Stary przyjaciel część 14. Star Wars

Po niedługim czasie przy stole stawiła się Valkiria wraz z Etreetee Avels. Kulturoznawczyni ku zaskoczeniu Asaro nie była twi’lekanką a człowiekiem. Była dość drobną, szczupłą kobietą. Nosiła krótko obcięte blond włosy a ubrana była w odpowiednie do panujących warunków krótkie spodnie i bluzkę.

Kobiety podeszły do holostołu. Valkiria położyła dłonie na blacie i rzuciła Jedi najbardziej jednoznaczne spojrzenie informujące o stopniu jej niezadowolenia i frustracji.

- Oto wspomniana pani Avels – powiedziała z wyczuwalną irytacją.

- Dziękuję Valkirio – Asaro postanowiła nie dać się zdenerwować. – Bardzo miło panią poznać. – Wyciągnęła rękę do malutkiej kobiety. Blondynka z wyraźną obawą popatrzyła w stronę Jedi i niepewnie potrząsnęła wyciągniętą dłonią. – Chciałam zadać pani kilka pytań. Pierwsze i najważniejsze: czy orientuje się pani w kanałach Ziemi Labiryntu? Aby doprecyzować, czy mogłaby pani przeprowadzić przez nią małą grupkę ludzi?

Kobieta spojrzała w ziemię. Dłonie trzymała złożone a ramiona miała skulone, przez co wydawała się jeszcze mniejsza. Asaro postanowiła jej nie popędzać.

- Myślę, że tak – Etreetee odezwała się w końcu. – Byłam tam wiele razy na badaniach. Myślę… myślę, że sieć głównych korytarzy znana jest raczej każdemu mieszkańcowi Qish… a ja… a ja…

- Spokojnie – delikatnie powiedziała Asaro. – Może napijesz się czegoś? W zasadzie nie mam do zaoferowania niczego prócz wody, więc jak chcesz to ci przyniosę. – Spojrzała na rozmówczynię, która delikatnie pokiwała głową. Jedi odeszła od stołu i zniknęła za kotarą swojego namiotu. W środku wysłała wiadomość do Treeke, aby i on przyszedł na spotkanie. Napełniła stojący na stoliku kubek porcją zimnej wody i wróciła do oczekujących kobiet. Wręczyła naczynie blondynce. Etreetee wzięła je w obie ręce i spojrzała w ziemię. Powoli wzięła parę łyków i odstawiła kubek na holostół.

- Przepraszam… po prostu pierwszy raz rozmawiam z Jedi i…

- Nie masz się czego obawiać…

- Dokładnie! Zwłaszcza, że najprawdopodobniej nic ci by i tak nie zrobiła bez konsultacji z Radą – wtrąciła Valkiria. Asaro posłała jej mordercze spojrzenie.

- Nie jesteśmy tu by się kłócić – przerwał napięcie podchodzący do zgromadzonych Treeke. – Sondaże podają, że wytrwamy tu najwyżej trzydzieści dni i to i tak przy dobrych wiatrach. Zamiast sprzeczać się między sobą skupmy się, aby opracować sensowny plan i wyjść z tej sytuacji. – Padawan wiedział w duchu, że jego mistrzyni mu dziękuje.

- Wróćmy na temat główny – zaproponowała Jedi. – Powód, dla którego pytam o Ziemię Labiryntu to otrzymane przeze mnie doniesienie, jakoby u podnóża pasa górskiego znajdującego się za nią separatyści postawili coś w rodzaju elektrowni. Analizując różne zagrania w poprzednich etapach wojny wydaje się to kompletnie nową taktyką. – Popatrzyła na Valkirię upewniając się, czy ta nie chce dorzucić jakiegoś komentarza. – Moim zdaniem powinniśmy sprawdzić dokładniej, o co chodzi. Myślałam o uformowaniu małej grupki, która mogłaby ukryć się na terenie elektrowni i pozyskać dla nas cenne dane. Mówiąc o pewnej grupce mam już nawet konkretne osoby na myśli.

- Skorolle – powiedział Treeke.

- Dokładnie! Skorolle to dawny oddział, którym wraz z generałem Fadarem dowodziłam. Jednostka, która po swoich pierwszych akcjach straciła rację bytu.

- Czyli, jeśli dobrze rozumiem, droga generał Erhetio, pragniesz do elektrowni wysłać nieistniejący oddział – dorzuciła niebieskoskóra twi’lekanka krzyżując ręce na klatce piersiowej.

- Odział nie istnieje, to prawda. Istnieje jednak opracowana specjalnie dla niego technologia. Chodzi mi o stroje klonów mogące zapewnić im maskowanie. Przeprawienie się przez Avuno Zefeeroshegsheq to jedno, a podejście do elektrowni to drugie. Dzięki maskowaniu niewielka grupa byłaby w stanie dostać się do środka a nawet ukryć w elektrowni na kilka dni.

- Problemem pozostaje, że wspomniane stroje zostały nam odebrane po zakończeniu działalności Skorolle – skomentował Treeke.

- Tak, ale myślę, że Rada zgodziłaby się na ich użyczenie…

- Znowu Rada! – krzyknęła Valkiria – bez niej nie jesteś w stanie się obejść!

- Tak się składa – nie wytrzymała Asaro – że ktoś musi panować od góry nad całą sytuacją a ryzykowne decyzje nie powinny być podejmowane przez nierozgarniętych paraprzywódców!

Spojrzenia kobiet się spotkały. Jedi nie była w stanie ukryć złości. Zdawało się, że z jej oczu sypią się zielone iskry. Valkiria lekko zmarszczyła brwi. Na jej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Położyła ręce na biodrach, rzuciła gardzącym spojrzeniem i odeszła od stołu. Asaro podążała za nią wzrokiem. Kiedy twi’lekanka zniknęła z pola widzenia Jedi obróciła się i usiadła na krawędzi nowoczesnego mebla. Przeczesała ręką szare włosy i głośno wypuściła powietrze z płuc.

Całemu zajściu przyglądała się Etreetee. Skuliła się tak, że zdawała się jeszcze mniejsza niż na początku rozmowy. Asaro niczym nie była w stanie wytłumaczyć zachowania kobiety. Nie rozumiała jej strachu. W końcu odwróciła się do kulturoznawczyni.

- Przepraszam cię za to – powiedziała smutnym głosem. Blondynka trochę się uspokoiła. – Pragnę jedynie wiedzieć, czy poprowadzisz nas przez Avuno Zefeeroshegsheq? – W odpowiedzi otrzymała tylko kiwnięcie głową. – Dziękuję, możesz odejść.

Etreetee delikatnie dygnęła i szybkim krokiem opuściła wzniesienie. Asaro jeszcze przez jakiś czas siedziała na stole. Kiedy Treeke chciał coś powiedzieć jego mistrzyni niespodziewanie zerwała się, złapała za stojący obok kubek i cisnęła nim w oddaloną ścianę kotliny. Tuż przed samą skałą naczynie zawisło w powietrzu i powoli podryfowało, kończąc lot w ręce Padawana.

- I weź z nią rozmawiaj! Na jakiej podstawie została mianowana generałem? – powiedziała Asaro, akcentując każdą sylabę.

- Nie wiem, ale teraz na pewno z tym nic nie zrobimy – odpowiedział chłopak. Kobieta musiała przyznać mu rację. Znów zaczęła rozmyślać nad przysłaniem jej na tę wojnę. Coraz bardziej tkwiła w przekonaniu, że Zakon wiedział, jaka dokładnie sytuacja panuje na Qish i że specjalnie wysłali kogoś nieznaczącego.

Przerwał jej Treeke.

- Może ja skontaktuję się z radą a ty spróbujesz dokończyć plan – zaproponował.

- Nie, nie, w porządku – odparła. – Zostań, możemy spróbować razem.

Wstała i wpisała do komputera odpowiednie namiary. Na holostole pojawiły się niebieskie postacie mistrza Windu i mistrza Yody.

- Witaj, Asaro – powiedział Mace.

- Witaj mistrzu. Mam nadzieję, że poprzedni raport dotarł w całości.

- Dane widzieliśmy. Straszne żniwo wojna zbiera – odpowiedział Yoda.

- Dostaliśmy dodatkowe informacje od wywiadu - kontynuowała - niedaleko naszego obozu znajduje się nowy budynek postawiony najprawdopodobniej przez separatystów.

- Cały budynek? – spytał Windu.

- Tak. Z raportu wynika, że jest to jakiś rodzaj modułowej elektrowni lub stacji inżynieryjnej. Niepokojące są rozmiary obiektu. Nie pasuje to do żadnych poznanych taktyk droidów. Opracowałam pewien plan pozwalający nam sprawdzić, co to jest, jednak brakuje nam sprzętu. – Po słowach Asaro dwaj Jedzi zamyślili się na chwilę. W końcu odezwał się mistrz Windu.

- Czego byście potrzebowali?

- Strojów maskujących należących do dawnego oddziału Skorolle i najlepiej jego dawnych członków.

Mistrzowie popatrzyli na siebie. Nie wydawało się, że słowa Asaro wywarły na nich jakikolwiek wpływ.

- Niestety blokada Qish jest już całkowicie zamknięta. Żaden z naszych transportowców się przez nią nie przebije. Chyba, że masz jakiś pomysł? – Czarnoskóry mężczyzna podrapał się po brodzie.

- Niestety nie znalazłam jeszcze sposobu – powiedziała niepewnie Asaro. Członkowie Rady wymienili spojrzenia. Mistrz Yoda opuścił wzrok a Mace Windu skrzyżował ręce na klatce piersiowej.

- Przepraszam, że przerywam – powiedział niespodizewanie Treeke – ale chyba wiem jak dostarczyć tutaj ten sprzęt. – Mistrzowie popatrzyli na młokosa. – Skorolle miało również specjalną kanonierkę. Statek prawie całkowicie niewykrywalny i posiadający własny hipernapęd. Może udałoby się na nim przysłać potrzebne zaopatrzenie.

Gdy skończył mówić holograficzny obraz zachwiał się. Wyświetlane postacie poruszały ustami, ale nie było dźwięku. Asaro poderwała się i szybko zaczęła sprawdzać jakość sygnału.

- Nie, nie, nie! – krzyknęła, zmieniając parametry w komputerze. Dwaj mistrzowie wydali z siebie ostatni dźwięki, po czym obraz kompletnie zniknął. Na terminalu wyświetliła się informacja o braku łączności. Jedi uderzyła pięścią w obudowę urządzenia.

- Mają nas – skomentował Treeke patrząc w niebo. – Zablokowali sygnał. Musiało to w końcu nastąpić. – Zrobił krótką pauzę. Mistrzyni stała oparta o holostół. – Co teraz robimy? – spytał.

- Czekamy – odpowiedziała szarowłosa kobieta – i liczymy na to, że nam pomogą.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Dobry plan
    Konflikty między dowódcami
    I ostateczne odcięcie sił republiki na planecie
    5
    Bez uwag
    Czekam na kolejną część

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania