Stary przyjaciel część 12. Star Wars

Poczekała aż kroki Padawana ucichną. Pod wpływem zmęczenia zachwiała się na nogach. Musiała pójść jak najszybciej spać. Zrzuciła z siebie brudne ubranie i skierowała się do zbiornika. Szybko przemyła nogi, ręce i twarz. Wylała brudną zawartość z miski i napełniła ją ponownie czystą wodą. Z podręcznej torby wyciągnęła małe opakowanie szamponu. Nie miała zamiaru kłaść się spać z piachem we włosach.

Skończywszy mycie rzuciła się na łóżko polowe. Nie pamiętała nic więcej – od razu zapanowała ciemność.

 

*

 

Mała dziewczynka biegła przez zieloną łąkę usianą Smoczymi Kwiatami. Długie twardawe źdźbła łaskotały ją po kostkach. Jak obiecała Offiemu, zobaczy się z nim lada moment.

Po niedługiej chwili odnalazła swojego przyjaciela. Siedział na ziemi i zaplatał kolejny już wianek. Dopiero teraz z przerażeniem stwierdziła, że ten dany jej nie tak dawno, nie znajduje się już na jej głowie. „Musiał mi spaść podczas biegu” pomyślała.

- Asaro, jesteś wreszcie! – chłopak uśmiechnął się w najbardziej uroczy sposób. – A gdzie masz wianek?

Zakłopotana czterolatka przestąpiła z nogi na nogę.

- Eeee, zostawiłam w domu – wypaliła w najbardziej naiwny sposób, podskakując w miejscu. Offi przekrzywił delikatnie głowę.

- No dobrze. Nawet dobrze zrobiłaś. – Asaro odetchnęła w duszy. – Tam gdzie idziemy mógłby ci się zniszczyć.

- Co? Jak to? – głos szarowłosej załamał się delikatnie, zdradzając strach.

- Znalazłem takie super miejsce! Chodź! Zaprowadzę cię.

Blondynek wstał z ziemi i pobiegł w znanym tylko sobie kierunku.

- Zaczekaj! – krzyknęła za nim Asaro.

Biegli razem przez łąkę. Wiatr delikatnie pieścił ich policzki i smagał włosy. Asaro z zadowoleniem musiała stwierdzić, że jest od chłopaka szybsza, bo już po krótkiej chwili dogoniła go a nawet wyprzedziła. Po niedługim czasie oboje zziajani szli przedzierając się przez wysoką trawę. Asaro musiała przyznać sama przed sobą, że nigdy samotnie nie oddalała się tak bardzo od domu. Zaniepokojona obejrzała się za siebie.

- Mama nie pozwala mi tak daleko odchodzić – powiedziała niepewnie.

- Twoja mama się nie dowie.

- Skąd wiesz?

- Bo jej nie powiemy – chłopczyk uśmiechnął się a Asaro pomyślała, że jej przyjaciel naprawdę musi być bardzo inteligentny skoro wpadł na taki pomysł. Ona sama by lepiej nie wymyśliła!

Po chwili się zatrzymali. Znaleźli się w dzikszej części polany. Trawa miała tu półtorej metra wysokości – w sam raz by zasłonić parę buszujących w niej czterolatków.

- Jesteś gotowa? – spytał. Asaro nie wiedziała co odpowiedzieć więc tylko pokiwała głową. Blondyn zamaszystym ruchem złapał za trawę i odgiął źdźbła, ukazując wypalony kawałek polany. Na jego środku znajdowało się coś na kształt grudki metalu. W pierwszej chwili dziewczynka pomyślała, że to meteoryt. Jednak, gdy lepiej się przyjrzała, zobaczyła niewyraźne kolorowe znaki na jego powierzchni.

- Offi, co to jest?

- Nie widzisz?! To statek kosmiczny!

- Statek kosmiczny?

- Widziałem dwa dni temu z okna swojego pokoju jak spadał. Widziałem go jak obudziłem się w nocy. Pamiętasz? Tej z piorunami co była burza.

- Nie pamiętam.

- Bo spałaś!

- Nie spałam! – skłamała. Tamtej nocy spała jak zwykle twardym snem.

- Chodź za mną! – Chłopak podbiegł do maszyny. Asaro ostrożnie wyłoniła się z traw. Im bliżej była, tym bardziej przerażało ją to usmażone ustrojstwo. Offi w tym czasie znalazł na ziemi patyk i wepchnął go w niewielką szparę w poszyciu. Zaczął na niego napierać.

- Pomóż mi! – Razem złapali za kij. Asaro użyła całej swojej siły. Nagle usłyszała metaliczny brzdęk a ona i Offi w sekundę znaleźli się na ziemi. Kiedy wstała i otrzepała się z pyłu spalonych traw Offi był już w środku maszyny.

- No chodź! – krzyknął i zniknął w jej wnętrzu. Asaro czuła wzbierający w niej niepokój. Dodatkowo nad ich głowami zaczynały gromadzić się ciemne chmury. Postawiła niepewnie krok naprzód.

Na te same chmury, w tym samym czasie patrzyły również inne oczy. Oznaki burzy zostały zauważone przez szpakowatego mężczyznę spokojnie leżącego na łóżku, trzymającego w objęciach swoją piękną żonę.

Yval usłyszał, że Oliphia zasnęła. Delikatnie ułożył szarowłosą kobietę na poduszkach. Martwiło go, że jego córka znajduje się na dworze zwłaszcza, iż zapowiadało się na porządną ulewę. Opuścił pokój zabierając swoje ubrania. Zanim domknął drzwi, po raz ostatni spojrzał na żonę. Bardzo żałował, że musi poświęcać polityce tyle czasu. Była ona oczywiście spełnieniem jego marzeń i stanowiła źródło utrzymania dla jego rodziny. Miał już nawet pomysł jak sprawić, by żyło się im zdecydowanie lepiej.

Ubrawszy spodnie i dopiąwszy koszulę wyjął z kieszeni złożony na cztery dokument. Wyraźnie widać było na nim pieczęć Huttów.

- To wszystko dla was – wyszeptał.

Podszedł do drzwi wyjściowych. Ze stojącego obok wieszaka zdjął kurtkę i wyszedł z niewielkiego mieszkania. Kiedy był na dworze usłyszał pierwsze grzmoty.

- Lepiej szybko znajdę tę dziewoję – powiedział sam do siebie.

 

*

 

Nie spała dobrze. W nocy kilka razy budziły ją odgłosy strzałów a raz został nawet ogłoszony alarm jakoby ktoś wtargnął do obozu. Usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach. Ziewnęła przeciągle. Wiszące przy zbiorniku z wodą lustro zadygotało, zleciało z haczyka i zawisło w powietrzu przed Jedi.

Jej odbicie doskonale zdradzało jak wyczerpująca była ostatnia walka. Pod oczami miała wyraźne, fioletowe wory. Położyła się spać z mokrą głową i teraz każdy włos sterczał jej w innym kierunku. Pomyślała, że tak samo musiała wyglądać w nocy, kiedy wstawała bronić obozu. Miała nadzieję, że w ciemnościach nikt na to nie zwrócił uwagi.

Ze zdziwieniem stwierdziła, że nie musi się przebierać. Obudziła się w swojej szacie zupełnie gotowa do wyjścia. Jedyne co musiała załatwić to poranna toaleta.

Wyszła z namiotu. Ogromne słońce prażyło od samego rana. Przeczuwała, że nadchodzący dzień będzie jeszcze bardziej upalny w porównaniu do wczorajszego.

Oparła ręce na holostole i wyciągnęła się próbując rozprostować kości. Wojenne łóżka nie należały do wygodnych. Nie mógł jej opuścić takż ostatni sen. Widziała w nim czarny kubek z swego rodzaju niebieską zawartością, który zahaczony przez drewnianą pałkę spadał w otchłań nieskończoności.

„Głupota” pomyślała. Kiedy poczuła, że ból kręgosłupa mija, usiadła na stole i wyciągnęła swój holoprzekaźnik. W ustawieniach wpisała tak dobrze znany jej adres. Na niewielkim urządzeniu w kształcie kółka pojawiła się niebieska postać kobiety o falowanych włosach ubranej w prostą, długą suknię.

- Witaj Thirs – powiedziała mętnie Asaro.

- Hej Asaro… źle wyglądasz…

- Ciebie też miło widzieć. – Jedi zobaczyła jak miniaturowa postać się uśmiechnęła.

- Poważnie mówię. Za dużo na siebie bierzesz.

- Muszę. Takie me obowiązki – zapanowała chwila milczenia. – Słuchaj… Thirs. Kontaktuję się z tobą w sprawach osobistych. Mamy tu poważny problem. – Jedi starała się by jej głos brzmiał żywo. – Rozmawiałam już wczoraj z Radą i powiedziałam im dokładnie jaka jest sytuacja. Tobie nie mogę tego zdradzić, sama rozumiesz.

- Oczywiście – głos Thirs był spokojny.

- W najbliższych dniach w senacie ma być zgłoszona propozycja o wysłanie na Qish większej ilości wojska. Wiem, że zależy ci na tej planecie jak na niczym innym, dlatego chciałam poprosić byś podczas głosowania przekonała jak najwięcej układów do takiego właśnie zdania. Nie chcę ukrywać, że bez wsparcia nie damy sobie rady.

- Rozumiem Asaro. Zrobię co w mojej mocy. Razem uratujemy Qish! – krzyknęła krzepiąco. Asaro uśmiechnęła się szczerze.

- Dziękuję.

Połączenie zostało zakończone. Jedi wypuściła głośno powietrze. Zaczęła rozmyślać nad tym, kim jest w tej wojnie. Wszystko wskazywało na to, że jedynie nic nieznaczącym pionkiem. Z ostatnich doniesień wynikało, że Rada wiedziała doskonale o tym, jak szybko separatyści zablokują planetę. Wysłali ją tu jedynie po to, by w senacie nie mówiło się, że nie podjęto próby ratowania układu Qish-Qirinee. Doskonale o tym wiedziała już wtedy. Nie spodziewała się natomiast tego, że zginie na tej planecie. Jej pozycja w Zakonie była mało znacząca zważywszy na jej wcześniejsze problemy z ojcem, burzliwe zachowanie i nieposłuszeństwo. Co by nie mówić, w końcu ewakuowano stąd najbardziej znaczącą osobę, czyli mistrza Plo. Reszta jest już…

- Dzień dobry pani generał – z zamyśleń wyrwał ją wojowniczy głos Valkirii. Podniosła oczy i zobaczyła twi’lekankę w wysokich kozakach, krótkich spodniach i zwiewnej koszuli. W dłoni trzymała czarny kubek z niebieską zawartością, który odstawiła na krawędź holostołu.

- Jakie palny na dzisiaj? – spytała. Asaro potrzebowała chwili by dojść do siebie.

- Bronimy się… tyle możemy zrobić.

- Tylko tyle?! Będziemy tu tak siedzieć i dać się powoli wybijać?! – niemalże natychmiast poddenerwowała się niebieskoskóra. Asaro postanowiła zachować spokój.

- Czekamy na decyzję senatu. Jak doskonale wiesz, bo była o tym mowa na spotkaniu, bez wsparcia nie damy rady – „a wsparcia nam nie wyślą, bo blokada jest zamknięta” dodała w myślach.

- Nie możemy tak stać! Mamy ludzi! Walczmy! Od stolicy dzieli nas niewielka odległość! Zdobądźmy ją i… kurw… - zdusiła w sobie przekleństwo w ostatnim momencie. Jeden z przypiętych do paska drewnianych kawałków, będący rączką jej energetycznych toporów zaczepił o naczynie, zrzucając je ze stołu. Twi’lekanka zdziwiła się, gdy niebieska zawartość wraz z kubkiem zawisła w powietrzu. Asaro nawet nie drgnęła. Lewitujący płyn wleciał z powrotem do naczynia a całość stanęła spokojnie na stole.

- Będziemy tak stać, ponieważ bez planu nie możemy podjąć jakichkolwiek działań – podjęła z niewyobrażalnym spokojem Asaro.

Valkiria stała jeszcze przez chwilę z otwartymi ustami, nieświadoma tegoż faktu. Pewnym ruchem złapała za kubek i odeszła od holostołu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik tydzień temu
    Typowa skorumpowana republika
    Dobrze oddany obraz
    Valkiria raz jeszcze udowadnia że nie jest właściwym dowódcą
    Jedyna uwaga - to że asaro jest wykończona po dość krótkiej walce
    5
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú tydzień temu
    Nie zapominaj, że podczas nocy Asaro wstawała parę razy przez ataki droidów lub fałszywe alarmy.
    Dzięki za komentarz :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania