zupełnie nieznanych bohaterów?
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    A ja się błędu dopatrzyłem:
    1. Przeciążenie serwerów i wysłanie informacji na końcu kodu - fajnie - skąd będą wiedzieli jaką pojemność mają wrogie serwery - separatyści mają tam ten pancernik, co całe armie operował zdalnie.
    2. Skąd założenie że republika przechwyci i zdoła na czas rozkodować wiafomość
    3. Jeśli rozkodują - skąd założenie że zdołają na czas zebrać flotę
    4. Mieszkańcy Quirene najpewniej nie pomogą bo: są neutralni, są silni, nie ufają republice, bez dowodu nie dołączą do walki - argumenty za mogą uznać za oszóstwo.

    A za ogół daję 4
    Pozdro
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Bardzo dobrze mówisz. Nigdzie nie ma odpowiedzi na twoje pytania bo i sami bohaterzy ich nie znają.
    1. Obsługiwał całe armie ale na czas operacji dla danego układu przydziela się z góry określoną ilość pamięci czyli nie nieskończoną. To jest tak jak w programowaniu. Co z tego, że mój komputer ma jeden terabajt pamięci jak na dokument w wordzie nie mam zamiaru przeznaczać więcej niż parę mega. Owszem, mój komputer z łatwością obsługuje cięższe rzeczy, jednak dla konkretnej operacji, typu pisanie nowego tekstu, przydziela ograniczoną ilość pamięci, z góry ostro mniejszą od jego maksymalnej. Pomyśl, serwery separatystów mają w tym przypadku jedno zadanie: złapać wiadomość, sprawdzić czy ma kod i usunąć jeśli nie ma. Pamięć operacyjna dla tego zadania została przydzielona na tyle, by zapewnić normalne funkcjonowanie plus jakiś zapas. Nie muszą się obawiać małych wiadomości, bo te niczego nie wnoszą.
    2. Nigdzie nie ma takiego założenia. Sama Valkiria pyta się, czy jeśli nie powiedzie się cała akcja, dawny plan ataku pozostaje ważny. Wszyscy zdają sobie sprawę, że republika może nie odebrać wiadomości i nigdzie nie jest napisane, że zakładają bezwarunkowe powodzenie misji.
    3. Jak wyżej. Po prostu jak sam napisałeś, mogą tylko "założyć" że wyślą flotę. Bohaterowie nie wiedzą tego i jeśli chcą przeżyć muszą zrobić wszystko, żeby zwiększyć swoje szanse. Mogą grać na czas i inne takie .
    4. Bardzo słuszna uwaga i również w tej materii nie ma nigdzie napisane, że ruszą nagle na pomoc republice. Mało tego, dobrze poznałeś ich charakter więc przypuszczenie, że nie wyślą żadnego wsparcia jest jak najbardziej właściwe. Co im będzie jakiś biedny Jedi mówił jak mają działać? Bez dowodów oczywiście, że nie kiwną palcem. Boję się tylko, że będą mieli dowód...

    Nie ma co ukrywać, odcinek głównie poświęcony był przeszłości Valkiri i prawdziwej stronie planu odbicia Qish. Cieszę się, żeś czujny i mam nadzieję, że komentarz trochę naprostował ;)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Pontàrú
    Mam nadzieję że jeśli fanatycy przybędą, pokażesz "Boską furię"
  • Nefer tydzień temu
    Odcinek w istocie retrospektywny, dotyczący przeszłości Valkirii. Czegoś się dowiadujemy, aczkolwiek motywy jej nienawisci do Zakonu wydają się trochę naciągane. No i sama też nie była raczej taka kryształowa, jak próbuje się przedstawiać (ale to można złożyć na karb samowybielania się, zapewne obecnie wierzy, w to, co mówi). Coś tak mi się wydaje, że na pomoc Republiki albo Quirene bohaterowie nie mają co liczyć, czy zdołają przekazać wiadomość, czy też nie. Sami muszą coś wymyślić, a może jakąś rolę odrgra tytułowy "stary przyjaciel"? Językowo w porządku.
    Pozdrawiam
  • Pontàrú tydzień temu
    Masz rację, Valkiria trochę naciąga rzeczywistość i żyje pośród własnych przekonań.
    Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania