Stary przyjaciel część 16. Star Wars

Biała suknia zafalowała na wietrze, kiedy kobieta opuściła budynek senatu. Szybkim krokiem zmierzała w stronę platformy lądowniczej. Chwilę za nią wybiegł niebieskoskóry twi’lekanin. Dogonił ją dopiero gdy zatrzymała się na przystanku dla lewitujących autobusów. Musiał przedrzeć się do kobiety przez tłum senatorów również opuszczających budynek obrad.

- Thirs, śpieszysz się gdzieś? – spytał, lekko zziajany. Brunetka spojrzała na niego.

- Emm, w zasadzie nie – odpowiedziała trochę zaskoczona.

- Może moglibyśmy wyjść gdzieś pogadać? Tak po prostu.

- W zasadzie, czemu nie? – Zobaczyła uśmiech na twarzy mężczyzny.

Nie czekali długo. Autobus zatrzymał się przy platformie a wszyscy oczekujący weszli na pokład. Senatorowie wypełnili całą wolną przestrzeń a już po chwili dokończyli dzieła zapełniając otoczenie głośnymi rozmowami o politycznych sprawach. Lot nie był długi a kończył się na głównym porcie przesiadkowym – miejscu, w którym schodziło się wiele linii komunikacji miejskiej.

Przepchnięcie się przez tłum istot okupujących liczne perony było niesamowitym osiągnięciem. Wchodząc tu liczyć się trzeba było z późniejszym bólem ponadeptywanych stóp oraz z możliwością utracenia cennej zawartości z kieszeni. Thirs zdawała sobie sprawę, że nawet ukryte w wewnętrznej kieszeni dokumenty nie są bezpieczne. Kieszonkowcy mieli tu naprawdę wielką wprawę. Uśmiechnęła się na pamiątkę starego chronometru, który dostała na urodziny od ojca i który zniknął bez śladu właśnie wtedy, gdy wracała do domu z senatu.

Było to jeszcze na starym mieszkaniu. Obecnie przeprowadziła się do dawnego apartamentu Asaro. Początkowo miała spore opory przed podjęciem tej decyzji. Pamiętała, że kiedy wróciła do swojego mieszkania tej nocy, której ona i jej przyjaciółka uciekły z rąk Huttów, znalazła na stole list od samego Yvala Erhetii, oferującego jej mieszkanie. Spodziewał się w końcu, że Asaro przeniesie się do zakonu a on, jako zasadniczy właściciel lokum, może z nim uczynić co zechce. Thirs przeprowadziła się nie dlatego, że nowe mieszkanie było większe lub wygodniejsze. Wręcz przeciwnie, było ono mniejsze. Zawierało jednak coś bardzo ważnego – wspomnienia.

Thirs i Sheeq wsiedli do kolejnego autobusu i pomknęli pomiędzy wieżowcami.

- Masz jakiś konkretny pomysł gdzie chcemy iść? – spytała po qishańsku.

- Pomyślałem o małej kafeterii niedaleko twojego apartamentu. Serwują tam ponoć jedno z lepszych caffa.

- Ach, tego by mi było trzeba! Jestem jakaś padnięta. Dołuje mnie to, że nie możemy pomóc Qish.

- Jak mówiłem, robiłaś wszystko co w twojej mocy aby pomóc naszej planecie.

- No tak, ale mam wrażenie, jakby specjalnie nas zostawiano na uboczu. Widziałeś dane gospodarcze. Nie pomogą nam, bo nasza planeta jest za biedna. Co to ma znaczyć?

- Qish nie jest bogate, to fakt, ale podobnie jak ty uważam, że należy mu się taka sama pomoc jak innym.

Autobus się zatrzymał i dwójka senatorów wysiadła na zatłoczony peron. Wsiedli do windy by zjechać z platformy lądowniczej na zewnętrzny poziom Curuscant. Thirs zastanawiała się przez chwilę, który to już poziom. Miasto rozrastało się w zatrważającym tempie. Widziała już nawet bardzo przyszłościowe plany nowego budynku senatu, który miał stanąć, gdy obecny zostanie wchłonięty do podziemi. Obecnie obowiązywał co prawda zakaz budowy kolejnych poziomów wokół terenów senatu, Świątyni Jedi i paru innych miejsc, co nie zmienia faktu, że kiedyś na pewno nastąpi rozbudowa. Pewnym było tylko, że to dość mocno odległe plany a wizualizacja nowego budynku była tylko ciekawostką pokazaną przez firmę budowlaną.

- A ten senator z Christophis, jak mu tam… - zaczęła Thirs

- Saharis?

- Chyba tak. Wtargnął w idealnym momencie! Przecież wszyscy wiemy, że wojna na Christophis została zażegnana a pozostające na niej droidy to zwykłe niedobitki armii wroga. Tam jednak zdecydowano o udzieleniu pomocy!

- Trzeba przyznać, że Christophis jest dość niestabilnym układem.

- Największe walki toczono tam na początku wojny. Teraz nic tam się już nie dzieje – powiedziała Thirs z irytacją.

- Nie zapominaj o tej zdradzieckiej senator Rallin czy jak jej tam. Spotkała się z separatystami właśnie na Christophis, co dowodzi, że nie mamy panowania nad tą planetą.

- Jakby chciała mogłaby się spotkać nawet na Curuscant. Z resztą to było ponad rok temu.

- Z tego co się orientuję dokonała tego Jedi Erhetia. Czy to aby nie twoja przyjaciółka?

- Jest. Znamy się od… - przywołała wspomnienia - …dawna.

Dotarli do wspomnianej przez Sheeqa kafeterii. Drzwi otworzyły się ze standardowym dźwiękiem dzwoneczka zawieszonego przy futrynie. We wnętrzu panował lekki hałas nierozerwalnie związany z tego typu miejscami – głośne rozmowy, śmiechy, okrzyki, siorbanie i spokojna muzyka. Bar znajdował się pośrodku a dookoła, wzdłuż każdej z czterech ścian, biegły skórzane, czerwone ławy z białymi obszyciami. Zajęli wolne miejsce przy stoliku. Od razu przywitała ich kelnerka. Był to humanoidalny droid w czerwonym stroju pasującym do wnętrza, który zamiast na nogach, poruszał się na jednym kole niczym na wrotkach. Złożyli zamówienie na dwa duże caffa i wrócili do rozmowy.

- Skąd wiesz, że Asaro brała udział w misji na Christophis? – spytała Thirs.

- A ty nie wiedziałaś? Przecież wszystkie materiały zostały odtajnione. Początkowo miała być to tajna akcja zorganizowana przez organy senatu, jednak później podjęto decyzje o odtajnieniu dokumentów ze względu na, cytując, mało ważną zawartość.

- Nie wiedziałam, że te informacje zostały ujawnione? A kto tam był prócz niej? Jakiś oddział lub grupa? – Thirs doskonale wiedziała o grupie przydzielonej Asaro. Dowiedziała się jak wracały z Tatooine. Nie słyszała jednak o odtajnieniu materiałów i chciała się dowiedzieć jak wiele informacji zostało podanych do opinii publicznej.

- No oczywiście była z nią jakaś eskorta. Parę klonów, jeśli się nie mylę. Nic specjalnego. – Sheeq machnął od niechcenia ręką.

Do stołu znów podjechała robotyczna kelnerka, zostawiając na nim dwie wysokie szklanki na spodkach i długie łyżki. Od razu zapłacili, aby nie musieć o tym później myśleć.

- Wiesz, próbowałam się z nią jeszcze skontaktować… z Asaro w sensie. Zaraz jak wyszliśmy z senatu. Niestety nie było sygnału. Moje wiadomości na temat Qish kończą się na informacji jakoby pierwsze etapy misji poszły sprawnie. Ostatnio nie otrzymałam żadnych dodatkowych wieści.

- Myślę, że może być jeszcze po prostu za wcześnie. Kiedy był ostatni kontakt?

- Myślę, że z dzień temu? Nie wiem dokładnie o której.

- A wiesz kto dowodzi oddziałami? Bardziej chodzi mi o to, komu udało się wydostać ze stolicy lub kto dołączył do oddziałów republiki?

- Słyszałam od Rady, że mają tam kogoś o nazwisku… hmm… Hemnan?

- Valkiria Hemnan?

- O tak, chyba tak. Mistrz Plo Koon uczynił ją generałem po tym jak musiał opuścić planetę.

- Naprawdę!? – niemalże wykrzyknął Sheeq – A to ciekawe…

- Co? Co takiego? – Thirs wyraźnie się zainteresowała.

- Valkiria to dość ciekawa osoba. Żyłaś na Qish i o niej nie słyszałaś? Z którego Raiqeetu jesteś?

- Z piątego.

- Ach, trochę odludzie. Valkiria i ja jesteśmy z dwójki. Mieszkałem przy granicy z jedynką, czyli można powiedzieć, że blisko stolicy – uśmiechnął się, pokazując zęby.

- No dobrze, ale co z tą Valkirią?

- Była notowana.

- Co?

- Jako nastolatka została złapana przy napadzie na wioskę. Była członkinią gangu Avel Garsheq.

- Wiatr Śmierci? Słyszałam o nich – powiedziała Thirs i nachyliła się do twi’lekanina. – Napadali na pustynne wioski, czasami mordowali mieszkańców, ale głównie chodziło o zdobycie pieniędzy i różnych bogactw. Nikt nigdy nie wiedział gdzie uderzą a ich akcje zazwyczaj były dobrze zaplanowane.

- Były, do czasu wpadki z Feedo. Z tego, co mi wiadomo ktoś ich wsypał a policja ujęła całą bandę poza jedną osobą, która jakby rozpłynęła się w powietrzu. Prowadzono poszukiwania, ale zguba nigdy się nie znalazła. Podobnie jak dość pokaźnych rozmiarów majątek.

- Jakim cudem Valkiria jest zatem na wolności? Co więcej, dlaczego jest generałem?

- Oficjalna wersja jest taka, że nie przypisano jej zbrodni popełnionych przez Avel Garsheq, ponieważ jako że była wtedy tylko dzieckiem, a miała około jedenastu lat, to nie była świadoma tego, co robi, a jej udział w akcjach sprowadzał się do obserwacji terenu. Jej zadaniem w gangu było „przynieś, podaj, pozamiataj”.

- No dobrze, ale była jego częścią. Jak można podjąć decyzję o uniewinnieniu? – spytała zszokowana senator.

- Otóż pani Hemnan nie została w zasadzie uniewinniona. Jako, że była za młoda na normalne więzienie, została odesłana do specjalnej szkoły. Największa zagadka zaczyna się później. Wydawało się, że cała sprawa została rozwiązana, gdy nagle po paru latach wspomniana Valkiria pojawia się w szkole wojskowej. Znów ginie o niej słuch aż do parady na święto stolicy, gdzie prowadzi swój oddział.

- Jak to możliwe?

- Nie mam pojęcia, kto kierował Valkirią, ale ewidentnie otrzymywała pomoc. Przecież nie zaszłaby tak daleko tylko za dobre sprawowanie, prawda?

Thirs opadła na oparcie fotela. Cała sytuacja jej bardzo nie pasowała. Trudno jej było uwierzyć w to, co usłyszała. Nie zdawała sobie sprawy, że takie rzeczy mogą uciec jej uwadze. Owszem, nie musiała wiedzieć o wszystkim. W końcu jej kariera zaczynała się od drobnego reprezentowania Raiqeetu piątego na Zebraniach Lordów. To pewnie wtedy, kiedy jeszcze mało znaczyła, miało miejsce całe to zamieszanie z Valkirią.

Spojrzała na szklankę brązowego napoju. Wzięła ją do ręki i opróżniła.

- Może źle powiedziałam – podjęła. – Może źle zapamiętałam nazwisko i wcale żadna Valkiria Hemnan nie jest generałem.

- Jeśli jest, to rysuje się nam dość ciekawa sytuacja na Qish.

- Tak czy inaczej, dzięki za zaproszenie i za rozmowę. Bardzo było mi miło. Dziękuję.

- Cała przyjemność po mojej stronie – mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie.

Opuścili razem lokal a po krótkim pożegnaniu każde poszło w swoją stronę. Thirs miała teraz tylko jedno w głowie. „Muszę się skontaktować z Asaro i dowiedzieć się, czy wszystko w porządku”.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik rok temu
    Ho ho ho
    Dobrze ciekawie

    Nadal czekam na fanatyków

    Pozdrawiam
  • krajew34 9 miesięcy temu
    Senatorzy wśród zwyczajnego tłumu? A co z niebezpieczeństwem zamachu? Takie ważne osoby są na to bardzo narażone i to bez żadnej eskorty, choć jednego towarzysza? Dla mnie to trochę dziwne, ale co ja tam wiem. Ciekawa rozmowa.
  • Nefer 8 miesięcy temu
    Pewne sprawy się wyjaśniają, odsłaniając jednak zarazem kolejne tajemnice. Prostota życia senatorów Republiki godna pochwały (publiczne środki transportu, zwykłe, skromne mieszkania, brak obstawy). Tylko pozazdrościć. Polska mocarstwem galaktycznym nie jest, ale senatorowie i posłowie (zwłaszcza ci "zwyczajni") żyją jednak inaczej. Stąd zapewne uwagi Krajewa. :-)
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania