Stary przyjaciel część 6. Star Wars

Niski dźwięk wysokoenergetycznego ostrza przeplatał się z wysokimi bzyczeniami klasycznej klingi Jedi. Asaro nie liczyła rozciętych droidów. Skupiała się jedynie na walce.

Dookoła huczało. Dźwięki strzałów z blasterów zlewały się w jedną ogłuszającą melodię. Towarzyszyły im okrzyki rannych żołnierzy, rumor wybuchów i śpiew rozkazów, wydawanych przez kapitanów.

Odbiła nadlatujący pocisk. Zobaczyła jak trafiony robot osuwa się na kolana. Jego miejsce zaraz zajął następny, brutalnie depcząc ciało poległego. Asaro usłyszała tuż obok siebie krzyk klona. Kiedy odwróciła się ku źródłu dźwięku nie zobaczyła nic, prócz dymiącej się czarnej wyrwy w piaskowcowej powierzchni kanionu.

Potężny wstrząs poruszył ziemią. Asaro odwróciła się i zobaczyła leżący na dnie wąwozu AT-TE. Zaklęła pod nosem i wróciła do rozcinania droidów.

Dwa łaziki typu AT-RT przeskoczyły jej tuż nad głową, wbijając się w oddziały nieprzyjaciela. Podbiegła do ostrzeliwujących wroga maszyn. Widziała leżące dookoła trupy żołnierzy republiki. Jak było powiedziane, przeprawa przez wąwóz była krwawa. Asaro nie wiedziała ile jeszcze zostało im do pokonania nim zobaczą wejście do doliny Kanori. Widziała natomiast ogrom poniesionych strat.

Usłyszała wybuch nad głową. Jeden ze ścianocykli oderwał się od skały i spadał spowity piaskowcowym gruzem. Asaro zobaczyła spadającą wraz z nim dwójkę twi’lekanów. Wyciągnęła obie ręce nad głowę. Mieszkańcy planety Qish zawiśli w powietrzu nad trwającą w najlepsze bitwą. Pojazd spadał prosto na jeden z dwunożnych łazików. Asaro szybko machnęła ręką w stronę maszyny a siedzący na niej klon został wyrzucony niczym z katapulty. Dźwięk miażdżonego metalu zagłuszył na chwilę strzały blasterów. Asaro odstawiła pilotów na ziemię.

Nagle coś przeniknęło jej głowę. Czuła jakby niewidzialna fala przepłynęła przez jej umysł. Przed oczami zobaczyła występ skalny, znajdujący się przy samej górze kamiennej ściany wąwozu. Na tym występie pojawił się droid z wyrzutnią rakiet w ręku. Oczami wyobraźni zobaczyła jak niewielki pocisk zmierza w kierunku przeciwległej ściany. Nie słyszała i nie widziała, lecz poczuła wybuch. Czerwone skały zaczęły się sypać. Ogromne kamienie spadały na oddział klonów odcinając drogę. Z zamyślenia wyrwała ją Valkiria.

- Co tak stoisz? Przysnęłaś? – przekrzykiwała panujący hałas. Asaro popatrzyła na nią niepewnie. Szybko rzuciła okiem w stronę walczących oddziałów. Z ulgą zobaczyła, że żadne kamienie nie odcięły im drogi.

Zgasiła trzymany w prawej ręce miecz i zbliżyła komunikator do ust. Nadała sygnał do najbliższego czołgu.

- Widzicie tę półkę skalną powyżej na lewej ścianie?

- Tak jest sir!

- Zestrzel ją! Zestrzel natychmiast!

- Pani generał, to może być niebezpieczne dla walczących poniżej…

- Zestrzel! Teraz!

Lufa czołgu została wycelowana we wskazane miejsce. Odrzut zachwiał całą maszyną a niebieski pocisk rozgrzanego gazu zmierzał w kierunku występu. Asaro zobaczyła jak na ułamek sekundy przed uderzeniem, na skalnym balkonie pojawił się droid z rakietnicą.

Huk odbił się echem od ścian. Kamienny deszcz przykrył walczących w dolinie.

- Co to miało być?! – wrzasnęła Valkiria. – Tam są nasi ludzie!

- Uwież mi, że gdyby nie to, stało by się coś gorszego. – Asaro sama nie wiedziała co mówi. Dlaczego miała taką wizję? Skąd miała tą pewność?

- Coś gorszego?! – Valkiria złapała za dwie drewniane rękojeści noszone przy pasku. Na końcach obu pojawiły się zakrzywione, energetyczne ostrza toporów. – Narażałaś ludzi! – krzyknęła wymachując bronią nad głową. Asaro ponownie zapaliła swój miecz.

- Oczywiście, że narażałam! Ale tego wymagała taktyka!

W powietrzu dałoby się wyczuć panujące pomiędzy kobietami napięcie. Dałoby się, gdyby nie trwająca bitwa. Valkiria spojrzała Asaro prosto w oczy, po czym bez słowa ruszyła do walczących w pierwszej linii żołnierzy.

 

*

 

Grupa myśliwców opuściła atmosferę. Przez okno kokpitu Treeke widział walczący w oddali krążownik. Z przerażeniem stwierdził, że obrona separatystów faktycznie była silna. Trójkątny kadłub statku republiki otoczony był chmarą niewielkich punkcików – myśliwcami droidów. Do okrętu zbliżały się również trzy fregaty separatystów.

„To będzie ciężka bitwa” pomyślał chłopak.

 

*

 

Po ostatnich zawieruszeniach z Qurrakami oddział dowodzony przez Pike’a nie miał jak dotąd problemów. Udało im się obejść jedno z rozstawionych przez wroga pól minowych, ale aby to zrobić musieli przekraść się przez teren pełen jaskiń tych piekielnych, dwuogoniastych stworzeń. Teraz widzieli już całkiem wyraźnie fortyfikacje grani doliny Kanori.

Pike po raz kolejny przyłożył lornetkę do oczu. Już wcześniej zauważył formujące się oddziały droidów. Z ulgą stwierdził, że i teraz nie widzi ani śladu rozstawianych wierz strzelniczych. Wyglądało na to, że blaszaki nie spodziewały się ofensywy z innej strony niż z powietrza czy od strony wejścia do wąwozu. Poniekąd ich założenia były słuszne. Pole minowe i Qurraki stanowiły dobrą obronę. Dobrą, ale niewystarczającą.

- Kapitanie – usłyszał obok siebie. – Skanery wykryły ładunki umieszczone pod skałami. Czy mamy wysłać drony w celu sprawdzenia zasięgu pola?

- Tak – powiedział, odejmując lornetkę od oczu, Pike. – Musimy wiedzieć czy jest sens się przedzierać, czy znów musimy iść naokoło.

Żołnierz przyjął rozkaz i oddalił się od kapitana. Chwilę później Pike zobaczył wlatujące nad pustą przestrzeń niewielkie roboty.

Kapitan zarządził krótki odpoczynek.

 

*

 

Skoczyła prosto w środek grupki droidów. Jednym szybkim piruetem rozcięła z tuzin bezdusznych maszyn. Obok niej walczyła Valkiria. Wściekle rąbała roboty energetycznymi toporami.

Słońce było w zenicie i teraz gorące promienie paliły dno kanionu. Asaro przetarła spocone czoło ręką. Początkowo jasna szara koszulka z krótkim rękawem była teraz mokra i oblepiona pomarańczowym pyłem. Drobinki skalne przyklejały się do wilgotnej twarzy, drapiąc skórę przy każdej próbie ich usunięcia.

Asaro musiała przyznać, że zrobili postęp. Armia droidów znacznie się wycofała. Nie wiedziała ile dokładnie udało im się przebyć, ale według danych podawanych z komputerowych map czołgów wynikało, że lada moment powinni zobaczyć wejście do doliny Kanori.

Jedi zobaczyła stojącego w wąskim przejściu dużego droida. Na końcu jego trzech cienkich nóg znajdowała się sporych rozmiarów kula z trzema lufami, obracająca się po każdym strzale. Asaro doskonale wiedziała, że dobrze wyposażony droid, jest w stanie przebić pancerze czołgów. Zobaczyła jadący nisko nad ziemią ścianocykl. Przy użyciu mocy wybiła się w powietrze i wylądowała na, jadącej w pozycji wertykalnej, maszynie. Zabalansowała na jednej z cienkich płóz pojazdu.

- Podjedźcie trochę wyżej! – przekrzyczała warczenie silnika. Pilotujący maszynę mężczyzna rasy ludzkiej dał znać skinieniem głowy, że usłyszał. Asaro mocniej zacisnęła ręce na rękojeściach mieczy.

Zbliżali się do trójnożnego robota, kiedy nagle poczuła wstrząs. Czarny dym zasłonił na chwilę pole bitwy. Asaro poczuła jak maszyna zaczyna wysuwać się jej spod nóg. Nie mogła czekać ani chwili dłużej. W ostatnim momencie wybiła się z, odpadającego od kamiennej ściany pojazdu, dolatując niemalże do samego szczytu kanionu. Przez ułamek sekundy była w stanie zauważyć rozległą płaską przestrzeń kamiennej pustyni. Zdawało jej się nawet, że widzi podstawy dział przeciwlotniczych okalających dolinę Kanori. Musieli być blisko.

Wbiła miecz w skalną ścianę. Ostrze zaczęło ciąć kamień spowalniając opadanie Jedi. Znajdywała się tuż nad trójnożnym droidem. Wbiła w skałę drugie ostrze. Kiedy była mniej więcej w połowie wysokości podkurczyła nagi i odbiła się od czerwonego piaskowca. Zielone ostrza wysunęły się ze skały. Asaro zrobiła w powietrzu salto w tył i wylądowała na baniastej głowie robota. Zanim ten zdążył załapać co się stało, szarowłosa kobieta zeskoczyła z metalowego pancerza i w czasie lotu, mocnym uderzeniem połączonych mieczy, odcięła jedną z nóg droida.

Gigant zachwiał się, by ostatecznie stracić równowagę i uderzyć czerepem w pomarańczową skałę. Spadające odłamki, oderwane od ściany wąwozu w wyniku dokonania przez Asaro śmiałej próby hamowania, dokończyły robotę, miażdżąc maszynę. Asaro po raz kolejny przetarła twarz, bezskutecznie próbując pozbyć się pomarańczowego pyłu. Jej wzrok na chwilę spotkał się ze wzrokiem Valkirii. Nie wiedziała czemu, ale wydawało jej się, że zaimponowała twi’lekance.

Nie było jednak teraz czasu na chełpienie się. Pomimo tak znaczącej straty, jaką właśnie ponieśli separatyści, nadal posiadali niezliczone oddziały bezdusznych droidów, brutalnie nieprzejmujących się losem poległego kompana. W końcu nikt im tego nie zaprogramował. W ramach odwetu Asaro zauważyła jednak nadchodzące w ich stronę dwa kolejne roboty o kulistych głowach. Westchnęła cicho i zacisnęła dłonie na rękojeściach mieczy.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Sisi26 4 miesiące temu
    Całkiem fajnie. Masz ode mnie 4.
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Dzięki. Fajnie że wpadłaś :)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Ładnie
    Większa skala więcej logiki
    5
    Czytam dalej

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania