Stary przyjaciel część 37. Star Wars

— Nastąpiło rozszczelnienie transportowca! — krzyknął jeden z pilotów republikańskiej kanonierki. — Na radarze pojawiły się trzy sygnatury postaci. Jedna z nich to pani senator Anusmi.

— Natychmiast leć za nią!

Wojskowy transportowiec wystrzelił z nową mocą silników, drastycznie obniżając swój lot. Przed oczami pilota coraz wyraźniej widać było pasy ruchu na Curuscant i powiększające się modele ścigaczy.

— Możemy mieć problem, sir. Zaraz znajdziemy się na niedozwolonej wysokości latania.

— Postaraj się ją złapać zanim do tego dojdzie… — Przerwały mu odgłosy strzałów. To wróg zawrócił swój statek i teraz atakował kanonierkę z niewielkich działek zamontowanych tuż pod opadającym kokpitem. Musiał to być akt desperacji. Republikanie mieli przewagę liczebną cztery do jednego a transportowiec wroga raczej nie dysponował mocą dział zdolną do przebicia pancerza pojazdów klonów. Istniało jednak nadal ryzyko ugodzenia w najbardziej wrażliwy element jakim były silniki i schowki na rakiety.

Pilot gwałtownie skręcił maszyną unikając ostrzału. Zobaczył, że za wrogiem już podąża reszta statków republiki a wróg zaczął za wszelką próbować pozbyć się ścigających go statków. Na pokładzie nie było już pani senator więc nic nie powstrzymywało żołnierzy przed pozbyciem się nieprzyjaciela. Wiadomo że prawo prawem ale ostatecznie i tak w raportach wszystko przepchnie się jako konieczność użycia siły, co z resztą nie byłoby niezgodne z prawdą. Republikanie zachowali procedury i rozpoczęli ratunek powiadomieniem wroga o sytuacji i oddawaniem strzałów ostrzegawczych. To porywacze zaczęli otwartą walkę.

Chwilowe zamieszanie związane z ostrzałem zmusiło pilota do zmiany trajektorii i tym samym do zwiększenia dzielącego ją od senator dystansu. Nie wróżyło to dobrze zwłaszcza, że według kalkulacji komputera będą w stanie przechwycić spadającą kobietę dopiero poniżej pierwszych pasów ruchu. Pilot uważnie obserwował odczyty skanera podczas gdy statek nieustannie przyspieszał pionowo w dół.

Nagle coś go zaniepokoiło. Na radarze pokazał się jeden ze ścigaczy, który łamiąc zasady ruchu na Curuscant, opuścił przeznaczoną dla niego trasę.

„Wariaci uliczni, tego nam jeszcze było trzeba” pomyślał klon i złapał pewniej za stery. Nie dość, że musiał przestrzegać normalnych zasad to teraz jeszcze dodatkowym utrudnieniem stawał się ten pirat. Znów odczytał wskazania skanera. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczył, że wyłamujący się z zasad ścigacz znajduje się dokładnie w tym samym miejscu co sygnatura senator Anusmi. Bez chwili wahania spróbował nawiązać kontakt z kierowcą.

— Tu kanonierka wojskowa oddziałów republiki. Podaj swój identyfikator.

— Nazywam się Sheeq Quizet — odezwał się męski głos. — widzę panią senator Anusmi. Jestem tuż pod nią i zaraz ją przechwycę.

— Proszę nie podejmować takich prób i wrócić do normalnego ruchu…

— Wy nie zdążycie jej przechwycić… — w słuchawce rozległ się dźwięk trąbienia — szlag!

— Proszę natychmiast zaprzestać jakichkolwiek prób! Jest to niezgodne z prawem i będzie pan… — ostro skręcił kanonierką żeby uniknąć zbliżającego się busa — będzie pan oskarżony o utrudnianie pracy… — poderwał maszynę gdy nagła fala pojazdów pojawiła się nie wiadomo skąd. Pilot czy chciał czy nie, musiał jednak zgodzić się z kierowcą śmigacza, że szanse na przechwycenie senator przez statek wojskowy drastycznie malały.

W tym samym czasie czerwony pojazd z otwartym kokpitem wisiał tuż pod opadającym, nieprzytomnym ciałem Thirs. Sheeq trzymał silnie za stery patrząc cały czas w górę. Widział jak kanonierka ma problemy z przebiciem się przez setki latających pojazdów zalewających ulice Curuscant. Doskonale wiedział, że tak duży statek nie ma w zasadzie możliwości płynnie przelecieć przez tłum malutkich śmigaczy. Pomimo ostrzeżenia klona i możliwości poniesienia konsekwencji za swój czyn Sheeq wiedział, że w tej chwili tylko on może pomóc przyjaciółce.

Jego prędkość była identyczna z prędkością opadania brunetki. Senator pomyślał w duchu iż może dobrze, że towarzyszka jest nieprzytomna. Oszczędza jej to sporego stresu. Nieznacznie zmniejszył prędkość. Widział jak postać w jasnych ubraniach zaczyna zbliżać się do jego śmigacza. Kobieta opadła wprost na tylną kanapę. Sheeq odetchnął z ulgą. Cieszył się jednak zbyt wcześnie. Zlatując wleciał wprost na środek wielkiego skrzyżowania ulokowanego między czterema potężnymi wieżowcami. Gwałtownie skręcił i z całych sił poderwał swoją maszynę, unikając rozpędzonych pojazdów pozostałych obywateli stolicy. Dziesiątki klaksonów rozległy się w jednej chwili a tuż pod podłogą swojego czerwonego ścigacza Sheeq usłyszał zgrzyt rysującego się metalu i serię obraźliwych słów w pięciu różnych językach. Samych języków nie znał ale wulgaryzmów bez problemu zdążył się już nauczyć.

Skierował pojazd do najbliższego pasa ruchu i powoli i spokojnie włączył się do tłumu przecinających niebo pojazdów. Obejrzał się za siebie. Thirs nie zdawała się odnieść żadnych obrażeń i teraz w dość oryginalnej pozie leżała na tylnej kanapie ścigacza. Twi’lekanin podniósł rękę z komunikatorem i przyłożył urządzenie do ust.

— Kapitanie Serako? Tak mówi senator Quizet. Mam ją. Podaję swoje współrzędne.

Opuścił rękę i kliknął jeden przełącznik na desce rozdzielczej. Głośno wypuścił powietrze z płuc. Zobaczył przelatującą nad pasem ruchu kanonierkę.

— Dobra robota — ponownie usłyszał głos klona w komunikatorze. — Kapitan Seraka już nas poinformował. Proszę podążać za jego dalszymi wskazówkami. Oczekujemy pana w głównej siedzibie strategicznej.

 

*

 

— Jakie rozkazy teraz — spytał kapitan Tancerville. Asaro patrzyła na wyświetlane plany przerobienia drugiego z krążowników. Zastanowiła się chwilę.

— Wiemy, że wiadomość dotarła do republiki…

— Tego nie wiemy — przerwała jej Valkiria.

— No dobrze, ale wiemy, że opuściła Qish a to pozwala nam sądzić, iż ktoś ją przechwycił.

— Najprawdopodobniej separatyści.

— Oni też, to pewne. Nic jednak nie zrobią bez hasła.

— Na pewno podjęli już jakieś próby jego odnalezienia — dołączył się Talis Tancerville.

— I to mnie martwi najbardziej. Do odkodowania wiadomości potrzebna jest jedna osoba zamieszkująca Curuscant.

— Ten plan jest gorszy niż mój plan ataku na stolicę — złośliwie powiedziała Valkiria.

— Nie, bo przynajmniej mój ma szanse powodzenia — w równie złośliwy sposób odpowiedziała Jedi. Niebieskoskóra twi’lekanka przewróciła oczami.

— Nadal należy jednak podjąć jakieś działania — przerwał sprzeczkę kapitan. — Pani generał, nie możemy tu zostać. Zapasy się już kończą a nad doliną Janori jesteśmy łatwym celem. Mamy szczęście, że geologia planety nie pozwala na prowadzenie ostrzału orbitalnego. Inaczej cała misja zakończyła by się pierwszego dnia.

— Zastanawia mnie jedno. Czemu separatyści nas jeszcze nie zaatakowali. Mają ogromną przewagę a po tym jak wysłaliśmy informacje mają prawo podejrzewać, że ściągniemy tu pomoc republiki.

— Muszą się teraz dobrze zastanowić nad kolejnym ruchem — powiedział Talis. — Mają możliwość podjęcia różnych strategii. Jeżeli uda im się porwać osobę, która zna hasło przed tym jak republika je rozszyfruje, mogą udawać, że całość była ich pomysłem i pułapką dla republiki. Z drugiej jednak strony obawiając się ataku być może ściągną więcej wojska. Takie zachowanie może być za razem potwierdzeniem i zaprzeczeniem wcześniejszej strategii w zależności jak długo i jak dobrze będą ciągnąć kłamstwo. Kolejna opcja jest taka, że i tak zwiększą obronę, ponieważ dowiedzą się, że republika wyśle wsparcie. Nie wiem jaka jest obecnie sytuacja na froncie ale może się również okazać, że nie mają skąd ściągnąć dodatkowych statków podobnie z resztą jak armia republiki. Z moich ostatnich danych wynikało, że wszystkie maszyny zaangażowane są na licznych frontach wojny i nie bardzo mamy skąd wziąć pomoc. No i zostaje jeszcze opcja, że jesteśmy tu teraz jako zakładnicy. Jeśli wojska republiki przybędą i nie będą miały znaczącej przewagi, a tak najpewniej będzie, separatyści mogą nas po prostu użyć jako zakładników. Rozkażą naszym wojskom wycofać się pod warunkiem oszczędzenia nas tu na powierzchni planety.

— Przecież i tak nas nie oszczędzą! — skomentowała dość głośno Valkiria.

— Jest to możliwe, jednak takie zachowanie może dać im wystarczająco dużo czasu na skończenie swojego projektu i zmuszenie Qirinee do stanięcia po ich stronie.

— Sądzę iż republika faktycznie byłaby w stanie nas poświęcić — odezwała się dość smętnym głosem Asaro. — Zawsze sądziłam, że to źle ale teraz wygląda na to, że może nas to uratować. A myślałam, że bycie tym bez którego reszta sobie świetnie poradzi to najgorsza robota.

— Nie rozumiem — Valkiria popatrzyła się na Jedi.

— Weźmy pod uwagę scenariusz z zakładnikami. Republika odczytała hasło i wysłała do nas swoje wojska. Separatystom nie udało się odnaleźć klucza do wiadomości oraz podobnie do nas mają problemy z niewystarczającą liczbą statków bojowych. Znaczy to tyle, że raczej nie zwiększą i tak już solidnej blokady Qish. W związku z tym mogą zastosować wspomnianą przez kapitana Tancerville’a strategię. Nie będą nas teraz atakować a kiedy zjawią się wojska republiki, po prostu użyją nas jako zakładników. Nie wiedzą jednak, że w sumie reprezentujemy sobą małą wartość i prawdopodobnie nasza armia nie będzie się przejmować słowami wroga i rozpocznie atak.

— Wierzy pani, że republika zostawi nas na pewną śmierć? — spytał Talis.

— W zasadzie już to zrobiła. Przylot na tę planetę to była misja samobójcza.

— A jeśli jednak podejmą decyzję o powstrzymaniu ataku żeby nas chronić?

— Wtedy będę musiała poukładać sobie parę spraw w głowie na nowo.

 

*

 

Ostre światło białych lamp kłuło ją w oczy. Dodatkowo tępy ból w czaszce powodował odczucie wyrwania z rzeczywistości. Przynajmniej pod kocem było przyjemnie ciepło. Leżała na czymś w rodzaju łóżka i bała się przed sobą przyznać, że najprawdopodobniej jest to łóżko szpitalne. Jej teoria potwierdziła się kiedy podczas próby poruszenia ręką poczuła jak coś pociąga za jej skórę. Była to igła z długim przewodem kończącym się na obudowie jakiegoś urządzenia. Spróbowała podnieść drugą rękę i tym razem nie napotkała żadnego oporu. Przysłoniła dłonią oczy i dopiero teraz zobaczyła siedzącą na końcu łóżka niebieskoskórą postać. Mężczyzna uśmiechnął się ciepło.

— Sheeq? — spytała niepewnie.

— We własnej osobie — odparł wciąż uśmiechający się twi’lekanin.

— Co się… jak ja się tu znalazłam? — Rozejrzała się po pokoju.

— Spokojnie. Jesteś z powrotem w Głównej Siedzibie Strategicznej. Można powiedzieć, że sobie trochę polatałaś.

Thirs powoli zaczynała sobie przypominać co się stało. Pamiętała już jak otworzyła właz statku porywaczy i jak potężna siła wyciągnęła ją na zewnątrz. Reszty pozostawało jej się tylko domyśleć. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Wewnątrz nie było nikogo prócz jej i Sheeqa. Zobaczyła leżący na stoliku obok łóżka holopad taki sam, jaki dostała gdy miała znaleźć ukrytą wiadomość.

Myśl ta spowodowała, że ponownie ciężko opadła na poduszki. Zaniepokojony senator już maił wstać lecz kobieta uspokoiła go skinieniem ręki. Przejmowało ją, że była prawdopodobnie dużą nadzieją dla republiki i najpewniej dla samej Asaro również i nie mogła znieść faktu, że nie ważne jak bardzo próbowała, nie była w stanie odnaleźć ukrytego hasła.

Sheeq podsunął się trochę bliżej niej.

— Hej, wszystko w porządku? — zapytał z troską w głosie. — Dobrze się czujesz? Może mam iść po doktora?

— Nie, nie, wszystko w porządku — westchnęła.

— Martwi cię Asaro? — bardziej stwierdził niż spytał twi’lekanin.

— Martwi mnie to, że nie jestem w stanie pomóc a za to sama powoduje kolejne problemy.

— Na pewno zrobiłaś wszystko co w twojej mocy. Z resztą czego mogli chcieć od prostej pani senator? — Sheeeq nie był pewny czy wypowiedziane przez niego słowa są pocieszające czy może przypadkiem uderzył w czuły punkt przyjaciółki. Wystraszył się trochę kiedy kobieta znów usiadła w bardziej wyprostowanej pozycji i spojrzała prosto na niego.

— Miałam znaleźć hasło ale nic z tego. Wiem, że Asaro chciała mi coś przekazać. Znasz „Zbrodnię adoskonałą”?

— Oczywiście! Obowiązkowa lektura.

— Widzisz, to rozpoznałam bezbłędnie. Pamiętałam motyw w którym nawet ci, którym można ufać ostatecznie cię zdradzają. To dlatego posłałam kapitana Serakę po nadajnik dzięki któremu mnie znalazłeś i ostatecznie uratowałeś. Było to w wiadomości. W cytacie z tej książki. Musi być jeszcze coś czego nie widzę.

Sheeq wstał z łóżka i usiadł na małym stołku na kółkach i podjechał bliżej senatorki. Wyciągnął do niej rękę a ona złapała ją i położyła na pościeli.

— Mogę zobaczyć tę wiadomość? — spytał.

— Chyba nie mam już dostępu do bazy danych ale napatrzyłam się na nią na tyle długo, że pamiętam każdy znaczek.

Podniosła ostrożnie leżący na stoliku holopad i odpaliła aplikację notatek i wypisała przyjacielowi wszystko co sama odkryła. Niestety nie było tego za dużo a część z jej teorii była niepełna i wyłamywała się patrząc na większą skalę. Sheeq również uważnie przeczytał wszystkie jej notatki.

— Hmm, czyli wychodzi na to, że można szukać i w pionie i w poziomie. Tak jak tutaj słowo „Asaro” jest poziomo a tu — wskazał palcem miejsce na ekranie — „Thirs” jest zapisane pionowo.

— No tak. Patrzyłam już na to i pod takim kątem. Nie ma tu nic oprócz losowych liter.

— A te trzy litery igrek? Widzisz tutaj? — Znów wskazał fragment kodu.

— Widzę. Nie ma jednak sensu w żaden sposób ich łączyć. W szyfrach typu zastawkowego nie ma nawet słowa w Basicu które mają trzy takie same litery pod rząd.

— A co z Kashyyyk?

— Kashyyyk? Planeta Wookie’ch? — Nagle głośno wciągnęła powietrze. — Chiyiwey!

— Chiy… co?

— To jest hasło! To musi być to!

— Co to jest? — Euforia Thirs powoli zaczęła udzielać się i jemu jednak nadal nie rozumiał co senatorka ma na myśli.

— To imię dawnej przyjaciółki Asaro. Trenowały razem w zakonie a Asaro nadal ma jej miecz!

— Nie chciałbym przerywać — w drzwiach odezwał się znany Thirs głos Hadriana Acquainta. Obie postacie spojrzały na wchodzącego do pokoju medycznego mężczyznę w mundurze koloru khaki. Na lewej piersi widniał zestaw odznaczeń a przy pasie wsiała kabura z wojskowym blasterem. Zastępcy generała towarzyszyła eskorta dwóch klonów z karabinami. — ale niestety muszę porozmawiać z…

— Znalazłam klucz! — nie pozwoliła mu dokończyć Thirs. Mężczyzna jakby na chwilę zmienił tok swoich myśli i spojrzał na rozmówczynię. — Znalazłam klucz — powtórzyła i wręczyła wojskowemu holopad.

— Sprawdźcie mi to natychmiast — polecił Hadrian jednemu z żołnierzy. — Dziękuję za pani czas i mam nadzieję, że przekazane… słowo… będzie faktycznie kluczem do zakodowanej wiadomości. Muszę jednak porozmawiać z senatorem Sheeqiem Quizetem.

Po tych słowach drugi z żołnierzy stanął obok zastępcy generała z kajdankami w ręku. Thirs spojrzała na towarzysza, który wyglądał na wyraźnie zmieszanego.

— Jest pan zatrzymany za nie stosowanie się do rozkazów wojsk republiki i za utrudnianie pracy naszym ludziom.

Brunetka nie mogła uwierzyć w to co słyszała. Jak to zatrzymany? Za co? Co ją ominęło podczas gdy była nieprzytomna. Dopiero teraz do niej dotarło, że nie spytała się przyjaciela jak się tu znalazła i że niewykluczone, że zrobił dla niej coś więcej niż pomógł zlokalizować statek porywaczy.

— Nie możecie go od tak aresztować. Ma immunitet!

— Niestety, jeśli kogoś łapie się na gorącym uczynku immunitet nie obowiązuje — odparł Acquaint.

— Sheeq? Powiedz coś!

— Przykro mi, ale to prawda — odpowiedział senator i wyciągnął ręce przed siebie by klon mógł nałożyć mu kajdanki. — Wszystko ci wyjaśnię. Teraz skup się, żeby pomóc Asaro.

— Sheeq ale jak to? Ja nie rozumiem.

— Dowie się pani wszystkiego w swoim czasie… — przerwało Acquaintowi brzęczenie komunikatora. Mężczyzna zbliżył urządzenie do ust. — Tak? — spytał ostrym tonem — Działa? Dobrze. Zaraz będę na miejscu.

Thirs spojrzała na żołnierza pytająco, cały czas nie rozumiejąc przedstawionej jej sytuacji.

— Wygląda na to, że znaleziony przez panią klucz faktycznie działa — uśmiechnął się w dość nieprzyjemny sposób. — Wychodzimy — powiedział ostro a Sheeq został wyprowadzony przez klona z pokoju medycznego. Thirs próbowała jeszcze coś powiedzieć ale szklane drzwi zasunęły się i została sama w rozświetlanym przez białe lampy pomieszczeniu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TheRebelliousOne 2 tygodnie temu
    A któż to wrócił na opowi… :D Rozdział ciekawy. Podobała mi się akcja na samym początku, potrafi trzymać czytelnika w napięciu, a to lubię. Reszta również jest dobra i gdybym był Disneyem, przejąłbym prawnie opowiadanie i zrobił z niego film dla mas XD Leci 5 i serdecznie pozdrawiam :)
  • Pontàrú 2 tygodnie temu
    A dziękuję, dziękuję. Cuda się zdarzają a ja z martwych powstaję XD Cieszę się, że się podobało. Kiedyś się nauczę animacji komputerowej i zrobię serial o Asaro ;)
  • Kapelusznik ponad tydzień temu
    Fajny odcinek - uwag nie mam. Logika i akcja na świetnym poziomie.
    wyślę ci wiadomość na messangerze
    Mam pewien pomysł.
  • Pontàrú ponad tydzień temu
    Miło mi. Odczytam ;)
  • Kapelusznik ponad tydzień temu
    Wysłałem to o co prosiłaś :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania