Stary przyjaciel część 29. Star Wars

Pi rozejrzał się po pomieszczeniu. Jak słusznie podejrzewali magazyn był w pełni zautomatyzowany. Wewnątrz nie było nikogo prócz piątki klonów. Pomogła w tym też zapewne sprawna ewakuacja pracowników elektrowni, która nastąpiła po zapoczątkowanym przez Q4-S4 drobnym zwarciu.

Dostarczone przez astromecha plany nieomylnie opisały rozmiar konstrukcji. Hala istotnie była ogromna i zastawiona wysokimi, wielopiętrowymi półkami. Pod jedną ze ścian Pi zauważył cztery, sporych rozmiarów silosy, zawierające najprawdopodobniej chłodziwo do potężnych turbin. Z sufitu zwisały metalowe łapy zakończone czarnymi szponami, służące do zdejmowania i ustawiania towarów na regałach i przekazywaniu załadowanych kontenerów do kanałów transportowych.

Wszystko wyglądało jakby czas się zatrzymał. Jedyne co psuło ten efekt, to działający coraz głośniej taśmociąg akceleratora. Wkrótce i metalowe łapy wróciły do swojego normalnego funkcjonowania i teraz z nową energią łapały kolorowe, metalowe pudła.

— Tam jest terminal – odezwał się Pi i wskazał palcem na niewielkie urządzenie.

— Zatem do roboty. Wątpię byśmy mieli dużo czasu — skomentował Pike uwalniając się od uścisku metalowej liny i rozmasowując palce.

— Wezwałem do nas Q4 —odezwał się Lightning. — Będzie tu lada moment.

— Świetnie, będę potrzebował jego pomocy. — Pi kucnął przy gnieździe terminala i zaczął wyciągać z plecaka podręczny komputer.

Przez dłuższą chwilę mieli spokój. Pierwsza rzecz do której Pi uzyskał dostęp to kamery i czujniki. Mieli teraz podgląd na sytuację panującą na korytarzu prowadzącym do magazynu. Pierwszym gościem okazał się być nie kto inny jak szaro-zielony astromech. Niestety nie był jedynym.

— Szybko, ktoś się zbliża —zawiadomił Pi, odłączając się od komputera. Grupa żołnierzy momentalnie zniknęła z głównej alejki prowadzącej między wysokimi pułkami. Do pomieszczenia weszła grupa droidów z blasterami w rękach. Maszyny rozeszły się po magazynie, w charakterystyczny sposób tupiąc na metalowej posadzce. Na szczęście nie prowadziły dokładnych oględzin. Zapewne była to regularna kontrola, mająca na celu sprawdzenie, czy nic nie ucierpiało w wyniku drobnego pożaru. Separatyści mogli też nabrać podejrzeń co do dziejących się w elektrowni zawirowań. Byliby głupi gdyby niczego się nie domyślali.

Wkrótce grupa droidów opuściła magazyn a żołnierze republiki odetchnęli z ulgą. Pi wrócił do pracy przy terminalu. Teraz oprócz swojego podręcznego komputera korzystał z pomocy Q4. Klapy obudowy astromecha rozsunęły się ukazując klawiaturę a nad robotem wyświetlał się holograficzny ekran na którym przeskakiwały linijki kodu i rozmaite okienka.

— Ile czasu zajmie ci wyciągnięcie informacji? — spytał Pike.

— Powinienem mieć wszystko w przeciągu dziesięciu minut.

— Och, całkiem szybko.

— Tylko pod warunkiem, że zabezpieczenia nie będą zbyt silne — odpowiedział Pi cały czas przesuwając palcami po klawiaturze. — Oho! Już złamałem pierwsze.

— To niedobry znak. Jeśli tak łatwo idzie znaczy, że nie mają tu niczego cennego.

— A kto powiedział, że idzie łatwo? — Pi spojrzał na kapitana z lekko uniesioną brwią. Pike tylko machnął ręką i odwrócił się do pozostałych.

— No nic. Musimy poczekać.

 

*

 

— Co?! — niemalże wykrzyknął Offerusz Kejt.

— W elektrowni numer jeden miało miejsce niewielkie zwarcie. Mieliśmy panu meldować o wszystkim. Na szczęście okazało się, że to nic poważnego.

— Sprawdziliście cały teren?

— Tak jest sir. Nie zauważyliśmy niczego podejrzanego.

— A nie wydaje się wam niezwykłym zbiegiem okoliczności — cedził każde słowo — że to nie jest przypadek, iż w elektrowni najbliżej obozu republiki doszło do pożaru?

— To jest elektrownia, małe zwarcia zdarzają się często…

— Ale w żadnej innej nie!? W żadnej z pozostałych dwudziestu czterech? — „Nie, to nie było możliwe. Ten pożar to nie był przypadek” myślał generał separatystów. — Sprawdźcie jeszcze raz! Nie chcę mieć żadnych problemów, zwłaszcza w momencie, kiedy prawie wszystko jest gotowe! Zrozumiano?

— Tak jest sir!

 

*

 

— Iiiii, uwaga — głos Pi’a wypełnił przestrzeń i zlał się z dźwiękami działających maszyn — nie mamy nic. Absolutnie nic. Są dane techniczne elektrowni, cały skład magazynu, liczba droidów bojowych i nawet poziom naładowania baterii każdego z droidów naprawczych, ale nic o przeznaczeniu całej budowli. Mieliśmy nawet rację co do ilości wytwarzanej tu energii. Spokojnie zaspokoiłaby średniej wielkości dzielnicę na Curuscant.

— Skoro nic tu nie ma to wynośmy się stąd — odezwał się Lifted. — Kapitanie, jakie rozkazy?

— Skoro niczego nie znajdziemy, to nie ma sensu dłużej narażać się na wykrycie. Pi – zwrócił się do hakera – na pewno możesz zamknąć separatystom oczy tak, żebyśmy byli w stanie się stąd bezpiecznie wydostać.

— Czekajcie! Coś odkryłem. — Wszyscy odwrócili się w stronę na Pi’a. — Ta elektrownia ma łączność z flotą na orbicie. To znaczy, że ma dostęp do głównego serwera separatystów na Qish. Umożliwi mi to dostanie się do cennych danych. Wystarczy złamać ich zabezpieczenia.

— A jak chcesz to zrobić? — spytał Lifted. — Gdyby to było takie proste republika już dawno by je złamała.

— Problemem nie jest samo złamanie kodu. Chodzi o to, żeby wróg się o tym nie dowiedział, co znacznie utrudnia całe zadanie. I tu się pojawia nasz problem.

— Mów dalej —odezwał się Pike.

— Nie jestem w stanie tego zrobić. Mam próbkę kodu podkradzioną przez Q4 od tego droida naprawczego. Mogę złamać zabezpieczenia, ale separatyści na pewno się o tym dowiedzą.

— Nie ma mowy. Rozkazy pani generał były jasne. Za wszelką cenę nie możemy pozwolić się wykryć — odezwał się Lightning.

— No tak, ale pomyślcie ile możemy zyskać. Jeżeli gdzieś znajdują się pełne dane na temat tego co się tu dzieje, to właśnie na serwerze głównym.

— To samobójstwo! —niemalże wykrzyknął Lifted. — Jeśli nas zauważą, żywi tej elektrowni nie opuścimy. Nie mamy nawet dobrego planu ucieczki a wysłanie danych pani generał, jak sam z resztą mówiłeś, nie wchodzi w grę.

— Jakiś plan ucieczki mam. Możemy wykorzystać statek transportowy który stoi na płycie lądowiska. Pilotowanie tej maszyny raczej nie powinno być problemem — ostatnie słowa kierował do klona w pancerzu z żółtymi piorunami.

— Latam wszystkim więc i tym transportowcem — odparł Lightning.

— Super, ale jak się do niego dostaniemy? — skomentował Lifted.

— Q4 po nas przyleci.

— Biiiiiiip.

— Ach, daj spokój! Zabiłeś już dzisiaj jednego droida to podwędzić statek też możesz. Z resztą, nasz astromech jest jedynym członkiem ekipy, który może się wydostać z elektrowni.

— Załóżmy, że uda mu się dostać na statek. — odezwał się Pike. — Jakim cudem nie zostanie zestrzelony przez zewnętrzne działa. Budynek jest słabo wyposażony, ale jednak jakąś podstawową obronę posiada.

— Przecież mam teraz całkowitą kontrolę nad elektrownią. Wyłączenie dział to pikuś! —uśmiechnął się Pi.

— Kapitanie? – spytał Shad.

Zapanowała chwil milczenia. Wszyscy zdawali sobie sprawę z wagi tej decyzji. Jasnym było, że z serwerów separatystów wyciągną wszystkie potrzebne dane narażając się tym samym na bycie zauważonym. Pomimo wielu luk, plan miał szansę powodzenia. Wystarczyło, aby Q4 dostał się na statek i go aktywował. Nawet nie musiałby nim lecieć. Pozostała część oddziału mogłaby dotrzeć na płytę lądowiska poprzez ten sam system, którym dostali się do wnętrza budynku. Teraz kiedy mieli kontrolę nad elektrownią i na pewno zostaną zauważeni, wyłączenie jednego kanału transmisyjnego jest najlepszą i najszybszą opcją. Ponadto sam magazyn był dobrym miejscem do bronienia się. Według danych w elektrowni nie było ciężkich droidów bojowych a od reszty budynku dzielił ich jedynie jeden korytarz. Mogli z powodzeniem stawiać opór.

— Dobra —przerwał ciszę Pike. — Robimy tak. Q4 jedzie na statek, Pi pobiera dane a my stawiamy opór. Jeśli uda nam się zabarykadować wejście zyskamy wystarczająco dużo czasu żeby opuścić elektrownię. Jeśli Pi wyłączy działa może uda nam się uciec.

— Jeśli ostatni plan był bardzo ryzykowny, to ten jest nierealny —odezwał się Lifted.

— Masz lepszy, żołnierzu? — spytał kapitan? Zobaczył jak klon kiwa na boki głową. — Tak myślałem. Wracać do szeregu! Mamy walkę do wygrania!

 

*

 

Pomarańczowa kula odbijała promienie gorącej gwiazdy. Delikatny blask nadawał całemu pomieszczeniu rudawego odcieniu. Na siedzeniu kapitana siedział wysoki mężczyzna. W prawej ręce trzymał filiżankę gorącego caffa; w lewej obracał między palcami srebrną łyżeczkę z wygrawerowanym na niej stworzeniem przypominającym mistycznego smoka.

Kapitan Seltyr Ratani z dumą patrzył na otaczające go siedem fregat Munificent. Na tle Qish widniał również obraz statku o charakterystycznym kształcie niedomkniętego okręgu z centrum sterowania po środku – Lucrehulk Battleship.

Brunet zadzwonił łyżeczką o brzeg filiżanki i upił odrobinę gorzkiego napoju. Cukru nie używał; lubił tę ikoniczną goryczkę.

— Kapitanie — mechaniczny głos przerwał jego rozkosz. Otworzył oczy i z wyższością spojrzał na bezduszny automat. — Ktoś włamał się do naszych serwerów.

— CO?! — wykrzyczał. Jednym ruchem zerwał się z fotela. — Namierzyć transmisję i natychmiast zablokować. Powiadomić generała Kejta! Postawić flotę w stan gotowości! Możliwe nadejście statków republiki. Jakie odczyty?

— Żadnych zakłóceń. Niskie prawdopodobieństwo wyjścia floty wroga z nadprzestrzeni. Brak statków republiki nadlatujących od strony planety.

„Że też nie można prowadzić ostrzału orbitalnego. Zniszczyłby obóz republiki jednym rąbnięciem z potężnych dział i byłoby po problemie” pomyślał Seltyr.

— Sir! To jedna z elektrowni.

— Czy wiemy, co pobierają?

— Wygląda na to, że jeszcze szukają.

— No to zablokować ich NATYCHMIAST!

Niepokoiła go cała sytuacja. Kto mógł dostać się do elektrowni. To pewnie wszystko przez tą przeklętą Ziemię Labiryntu. Bardzo ubolewał nad tym, że z niewyjaśnionych powodów nie dało się posiąść pełnego skanu terenu. Jeśli republikanie mieli którędyś przemknąć niezauważeni, to właśnie tamtędy.

— Sir, dostali się do danych „Najpotężniejszej Strony Mocy”.

— Jeszcze ich nie zablokowaliście?!

— Nie możemy.

— Co niby znaczy "nie możecie"?!

Filiżanka wyleciała mu z ręki i z brzdękiem rozbiła się na podłodze. Seltyr przeklął w duch stratę ulubionego napoju.

— Skontaktować mnie z generałem Kejtem!

 

*

 

Już prawie! —krzyknął Pi. Musiał pokonać hałas ciężkiego działa obrotowego Lifteda i odgłosów blasterów pozostałych towarzyszy. Czwórka klonów stała schowana za kolorowymi skrzyniami broniąc jedynego wejścia do magazynu.

— Szybciej się nie da?! – odkrzyknął Lifted i opuścił karabin. Energicznie zabrał się za przeładowanie.

— MAAAAM! Zabierajmy się stąd! – Pi żywym ruchem wysunął wtyczkę z terminalu i zaczął zbierać przenośny komputer. Jego uszu dobiegł metaliczny dźwięk przewracanej wieży metalowych pudeł.

— Pomóż mi! — wrzasnął Shad w stronę Lightninga. Razem naparli na najbliższy wejścia regał, częściowo opróżniony z kontenerów. Potężna półka zwaliła się na rozsuwane drzwi a rozpędzone pudła wypełniły korytarz zgniatając parę droidów.

Grupa klonów czym prędzej pobiegła w stronę pasa transmisyjnego. Otworzyli ciężką, metalową klapę i wskoczyli do ciemnego tunelu. Kiedy znaleźli się w środku, Lifted z łoskotem zamknął właz. Przemieszczali się szybko, oświetlając drogę zamontowanymi przy hełmach latarkami. Nagle coś poruszyło całą konstrukcją a ciemność ustąpiła miejsca ciepłym promieniom wschodzącego, qishańskiego słońca. Przez wyrwę do wnętrza rury zaczęły wskakiwać droidy.

— Odsunąć się! – krzyknął Lifted i skierował swój karabin obrotowy w stronę wroga. Długa seria pocisków chwilowo oczyściła drogę. Piątka żołnierzy rzuciła się pędem w stronę lądowiska. Już słyszeli kroki podążających za nimi droidów.

— Biegnijcie dalej! Będę was osłaniał! – Znów gęsty ostrzał zasypał wroga. — ŻRYJCIE TO!

Widać już było koniec korytarza. Biegli ile sił w nogach przeciskając się między kontenerami. Nagle usłyszeli krzyk. Był to Lifted. Łoskot upadającego ciężkiego karabinu wypełnił pas transmisyjny.

— Shad! Chodź ze mną — wydał rozkaz Pike. — Reszta biegnijcie na statek. Dane są najważniejsze!

Nie odwracając się za siebie Pi i Lightning dopadli włazu i wyskoczyli na płytę lądowiska. Natychmiast wbiegli do wnętrza transportowca po otwartym włazie. W środku przywitał ich Q4-S4.

— Szybko! Spadamy stąd — powiedział Lightning opadając na fotel pilota. Silniki zawarczały a statek rozpoczął przygotowania do lotu. — Obyś wyłączył te działa!

— Bez obaw! – odpowiedział Pi patrzący z nadzieją w stronę wyjścia. W końcu z przejścia wyłoniła się trójka towarzyszy. Statek unosił się już lekko nad ziemią a silniki wzbijały tumany pomarańczowego pyłu. Pike i Shad trzymali wspólnie Lifteda. Energicznym ruchem dosłownie wrzucili go na otwartą klapę transportowca i sami wskoczyli do wnętrza statku. Wspólnymi siłami zaciągnęli żołnierza do wnętrza maszyny. Dopiero teraz Pi zobaczył przypalony pancerz towarzysza. Pocisk uderzył prosto w ochraniacz osłaniający barki. Niestety, zobaczył, że pocisk pokonał przeszkodę i dosięgnął ciała klona.

Droidy kontynuowały ostrzał jednak ich blastery wywierały niewielki efekt na potężnym transportowcu. Piątka żołnierzy i astromech mogli w końcu odetchnąć z ulgą. Teraz wystarczyło po drodze zabrać panią generał i czym prędzej wrócić do obozu.

Shad pomógł Liftedowi przedostać się na fotel drugiego pilota. Spojrzał na ranę. Pocisk przebił się przez ochraniacz i uszkodził bark żołnierza. Wydawało się, że ominął jednak aortę, ale pełnej analizy będą mogli dokonać dopiero w bazie.

W końcu ostrzał droidów ustał a na statku zapanowała błoga cisza.

 

*

 

— Czy możesz mi to wyjaśnić? — odezwała się postać na hologramie.

— Niestety nie, hrabio — Offerusz z trudnością utrzymywał kontakt wzrokowy.

— Najwyraźniej jest pan niekompetentną osobą do przeprowadzenia naszego planu — głos siwego mężczyzny był lodowaty.

— Doprowadzę wszystko do końca. Nieważne ilu żołnierzy republiki będę musiał zabić obiecuję że… — przerwał. Poczuł jakby niewidziany uścisk sinej dłoni na swojej szyi. Po chwili zdał sobie sprawę, że nie może zaczerpnąć powietrza a jego stopy nie dotykają ziemi. Bezgłośnie ruszał ustami próbując wciągnąć choć odrobinę życiodajnego gazu.

— Jeżeli nie jesteś sobie w stanie poradzić z bandą żołnierzy republiki — powiedział Dooku przez zęby — to chyba pora abym osobiście dopilnował żeby nasz projekt dobiegł końca. Nie muszę chyba mówić jak ważnym elementem naszej strategii jest podporządkowanie sobie Qirinee. — Offerusz przytaknął skinieniem głowy poświęcając na ten gest resztki wojej energii. — Oczekuj mojego przybycia.

Holograficzna postać zniknęła a blondyn upadł na podłogę, łapiąc w płuca zbawienny tlen. Jeszcze przez chwilę nie był w stanie się podnieść. Słusznie podejrzewał, że zwarcie w elektrowni nie było przypadkiem. Jak mógł dać się tak oślepić? Teraz musiał być gotowy na przybycie samego przywódcy separatystów.

W końcu podniósł się z ziemi. Skierował swoje kroki do panoramicznego okna, masując jednocześnie zbolałą szyję. Popatrzył na pomarańczowe piaski i wschodzącą czerwoną kulę, zawieszoną nisko nad horyzontem.

— Szlag by to… — westchnął cicho.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 8 miesięcy temu
    Tu zabrałbym zabezpieczenia, w końcu wcześniej o tym wspominał, więc raczej jest to niepotrzebne. Już złamałem pierwsze.- Już złamałem pierwsze zabezpieczenie. (ale to nie jest jakoś ważne)
    że to nie jest przypadek, że w elektrowni najbliżej obozu republiki doszło do pożaru? - drugie że, trzeba by zastąpić. Może A nie wydaje się wam niezwykłym zbiegiem okoliczności, że to w... - albo coś w tym stylu.
    nie mamy nic. Nic tu nie ma. Mam - mam, ma, mam. - może nie mamy nic, absolutnie nic. Są dane techniczne... itd.
    To znaczy, ze ma łączność z głównym serwerem separatystów na Qish - to znaczy, że może się połączyć z głównym serwerem.. Wiesz łączność i znowu ma, podwójne. :) ( A potem np. Umożliwi mi to złamanie zabezpieczeń i dostanie się do cennych danych.
    ta "kurwa", brzmi zbyt polsko, jak na klimat, może jakieś bardziej klimatyczne przekleństwo? Z racji, że ultrafanem nie jestem, ale na pewno znajdzie się coś lepszego, na końcu to samo. :)
    Dobra przejdźmy do niemarudzenia, odcinek udał ci się znacznie lepiej, obrazy, dźwięk płynęły same do mojej głowy, wszystko łatwo sobie wyobrazić, o wiele mniej powtórzeń i ładne kreski. Miło się czytało, a z wypisami wyżej zrobisz, co chcesz. Nie są jakieś bardzo przymusowe, no oprócz przekleństw. Lekko rozrzedzają klimat, żołnierz klnąć musi, ale w odpowiedni dla świata sposób. :)
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Ok, sprawdzę te powtórzenia bo faktycznie twoje pomysły wydają się lepsze. Co do przekleństw to właśnie jakoś trudni mi było coś dopasować. Chodzi o to, że np. po ang. powiedzą 'fuck' i pasuje w zasadzie zawsze. Wydaje mi się, że takim naszym odpowiednikiem będzie 'kurwa'. Może zmienić na lżejsze 'szlag'? Pomyślę jeszcze.
    Te kreski w końcu wiem jak robić. Jakoś wcześniej nie było dla mnie różnicy między myślnikiem a pauzą dialogową. Teraz już będzie lepiej.
    Dzięki za odwiedziny :)
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Ok, poprawione te miejsca które zaznaczyłeś. Nadal mam trochę problem z tymi przekleństwami także teraz tekst jest po prostu trochę złagodzony.
  • krajew34 8 miesięcy temu
    Pontàrú wszystko lepsze od kurwy. ;) ale ten rozdział wyszedł ci moim zdaniem najlepiej. Wszystko elegancko układało się w głowie
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Już podczas pisania wydawało mi się że 'to jest to'. Czasami się tak trafi. Dzięki za komentarz
  • Kapelusznik 8 miesięcy temu
    Ok. Kontynuacja dobra
    Plan szalony, ale że szybko wykonany - zadziałał
    Dziwi mnie że szybciej separatyści nie zareagowali.
    Flota nad planetą - odpowiedna - typowy układ blokady
    Że sam Dooku przylatuje - dziwa
    5
    Pozdrawiam
  • Nefer 5 miesięcy temu
    Istotnie, szybka, dynamiczna akcja, walka, zwycięstwo, ucieczka. Sukces. Zobaczymy, co w tych danych będzie. Rozdział napisany bardzo żywo i sprawnie. Co do dyskutowanych powyżej przekleństw, to specjalnie bym się nie czepiał. Niby dlaczego przekleństwa angielskie miały by być bardziej na miejscu w świecie odległej przeszłości w odległej galaktyce? Może jedynie dlatego, że świat Star Wars wymyślili autorzy anglojęzyczni. To i dali swoje przekleństwa, ale skoro piszemy po polsku, to i polskie "mięso" się nada. Zwłaszcza, że w tym jesteśmy akurat wcale nie gorsi.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania