Stary przyjaciel część 23. Star Wars

Tak jak i poprzedniego dnia, wstali wcześnie rano, gdy słońce dopiero delikatnie wysuwało swe gorące promienie znad skalnego horyzontu. Przez całą noc towarzyszyły im odgłosy setek stworzeń zamieszkujących ten odizolowany kawałek ziemi.

Podążali pewnie, prowadzeni przez drobniutką blondynkę. Ku uciesze wszystkich dzień był trochę chłodniejszy. Błogosławili delikatny zefirek przelatujący pomiędzy pomarańczowymi, skalnymi ścianami i pieszczący nagą skórę. Nie można było tego co prawda powiedzieć o piątce żołnierzy oraz o ciągnącym za nimi robocie astromechanicznym, jednak wydawało się, że i im przypadła do gustu ta delikatna zmiana pogody.

Asaro zarządziła odpoczynek gdzieś koło południa. Właśnie wtedy pieruńskie słońce oświetlało Ziemię Labiryntu z góry, nie pozostawiając nawet odrobiny cienia. Na szczęście udało im się znaleźć wygodne miejsce spoczynku, tuż pod sporych rozmiarów występem skalnym.

Jedi jednym okiem rzuciła w stronę kulturoznawczyni. Kobieta czytała właśnie jakiś tekst w języku, który jak domyśliła się Asaro, był językiem qishańskim. Korzystając z tego, że udało im się ostatnio nieco poprawić relację, postanowiła rozpocząć rozmowę.

- Mogłabym wiedzieć, co czytasz? – zagadnęła standardowym pytaniem. Blondynka oderwała wzrok od lektury. Asaro widziała, jak jej umysł potrzebował chwili, aby przestawić się z qishańskiego na ogólnogalaktyczny basic.

- W dosłownym tłumaczeniu… „Zbrodnia adoskonała” – powiedziała ze standardowym zająknięciem. – Jest to wybitne dzieło qishańskiej literatury. Chyba każdy, dobrze wyedukowany mieszkaniec tej skalistej planety powinien być z nim obeznany. Wydaje mi się, że jest to nawet lektura dla szkół przedstudyjnych… choć możliwe, że tylko w klasach humanistycznych.

- A co jest w niej takiego niezwykłego? – postanowiła drążyć temat Asaro.

- Dla wielu to zwykła książka. Jeśli o mnie chodzi… to czytam ją ze względów kulturowych.

- Widać, że całe życie poświęcasz poznawaniu dawnych dziejów Qish.

- Próbuję dotrzeć tam, gdzie nauka jeszcze nie dotarła. Chyba każdy stara się odkryć coś nowego w dziedzinie, którą się zajmuje – zamilkła na chwilę. Asaro jednak wydawało się, że blondynka chce coś jeszcze powiedzieć. – Co do energ… to znaczy mocy; nie korciło cię, żeby czasem spróbować czegoś innego? Obejść zakazy… spr… spróbować znaleźć coś nowego? – skończyła, opuszczając wzrok w podłoże. Jedi popatrzyła na speszoną kobietę. Westchnęła głośno. Czuła, że może być z Etreetee szczera.

- Z reguły każde wystąpienie przeciwko Zakonowi bardzo często kończy się oskarżeniem o schodzenie na ciemną stronę. Wielu rycerzy uważa, że nasza obecna wiedza jest wystarczająca do strzeżenia pokoju w galaktyce – zrobiła krótką pauzę. Etreetee podniosła głowę i spojrzała na Jedi. – Ja jednak czuję, że jest coś więcej. Wiem, że gdzieś jest ukryta przede mną wiedza i im dłużej szukam, tym bardziej granica pomiędzy ciemną i jasną stroną się zaciera. Widzę, że jedno i drugie bardzo często sprowadza się do tego samego.

- To właśnie jest część naszej wiary – przerwała Etreetee. – Podziały Jedi są dla nas nie do zrozumienia. Cieszę się, że i ty to widzisz.

- Jak dla mnie odbijanie pocisków blasterów już jest wystarczająco niesamowite – odezwał się nagle Lifted. – My klony potrafimy tylko techniczne rzeczy. Wykonujemy rozkazy i wykorzystujemy to, czego nas nauczono.

- Pi na przykład ściąga darmowe filmy p… - wypowiedź Shada została przerwana przez mocne szturchnięcie go przez informatycznego towarzysza. – No co? A nie prawda?

- Uważaj, bo pani generał podniesie magicznie jeden z tych kamieni i może być po twoich filmach – skomentował Pike. Asaro od razu spojrzała w jego stronę.

- Moc to nie tylko podnoszenie kamieni – żachnęła się i obdarzyła żołnierza ciepłym uśmiechem. Bardzo lubiła ten oddział a dawni członkowie Skorolle przekomarzali się niczym małe dzieci. – Moc to wszystko, co otacza i przenika…

- wszelkie życie i spaja galaktykę w jedną całość? – dokończyła Etreetee.

- Tak, skąd to…

- To jest akurat część wiedzy Jedi, z którą nawet matriarchinii Xari e Anduri Kazito się zgadza.

- Ja myślałem, że galaktykę spaja grawitacja – po chwili dodał Lifted. Wszystkie oczy skupiły się teraz na nim. Żołnierz w białym kombinezonie nie za bardzo wiedział, co ze sobą począć, dlatego bezmyślnie zaczął obracać mechanizmem swojego sporego miniguna.

- Wydaje mi się, że siedzimy tu już chyba trochę za długo – odezwała się Asaro. – Od tego słońca coś wam się pod hełmami przegrzewa. Koniec odpoczynku. Ruszamy dalej.

Piekielne słońce na szczęście zdążyło pokonać najwyższy punkt nieboskłonu i teraz chłododajny cień rozpościerał się pod jedną ze ścian kanionu. Podróżowali otoczeni śpiewem fezoqów. Asaro musiała przyznać sama przed dobą, że polubiła te ptaszyska. Niezwykle umilały podróż przez wąskie tunele. Sama trasa była też wyjątkowa. Czasami odkrywali zupełnie nowe kształty skalnych korytarzy a czasami mieli wrażenie, jakby już kiedyś w jednym z nich się znajdowali. Najciekawsze były ogromne skrzyżowania, gdzie spotykało się nawet do sześciu dróg. Gdyby zamknąć oczy i zakręcić się parę razy na środku jednego z takich przecięć, sporym problemem okazałoby się odnalezienie drogi powrotnej. Na szczęście, dzięki pomocy Etreetee bez przeszkód poruszali się po nieskończonym labiryncie wysokościennych tuneli.

Po paru godzinach podróży Asaro zarządziła kolejny odpoczynek. Jak na złość, lekki, wiejący rano zefirek, zaniechał teraz swoich prób umilania przeprawy a bezlitośnie gorące słońce znów przypiekało. Jedi siedziała oparta o piaskowcową ścianę łapiąc choć szczątki chłodnego cienia, gdy do jej uszu dobiegł znajomy głos. Nie tylko ona go zarejestrowała. Grupa klonów również postawiła się w stan najwyższej gotowości. Nie było mowy o pomyłce. Usłyszała głos droidów bojowych separatystów.

- Skupcie się – szepnęła rozkaz Jedi. – Etreetee, trzymaj się z tyłu! – Wszyscy zgromadzeni przywarli do ścian. Jeśli to było możliwe starali ukryć się za niewielkimi występami skalnymi lub pomarańczowymi głazami. Metaliczne kroki były coraz bliżej.

- Nie cierpię tej planety! – odezwał się mechaniczny głos.

- Gdybyś nie zepsuł mapy wrócilibyśmy bez problemu.

- Nie zepsułem mapy. To wina tego obszaru. Same problemy z zasięgiem tu mają.

- Jeśli niczego nie zrobimy zaraz padną nam baterie.

Schowana w cieniu Asaro naliczyła niewielki oddzialik dziewięciu droidów. Musieli być to wysłani do Ziemi Labiryntu zwiadowcy. Takie formacje z reguły liczyły po piętnaście jednostek. „Co stało się z pozostałymi” pomyślała instynktownie Jedi. Spojrzała w stronę Pike’a. Klon dzierżył w dłoni blasterowy pistolet. Lekkim skinieniem głowy dała żołnierzom znak. Nastąpiła krótka seria strzałów i po chwili żadna z maszyn nie trzymała się już na nogach. Republikanie wyszli z ukrycia.

- Te blaszaki się tu zgubiły – powiedział Pike. – Musimy być już blisko naszego celu.

- Wcale nie – odpowiedziała Asaro. – Mogły nieświadome cały czas się oddalać. Bardziej niepokoi mnie fakt wysłania tego typu oddziału w te rejony. Te droidy mogły nie być jedynymi, na które natrafimy.

- Pani generał – odezwała się nagle Etreetee. – Mogłaby mi pani pomóc?

Asaro podeszła we wskazane przez blondynkę miejsce. W kamiennej ścianie widniała dziura po wystrzelonym z blastera pocisku. Ku swojemu zaskoczeniu z otworu wylatywał strumień zimnego powietrza. Oznaczało to tylko tyle, że za piaskowcową ścianą musiała być jaskinia.

Szarowłosa złapała za jeden ze swoich mieczy. Niski dźwięk wysokoenergetycznego, poszarpanego ostrza wypełnił przestrzeń. Asaro wbiła zieloną klingę w miękką skałę. W miejscu styku broni ze ścianą powstawała topniejąca masa. Jedi powoli przedzierała się przez warstwę kamienia, tworząc coś na kształt łukowego wejścia. Kiedy skończyła ciąć odwiesiła miecz na pasek. Wyprostowała obie ręce a mocne uderzenie mocą, które zapewne poczuła i Etreetee, rozsypało skalne drzwi na drobniutkie kawałki. Oczom wszystkich ukazała się sporych rozmiarów jaskinia. Nie była to jednak zwykła kawerna. Wszystkie ściany zapełnione były literami, na podłodze znajdywały się resztki niegdyś zapewne wspaniałej glazury, a gdzie nie gdzie stały metalowe stojaki, przeznaczone najprawdopodobniej na pochodnie.

Etreetee wyjęła z podręcznej torby latarkę i niepewnym krokiem weszła do wnętrza jaskini. Zaraz za nią podążała Asaro, piątka klonów i astromech. W środku rozproszyli się a każdy chciał zobaczyć, cóż takiego nowego odkryli. Szarowłosa nie rozumiała ani jednego słowa zapisanego na ścianach. Posiadała bardzo podstawową wiedzę na temat qishańskiego, którą została obdarowana przez Thirs, lecz niewystarczającą, by móc domyśleć się znaczenia zapisanych w jaskini wyrazów.

Uwagę Jedi przyciągnął sporych rozmiarów obiekt, stojący przy swego rodzaju ołtarzyku. Z wyglądu przypominał skrzyżowanie włóczni i postawionej na sztorc kosy. Zbliżyła się do obiektu i kiedy już miała położyć na nim rękę coś niebieskiego przefrunęło jej przed oczami. Wystraszona postawiła szybki krok do tyłu. Okazało się, że nie kto inny jak przepiękny fezoq wleciał za nimi do jaskini i teraz szarym dzióbkiem przeczesywał błękitne pióra, siedząc na tajemniczym przedmiocie.

- Niczego nie dotykajcie! – odezwała się nagle Etreetee. – To miejsce ma niezwykłą wartość kulturową i historyczną! – W jej głosie słychać było wyraźne podekscytowanie. – Nawet nie wiecie ile może być tu ukrytej wiedzy! – Odwróciła się na pięcie i pogrążyła w rozszyfrowywaniu naskalnych napisów. Asaro podeszła do blondynki.

- Posłuchaj, Etreetee – zaczęła, ale kobieta jakby jej nie słyszała. Cały czas szeptem mówiła coś w nieznanym Asaro języku. – Wiem, że to miejsce ma dla ciebie ogromną wartość, ale musimy iść dalej. – Nie zaobserwowała żadnej reakcji ze strony towarzyszki. Spróbowała raz jeszcze. – Etreetee. Etreetee! ETREETEE – wykrzyczała kulturoznawczyni prosto do ucha. Drobniutka kobieta przelękła się i skuliła, sprawiając wrażenie jeszcze mniejszej. – Nie możemy tu zostać. Musimy iść dalej.

- Ale… ale… ale to może być dzieło mojego… życia – wyjąkała kobietka.

- Nic z tego nie będzie, jeśli planeta zostanie pod jarzmem separatystów. Jesteś dla nich zdrajcą. Nie pozwolą ci przeprowadzić tutaj badań. Jednak, jeżeli odbijemy planetę z ich rąk, będziesz mogła prowadzić badania bez trudu.

Blondynka popatrzyła Asaro prosto w oczy. Musiała jednak przyznać Jedi rację. Powoli podniosła się z kucek i skierowała kroki w stronę wyjścia. Podążająca za nią szarowłosa zatrzymała się jednak jeszcze na chwilę przy tajemniczej włóczni. Siedziały teraz na niej dwa ptaki: błękitnopióry fezoq i identyczny z wyglądu, jednak cały szary inny ptak. Machnięciem ręki i delikatnym użyciem mocy wypłoszyła dwa stworzonka z jaskini.

Kiedy wszyscy znaleźli się na zewnątrz Asaro wyprostowała obie ręce. Leżące dookoła głazy zaczęły lewitować i ustawiać się jeden na drugim, zasłaniając w ten sposób wejście do jaskini.

- Czyli jednak to jest przerzucanie kamieni – skomentował Lifted. Asaro obdarzyła go łagodnym spojrzeniem pobłażliwego wyrzutu. Swoje następne słowa skierowała do Etreetee.

- Teraz masz pewność, że nikt nie znajdzie tego przed tobą. Jeśli uda nam się ocalić Qish, będziesz miała co badać. Teraz jednak, musimy walczyć o lepsze jutro.

Kulturoznawczyni popatrzyła na wojowniczkę i podziękowała jej delikatnym i szczerym uśmiechem.

 

*

 

Z encyklopedii gatunków zwierząt planety Qish; rozdział poświęcony ptakom.

 

Pomimo tak wielkiego zbioru istot latających, matka natura nadal nie przestaje zaskakiwać mieszkańców. Niedawno odkryto nowy gatunek ptaków, który jakby znikąd pojawił się na tej planecie. Jego występowanie związane jest z Ziemnią Labiryntu i to właśnie tam obserwuje się jego najczęstsze występowanie. Gatunek niezwykle podobny do występujących powszechnie fezoqów i najprawdopodobniej mogący się z nimi krzyżować nazwany został fezon unqvani (w skrócie fezon).

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 tygodnie temu
    HA!
    Podoba mi się sceptycyzm klonów! Widzę że moje opowiadania trochę wpłynęły na twoje.
    Asaro też zaczyna schodzić na trochę niebezpieczne tereny.
    Czekam na ciąg dalszy
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    Hmmm, wydawało mi się, że klony zawsze były dość sceptyczne.
    Nie zapominaj też, że staram się kreować Asaro na potężną w mocy, jednak niepokorną i widzącą problemy współczesnego zakonu Jedi
  • Kapelusznik 3 tygodnie temu
    Pontàrú
    Wyjątek nie potwierdzający reguły :)
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    Nie do końca rozumiem do czego się odniosłeś
  • Kapelusznik 3 tygodnie temu
    Pontàrú
    Sama napisałaś - potężna jedi która jest niepokorna
    Podobnie jak anakin - wyjątek niepotwierdzający reguły
    Większość jedi była idealistami bez własnego mózgu - jako że zakon myślał za nich
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    A, ok :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania